Dodaj do ulubionych

Jechalem DK2

17.01.11, 10:53
I jezeli okolicznosci mnie nie zmusza, to juz nie bede nia jezdzil...

Jadac z Warszawy w sobotni wieczor (to nie jest czas najwiekszego nasilenia ruchu...), dopiero za Miedzyrzeczem Podlaskim udalo mi sie nieco "trwalej" przekroczyc 60 km/h. Od Warszawy do Siedlec okazji do wyprzedzania w zasadzie nie ma jezeli jedzie chocby cos w rodzaju kolumny (pojedyncze pojazdy da sie na krociutkich przerywanych liniach wyprzedzic, ale wystarczy jedna zawalidroga, zeby na dlugich odcinkach bez mozliwosci wyprzedzania robil sie zator). Do Siedlec mialem srednia ponizej 45 km/h i bylem kompletnie wykonczony koniecznoscia zachowania ciaglej uwagi w kolumnie jadacej slalomem pomiedzy swiecacymi jak wsciekle "wspomagaczami" bezpieczenstwa. To swiecenie jest wrecz upojne w czasie niewielkiego opadu - na szybie w zasadzie ciagle jest mgielka z rozpylonej wody i niewiele widac; jedzie sie na "zajaca" za swiatlami poprzednika.

Za Biala Podlaska wpadlem w potezna sniezyce. Na szczescie zmniejszyl sie ruch i czestotliwosc "wspomagaczy" bezpieczenstwa. Odetchnalem z ulga... W sniezycy...

Co za DEBILE bez wyobrazni projektuja drogi, na ktorych po przejechaniu 150 km jest sie wykonczonym jak po przejechaniu 1500 km po normalych drogach?! Czy wykonczony i zestresowany kierowca jest lepszy od odprezonego i wypoczetego?
Obserwuj wątek
    • nazimno Mniej kierowcow to mniej przyszlych emerytow. 17.01.11, 11:03
      Skutecznie wykonczeni nie pobieraja emerytur, nie choruja, nie potrzebuja opieki ani
      drogich lekarstw. Leza sobie spokojnie pod zapalona swieczka.
      Nie przeszkadzaja nikomu.

      Natomiast debile bez wyobrazni niezle sobie zyja.



      • dogberry Re: Mniej kierowcow to mniej przyszlych emerytow. 17.01.11, 18:52
        Biorąc w łapę od producentów owych oślepiaczy-wspomagaczy.
    • mejson.e Współczuję! 17.01.11, 23:25
      Ostatniej jesieni miałem nieprzyjemność jazdy do Mińska Mazowieckiego.
      Trzy zatory stojące na betonowo.

      Teraz nie jeżdżę inaczej niż przez Stanisławów.
      Lepsze puste wertepy niż gładki parking.
      Chociaż przy Twoim zawieszeniu... ;-)
      • emes-nju Re: Współczuję! 18.01.11, 10:31
        mejson.e napisał:

        > Chociaż przy Twoim zawieszeniu... ;-)

        Droge powrotna odbylem przez Radzyn Podlaski, Lukow i Garwolin. Mimo ze to jakies 30 km dalej i droga miejscami wola o pomste do nieba (trzy razy wpalem w takie dziurska, ze az huknelo), jestem bardzo zadowolony. Dojechalem szybciej i nieporownywanie spokojniej. A odcinek od granicy do Radzynia, to prawie poezja! Znaczna czesc jest nowa i wytyczona chyba jeszcze przez carskich inzynierow - prosta, praktycznie zero terenow zabudowanych (sa od 0,5 do 2 km od trasy - ideal).
      • edek40 Re: Współczuję! 18.01.11, 12:50
        > Ostatniej jesieni miałem nieprzyjemność jazdy do Mińska Mazowieckiego.
        > Trzy zatory stojące na betonowo.
        >
        > Teraz nie jeżdżę inaczej niż przez Stanisławów.
        > Lepsze puste wertepy niż gładki parking.
        > Chociaż przy Twoim zawieszeniu... ;-)

        Ta szosa do kwintesencja dowcipu o staniu na krawedzi przepasci i zrobieniu wielkiego kroku naprzod. Na poczatku lat 90. czesto wybieralem sie w te rejony kraju zawodowo. Tylko raz pojechalem DK2. Teraz jest duzo wiecej samochodow i.... duzo mniej drogi, bo jej czesc zajeto na budowle poprawiajace bezpieczenstwo...
        • wolfgang87 Re: Współczuję! 18.01.11, 14:06
          Taka rynne robia tez na czworce w szeroko rozumianych okolicach Tarnowa.

          A propos 2 to juz to opisywalem niedawno

          Cytuje kwintesencje tego wpisu:

          "Każda, ale to każda posesja ma dojazd z krajowej drogi w postaci rozrysowanego przerywanego dozwolonego lewoskrętu."
          • emes-nju Re: Współczuję! 18.01.11, 14:08
            Pamietam, ze o tym pisales. Ale jakbym nie napisal czegos od siebie, to by mi chyba bok wyrwalo ;-)
            • wolfgang87 Re: Współczuję! 18.01.11, 14:13
              Mnie bok wyrwalo, bo ja tam jechalem sobie w weekend, tak zeby sie przejechac dla przyjemnosci. A to mnie pokićkało... Najpierw rzeznia do Gory Kalwarii, potem piekna i relaksujaca 50-tka, a potem To Coś o numerze 2 :/
              • emes-nju Re: Współczuję! 18.01.11, 14:47
                W sumie to ja tez jechalem "rekreacyjnie". Gdybym jechal w interesach, to by mnie chyba ch... strzelil.

                Naczytalem sie o tym, ze w Polsce spokojnie da sie osiagac srednie rzedu 70-tki i myslalem, ze "moja" 50-tka to wynik tego, ze coraz czesciej wybieram "boczne drogi". A tu guzik - na miedzynarodowej trasie, przy minimalnym ruchu TIRow i umiarkowanym osobowek, na znacznym dystansie mialem srednia ponizej 45 km/h (wg. GPS). Nie sadze, zeby nizsze spalanie bylo warte tych zmarnowanych godzin...
    • emes-nju Przypomnialem sobie 18.01.11, 11:13
      W kilku miejscach na jezdni zostaly resztki zoltych linii, ktore wyznaczaly pasy ruchu w czasie remontu. To znaczy zolte to one juz nie byly. Ale jako, ze to naklejki, a nie farba, to w nocy i w deszczu byly bardziej widoczne niz obowiazujace rozmalowanie.

