Dodaj do ulubionych

Do poczytania

09.11.06, 10:37
Z "Gazety Stołecznej":
"Czy Warszawa staje się miastem Trzeciego Świata?
Prowokująca teza postawiona na Uniwersytecie Warszawskim: brud, chaotyczna
zabudowa, strzeżone osiedla z płotami, prowizorki nawet w centrum, arogancka
władza - Warszawa upodabnia się do miast Azji, Ameryki Południowej i Afryki
Kontrowersyjne pytanie postawili we wtorek uczestnicy sympozjum
zorganizowanego na Uniwersytecie Warszawskim przez Polską Sekcję Regional
Studies Association: "Czy Warszawa staje się miastem Trzeciego Świata?". -
Już nim jest - uznała część uczestników. /.../ W naszej stolicy mamy już
ponad 200 zamkniętych osiedli. Takie zjawisko odgradzania się jest
charakterystyczne dla krajów łacińskich. Natomiast w Berlinie jest tylko
jedno takie osiedle, w Paryżu, jak wynika z badań, trzy - mówi socjolog miast
z Uniwersytetu Warszawskiego, prof. Bohdan Jałowiecki. Problemem stają się
też osiedla z lat 70. (np. na Bielanach), które pustoszeją. - Młodzi
wyprowadzają się. Zostają na nich tylko emeryci, których nawet nie stać na
opłacanie czynszu. Nieremontowane bloki niszczeją - mówi profesor.".

I ze strony architekt.pl:
"Strzeżone osiedla nie mają ostatnio w Polsce dobrej prasy. Nie podobają się
nikomu – ani artystom, ani politykom ani naukowcom. Nie podobają się również
architektom – chyba że akurat architekci mają na zaprojektowanie takiego
osiedla zlecenie. Wszyscy ci specjaliści twierdzą zgodnie, że ten typ
zabudowy niszczy miasto. /.../ Wydaje mi się – choć podejrzewam, że ta opinia
może wydać się brutalna – że współczesne „gated communities” oparte są na
strachu oraz – szczególnie w krajach takich jak Polska czy Brazylia – na
pogardzie. Pogardzie wobec tych, którzy są biedniejsi i strachu, że mogliby
pozbawić z takim trudem zgromadzonego bogactwa. Szczególnie silny to strach i
silna pogarda gdy gdzieś w zakamarkach tego, co niektórzy nazywają sumieniem
kołacze się myśl, że bogactwo nie do końca zdobyte zostało w uczciwy sposób.
I to jest prawdopodobnie powód, dla którego ci, którzy pozostali poza murem
odwzajemniają się zamkniętym w osiedlach taką samą pogardą. Gdy istnieje
klatka zawsze pojawia się pytanie – kto jest w środku a kto na zewnątrz?
Fundamenty w postaci pogardy, strachu i nienawiści są zapewne
najpoważniejszymi zarzutami, jakie można postawić zarówno strzeżonym osiedlom
jak i całej wizji post-modernistycznego miasta. I jedyną odpowiedzią
miłośników i mieszkańców świata za murem jest liberalna zasada – mam taką
chęć, kupiłem to sobie i nic wam do tego.Ten liberalizm, od którego odcina
się ze wstrętem jedna z dwu najważniejszych polskich partii politycznych jest
ideologiczną bazą dla idei zamkniętej, sprywatyzowanej przestrzeni miejskiej.
To zadziwiające, że rządząc w Warszawie ta ponoć anty-liberalna partia, nie
zrobiła prawie nic, by tę prywatyzację przestrzeni zatrzymać. Mimo deklaracji
uwielbienia dla tradycyjnego miasta wygłaszanych przez architekta miejskiego
Stolicy. A przecież, jeśli w planie zagospodarowania przestrzennego, który
jest prawem lokalnym, można zapisać kąt nachylenia dachu, można też zapisać
regulacje, które uniemożliwią dalsze powstawanie tego typu osiedli./.../
Oczywiście zgadzam się z poglądem tych naukowców czy artystów którzy widzą w
strzeżonych osiedlach zagrożenie dla społeczności miejskich, uważam, że można
i powinno się uniemożliwiać (lub bardzo utrudniać) powstawanie takich osiedli.
Ale zamknięte osiedla są jedynie jednym z rezultatów neoliberalnego myślenia
o mieście. I to właśnie całościowa wizja polityki miejskiej – albo też jej
brak - jest kluczem do zrozumienia procesu prywatyzacji i rozpadu miasta".

I jeszcze obywatel.pl:
"Henrik Werth, student Politechniki w Berlinie, od dwóch lat mieszkający w
Warszawie, jest zaskoczony ilością stołecznych osiedli zamkniętych i
postanowił napisać o nich pracę dyplomową - informuje \"Gazeta Wyborcza\". W
Berlinie znajduje się jedno takie osiedle, w Warszawie naliczył ich już 200!
Podzielona murami, ogrodzona Warszawa staje się miejscem nieprzyjaznym dla
człowieka - uważa berlińczyk.

Mur, płot, szlaban, dozorca w budce, kamery na słupach - Werth zwrócił uwagę
na stołeczny ewenement od razu po przyjeździe do Warszawy. Zaczął uważniej
przyglądać się osiedlom zamkniętym, katalogować, nanosić na mapy, zbierać
informacje o czasie powstania, liczbie mieszkańców czy cenie metra
kwadratowego. Zebrane dane wykorzysta w swojej pracy poprzedzającej jego
dyplom na politechnice w Berlinie. Berlińczyk jest zdania, że kiedy odgradza
się nowe osiedla, później przychodzi kolej na stare, aż w końcu jedynym
terenem ogólnodostępnym stają się trasy przelotowe przez miasto. Jest
przekonany o szkodliwości takich inwestycji, dlatego twierdzi, że powinno się
ich zabraniać".

Poddaję Państwu pod rozwagę.
Pozdrawiam
j

Obserwuj wątek
    • gibony Re: Do poczytania 10.11.06, 10:52
      Jakims totalnum belkotem jest pisanie o tym, ze to wynika z pogardy wobec
      biedniejszych... Cytujesz: "brud, chaotyczna zabudowa, strzeżone osiedla z
      płotami, prowizorki nawet w centrum, arogancka władza - Warszawa upodabnia się
      do miast Azji, Ameryki Południowej i Afryki" to ze ludzie uciekaja do
      pseudobezpiecznych miejsc jakimi sa strzezone osiedla, wynika wlasnie z tego, ze
      jest brud, syf itd

      Nie bylbym za tworzeniem zamknietych osiedli:
      gdybym czul sie w pelni bezpiecznie,na ulicy, w szkole, w przedszkolu
      gdyby moje Panstwo dbalo o swoich obywateli...

      czy Henrik Werth mieszka tu i teraz, w tym kraju, w tej rzeczywistosci ?

      g

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka