skiela1
04.06.07, 04:46
Szczotki jak przed 100 laty, buty, które robi się tydzień. Książka
"Rzemieślnicy warszawscy" Magdaleny Stopy to nostalgiczna wyprawa w odchodzący
już świat rzemiosła
- Elegancki i zamożny mężczyzna z początku ubiegłego wieku szył garnitur u
Zaręby, upominki kupował u Miecznika, a na ciastko szedł do Bliklego - mówił
podczas promocji książki o warszawskim rzemiośle wicedyrektor Muzeum
Historycznego Andrzej Sołtan. -Rzemiosło zaspokajało wówczas niemal wszystkie
potrzeby warszawiaka. I zamożnego, i tego z mniej zasobną kieszenią, który
wyroby rzemieślników mógł kupić na bazarze. 60 proc. ludzi pracujących
związanych było z rzemiosłem.
Dopiero II wojna światowa przetrzebiła tę klasę społeczną. W walce, w obozach
i na wygnaniu zginęło ok. 65 proc. warszawskich rzemieślników. Powojenne
represje, jakie spotkały "kapitalistów", i przejmowanie ich pracowni "w
imieniu ludu pracującego miast i wsi" sprawiły, że do dzisiaj przetrwali
najbardziej zdeterminowani. O nich jest książka Magdaleny Stopy.
Na ponad 120 stronach, z których połowę zajmują fotografie, autorka
przedstawiła historię i współczesność 14 warszawskich pracowni
rzemieślniczych. Najstarsza z opisywanych, pracownia dekoracyjna braci
Łopieńskich, założona została w 1862 r., najmłodsza - pracownia tkacka -
działa od 1990 r. Ta ostatnia powstała w sposób przedziwny -jej obecny
właściciel uratował przed spaleniem XIX-wieczne maszyny tkackie, które stały w
piwnicy upadłej spółdzielni Ład.
-Większość miejsc przedstawionych w tej książce mijałam latami, nie zwracając
na nie uwagi - przyznawała autorka, prezentując książkę. - Aż nadszedł dzień,
gdy zajrzałam do jednej, potem drugiej pracowni i ze zdumieniem odkryłam, że
oglądam zabytki. Panowała tam atmosfera niczym w muzealnych magazynach:
tajemnicze przedmioty, dziwne zapachy, zapomniane technologie, stare dokumenty.
Taką atmosferą przesycona jest książka. Na zdjęciach autorstwa Jana
Brykczyńskiego możemy zobaczyć np. Stefana Żyszkowskiego, którego niemal nie
widać zza szczotek z sierści wielbląda albo z włosia z uszu cielęcych. Jest
szuflada z mosiężnymi czcionkami z XIX w., drewniane kopyta z pracowni Jana
Kielmanai sztywne gorsety, które sznuruje się cały czas tak samo jak za czasów
Scarlett O'Hary. Każda z opisanych pracowni rzemieślniczych ma swoją
niepowtarzalną historię. Łączy je jedno -w każdej powstają dzieła unikatowe,
stworzone bezpośrednio ręką człowieka.
-Specjalnie nie unowocześniam swojego warsztatu, nie używam maszyn - mówi
Jerzy Miecznik z pracowni brązowniczo-grawerskiej. -Rękodzielnictwo sprawia,
że moje wyroby mają duszę.
Wyroby stołecznych rzemieślników mają duszę nie tylko artystyczną, ale i
warszawską. Zapisana jest w nich historia miasta, z którym związane było życie
kilku pokoleń rzemieślniczych rodzin.
-Teraz przed nami nowe wyzwanie - żartował Wojciech Lipczyk z pracowni
dekoracyjnej Braci Łopieńskich. -Musimy przetrwać panującą cywilizację
jednorazowego użytku. - mówi Jerzy Miecznik z pracowni brązowniczo-grawerskiej
MONIKA GÓRECKA-CZURYŁŁO
Magdalena Stopa , wydawnictwo Vox Humana, Warszawa 2007
/Rz/