      W jednym miejscu byla nawet "na ukolicznosc" pozostawiona 50-tka. I slusznie - musi byc 50-tka jak niejednoznaczne rozmalowanie kieruje na czolowke :-/

      Wiem, ze mam isc do okulisty. Pojde jak znakolog zasiadzie na fotelu przesluchan w prokuraturze :-P
      • edek40 Re: Przypomnialem sobie 18.01.11, 14:26
        > W kilku miejscach na jezdni zostaly resztki zoltych linii, ktore wyznaczaly pas
        > y ruchu w czasie remontu. To znaczy zolte to one juz nie byly. Ale jako, ze to
        > naklejki, a nie farba, to w nocy i w deszczu byly bardziej widoczne niz obowiaz
        > ujace rozmalowanie.

        Dziala to w dwie strony. W jednym miejscu na Dk7 ilosc poprawiajacych bezpiecznestwo blyskaczy na pacholkach kierujacych ruch na objazd byl tak potezny (widoczne byly nawet te, ktore teoretycznie powinny byc widoczne wylacznie dla tych z przeciwka), ze pozostawaly kreski. No coz. Biale linie wymalowano niedawno i dobra farba. One byly widoczne, zolte kreski nie...
    • xxxxxx666 Re: Jechalem DK2 20.01.11, 23:30
      Wszystko zależy od punktu widzenia.

      Ja jeżdżę tą drogą od wielu lat i muszę powiedzieć, że z mojego punktu widzenia ostatni remont i wysepki bardzo poprawiły sytuację.

      Otóż zmiana organizacji spowodowała znaczny spadek ilości idiotów walących na ślepo na trzeciego. Ja osobiście wolę dojechać wolniej, ale spokojnie, a nie ciągle wypatrywać debila, który waląc 150km/h albo lepiej wyrzucie mnie na pobocze, trąbiąc i waląc długimi...

      Być może ta droga nie jest zbyt przyjazna, bo jest na niej tłoczno i jest przy niej niewygodna zabudowa, ale z mojego punktu widzenia teraz jest lepiej. Może nie jechałeś nią np. 3 lata temu, nie masz porównania?
      • emes-nju Re: Jechalem DK2 21.01.11, 09:09
        xxxxxx666 napisała:

        > Otóż zmiana organizacji spowodowała znaczny spadek ilości idiotów walących na
        > ślepo na trzeciego.

        Absolutnie masz racje!

        Nie wala na trzeciego, a na drugiego. Po lewej stronie wysepki...

        > Ja osobiście wolę dojechać wolniej, ale spokojnie, a nie ciągle wypatrywać debila,
        > który waląc 150km/h albo lepiej wyrzucie mnie na pobocze, trąbiąc i waląc długimi..

        Wolniej (na trasie W-wa - Siedlce srednia w sobotni wieczor - raczej nie jest to szczytowe natezenie ruchu - ponizej 45 km/h; jeszcze troszke i szybciej bedzie rowerem) jada tylko spokojne "cwoki". Ci co wczesniej walili dlugimi i wyprzedzali na trzeciego, robia to samo. Tylko, ze slalomem pomiedzy wysepkami, a jadacymi w obydwu kierunkach samochodami.

        A wysepki radykalnie poprawiaja bezpieczenstwo uniemozliwiajac jakiekolwiek manewry awaryjne.

        > Być może ta droga nie jest zbyt przyjazna

        To taki eufemizm, prawda?

        Dopoki jest przyzwoita widocznosc, jazda jest tylko upierdliwa jak szwedzka mucha. Jak pojawia sie jakis opad (z mzawka na czele!), zaczyna sie "jazda". Okreslenie "meczaca", to nawet nie jest eufemizm...

        > Może nie jechałeś nią np. 3 lata temu, nie masz porównania?

        Wlasnie mniej wiecej 3 lata temu jechalem nia ostatnio (i dlatego wpadl mi do glowy niedorzeczny pomysl sprawdzenia jak bedzie sie jechalo po "modernizacji"). I jechalo mi sie zdecydowanie lepiej. Bo wiecej zalezalo ode mnie, a nie od DEZorganizatora, ktory wpuszczajac w kanal "normalnych kierowcow" wystawia ich na trudny do unikniecia strzal ze strony debili.

        Wysepki niemozliwiaja jakiekolwiek manewry awaryjne. Dopoki jest dobrze, to jest dobrze. A jak cos pojdzie nie tak, to do piachu... :-/ Uwierz mi, ze jak mam miec do czynienia z debilami (a mam miec, bo policji brak, bo sa przeciez fotoradary), to wole "bic sie" z nimi na szerokiej, a nie pozawezanej betonem w osi jezdni drodze - to daje mi jakas szanse w sytuacji "podbramkowej".
        • jureek Re: Jechalem DK2 21.01.11, 09:56
          emes-nju napisał:

          > Ci co wczesniej walili dlugimi i wyprze
          > dzali na trzeciego, robia to samo. Tylko, ze slalomem pomiedzy wysepkami, a jad
          > acymi w obydwu kierunkach samochodami.

          To Ty tak to widzisz, Twój przedmówca i ja widzimy to inaczej. Chodzi o skalę. Owszem, zdarzy się czasem jakiś debil objeżdżający wysepkę, ale ogólnie liczba niebiezpiecznych manewrów wyprzedzania zdecydowanie spadła. Na drogach owysepkowanych nie ma już tego ciągłego tasowania się peletonu i jazda jest o wiele spokojniejsza.
          Problemem jest chyba to, że nie zdążyliśmy się jeszcze przyzwyczaić do tego, że wraz ze wzrostem liczby samochodów, żadko będziemy mieli taki komfort, żeby nie mieć nikogo przed sobą. Widzę po Twoich postach, że jazda za kimś, konieczność dostosowania swojego tempa do tempa poprzednika - to wszystko strasznie Cię męczy. Nie ma jednak wyjścia, trzeba się będzie do tego przyzwyczaić, bo nawet w krajach z bardzo gęstą siecią autostrad bardzo rzadko zdarza się, żeby można było zwykłą drogą jechać nie mając nikogo przed sobą. Takie są skutki rozwijania indywidualnej motoryzacji.
          Jura
          • edek40 Re: Jechalem DK2 21.01.11, 10:07
            > krajach z bardzo gęstą siecią autostrad bardzo rzadko zdarza się, żeby można b
            > yło zwykłą drogą jechać nie mając nikogo przed sobą.

