Dodaj do ulubionych

Zabytek do zabudowy

03.11.05, 12:19
W zabytkowym parku Morskie Oko można na spornej działce budować szalet,
lecznicę weterynaryjną, pawilon wystawowy i parking. Nie wolno jednak zwrócić
jej byłym właścicielom.
Ziemię przy ul. Promenady rodzina pani Danuty Krueger-Lekki kupiła tuż przed
wojną.

- Wtedy to było zachwaszczone pole. Po wojnie teren zabrano naszej rodzinie na
mocy dekretu Bieruta - opowiada spadkobierczyni. Od lat bezskutecznie stara
się o zwrot nieruchomości.
Konserwator mówi: nie

- Już w 2001 roku samorządowe kolegium odwoławcze stwierdziło, że działkę
odebrano nam bezprawnie. Bardzo się ucieszyłam, zwłaszcza że kolegium orzekło,
że mam prawo do odszkodowania od miasta za bezprawne korzystanie z gruntu -
opowiada pani Danuta.

Powołując się na korzystne dla siebie orzeczenie, spadkobierczyni złożyła w
ówczesnej gminie Centrum wniosek o zwrot działki. Żeby oddać ziemię, urzędnicy
musieli wydzielić ją z terenu parku. Jako że grunt podlegał ochronie
konserwatora zabytków, wysłali do niego pismo z pytaniem.

- Czekałam, czekałam i nic. Wreszcie, w lutym 2003 roku, przyszła wiadomość:
konserwator odmówił zgody na wydzielenie. Powołał się na to, że działki
znajdują się w granicach zabytkowego parku - opowiada pani Krueger-Lekki.

Wojewódzki konserwator zabytków uznał, że zwrot terenu byłym właścicielom
zaszkodziłby zabytkowi.

- Wyodrębnienie gruntu z historycznego układu parkowego jest niedopuszczalne z
punktu widzenia konserwatora, gdyż naruszy wartości kulturowe zabytkowego
parku - czytamy w decyzji.

- Byłam zszokowana. Kiedy składałam wniosek o zwrot, działka podlegała
ochronie konserwatora, ale nie była częścią parku - mówi spadkobierczyni.
Konserwator mówi: tak

Teren, o którego zwrot stara się pani Krueger-Lekki, nie jest pusty. Wcześniej
przy ul. Promenada stał szalet. Już kilka lat temu przerobiono go na lecznicę
weterynaryjną. W maju zeszłego roku dzierżawca wystąpił o zgodę na rozbudowę
lecznicy. Konserwator zgodził się na inwestycję. Dwa lata wcześniej nie miał
też nic przeciwko budowie "pawilonu ogrodowego gastronomiczno-wystawienniczego
z miejscami parkingowymi".

Zdaniem konserwatora zgoda na wyłączenie części terenu z granic parku a
pozwolenie na jego zabudowę to dwie różne sprawy.

- Teren Morskiego Oka jest wpisany do rejestru zabytków, wydzielenie z niego
jakichś działek zagrażałoby spójności chronionego obszaru i jego kompozycji -
tłumaczy Hanna Lewicka, rzecznik prasowy wojewódzkiego konserwatora zabytków.
- Gdybyśmy na to pozwolili, mogłyby tam powstawać obiekty poza kontrolą
konserwatora.

- Obowiązujący wtedy plan zagospodarowania gwarantował konserwatorowi pełną
kontrolę - zauważamy.

- Rzeczywiście - zgadza się Hanna Lewicka.

Konserwator ma też wytłumaczenie, dlaczego zgodził się na zabudowę parku.

- Planowane inwestycje poprawiają estetykę tej części parku. Szalet i pawilon
gastronomiczny już stoją na tym terenie, a wyglądają nie najlepiej. Gdybyśmy
odmówili inwestorom, degradacja tych obiektów postępowałaby nadal ze szkodą
dla parku - mówi Hanna Lewicka. - Gdyby ten pawilon i szalet należały do pani
Danuty Krueger-Lekki, to bez problemu dostałaby od nas zgodę na ich przebudowę
- zapewnia.
Kłopoty z kalendarzem

Na odmowną decyzję konserwatora spadkobierczyni musiała czekać prawie pięć
miesięcy. Wniosek złożyła we wrześniu 2002 roku, w grudniu zaś konserwator
rozszerzył granice parku. Na tej podstawie w lutym następnego roku wydał
decyzję negatywną dla Danuty Krueger-Lekki.

- Wygląda na to, że konserwator celowo nie wydał mi w terminie decyzji, żeby
zablokować zwrot - mówi rozżalona spadkobierczyni.

- To tylko zbieg okoliczności - przekonuje Hanna Lewicka. - To wynika z
natłoku spraw, jakie mieliśmy do załatwienia. Nie wstrzymywaliśmy specjalnie
rozstrzygnięcia sprawy tej pani.Jak ustaliła "Rz", dzierżawca szaletu na
pozytywną decyzję czekał dziesięć dni, a wydanie pozwolenia na budowę pawilonu
z parkingiem zajęło WKZ dwa miesiące.
/rzeczpospolita.pl/
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka