sebpl
23.11.06, 23:03
Jak słyszę wiadomości o siłach natury w kopalniach to od razu staje mi przed
oczami takie równianie: matka natura+ojciec głupota = ofiary.
Za PRL śmiertelnośc sięgała 600 górników rocznie. Winni byli ci sami,
wyzyskiwacze, ktorzy śrubowali normy, nie oszczędzali na ludziach.
Jak teraz słyszę coś siłach natury w kopalniach, to mnie śmiech ogarnia.
Żyjemy w XXi wieku, większosc zagrożeń przewidujemy z 99 proc. dokładnością.
Można przeciwdziałać. Ale po co jak zawsze znajdzie się jakiś cwaniak, który
nie dopuści do wyłączenia prądu na przodku przez czujniki i jakiś głupiec,
który będzie się na to godził.
Zawsze po nich przyjdzie głupawy ksiądz, który powie "Bóg wie lepiej, co dla
człowieka jest dobre" (cytat z dzisiejszej wypowiedzi kapłana udzielonej dla
radiowej Trójki).
Ludziee... na jakim świecie my żyjemy? Slucham martylogocznych wypowiedzi o
pracy górnika, (że ciężko, że taka praca, że żona górnika dwa razy mocniej
czeka na powrót męża od innych kobiet). Wciąż to robienie wody z mózgu na
miarę okólników z kopalni z Chin lub z Ukrainy.
A tu potrzebny jest prokurator. W studiu telewizyjnym ekspert wyjaśniający
jakie urządzenia pomiarowe mają górnicy i jak walczyć z ich oszukiwaniem. Na
dokładkę związkowiec mówiący o łamaniu praw pracownika, BHP-owiec i iod razu
mamy jasność sytacji.
Dopóki tak nie będzie to znów będą ofiary na miarę jakiś inkaskich bożków lub
hinduskiej bogini Kali.