Dodaj do ulubionych

Wściekł się, czy co?

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.07.01, 16:05
Od dawna spotykam na Trockiej psa, który samodzielnie przechodzi po pasach. Ale
dzisiaj, z daleka od pasów rzucił się z nienacka na mój samochód, chcąc ugryźć
go w koło. Zahamowałem, aż ABS zastukał, bo sie przestraszyłem, że mogę mu
zrobic krzywdę. I wtedy doskoczył do mnie własciciel psa robiąc mi dziką
awanturę, że celowo chciałem zgładzić jego wierne zwierze. No "ręce i majtki mi
opadły"!
Na szczeście przypomniałem sobie powiedzonko Himilsbacha: "nawet wśród psów
zdarzają się psy, a cóz dopiero mówić o ludziach"
Obserwuj wątek
    • Gość: uff Re: Wściekł się, czy co? IP: *.gazeta.pl 21.07.01, 02:35
      To w końcu ten pies samodzielnie chodzi czy z właścicielem? Jeślik można spytać?
      • Gość: palker Re: Wściekł się, czy co? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.07.01, 13:30
        Gość portalu: uff napisał(a):

        > To w końcu ten pies samodzielnie chodzi czy z właścicielem? Jeśli można spytać
        > ?

        Do tej momentu owego niefortunnego zdarzenia uważałem psa za zdolnego solistę.
        Mimo, że nie ma tego w kodeksie drogowym, kilka razy zatrzymywałem się przed
        pasami dla pieszych, aby ustapić mu pierwszeństwa. Być może chadzał on z
        właścicielem, ale ów wcześniej "nie rzucił mi się do oczu". Nie jestem psim
        psychologiem, ale zauważyłem, że niektóre psy inaczej się zachowują, gdy są same
        a inaczej, przy właścicielu. W swym bezgranicznym przywiązaniu, są zawsze gotowe
        bronić właściciela przed każdym prawdziwym lub wyimaginowanym niebezpieczeństwem,
        rzucając się np. na pędzącą lokomotywę. Dlatego pies mnie nie wkurzył, lecz jego
        właściciel, bo "obszczekał mnie" niesłusznie. Chyba, że liczył na to, że psa
        przejadę, a ja nie spełniłem jego oczekiwań.
        • Gość: uff Re: Wściekł się, czy co? IP: *.gazeta.pl 22.07.01, 22:05
          rozumiem
          Kiedyś chciałam się zatrzymać przed przejściem, była zima i padał śnieg. Ale samochód wpadł w poślizg i sunął
          niekontrolowanie wprost na czarnego pudelka, który przechodził z panem przez pasy. A pan zamiast złapać
          pieska i zwiewać (bo auto sunęło bokiem i widać było, że nad nim nie panuję) zaczął wymachiwać pięścią,
          pokazywać mi światła i wyzywać od najgorszych. A piesek był coraz bliżej moich kól.. Na szczeście w ostatniej
          chwili odzyskałam władzę nad samochodem i skręciłam, oszczędzając pieska. A w nagrodę oberwałam
          jeszcze od pana parasolem po masce...
          • Gość: palker Re: Wściekł się, czy co? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.07.01, 22:05
            • Gość: uff Re: palker niewidzialny? IP: *.gazeta.pl 22.07.01, 22:20
              co miał oznaczać ten pusty post? Czy był w nim jakiś przekaz pozawerbalny? To widać przeceniłeś moje talenty,
              bo go nie odebrałam...
              chyba że to nie było do mnie...
              • Gość: palker Re: palker niewidzialny? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.07.01, 22:22
                To takie przypadkowe doświadczenie (z klawiaturą). Ale dzięki temu zobaczyłem,
                jak wyglada moje pustosłowie.
                • Gość: uff Re: palker niewidzialny? IP: *.gazeta.pl 22.07.01, 22:26
                  i jak odnalazłeś się jako palker niewypowiedziany?
                  • Gość: palker Re: palker niewidzialny? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.07.01, 22:28
                    Jakoś wyszedłem w końcu z niebytu, w który się sam wtrąciłem. I znowu czuję się
                    niewypowiedzialnie dobrze
          • Gość: palker Re: Wściekł się, czy co? (powtórka postu, który znikł) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.07.01, 22:25
            Gość portalu: uff napisał(a):

            > rozumiem
            > Kiedyś chciałam się zatrzymać przed przejściem, była zima i padał śnieg. Ale sa
            > mochód wpadł w poślizg i sunął
            > niekontrolowanie wprost na czarnego pudelka, który przechodził z panem przez pa
            > sy. A pan zamiast złapać
            > pieska i zwiewać (bo auto sunęło bokiem i widać było, że nad nim nie panuję) za
            > czął wymachiwać pięścią,
            > pokazywać mi światła i wyzywać od najgorszych. A piesek był coraz bliżej moich
            > kól.. Na szczeście w ostatniej
            > chwili odzyskałam władzę nad samochodem i skręciłam, oszczędzając pieska. A w n
            > agrodę oberwałam
            > jeszcze od pana parasolem po masce...

