vampi=
10.12.02, 18:14
Mieszkam tu prawie od 30 lat i każdy nowy dzień doprowadza mnie do szału.
Jak można żyć w tym mieście?
Jechać do pracy godzinę 5 km, tłoczyć się w metrze i tramwajach, bać się
wyjść z domu po zmroku, wzywać co 3 dzień straz pozarną do palącego się
smietnika, z odrazą przemykać w podziemiach Centralnego?
Koszmar.
Warszawa przed wojna nazywana była Paryżem północy. Co z tego określenia
zostało w powojennej stolicy? Może Pigalak. Nic więcej.
Warszawa powojenna to odbudowa tego co zostało. Odbudowa na gruzach, byle
szybciej, byle więcej, byle 300% normy, bylejak.
Okres Gomułki i Gierka to blokowiska. Najpierw klitki w których żyjący ludzie
nabawiali się klaustrofobii, potem szarość wielkiej płyty. Teraz to zaczynają
byc zwykłe slumsy, wylęgarnia elementu, kraina młodocianych gangsterów.
Lata 90-te i pozorna wolność została zrozumiana jako "wszystko wolno".
Mozna było budować wszystko wszędzie, nawet wieżowce w dzielnicy willowej,
jak ktos miał pieniądze na łapówki dla urzędników.
Powstały plomby nie pasujące do szarego otoczenia, szklane pupy biurowców.
Zwiększył sie ruch samochodowy, ale mało przybyło ulic.
Przez 20 lat nawet nie zbudowano jednej linii metra.
Zrobiono bazary w centrum miasta, ale nikt tam nie sprzątał.
Doprowadzono do ruiny warszawskie stadiony.
Jednocześnie, to co udało sie uratować przed Hitlerowcami, popadło w ruinę
przez nie przemyślane gospodarowanie pieniędzmi i brak właściciela, lub
zostało wyburzone bez pozwolenia. Zaczęły się walic ostatnie perełki "Paryża
północy", ostatnie kamienice z XIX wieku.
W Warszawie od zawsze brakowało planu zagospodarowania przestrzennego.
Niby coś planowano, w konkretnym miejscu, ale przyszedł inwestor, sypnął kasą
i budował, co chciał. Niby wytyczano przebiegi nowych ulic i arterii, ale
ktoś zaprotestował, zrobiono coś gdzie indziej, tam gdzie miała byc trasa,
zbudowano dom, tam gdzie dom zrobiono trasę.
Miasto rozwlekło sie przestrzennie. Na powierzchni Gminy Centrum mieści się
cały Paryż. My musimy jechać 3 godziny od skraju do skraju Warszawy.
Mamy niby dużo zieleni w mieście. Ha, zieleni ! - terenów o powierzchni kilku
lotnisk porośniętych chwastami i służących jako nielegalne wysypiska.
Oficjalnie to nazywa się "terenami napowietrzającymi miasto".
W centrum miasta działkowicze uprawiają pietruszkę, a inni tłuką się z
Tarchomina do pracy w Centrum.
Zawsze brakowało gospodarza. Człowieka o wielkim sercu i oddaniu Warszawie,
człowieka z jajami i głową na karku.
Zamiast tego zawsze mieliśmy wojny między radnymi, wojny między urzędasami,
doraźne rozwiązania, prowizorkę, syf i prywatę.
Kto ile wziął? Kto gorzej się na czymś znał? Kto widział tylko kolesiów?
Ten w Warszawie rządził.
Nieustanne zmiany ustrojów Stolicy. Eksperymenty. Koszty. Pieniądze w błoto.
Kto ma podjąć jaką decyzję? W czyjej to kompetencji?
Moja babcia juz dawno pogubiuła się i nie wie w jakiej dzielnicy mieszka.
Ha. Ja też nie wiem.
Obecny Pan Prezydent zrobił sobie tylko przedbieg przed wyborami na
prezydenta RP. Nic więcej. Ot taki sondaż.
Ludzie go wybrali, bo myśleli, że może będzie chociaz bezpieczniej.
Radni znów się kłócą. Znów zostaną zmarnowane publiczne pieniądze.
A słupki kupione w pewnej firmie i wbite na skrajach chodników juz rdzewieją.
A na parkowaniu płatnym w Warszawie zarabia tylko prywatna firma.
A wiadukty się walą.
Czy Warszawa może być pięknym miastem?
Może. Ale znów musi przyjść jakis kataklizm. Taki jak w 1944.
Z tego co jest, nic się nie zrobi. Najwyżej może byc gorzej.