Gość: Hannes
IP: *.acn.waw.pl
05.11.06, 20:56
Ten artykul to duza przesada. Mocno przejaskrawiony. To czy ktos jest
lanserem czy nie jest, zalezy tylko od niego. Tak sie sklada, ze pochodze
wlasnie z Gliwic i od paru lat mieszkam w Warszawie. BYlem, jestem i bede
Slazakiem i nigdy nie bede sie tego wypieral. W Wawie czuje sie nie
najgorzej,ale wcale nie oznacza to, ze chadzam na te 'warsiawskie' imprezy,
ze sie lansuje itd. Wcale nie. Nikt mnie do tego nie zmusi, to nie moj klimat
i nie mam takich potrzeb - wiec tego nie robie. A kto w takim razie to robi?
Ano przyjezdni, ktorzy koniecznie musza wyleczyc "kompleks prowincji" i byc
warszawscy bardziej niz kolumna Zygmunta.Oni wlasnie na sile
sie "europeizuja"(?), udaja swiatowcow, zongluja angielskimi tytulami, zeby
ZROBIC WRAZENIE. Pytanie tylko - NA KIM? Na podobnych sobie, bo mnie i wielu
mnie podobnym takie "klimaty" zupelnie nie imponuja. Malo tego - smiem
zaryzykowac twierdzenie, ze fatalna opinia o Warszawie to w 99% zasluga
PRZYJEZDNYCH.Mowie to z pelna odpowiedzialnoscia i ze swiadomoscia tego, ze
sam jestem przyjezdny. Roznie sie jednak tym od wielu innych, ze nie wypieram
sie swoich korzeni. Przyjechalem tu majac juz swoj silny 'kregoslup' i nie
dam sie porwac przez rzeke pelna zdechlych ryb (przepraszam za porownanie). I
powiem nieskromnie, ze przez RODOWITYCH Warszawian jest to doceniane.
Doceniane jest to, ze sie nie 'farbuje' na sile, doceniane jest to, ze sie
pod nikogo nie podszywam, nikogo nie udaje - jestem po prostu soba. Bedac tu
4 lata zauwazylem, ze rodowici mieszkancy tego miasta sa naprawde w
wiekszosci bardzo porzadni. Oczywiscie, i tu sie zdarzaja kanalie, ale skala
tego zjawiska jest nieporownywalna do odsetka "po drugiej stronie". Czemu?
Sprawa jest dosc prosta wg mnie: przyjezdni albo sie tu zalapia, albo wroca
do siebie (w ich domysle - "do widel").Aby wiec sie tu utrzymac,gotowi sa
zrobic kazde swinstwo, zeby tylko wykopac konkurencje. Nie jestem tu
goloslowny - doswiadczylem tego na wlasnej skorze. Tubylcy natomiast sa w
duzo bardziej komfortowej sytuacji: maja tu rodziny, znajomych - sa u siebie
i nie musza o to wszystko az tak bardzo walczyc...
Czemu wyjechalem z Gliwic? Chcialem cos w zyciu zmienic. Zmienic na INNE.
Sprawdzic, czy dam sobie tu rade. I daje sobie rade - nie bywajac, nie
lansujac sie. Znalazlem tu nawet przyjaciol. Nie wypieram sie Gliwic.
Przeciwnie. Moi warszawscy znajomi co i rusz na jakiejs imprezie prosza mnie,
zebym powiedzial, jak to bylo z tym grzechem pierworodnym. I
zaczynam : "Pedziou wónsz Yjfie: bajśnij sie tyn apfel z tego apfylbauma.
Ouna wziena i sie bajsua[...]" itd. Ubaw jest po pachy. I nikt nikogo nie
przedstawia tam "dyrektor kreatywny". Jest Paweł, Adam, Madzia i ja, ktorego
nazywaja Hannes.
Nie wykluczam, ze kiedys go Gliwic wroce. Nie wiem, czy to nastapi - ale wiem
z pewnoscia jedno: nigdy nie odwroce sie od Gliwic tak, jak nigdy tez nie
bede powtarzal utartych i nieprawdziwych opinii o Warszawie, ktore po prostu
sa nieprawdziwymi stereotypami!
"Pyrsk pierony egal z keryj strony !"
co sie tlumaczy na polski
"Serdecznie pozdrawiam"
Tu i Tam - Wasz Hannes