            Ale my nie mowimy o zwyklej drodze tylko o jedynej szosie tranzytowej w tym kierunku. Oczywiscie najtaniej i najprosciej jest na takiej drodze tak zorganizowac ruch, aby osiaganie predkosci "niebezpiecznych" w ogole nie moglo miec miejsca. Powoduje to jednak bardzo grozna sytuacje, gdy znajacy realia emigruja na drogi jeszcze gorzej do takiego ruchu przystosowane. A ze tu "organizacja" ruchu spoczywa na gminach, to i "poprawiaczy" bezpiecznestwa brak, bo nie wszystkie gminy zdarzyly zarobic na fotoradarach (z reszta te wplywy raczej byly pozytkowane na budowe nowej siedzib SM, a nie na drogi). Co wiecej, patrzac na moja szose kolo domu widze, ze korzystaja z niej licznie TIRy, choc maja zakaz. Ryzyko napotkania policji jest nieomal zerowe, a zysk czasowy gigantyczny. I szafa gra. Panstwowa GDAKA, za panstwowe pieniadze, zamiata wyniki swojego nierobstwa, lenistwa, braku kompetencji pod dywan ewidentnie slabszych (o ktorych tak zawsze sie martwisz).
            • jureek Re: Jechalem DK2 21.01.11, 10:27
              edek40 napisał:

              > Ale my nie mowimy o zwyklej drodze tylko o jedynej szosie tranzytowej w tym kie
              > runku.

              Pisząc "zwykła droga" miałem na myśli nieautostradę. Czy nie zauważyłeś tego w poście Emesa, jak bardzo sie męczył tym, że musiał patrzeć na tylne swiatła poprzednika? Niestety, trzeba się pogodzić z tym, że nawet jak wybudujemy wszystkie zaplanowane autostrady, to i tak rzadkością będzie sytuacja, że nie trzeba będzie oglądać świateł poprzednika. Nie piszę o prędkości, piszę o tym, że musimy niestety pożegnać się z indywidualizmem i zacząć się przyzwyczajać do jazdy w stadzie, a tego też chyba nie uczą na kursach.
              Jura
              • edek40 Re: Jechalem DK2 21.01.11, 10:30
                > Pisząc "zwykła droga" miałem na myśli nieautostradę. Czy nie zauważyłeś tego w
                > poście Emesa, jak bardzo sie męczył tym, że musiał patrzeć na tylne swiatła pop
                > rzednika?

                W jedna strone sie meczyl, a w druga jechal sporo szybciej jakas gminna szosinka. Myslisz, ze wlasnie o to chodzi naszym "organizatorom" ruchu? Aby za wspolne pieniadze podrzucac smierdzace jaja biedniejszym wlascicielom drog, ktorzy musza je utrzymywac z gminnych srodkow. A moze to chodzi o oszczednosc panstwowych funduszy? Wyparcie ruchu na inne szosy prowadzi do znacznie dluzszej eksploatacji bez remontow. Tylko dlaczego te oszczednosci maja byc czynione kosztem gmin?
          • emes-nju Re: Jechalem DK2 21.01.11, 10:23
            Byc moze liczba wariatow zmalala (nie wiem, bo sobotni wieczor nie jest czasem stadnych wypraw REPow), ale ich wyczyny staja sie bardziej niebezpieczne.

            A co do mojej niecheci do jazdy za kims... Wyciagasz dosc pochopne wnioski. Uwielbiam jechac za kims, kto jedzie w sposob nieprzeszkadzajacy innym - mam "zajaca", ktory toruje droge.

            Natomiast po wpuszczeniu w kanal nie mamy do czynienia z jazda na kims, a z jazda w kolumnie. A jazda w kolumnie jest meczaca i bez wysepek. Chocby dlatego, ze lekkie przyhamowanie "lidera peletonu" oznacza prawie zatrzymanie sie jadacych kikaset m z tylu. Jazda w kolumnie po drodze bez dodatkowych atrakcji (na ekspresowce czy autostradzie) nie jest niczym milym. Jazda po drodze z ciaglymi ograniczeniami predkosci czasem wiecej niz o polowe, to jedna wielka ciagnaca sie kilometrami/godzinami szarpanka. Taka jest FIZYKA ZJAWISKA, a nie emesowe wymysly.

            A do tego wszystkiego nie dosc, ze nie daje sie wyprzedzic "liderow" jadacych 30-tka (spotkalem kilku takich pod Minskiem), bo maja niedaleko, to jeszcze na wysokosci wysepki nie ma wiekszych szans na unikniecie rozjechania kretyna, ktory wlacza sie do ruchu bez zatrzymania, czy pieszego idacego po jezdni.

            Jak dla mnie lepsze sa "atrakcje" zwiazane z wyprzedzaniem niz z wysepkami. Zreszta wyprzedzanie nie jest na pierwszym miejscu drogowych zabojcow, a wlasnie zderzenia boczne, przed ktorymi na wysokosci wysepki nie ma jak sie wybronic - jezeli ktos wyjedzie "odpowiednio", to walisz w niego jak w beben bez jakiejkolwiek mozliwosci ominiecia.

            Wysepki, kanalizacja ruchu zdaje moze egzamin na lokalnych drogach. Na drogach o poteznym natezeniu wszelkich rodzajow ruchu nie. Choc fakt - pomagaja wszelkiej masci "liderom" snujacym sie od jednej zagrody do drugiej. Z punktu widzenia polskiej gospodarki szykanowanie ruchu tranzytowego na tranzytowej, miedzynarodowej drodze, zeby pomoc lokalesom skoczyc po flaszke, wydaje mi sie pomyslem z jakichs dalekich zakamarkow kosmosu.
            • jureek Re: Jechalem DK2 21.01.11, 10:38
              emes-nju napisał:

              > Byc moze liczba wariatow zmalala (nie wiem, bo sobotni wieczor nie jest czasem
              > stadnych wypraw REPow), ale ich wyczyny staja sie bardziej niebezpieczne.

              Nie pisałem, że liczba wariatów zmalała, natomiast zdecydowanie zmalała liczba wariackich wyprzedzań.

              > Natomiast po wpuszczeniu w kanal nie mamy do czynienia z jazda na kims, a z jaz
              > da w kolumnie. A jazda w kolumnie jest meczaca i bez wysepek. Chocby dlatego, z
              > e lekkie przyhamowanie "lidera peletonu" oznacza prawie zatrzymanie sie jadacyc
              > h kikaset m z tylu. Jazda w kolumnie po drodze bez dodatkowych atrakcji (na eks
              > presowce czy autostradzie) nie jest niczym milym. Jazda po drodze z ciaglymi og
              > raniczeniami predkosci czasem wiecej niz o polowe, to jedna wielka ciagnaca sie
              > kilometrami/godzinami szarpanka. Taka jest FIZYKA ZJAWISKA, a nie emesowe wymysly.

              Właśnie o tym pisałem, że trzeba pogodzić się z tym, że bedziemy jeździć w kolumnach, bo nigdy budowa dróg nie nadąży za wzrostem ilości samochodów na drogach.
              Szarpanka jest jeszcze większa na drogach nieowysepkowanych i bez ograniczeń, lecz z dużym natężeniem ruchu.
              Tak było np. na teraźniejszej A4, gdy była to jeszcze zwykła droga dwujezdniowa, ale bez skrzyżowań kolizyjnych i miejscowości. Cały czas można było jechać 90 km/h. Z powodu tasowania się peletonu (co chwila jakiś skoczek z tyłu kolumny zabierał się za wyprzedzanie i wskakiwał w luki w kolumnie) trzeba było często hamować, żeby zachować dystans i momentami dochodziło nawet do tego, że cała kolumna stawała). Później zaczęła się budowa A4, w związku z czym ograniczono prędkość do 80 km/h, w miejscach wyjazdów z budowy pojawiły się ograniczenia i na wielu odcinkach fizycznie uniemozliwiono wyprzedzanie. efektem było wyraźne uspokojenie ruchu, skończyła się szarpanka.
              Jura
              • emes-nju Re: Jechalem DK2 21.01.11, 10:52
                No coz. Jezeli jazde kilkaset km z predkosciami 0-70 km/h uwazasz za "uspokojona", to ja nie mam nic wiecej do napisania. Bo tak upojnie jechalem poza najwiekszym natezeniem ruchu. I chyba nawet nie chce probowac po raz kolejny. Zrobie tak, jak napisal Edek - bede jezdzil drogami lokalnymi. Na razie da sie nimi jezdzic...
                • jureek Re: Jechalem DK2 21.01.11, 10:55
                  emes-nju napisał:

                  > No coz. Jezeli jazde kilkaset km z predkosciami 0-70 km/h uwazasz za "uspokojon
                  > a", to ja nie mam nic wiecej do napisania.

                  No to nie pisz. Przecież nie ma obowiązku pisania :D

                  > Bo tak upojnie jechalem poza najwiek
                  > szym natezeniem ruchu. I chyba nawet nie chce probowac po raz kolejny. Zrobie t
                  > ak, jak napisal Edek - bede jezdzil drogami lokalnymi. Na razie da sie nimi jez
                  > dzic...

                  Na razie. Ale i drogi lokalne zapełnią się z czasem. I co w tedy zrobisz ze swoja awersją do jazdy w stadzie?
                  Jura
                  • emes-nju Re: Jechalem DK2 21.01.11, 11:00
                    Zwroc uwage, ze nie mam awesji do jazdy w stadzie jako takiej. Mam awersje do jazdy w stadzie w warunkach utrudniajacyh taka, i tak nielatwa nawet bez "poprawiaczy bezpieczenstwa", jazde.

                    Nie wiem w jakim mechanizmie cos, co utrudnia jazde (i jest oznakowywane jako "inne niebezpieczenstwa"), ma poprawiac sytuacje na drodze.
                    • jureek Re: Jechalem DK2 21.01.11, 11:13
                      emes-nju napisał:

                      > Zwroc uwage, ze nie mam awesji do jazdy w stadzie jako takiej. Mam awersje do j
                      > azdy w stadzie w warunkach utrudniajacyh taka, i tak nielatwa nawet bez "popraw
                      > iaczy bezpieczenstwa", jazde.

                      Wysepki nie utrudniają jazdy w stadzie, one utrudniaja wyprzedzanie, a wyprzedzanie to właśnie zaprzeczenie jazdy w stadzie. Ja jazdę w stadzie rozumiem tak, że jeden jedzie za drugim bez mieszania i tasowania się.

                      > Nie wiem w jakim mechanizmie cos, co utrudnia jazde (i jest oznakowywane jako "
                      > inne niebezpieczenstwa"), ma poprawiac sytuacje na drodze.

                      No trudno, jeśli nadal nie rozumiesz, to mi się już nie chce tłumaczyć.
                      Ja mam moje doświadczenia z DK4, kiedy nie było utrudnień w wyprzedzaniu i późniejsze, kiedy w związku z budową utrudnienia się pojawiły i wiem kiedy jeździło się spokojniej (choć dla mnie wcale nie wolniej).
                      Jura
                      • emes-nju Re: Jechalem DK2 21.01.11, 12:03
                        Jura. Nie rozumiem i nie zrozumiem jak na drodze o szerokosci z zapasem pozwalajacej na wymalowanie pasow 2+1, recepta na poprawe bezpieczenstwa ma byc zawezanie istniejacych 1+1 i wylewanie betonu w osi jezdni!

                        Na DK2 jest kilka odcinkow 2+1. Jeden spektakularny - 2 (slownie dwa) pasy prowadza z gorki, a 1 (slownie jeden) pod gorke. Kogos chyba POSRALO!
                        • jureek Re: Jechalem DK2 21.01.11, 12:28
                          emes-nju napisał:

                          > Jura. Nie rozumiem i nie zrozumiem jak na drodze o szerokosci z zapasem pozwala
                          > jacej na wymalowanie pasow 2+1, recepta na poprawe bezpieczenstwa ma byc zaweza
                          > nie istniejacych 1+1 i wylewanie betonu w osi jezdni!

