orzelek2000
28.06.07, 21:33
będąc w drodze z garażu do mieszkania (bud PŁD, 2K) zauważyłem, że do domofonu
usilnie dobija się jakiś człowiek ubrany w ciemny uniform. domofon długo nie
odpowiadał, ale człowiek nie dawał za wygraną i korzystając z chwili, gdy ktoś
wychodził, przemknął do środka klatki. następnie zobaczyłem go dobijającego
się do pierwszego z brzegu mieszkania. nikt nie otwierał. pomyślałem, że to
jakiś kurier lub ktoś z Pro, chociaż postura dobrze zbudowanego barczystego
mężczyzny raczej pasowała do jakiegoś ochroniarza mięśniaka. zignorowałem i
poszedłem do siebie na górę. po chwili usłyszałem dzwonek i pukanie do drzwi.
wyjrzałem przez wizjer i zobaczyłem tego samego gościa. nie otworzyłem drzwi,
zapytałem głośno o cel wizyty, na co gość coś tam powiedział i obrócił się na
pięcie i znikł. pewnie liczył, że od razu otworzę. natychmiast skorzystałem z
domofonu i powiadomiłem naszych mięśniaków, hihi, że ktoś kręci się po klatce.
nasi dzielni stróże przegonili pacjenta. podczas opuszczania naszego osiedla
tłumaczył się, że jest kominiarzem i roznosi kalendarze.
być może przesadzam, ale wydało mi się to przynajmniej trochę podejrzane.
widziałem już kominiarzy roznoszących kalendarzy, ale żaden z nich nie miał
takiej masy mięśniowej i prawie łysej głowy, żaden też nie dobijał się tak
intensywnie do drzwi, żaden nie uciekał sprzed drzwi na zapytanie o co chodzi.
lepiej dmuchać na zimne i nie otwierać nie zapowiedzianym gościom dobijającym
się do drzwi.