kti
06.12.07, 00:35
Ciezko mi powiedziec czy Pan Mazanowski jest lekarzem niefachowym, poniewaz
bylam u niego tylko dwa razy. Jednak z pewnoscia nie grzeszy delikatnoscia,
ktorej moglybysmy sie spodziewac po dobrym lekarzu.
Po pierwszej wizycie odnioslam bardzo pozytywne wrazenie. Wypytal dokladnie o
wszystkie dolegliwosci i objawy oraz ewentualne choroby nie zwiazane ze sfera
ginekologiczna. Wytlumaczyl mozliwy wplyw innych zaburzen w organizmie na
problemy zwiazane z regularnoscia miesiaczek. Przed przepisaniem hormonow, nie
zrobil badan dotyczacych ich poziomu. Powiedzialam tylko o wynikach niedawnych
badan, ktore wskazywaly na niedobor. Proszki bralam zgodnie z zaleceniami oraz
zaczelam prowadzic regularniejszy tryb zycia i rzeczywiscie po jakims czasie
wszystko sie ustabilizowalo.
Druga wizyta byla zdecydowanie inna.
Nedawno stracilam ciaze i zanim wszystko sie ustabilizowalo przez prawie
miesiac krwawilam. Nie bylo mnie jeszcze wtedy w Polsce i cala sytuacje
omawialam z tamtejszym lekarzem. Po powrocie zdecydowalam sie pojsc do dr-a
Mazanowskiego, zeby sprawdzic, czy wszystko jest ok i zapytac, co dalej w
swietle moich poprzednich problemow z hormonami. Dzien przed umowiona wizyta
zaczelam krwawic (za wczesnie), jednak nie chcilam jej juz odkladac. Tym
bardziej stwierdzilam, ze pojde i chociaz przedstwie sytuacje. Po wstepnej
rozmowie, dr Mazanowski polecil mi sie rozebrac. Nie za bardzo wiedzialam, jak
mam zareagowac, gdyz uwazalam za oczywiste, ze w trakcie miesiaczki badania
nie bedzie, o czym zreszta wspomnialam na poczatku wizyty. Kiedy zbita z tropu
zapytalam: 'ale jak to?', doktor rzucil w bardzo niesympatyczny sposob: 'co
znaczy jak to? ma sie pani rozebrac; stanik zostawic, sweterek zostawic, a
spodnie i majtki zdjac'. Odpowiedzialam, ze nie bylam przygotowana na takie
badanie, a w odpowiedzi uslyszalam: 'czy pani uwaza, ze ja jestem jak
irydolog? spojrze pani w oczy i powiem co dolega?' . Moja odmowa wyraznie go
zirytowala. Staralam sie wytlumaczyc, ze nie bylam na to gotowa i ze mozemy
sie umowic za tydzien.
Zaczal niomal krzyczec rzeczy w stylu: 'za tydzien? a moze za miesiac? a moze
bedzie tak pani krwawic do marca i sie wykrwawi na smierc?'
Rozumiem, ze pan doktor sie stara jak najlepiej troszczyc o swoje pacjentki,
jednak powinien sobie zdac sprawe z tego, ze krzykiem za wiele nie zwojuje, a
tylko zrazi do siebie nie jedna osobe. Poniewaz, w moim przekonaniu, kobiet
idacych do ginekologa i nie odczuwajacych zupelnie zadnego stresu przed
badaniem jest niewiele. Tak samo jak z dentysta, tylko ze tu sprawa jest o
wiele bardziej intymna i wymaga wiecej delikatnosci. Bardzo przezylam utrate
ciazy i idac do lekarza nie chce trafiac na kogos kto obojetnym i
zniecierpliwiony tonem mowi: 'poronila pani, i co dalej?', po czym, kiedy nie
jest w stanie zrozumiec, ze ktos nie chce byc badanym podczas okresu to
stwierdza, ze sie nie dogadamy, otwiera drzwi i mowi dowidzenia.
Jesli powiedzialby, ze wazne jest aby przeprowadzic to badanie teraz i
niestety tak trzeba, to ok. Zalezy mi na swoim zdrowiu, prawdopodobnie duzo
bardziej niz jemu, przeciez dlatego ide do lekarza. Jednak z calym szacunkiem
dla fachowosci Pana Doktora, jest wielu ginekologow w Warszawie i wierze, ze
inni sa niemniej fachowi lecz przy okazji bardziej ludzcy.