                          No trudno. Jezeli nie potrafisz zrozumieć, to ja już nic na to nie poradzę. Ja rozumiem i sprawdziłem to w praktyce, że po zwężeniu i uniemozliwieniu wyprzedzania było i bezpieczniej, i spokojniej.
                          Jura
                          • emes-nju Re: Jechalem DK2 21.01.11, 12:42
                            Rozumiem, ze uwazasz, ze teoretyczne (kto jechal, ten wie, ze wyprzedza sie nadal, ale w daleko niebezpieczniejszych warunkach) uniemozliwienie wyprzedzania jest lepsze od praktycznego i bezpiecznego umozliwiania poprzez przemalowanie drogi na uklad 2+1.

                            Oryginalna opinia, ale ma wielu zwolennikow w organizacji zajmujacej sie sabotowaniem ruchu drogowego w Polsce...
                            • jureek Re: Jechalem DK2 21.01.11, 13:16
                              emes-nju napisał:

                              > Rozumiem, ze uwazasz, ze teoretyczne (kto jechal, ten wie, ze wyprzedza sie nad
                              > al, ale w daleko niebezpieczniejszych warunkach) uniemozliwienie wyprzedzania j
                              > est lepsze od praktycznego i bezpiecznego umozliwiania poprzez przemalowanie dr
                              > ogi na uklad 2+1.

                              Nie pisałem tutaj niczego o organizacji ruchu 2+1, skąd więc wyciągasz takie wnioski, że jestem przeciw? Wiele razy dawałem wyraz temu, że podoba mi się taka organizacja ruchu.
                              Jura
                              • edek40 Re: Jechalem DK2 21.01.11, 13:21
                                > Nie pisałem tutaj niczego o organizacji ruchu 2+1, skąd więc wyciągasz takie wn
                                > ioski, że jestem przeciw? Wiele razy dawałem wyraz temu, że podoba mi się taka
                                > organizacja ruchu.

                                Sprobuj tak zorganizowac ruch, gdy kazde skrzyzowanie i skrzyzowonko zasluguje na wysepke. Na DK7 jest odcinek, na ktorym wysepki sa tak gesto, ze za jednym razem widac ich kilka. Gdy to matolstwo sie rozprzestrzenia (znaczy, gdy kolejny lokalny kacyk zaczyna tak "organizowac ruch") nie da sie tak zorganizowac drogi.
                  • edek40 Re: Jechalem DK2 21.01.11, 11:16
                    > Na razie. Ale i drogi lokalne zapełnią się z czasem.

                    To bedziemy szukac jeszcze bardziej lokalnych. Czesto sa one w zadziwiajaco dobrej kondycji i nie maja zadnych szykan, policji itp. Maja "tylko" tubylcow calkowiecie nie obytych z ruchem wiekszym niz jeden ciagnik na godzine. Ale to nie spedza snu z powiek tych, ktorzy celowo zakorkowuja "swoje" drogi.
              • edek40 Re: Jechalem DK2 21.01.11, 11:09
                > Szarpanka jest jeszcze większa na drogach nieowysepkowanych i bez ograniczeń, l
                > ecz z dużym natężeniem ruchu.

                Szarpanka szarpance nierowna. A syty glodnego nie zrozumie.

                Jesli zas chodzi o drogi, to po pierwsze trzeba choc probowac nadazac. Gdy sie nie probuje juz jest kiepsko. Jesli do tego calkowicie bezmyslnie i wyrywkowo szykanuje sie ruch, to masakra jest na 100%. Caly czas nie moge pojac smutnego losu tubylca, ktory po likwidacji "swojego" skrzyzowania bedzie mial na pole nie 500 m, a 3 km. Bo nad smutnym losem tubylca sie litujemy, a nad smutnym losem edka juz nie. A przez to, ze w Warszawie nie ma dostatecznej ilosci mostow (chociac tyle, aby obejmowaly wielkosc aglomeracji) nadkladam dziennie okolo 15 km w drodze do i z pracy. Skoro wiec nie ma szans (jakoby) na poprawe sytuacji drogowej wydaje sie wskazane sprawiedliwe podzielenie tego, co mamy. Na razie jednak priorytetem jest ruch lokalny, pokonujacy dziennie kilka kilometrow, kosztem znacznie wiekszego, pokonujacego setki kilometrow. A naprawde niewiele trzeba, aby nasze drogi staly sie choc troche bardziej przejezdne.
                • jureek Re: Jechalem DK2 21.01.11, 11:34
                  edek40 napisał:

                  > > Szarpanka jest jeszcze większa na drogach nieowysepkowanych i bez ogranic
                  > zeń, l
                  > > ecz z dużym natężeniem ruchu.
                  >
                  > Szarpanka szarpance nierowna. A syty glodnego nie zrozumie.

                  Pewnie dlatego nie potrafisz zrozumieć zadowolenia ludzi nie mających zacięcia wyscigowego z wysepek i wynikającego z ich ustawienia uspokojenia jazdy. Jakbyś tak przez kilkaset kilometrów musiał co chwila hamować, bo przez nos wciskał Ci się "skoczek" wyprzedzający od końca peleton, to może byś zrozumiał, co to znaczy jazda szarpana.
                  Jura
                  • edek40 Re: Jechalem DK2 21.01.11, 11:50
                    > Pewnie dlatego nie potrafisz zrozumieć zadowolenia ludzi nie mających zacięcia
                    > wyscigowego z wysepek i wynikającego z ich ustawienia uspokojenia jazdy.

                    Ja tam nie mam tachografu w aucie. Ten problem dotyka zawodowcow, od ktorych zalezy duzo wiecej, niz Ci sie wydaje. Aby wiec zarobic na chleb posuwaja sie do wszelkiej masci oszustw. A potem zasypiaja za kolkiem...
                  • emes-nju Re: Jechalem DK2 21.01.11, 12:14
                    jureek napisał:

                    > Pewnie dlatego nie potrafisz zrozumieć zadowolenia ludzi nie mających zacięcia
                    > wyscigowego

                    Jakiego WYSCIGOWEGO?!