            Dobrze, że ci facet opon nie przegryzł:-)
            • Gość: uff Re: Wściekł się, czy co? (powtórka postu, który znikł) IP: *.gazeta.pl 22.07.01, 22:36
              nie miał ze sobą swojej sztucznej szczęki, na szczęście

              A wszystko działo się na Filtrowej, której niestety nikt zimą nie odśnieża, bo akurat nie jeżdżą nią autobusy. I
              nikogo nie obchodziu, że to jednak dość ruchliwa ulica..
              Ale na szczęście do zimy jeszcze dalekol
              • Gość: palker Re: Wściekł się, czy co? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.07.01, 22:53
                Gość portalu: uff napisał(a):

                > nie miał ze sobą swojej sztucznej szczęki, na szczęście

                Bez szczęki, to on ci mógł najwyżej na wentyl wskoczyć (w tym kole, znaczy się)

                > A wszystko działo się na Filtrowej, której niestety nikt zimą nie odśnieża, bo
                > akurat nie jeżdżą nią autobusy. I
                > nikogo nie obchodziu, że to jednak dość ruchliwa ulica..
                > Ale na szczęście do zimy jeszcze daleko.

                W zimie, to wszyscy: ludzie, psy i samochody - mają psie życie.

                • Gość: uff Re: Wściekł się, czy co? IP: *.gazeta.pl 22.07.01, 23:26
                  no, nie bądźmy niesprawiedliwi. Zima ma też dobre strony. Przede wszystkim narty...
                  Ale to fakt: w warszawie się nie da jeździć. Więc chodźmy na kompromis: zima za maistem - tak, w warszawie -
                  nie.
                  co Pan na to Panie Palker?
                  • Gość: palker Re: Wściekł się, czy co? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.07.01, 23:56
                    A ja na to, jak na lato. Z małym wyjatkiem: na nartach jeżdżę, jak "zakochana
                    kobyła na wrotkach po lodzie". Jak byś mnie zobaczyła na nartach, to byś miała
                    sople z zamarźnietych łez na twarzy. Ze śmiechu albo z litości. Jak jadę w góry
                    ze swoimi dziewczynami, to one na narty a ja na pieszą wędrówkę. I wszyscy są
                    zadowoleni.
                    PS Opinia w cudzysłowie pochodzi od pewnego instruktora narciarskiego. Nawet
                    pieniędzy ode mnie nie chciał, tak go podłamałem psychicznie.
    • Gość: max Re: Wściekł się, czy co? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.07.01, 11:10
      zamiast hamować trzeba było nacisnąć na gaz a wracając rozjechać jeszcze tego
      gościa
      • Gość: palker Re: Wściekł się, czy co? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.07.01, 13:42
        Gość portalu: max napisał(a):

        > zamiast hamować trzeba było nacisnąć na gaz a wracając rozjechać jeszcze tego
        > gościa

        Hamowania nie żałuję, ale i nie będę zaprzeczał, że ów drugi pomysł przemknęł mi
        przez głowę. Już mu chciałem powiedzieć "Pies cię j...ł", ale pomyślałem sobie,
        ze może on to lubi i rzecz całą zakończyłem filozoficzną refleksją Jasia
        Himilsbacha , któremu za to niechaj ziemia lekką będzie.
        • Gość: max Re: Wściekł się, czy co? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 22.07.01, 22:06
          Gość portalu: palker napisał(a):

          > Gość portalu: max napisał(a):
          >
          > > zamiast hamować trzeba było nacisnąć na gaz a wracając rozjechać jeszcze t
          > ego
          > > gościa
          >
          > Hamowania nie żałuję, ale i nie będę zaprzeczał, że ów drugi pomysł przemknęł
          > mi
          > przez głowę. Już mu chciałem powiedzieć "Pies cię j...ł", ale pomyślałem sobie,
          >
          > ze może on to lubi i rzecz całą zakończyłem filozoficzną refleksją Jasia
          > Himilsbacha , któremu za to niechaj ziemia lekką będzie.


          hehehe
    • Gość: Drapka Re: Wściekł się, czy co? IP: 10.0.4.* / *.atj.pl 21.07.01, 22:03
      Odnoszę wrażenie, że w kagańcach i na smyczy powinno się prowadzać właścicieli
      psów. Jeden tylko przykład (z Bemowa): Leci do kudłatego kundelka bydle wielkie
      jak stodoła, oczywiście bez kagańca, bez smyczy, nie wiadomo skąd. Nie chce się
      od nas odczepić. Gdy po jakimś czasie zjawił się właściciel, usłyszał ode mnie
      słów kilka na temat obowiązku prowadzania psów na smyczy (grzecznie, aczkolwiek
      stanowczo). Na co odpowiedział: - to jest szczeniak, on się bawić chce.
      Otóż proszę pana, ja nie wiem, czy bydle lecące na mnie ciemną nocą chce się ze
      mną bawić, czy odgryźć mi rękę. Dlatego gdy będę czuć się zagrożony, będę się
      bronić przed psim atakiem wszelkimi możliwymi sposobami.
      I raczej życzę takim panom, zeby musieli pokrywać raczej koszty leczenia
      swojego psa, niż wypłacać mi odszkodowanie z tytułu pogryzienia lub np.
      zniszczenia ubrania.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka