gromoslaw1
25.06.03, 12:15
Paweł Smoleński protestuje we wczorajszej "Gazecie
Wyborczej" przeciw tablicy upamiętniającej "dziesiątki
tysięcy rodaków poległych, pomordowanych w latach 1943
- 1945 na ziemi wołyńskiej, lwowskiej, podolskiej i
pokuckiej za to, że byli Polakami. Także tych, którzy
opuścili rodzinne strony i poszli na poniewierkę,
uciekając przed terrorem i zagładą z rąk OUN-UPA".
Tablica ma zawisnąć na Domu Polonii w Warszawie.
Publicysta "Gazety Wyborczej" przyznaje, że nie ma w
tekście zamieszczonym na tablicy kłamstwa, ale zarazem
uważa, iż tekst ten jątrzy, miast godzić i przypominać,
jak było naprawdę.
A naprawdę było tak, pisze Smoleński, że Ukraińcy byli
też mordowani przez Polaków i też musieli opuszczać
rodzinne strony.
Paweł Smoleński celowo jednak przemilcza, bo przecież o
tym wie, inną prawdę - o wielkich dysproporcjach w
liczbie zamordowanych i wygnanych ze swoich domów
Polaków i Ukraińców. Czy uważa, że ta prawda jątrzy,
więc mówić o niej nie wolno? Ciekawe byłoby się też
dowiedzieć, dlaczego uważa, że prawda o mordach
dokonanych przez Polaków w ukraińskich wsiach
Wierzchowiny i Zawadka Morochowska jest godna
upamiętnienia i bynajmniej nie jątrzy, natomiast znak
pamięci o prawdzie o ludobójstwie dokonanym na Polakach
na Wołyniu jątrzy. Smoleński zatytułował swój komentarz
"Zbrodnia to zbrodnia". No, właśnie. Dlaczego więc
przykłada inną miarę do upamiętniania zbrodni
dokonanych przez Polaków, inną zaś do tych, które
popełnili Ukraińcy?
Tomasz Stańczyk, Rzeczpospolita 2003.06.26