                    Ja pisze o predkosciach srednich 45 km/h. Nawet na poczatku XX w. w wyscigach rozwiajano wyzsze predkosci!

                    > Jakbyś tak przez kilkaset kilometrów musiał co chwila hamować, bo przez nos wciskał
                    > Ci się "skoczek" wyprzedzający od końca peleton

                    A teraz co chwile hamuje, bo w gestej, prowadzonej 40-50-tka przez mistrza kolumnie, kazde ograniczenie predkosci oznacza zatrzymanie sie. Jak jest mozliwosc wyprzedzania, to daje sie mistrzow wyprzedzic, i wbrew temu co piszesz, da sie jechac plynniej. Pod warunkiem, ze nie wali sie w zbroje na sama mysl o wyprzedzeniu lokalesa, ktory 20 km/h wytoczyl nam sie pod kola, a potem po szalonym przyspieszaniu osiagnal 40 km/h :-P
                    • jureek Re: Jechalem DK2 21.01.11, 12:30
                      emes-nju napisał:

                      > Jakiego WYSCIGOWEGO?!
                      >
                      > Ja pisze o predkosciach srednich 45 km/h. Nawet na poczatku XX w. w wyscigach r
                      > ozwiajano wyzsze predkosci!

                      Pisałem, że nie chodzi o prędkości, ale o mentalność.
                      Na rowerach i bryczkami też można się ścigać.
                      Jura
                      • emes-nju Re: Jechalem DK2 21.01.11, 12:43
                        Bylbym wdzieczny gdyby takie wyscigi nie odbywaly sie na drogach miedzynarodowych.
                        • jureek Re: Jechalem DK2 21.01.11, 13:20
                          emes-nju napisał:

                          > Bylbym wdzieczny gdyby takie wyscigi nie odbywaly sie na drogach miedzynarodowy
                          > ch.

                          Drogi (wszystkie, nie tylko międzynarodowe) nie są w ogóle odpowiednim miejscem do jakichkolwiek wyścigów.
                          Jura
        • filavandrel Re: Jechalem DK2 21.01.11, 17:45
          A co najciekawsze, że jakbym tamtędy nie jeździł (raz szybko, innym razem spokojnie bo z dziećmi) to najpłynniej się jeździło, najmniej dziwnych sytuacji występowało kiedy?? W momencie gdy nawierzchnia było nowa ale nie obmalowana pasami , bez wysepek i innych wynalazków. Szeroko, mało znaków, kto chciał jechał wolno, kto chciał ten zasuwał( bo miał gdzie -wolniejsi po prawej a szybcy tam gdzie wysepki obecnie :) ). No i przyznaję, że te pierońskie wysypki to nie raz i nie dwa objeżdżałem z lewej- z naprzeciwka po horyzont pusto a się wloką jak kondukt pogrzebowy. I ciekawostka- krążyła pogłoska, że po oddaniu tejże drogi policja nie miała chwili wypoczynku- w pierwszym miesiącu 4 wypadki z ofiarami śmiertelnymi i nieprawdopodobna liczba kolizji.
          Byłbym zapomniał- bardzo frapują mnie rowy wzdłuż tej trasy. Miejscami tak głębokie, że auto się chowa( widziałem takiego nieszczęśnika-żeby nie władza z migającymi kogutami to nawet bym go z drogi nie zauważył).
          Jedyna rada na tą drogę w tej chwili- omijać :)
          • xxxxxx666 Re: Jechalem DK2 22.01.11, 21:05
            > No i przyznaję, że te pierońskie wysypki to nie raz i
            > nie dwa objeżdżałem z lewej- z naprzeciwka po horyzont pusto a się wloką jak k
            > ondukt pogrzebowy.

            A może zaświtała ci kiedyś w palniku myśl, że te pierońskie wysepki są robione, bo znajdują się idioci, którzy wyprzedzają kolumny samochodów nie zważając na oznakowanie skrzyżowań i przejść dla pieszych?

            I zgadzam się, że debil wytyczył drogą tranzytową do obsługi ruchu lokalnego... Ale co można na to poradzić? Trzeba tolerować ten fakt, dopóki nie pobudują autostrady.
            • tymon99 Re: Jechalem DK2 23.01.11, 00:46
              xxxxxx666 napisała:

              > I zgadzam się, że debil wytyczył drogą tranzytową do obsługi ruchu lokalnego...

              nie, to było odwrotnie. najpierw droga do obsługi ruchu lokalnego, a potem pojawił się mityczny tranzyt.
              • xxxxxx666 Re: Jechalem DK2 23.01.11, 13:26
                Jest to problem dość filozoficzny, można powiedzieć, że analogiczny do dylematu jajka i kury.

                Nie mniej jednak faktem jest, że obecnie ta droga obsługuje zarówno ruch lokalny jak i tranzytowy, co jest źródłem problemu.

                Ja osobiście uważam, że owysepkowanie takiej drogi to dobry pomysł. Przy prędkości 70km/h wysepki naprawdę nie stanowią problemu, a ludzie nie chcą zaakceptować faktu, że na drodze, gdzie co kawałek jest zjazd na posesję, tajemnicze skrzyżowanie z niby-drogami albo przejście dla pieszych, taka prędkości jest zupełnie wystarczająca. To że mamy takie realia na drodze krajowej jest smutne, ale cóż... witamy w Polsce.
                • tymon99 Re: Jechalem DK2 23.01.11, 16:24
                  otóż to.
            • filavandrel Re: Jechalem DK2 24.01.11, 16:02
              Jak widać znajdują sie nawet pomimo tych wysepek. Skoro są znaki pionowe po prawej stronie to po grzyba je "dublować" tymi wysepkami? Dla pieszych to może powinny być te wysepki bo niewielu by bez nich przeżyło ale też oświetlenie przejść na tej trasie jak dla mnie woła o pomstę do nieba.
              W obecnej postaci ta droga ma sens dla ruchu lokalnego raczej. I tu pytanie . Jak się ma filozofia takiego projektowania dróg do , wydaje mi się , nadal obowiązującego przepisu o jak najmniejszej ilośći wjazdów/zjazdów na/z dróg krajowych.Ale , jak pamiętam,pozwolenia nabudowy takich wjazdów na DK2 siedleccy( a bardziej podsiedleccy) przesiębiorcy popierali argumentem "nie do odrzucenia" i pozwolenie na wjazd było.
              Wzdłuż takich dróg powinny biec drogi serwisowe, które kanalizowałyby ruch lokalny i wpuszczały go na ciąg główny co kilometr(lub rzadziej) a nie co 200 m.
              • emes-nju Re: Jechalem DK2 24.01.11, 17:35
                filavandrel napisał:

                > Dla pieszych to może powinny być te wysepki bo niewielu by bez nich przeżyło

                Hm... A jaka oslone pieszemu daje ten kawalek betonu? No chyba, ze rodzinie bohatersko poleglego ma pomoc to, ze auto-zabojca ma wieksze o zderzenie z wyspka uszkodzenia...

