08.10.02, 22:54
Za interią:
Do niedawna pracowały wyłącznie przy głównych szlakach komunikacyjnych i
blisko granic państwa. Od pewnego czasu rozprzestrzeniły się po całym kraju.
Tak się dzieje zawsze, gdy wskutek nadmiernego wzrostu liczebności populacji
traci ona możliwość wyżywienia się w danym ekosystemie. Wówczas najbardziej
przedsiębiorcze osobniki wyruszają w poszukiwaniu nowych rewirów. Zasada ta
dotyczy wilków, lecz i "tirówek" (warto zauważyć, że oba gatunki występują
najobficiej na obszarach leśnych). W tym drugim przypadku chodzi także o
wyjście naprzeciw popytowi.
"Tirówek", w przeciwieństwie do wilków, nie obejmują żadne okresy ochronne.
Od czasu do czasu policja organizuje na nie obławy, zmobilizowana nagonką
lokalnych aktywów. Wypłoszone z lasu okazy są przewożone do komisariatów,
gdzie zaczynają się kłopoty, ale dla organów ścigania i porządku. "Tirówki"
legitymują się bowiem z reguły zagranicznymi paszportami i mówią wyłącznie w
obcych, choć słowiańskich językach. W pracy im to nie przeszkadza, lecz w
obliczu funkcjonariuszy tracą umiejętność komunikowania się z mężczyznami.


Podjęcie jakichkolwiek czynności prawnych wymaga ściągnięcia tłumacza z
bułgarskiego czy starocerkiewnego. Drugi problem jest poważniejszy. Polega
na trudnościach ze znalezieniem przeciwko "tirówkom" odpowiedniego
paragrafu. W jednym z województw usiłowano zarzucić im, że stwarzają
zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego. Od tej chwili zaczęły ubierać
się bardziej jaskrawo niż służby drogowe - fluorescencyjnie zielone
bluzeczki, transparentowo czerwone szorty itp. Argument przepadł, a
dziewczyny na przebraniu zyskały nawet marketingowo.


Podobnie nieskuteczne okazują się próby udowodnienia "tirówkom", że pracują
w Polsce bez zezwolenia. Prostytucja nie jest przecież u nas traktowana jako
normalne zajęcie zarobkowe. W wypadku oficjalnego usankcjonowania musiałaby
zostać objęta ogólnymi zasadami: bhp, podatki, płatne urlopy itp.


Co można zatem zrobić? Nie zwracać na "tirówki" uwagi. W końcu nie ma im
czego zazdrościć. Stoją pod gołym niebem w deszczu i na mrozie, narażają się
na niechęć otoczenia, lwią część ciężko zarobionych pieniędzy muszą
oddać "opiekunom". Jeżeli chce się je przegonić, to najlepiej piętrzeniem
trudności logistycznych. Można wprowadzić na przykład obowiązek posiadania
identyfikatora ze zdjęciem, kontrolować zaplecze sanitarne, wzywać na
lekarskie badania profilaktyczne. Hałaśliwe akcje represyjne niewiele
dają. "Tirówka" zawsze się wytłumaczy, że chciała podjechać do miasta
autostopem, od pierwszego wejrzenia zakochała się w kierowcy, złożyła mu na
miejscu dowód miłości, a on wsparł ją datkiem pieniężnym. Na nową bluzkę w
kolorze wściekłego różu.
Obserwuj wątek
    • Gość: Robal Re: Tirówki IP: *.pl 08.10.02, 23:39
      Popyt wcale nie przewyższa podaży - wystarczy spojrzeć co się dzieje wszędzie
      tam gdzie stoją: piski opon, korki (każdy chce przynajmniej popatrzeć) i co
      chwila klienci-smakosze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka