Gość: Życzliwy
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
29.03.06, 18:30
Jeżeli chcecie Państwo wiedzieć jacy fachowcy rządzą w Warszawie, to podajemy
jeden z przykładów.
W Ośrodku Sportu na Woli dyrektorem został dwa lata temu niejaki Artur
Seredyn, poprzednio instruktor sportu od fitnes. Jego koleś, były dyrektor
Cieślak, zrobił go kierownikiem hali sportowej na Obozowej. Kumpel Seredyn
podziękował mu za to wspaniale i wyp..... go z roboty, jak ten wrócił po
zwolnieniu do pracy. Zresztą Seredyn wziął się ostro do roboty, i szybko
rozstał się ze wszystkimi kierownikami, którzy mogli mu zagrozić. Zwolnił
trzech młodych, mądrych i prężnych kierowników, bo bał się zagrożenia z ich
strony, a pozatrudniał swoich kolesiów, pociotów lub ludzi z układu
Gosiewskich. I tak:
- kier. Hali na Obozowej został Waldemar Kowalski – były kasjer którego za
nadużycia w kasie chciał wywalić z pracy kierownik, ale męża sekretarki
burmistrza Woli, dobrze jest mieć przy sobie, Bo zawsze jest dobrze mieć
dojście do władz dzielnicy /można wyżebrać jakieś dodatkowe pieniądze, mieć
świeże informacje albo zabiegać o poparcie, żeby utrzymać się na stanowisku/
- kier. Hali na Redutowej – najpierw był koleś Dajbor, a później koleś
Szlacheta /wszyscy trzej pracowali jako „instruktorzy sportu” na tej hali i
najczęściej zajmowali się podawaniem piłek lub układaniem hantli. Ten drugi
nie dość, że nie miał pojęcia o podstawowych sprawach związanych z
zarządzaniem halą, to jeszcze wyłudzał pieniądze od klientów i dzieci.
Jeszcze trochę by popracował, a przez niego poszłyby siedzieć kasjerki, bo
brał od klientów po 100 zł a kazał wystawiać po 50 zł. Połowa trafiała do
kieszeni „kierownika”. Podobno byli też tacy klienci, co wchodzili za darmo
jako VIP. O tym wszystkim wiedział dyr. Seredyn, bo jak zrobiło się głośno,
to nawet dla niepoznaki powołał „komisję” żeby zbadała te sprawy, I co z
tego, skoro zamiast go wywalić na zbitą mordę, to rozstał się z kolesiem
złodziejem tak elegancko, że tamten dostał wszystko, nawet 13-tke. Ale jak
można było inaczej postąpić z takim kumplem????
Aktualnie kierownikiem hali od niedawna został pan Kaczorek – 60-latek, mąż
pracownicy Urzędu Dzielnicy Wola. Zdążył się dać poznać jako wspaniały
fachowiec od odśnieżania dachu. Bez odpowiedniego zabezpieczenia i ważnych
badań lekarskich, gorliwie wykonywał polecenie dyrektora, narażając życie
swoje i innych pracowników.
Zastępcą kierownika, inspektorem administracyjno – gospodarczym parę dni temu
Seredyn zrobił na polecenie swojej partii kasjera z Grzybowskiej, który
zasłużył się tym, że roznosił i rozdawał pod kościołem na Woli ulotki
wyborcze PiS-u.
- kier. Pływalni na Kasprzaka została koleżanka Bajor – dzielnie, pokątnie
wspierająca jeszcze wtedy kolegę kierownika Seredyna w jego walce z
poprzednim dyrektorem. Ostała się tylko dzięki temu, że w ostatniej
chwili „uciekła” na zwolnienie lekarskie, przed wywaleniem jej z pracy przez
poprzedniego dyr. Rosę. Jej ciężka choroba skończyła się natychmiast, gdy
odszedł dyr. Rosa. W podzięce za jedność w trudnych chwilach, doprowadził do
zwolnienia stanowiska kierownika na Kasprzaka i wsadził tam kol. Bajor.
Wdzięczność jej za to nie ma granic, bo gdzie baba / podobno nie ma matury,
tylko jakąś szkołę dla przodujących robotników/ znalazłaby taką pracę,
stanowisko i pensję prawie 4 tyś. Złotych.
- kier. Pływalni na Grzybowskiej w podobny sposób został niejaki Borkowski –
brat mecenasa ośrodka na Woli. Człowiek jest z Kielc, od Przemysława
Gosiewskiego, którego interesów na Woli pilnuje jego żona jako radna. Czyż
nie warto mieć takiego speca u siebie? Seredyn tak bardzo palił się do
pozyskania tego fachowca, że nie wahał się zwolnić dyscyplinarnie kier.
Kacperka, który miał duże osiągnięcia w zdobyciu sporej liczby klientów i
prowadzeniu pływalni.
- kier. Pływalni na Esperanto Seredyn zrobił 60-cio latka bez wykształcenia.
Człowiek przed emeryturą nie może być groźny i nie wychyli się przed szereg
bo z czym. To nie ważne, że nie panuje nad obiektem, na którym cały czas coś
się dzieje i jest bez przerwy zamykany przez sanepid, a tym samym nie
przynosi zysków. Liczy się to, że kier. Lichoń ma znajomych wśród radnych,
wiec będzie mógł pomóc w razie potrzeby.
- Jedynym nie ruszony po objęciu przez Seredyna stanowiska dyrektora
kierownikiem, jest Witold Macioch z pływalni na Grabińskiego. Ale i tu
interes odgrywa rolę. Po cichu się mówi, że ma on dojścia w Urzędzie Miasta
do wysoko postawionych ludzi.
- w dziale zamówień uwił gniazdko dla swoich krewnych – jedna z pań jest
krewną ze strony żony a druga ze strony jego rodziny.
Ale to wszystko jest nic, w porównaniu do kwalifikacji jakie trzeba mieć na
stanowisko wicedyrektora w Ośrodku Sportu na Woli. Poprzedni wicedyrektor, z
wykształcenia prawnik, przez cały rok zatrudnienia robił aplikację, stąd w
pracy bywał czasami, bo jego godziny pracy w ośrodku pokrywały się z
godzinami pracy sądów. Częstotliwość wizyt w pracy była tak rzadka , że nawet
Seredyn nie mógł się połapać, kiedy ten człowiek pracuje. Tygodniami nie było
go w pracy. Ale ostatnio już przegiął. Po trzech tygodniach nieobecności i
braku jakiejkolwiek wiadomości od swego zastępcy Seredyn postanowił słusznie
wyrzucić go dyscyplinarnie z pracy. I co z tego? Pan Urbaniak /wicedyrektor/
przyszedł, powiedział że podjął pracę w ministerstwie więc lepiej niech się
Seredyn nie wygłupia, wypłaca to co się należy / i nie należy/ łącznie z 13-
tką, udziela mu na czas nieobecności urlopu i rozstają się na zasadzie
porozumienia stron. Pan dyrektor potulnie propozycję nie do odrzucenia
zaakceptował, bo przecież Pan Urbaniak nie był z ulicy.
A stanowisko zostało szybko obstawione. Dwudziestoparoletnia kielczanka,
protegowana Gosiewskich, inspektorka z pływalni na Esperanto okazała się
najbardziej godna zająć wolne stanowisko. Seredyn w ten sposób odwdzięczył
się dziewczynie za to, że wyprosiła u Gosiewskich ochronę przed zwolnieniem
go ze stołka dyrektora. Z decyzji tej są też zadowoleni Gosiewscy, którym
Wróblowa bawi dzieci i wyprowadza psa na spacer.
Jedynie bezpośredni przełożony Seredyna, Dyrektor Biura Sportu Artur Piłka
będzie miał nadal ból głowy. Musi nadal współpracować z tym nieudacznikiem,
który nie ma bladego pojęcia o kierowaniu ośrodkiem sportu. W roku bieżącym
OSiR już ma zadłużenie 400 tyś. zł, ale za to w gabinecie u Seredyna stoi
telewizor plazmowy, a pan dyrektor po godzinach pracy rozbija się samochodem
służbowym w sprawach prywatnych, na koszt zakładu pracy i
podatników /ostatnio widziany był z rodziną na zakupach w niedzielę w Auchan
na Modlińskiej/. Tylko, że Seredyn nie ma już teraz żadnych skrupułów. Za
dużo mam znajomości i przyjaciół w dzielnicy i w partii, którym coś
pozałatwiałem /zatrudnienie rodzin i znajomych, bezpłatne karnety dla VIP
itp./ żeby można mnie było ruszyć, a przede wszystkim mam gwarancję, że
Gosiewscy na to nie pozwolą, po tym ,co dla nich zrobiłem.
Panie Dyrektorze Piłka, co Pan na to? Jak daleko chce Pan zajść z taką kadrą
fachowców, ile kosztowało w roku ubiegłym utrzymanie Ośrodka na Woli? A może
jakaś szczegółowa kontrola wydatków by się przydała?
A co szanowni radni Dzielnicy Wola na to? Też was nie interesuje zasadność
wydatków środków kierowanych do ośrodka?
A może p.o. Prezydent m. st. Warszawy odważy się podjąć stosowne decyzje?
Przecież wszystko można sprawdzić, a ile przy tym można by się jeszcze
doweidzieć np. na temat nagród – premii wypłaconej pracownikom na koniec roku.
Spróbujcie wejść jako zwykli klienci bez zapowiedzi po 16.00 na obiekty i
popatrzcie, jak będziecie załatwiani, jak wyglądają hale i pływalnie i co
robią pracownicy. Przekonacie się, że obiekty są zdewastowane, brudne, a
pracowników albo nie widać, albo udają, że pracują. No cóż, przykład idzie z
góry