dariok
11.12.01, 16:30
Byłem u lekarza w przychodni rejonowej na Żoliborzu.
Chciałem dostać skierowanie do specjalisty - pulmonologa.
Mam ku temu podstawy, ponieważ leczę się od dłuższego czasu na pewną
dolegliwość, ale nie w tym rzecz. Po wysłuchaniu mojej historii, częściowo
znanej z racji tego, że w karcie istnieją zapiski o przepisanych antybiotykach
co to były lekko chybione i nic nie pomogły lekarz stwierdził po dłuższej
chwili milczenia, że jest mu przykro ale nie może dać mi skierowania.
"nie mogę dać skierowania bo ostatnio dużo dawałam i wczoraj miałam rozmowę,
jeśli dan panu skierowanie to dostanę opieprz... nie mamy już pieniędzy,
przykro mi".
- To zostaje mi prywatne leczenie?! - rzuciłem
Kobieta westchnęła głęboko i nic nie odpowiedziała.
- Mogę przepisać panu dobry lek, który z pewnością pomoże.
Przy okienku w aptece dowiedziałem się, że jest to antybiotyk, trzeci pod rząd
przepisany przez lekarza pierwszego kontaktu. Podziękowałem i odszedłem.
Teraz leczę się prywatnie...u specjalisty. Na co idą więc moje składki ZUS?