Da się czasem coś zdziałać

11.08.10, 09:54
Otóż na mojej drodze do pracy panowie remontują krawężnik. Obstawili
go metalowymi barierkami, żeby im żaden kierowca w d... nie wjechał.
Jedena z barier postawili na środku drogi rowerowej. Z jednej strony
widoczna, bo biało-czerwona, z drugiej szara i przez to niewidoczna -
prawie na nią wpadłem. Grzecznie zwróciłem im uwagę, bariera
została przesunięta i wszyscy zadowoleni.
Czyli da się tylko trzeba chcieć:)
    • emes-nju Re: Da się czasem coś zdziałać 11.08.10, 09:58
      simon921 napisał:

      > Czyli da się tylko trzeba chcieć:)

      i trafic na takich, ktorzy maja miesnie do pracy, a mozg do myslenia, a nie na
      odwrot ;-)
    • edek40 Re: Da się czasem coś zdziałać 11.08.10, 12:22
      > Otóż na mojej drodze do pracy panowie remontują krawężnik. Obstawili
      > go metalowymi barierkami, żeby im żaden kierowca w d... nie wjechał.
      > Jedena z barier postawili na środku drogi rowerowej. Z jednej strony
      > widoczna, bo biało-czerwona, z drugiej szara i przez to niewidoczna -
      > prawie na nią wpadłem. Grzecznie zwróciłem im uwagę, bariera
      > została przesunięta i wszyscy zadowoleni.
      > Czyli da się tylko trzeba chcieć:)

      Kazda przebudowa/budowa ma oznakowanie oparte na jednej zasadzie - na poczatku
      jest mniej wiecej OK. Potem cos sie przestawi, cos ktos zawadzi, tu sie
      przewroci, tu sie zabloci i... Wiadomo, jak jest. Sa miejsca, gdzie musialbys
      zwracac uwage bezustanie, a i tego nie wystarczy. Mnie w takich sytuacja zawsze
      zastanawia jedno: czy do jasnej (...) widzi to tylko kilka osob? Czy nie widzi
      tego policja? Czy nikt nie kontroluje stanu oznakowania? I na sam koniec, czy
      jest rzecza niewykonalna wyznaczenie jednego czlowieka na budowie, aby
      kontrolowal stan oznakowania powiedzmy co godziene? I wpisywal kontrole to
      kapowniczka. Zupelnie jak w kiblu w McDonaldsie...
      • emes-nju Re: Da się czasem coś zdziałać 11.08.10, 12:24
        edek40 napisał:

        > Zupelnie jak w kiblu w McDonaldsie...

        Z drobna jednak roznica.

        Do syfiastego McDonaldsa mozesz nie chodzic...
    • edek40 A w poniedzialek... 11.08.10, 15:43
      Jechalem sobie bardzo ruchliwa szosa "trzycyfrowa". Naturalnie nie byla ona
      wyjatkiem jesli chodzi o oznakowanie. Zblizam ci sie ja do oznakowanego obszaru
      zabudowanego (wazne jest oczywiscie slowo "oznakowanego", bo w tym miejscu
      zabudowy jeszcze nie ma). Zaraz za biala tablica stoi znak informujacy o
      robotach drogowych i ograniczeniem do 30 km/h. Zadnych robot na razie nie widac,
      ale to moze byc ta sama ekipa, ktora stawiala latarnie na "mojej" szosie. Jade
      sobie dalej. Hm........ Pojawia sie znak informujacy o zblizaniu sie do
      przejscia z Agatka oraz ograniczenie do.... 40 km/h. No coz, ustawiacz od
      koparki musial nie zauwazyc. Robot nadal brak. Mijam skrzyzowanie, po ktorym juz
      moge jechac 50 km/h i... Zgadliscie, tu wlasnie zaczynaja sie roboty, oznakowane
      pracowicie 1 km wczesniej. To musi byc ta sama ekipa :)

      Ludzie, swiadoma jazda po naszych drogach moze doprowadzic do rozstroju
      nerwowego! Jurek sugeruje dzwonienie. Zycia by nie starczylo.O ile polnische
      wirtschaft przestaje obowiazywac w ogromnej ilosci dziedzin naszego zycia, to
      drogi i ich oznakowanie wyraznie probuje nadrobic stracone gdzie indziej pozycje...
      • emes-nju Re: A w poniedzialek... 11.08.10, 15:59
        edek40 napisał:

        > Jurek sugeruje dzwonienie. Zycia by nie starczylo.

        No wlasnie.

        Przyklad obok tematu drogowego. Zawsze mialem nieco spaczony charakter i wynikajace z tego tendencje do naprawiania swiata. Jako milosnik gor zawsze wiec nioslem ze soba torbe/worek, w ktore pakowalem napotkane smieci (zawsze mnie dziwi, ze ktos ma sily, zeby wniesc pelna 2 litrowa butelke coli, a nie ma sily, zeby zniesc pusta). W pewnym momencie (mniej wiecej zbieglo sie to w czasie z przeksztaleniem Zakopanego w syfiasta, ryczaca "muzyka" dzien i noc knajpe oblepiona reklamami) zauwazylem, ze chcac zbierac tylko to, co widze na sciezce (odpuszczajc smieciom finezyjnie udrapowanym w zasiegu rzutu), musialbym wiezc ze soba kontener i nie odrywac wzroku od kobierca ze smieci (na szczescie dotyczy to glownie szlakow dostepnych panciom w szpilkach i lebkom w klapkach plazowych). Przestalem wiec nosic worek i zaczalem chodzic wyzej, choc uwielbiam szwedanie sie po reglu i dolinkach...

        Tak samo mam ze zglaszaniem drogowej fuszerki. Zycia nie starczy. Lepiej przestac widziec, co miazdzaca wiekszosc rodakow trenuje od dziecinstwa...
Pełna wersja