                > ale też oświetlenie przejść na tej trasie jak dla mnie woła o pomstę do nieba.

                O tak! W kilku miejscach lampy oswietlajace przejscie oslepiaja kierowcow. Teoretycznie maja oswietlac przejscie ukosnym strumieniem swiatla "zgodnym" z kierunkiem jazdy. Tylko, ze nikt nie wpadl na pomysl, ze bedzie to oslepialo jadacych w przeciwnym kierunku...

                > W obecnej postaci ta droga ma sens dla ruchu lokalnego raczej.

                Juz dawno wymyslilem dla takich drog nazwe miedzynarodowy dukt lokalny. Wyglada na to, ze waaaadza w wiekszym powazaniu ma potrzeby jadacych po flaszke niz ruchu dowozacego te flaszke do sklepu :-P
              • xxxxxx666 Re: Jechalem DK2 27.01.11, 08:44
                > W obecnej postaci ta droga ma sens dla ruchu lokalnego raczej. I tu pytanie . J
                > ak się ma filozofia takiego projektowania dróg do , wydaje mi się , nadal obowi
                > ązującego przepisu o jak najmniejszej ilośći wjazdów/zjazdów na/z dróg krajowyc
                > h.Ale , jak pamiętam,pozwolenia nabudowy takich wjazdów na DK2 siedleccy( a bar
                > dziej podsiedleccy) przesiębiorcy popierali argumentem "nie do odrzucenia" i po
                > zwolenie na wjazd było.
                > Wzdłuż takich dróg powinny biec drogi serwisowe, które kanalizowałyby ruch lok
                > alny i wpuszczały go na ciąg główny co kilometr(lub rzadziej) a nie co 200 m. -

                Już wiele razy zwracałem uwagę na błąd tkwiący w tego typu argumentacji.

                Otóż ja się obiema rękami podpisuję pod przytoczonymi powyżej stwierdzeniami. Uważam, że urzędników, którzy pozwolili na upstrzenie tej drogi wyjazdami zewsząd należałoby trwale odsunąć od jakiegokolwiek wpływu na drogi. Co więcej, należałoby zweryfikować i zlikwidować 90% takich wyjazdów. Następnie należałoby wybudować równolegle drogi lokalne. A na koniec autostrady. Tak, zdecydowanie tak, zgadzam się.

                Ale....

                Czy to co powyżej napisane kogokolwiek zwalnia z obowiązku zachowania bezpieczeństwa na drodze?

                Otóż nie!

                I dlatego, wiadomo że obecnie ta droga jest do dupy. Wiadomo, że są idiotyczne wyjazdy z posesji. Wiadomo, że są przejścia dla pieszych w polu, itd. itd. I właśnie dlatego trzeba uważać! Właśnie dlatego trzeba jechać po tej drodze ostrożnie, czyli w szczególności nie traktować jej jak takiej prawie autostrady, gdzie praktycznie prawie zawsze można walić na trzeciego i czwartego.
                • tymon99 Re: Jechalem DK2 27.01.11, 10:04
                  xxxxxx666 napisała:

                  > pozwolili na upstrzenie tej drogi wyjazdami zewsząd

                  nie rozumiesz. droga lokalna właśnie na tym polega, że ma wyjazdy zewsząd. pomyłka polega na tym, że niektórzy postrzegają ją jako ważną arterię transeuropejską.
                  • xxxxxx666 Re: Jechalem DK2 27.01.11, 23:28
                    > nie rozumiesz. droga lokalna właśnie na tym polega, że ma wyjazdy zewsząd. pomy
                    > łka polega na tym, że niektórzy postrzegają ją jako ważną arterię transeuropejs
                    > ką.

                    Dokładnie to miałem na myśli. Chyba nieprecyzyjnie się wyraziłem. Nie mniej, na tym forum często pojawia się zupełnie błędne rozumowanie, że sam fakt poruszania drogą krajową pozwala na domniemanie, że prędkość 120km/h jest bezpieczna. A jeśli stan faktyczny temu przeczy, to tym gorzej dla stanu faktycznego, a i tak to jest wina GDDKiA, samorządów, drogowców, ukrytych wzgórz i fotoradarów, i nie wpływa to na możliwość bezpiecznego przemieszczania 120km/h. Poza tym przecież i tak tam powinna być autostrada.

                    Tego typu stwierdzenia są nagminne i totalnie błędne.
                • emes-nju Re: Jechalem DK2 27.01.11, 10:05
                  xxxxxx666 napisała:

                  > Ale....
                  >
                  > Czy to co powyżej napisane kogokolwiek zwalnia z obowiązku zachowania
                  > bezpieczeństwa na drodze?
                  >
                  > Otóż nie!

                  Racja.

                  Ale...

                  Droga ta jest teraz zDEZorganizowana w taki sposob, ze zeby nie bylo kolizji/wypadkow potrzebny jest 100% udzial "zachowujacych". KAZDY, kto sie wylamie, w obecnych warunkach moze byc przyczyna katastrofy. Katastrofy, do jakiej by nie doszlo przed "modernizacja"... Bo przed "modernizacja" ta droga, choc bez watpienia fatalna, byla nieco bardziej "wybaczliwa" - teraz kasuje rowno i sprawce i jego, nie majacego szans na ucieczke z rynny, ofiare...

                  Projektowanie z zalozeniem, ze droga bedzie bezpieczna jak 100% kierowcow bedzie na pograniczu beatyfikacji, powinno znalesc miejsce w prokuraturze, a nie na deskach kreslarskich!
    • lusitania2 Re: good for me! 21.01.11, 16:51
      czyli na autostradach cię (i drugiego pana e.) nie spotkam, bo autostrady (za niedługo) nie dla szaraków, na dk2 też nie.
      W trosce o bezpieczeństwo proszę o aktualizowanie dróg, na których także nie będziesz się pojawiał.
      • edek40 Re: good for me! 21.01.11, 17:01
        > czyli na autostradach cię (i drugiego pana e.) nie spotkam, bo autostrady (za n
        > iedługo) nie dla szaraków, na dk2 też nie.

        Czy na autostradach tez beda walili rynny z jednym pasem w jednym kierunku i pozwola po nich szwedac sie pieszym, smigac rowerzystom i ciagnikom?
        • jureek Re: good for me! 21.01.11, 18:03
          edek40 napisał:

          > Czy na autostradach tez beda walili rynny z jednym pasem w jednym kierunku i po
          > zwola po nich szwedac sie pieszym, smigac rowerzystom i ciagnikom?

          Proponuję przypomnieć sobie kodeksową definicję autostrady, zanim zaczniesz zadawać kolejne głupie pytania.
          Jeśli zaś chodzi o szwendających się pieszych, pozostaje mi tylko jeden komentarz - głodny sytego nie zrozumie.
          Jura

          • edek40 Re: good for me! 21.01.11, 18:11
            > Proponuję przypomnieć sobie kodeksową definicję autostrady, zanim zaczniesz zad
            > awać kolejne głupie pytania.

            Ja tylko nie zrozumialem porownania DK2 do A2 i chcialem sie upewnic.

            > Jeśli zaś chodzi o szwendających się pieszych, pozostaje mi tylko jeden komenta
            > rz - głodny sytego nie zrozumie.

            Na okolicznosc szwedania sie po nocy po szosie mam odblaskowa kamizelke. Znam poza tym przepisy dotyczace poruszania sie po szosach i stosuje sie do nich. I takiego pieszego nie mam za szwedajacego sie tylko za idacego szosa. Niby drobiazg, ale bardzo wazny.
            • jureek Re: good for me! 21.01.11, 18:44
              edek40 napisał:

              > Na okolicznosc szwedania sie po nocy po szosie mam odblaskowa kamizelke. Znam p
              > oza tym przepisy dotyczace poruszania sie po szosach i stosuje sie do nich. I t
              > akiego pieszego nie mam za szwedajacego sie tylko za idacego szosa. Niby drobia
              > zg, ale bardzo wazny.

              W sprawie autostrady do PORD, a w sprawie szwendania się do słownika języka polskiego odsyłam, w celu zapoznania się ze znaczeniem słowa "szwendanie się".
              Co Ty zresztą możesz wiedzić o chodzeniu pieszo od wioski do wioski? Kiedy ostatnio byłeś zasuwałes na nogach wzdłuż szosy dalej niż 1 km? Syty głodnego nie zrozumie.
              Myslisz, że chodzenie lewą stroną zwiększa bezpieczeństwo pieszego? Teoretyk. Przejdź się kiedyś, to zobaczysz.
              Jura
              • edek40 Re: good for me! 21.01.11, 19:02
                > Myslisz, że chodzenie lewą stroną zwiększa bezpieczeństwo pieszego? Teoretyk. P
                > rzejdź się kiedyś, to zobaczysz.

                A niby w czym problem? Pieszy ma chodzic po wlasciwej stronie i ustepowac samochodom. A nawet polscy kierowcy nie sa tak wredni, ze nie pogonia za pieszym na pobocze.
                • jureek Re: good for me! 21.01.11, 19:07
                  edek40 napisał:

                  > A niby w czym problem? Pieszy ma chodzic po wlasciwej stronie i ustepowac samoc
                  > hodom. A nawet polscy kierowcy nie sa tak wredni, ze nie pogonia za pieszym na
                  > pobocze.

                  A nie pisałem, że teoretyk? Widać, że jeździsz, a nie chodzisz.
                  Jura
                  • edek40 Re: good for me! 21.01.11, 20:25
                    > A nie pisałem, że teoretyk? Widać, że jeździsz, a nie chodzisz.

                    Czyli jednak wjezdzaja na pobocze?
                    • wolfgang87 Re: good for me! 21.01.11, 23:02
                      Edek. Zima jest. Nie ma pobocza. Na zakrętach jest masakra. Zwlaszcza jak mijamy sie z TIRem a widzimy nagle pieszego idacego szosa i kompletnie nie majacego gdzie zejsc, bo zaspy sniegu.
                      • jureek Re: good for me! 22.01.11, 08:56
                        wolfgang87 napisał:

                        > Edek. Zima jest. Nie ma pobocza. Na zakrętach jest masakra. Zwlaszcza jak mijam
                        > y sie z TIRem a widzimy nagle pieszego idacego szosa i kompletnie nie majacego
                        > gdzie zejsc, bo zaspy sniegu.

                        Ja tak właśnie musiałem ostatnio przekopywać się całe 4 km do sąsiedniej wioski, bo w mojej wsi zlikwidowali ostatni sobotni kurs PKS-u do miasta. Cały czas w kopnym śniegu odgarniętym na pobocze. Na wierzchu była lekko zmarznięta warstwa, więc czasami dawało się iść po powierzchni tych zwałów śniegu, ale tak co 5-10 krok zapadałem się w tych zaspach powyżej kolan. Na żadnej siłowni nie wypociłem tyle kalorii, co przy tym przekopywaniu się przez śnieg. Polecam taki "spacerek" wszystkim marudom, może docenią wtedy fakt, że jadą se w ciepłym, nawet jeżeli średnia tylko 52,5 km/h wynosi.
                        A teoretyk Edek niech sobie gdzieś wsadzi takie rady, że wystarczy iść lewą stroną i schodzić na pobocze na widok pojazdów jadących z przeciwka. Poboczem trzeba iść cały czas, a szczególnie wtedy, gdy nic z przeciwka nie jedzie, bo to jest okazja dla tych, co jadą w tym samym kierunku, żeby zaczęli się wzajemnie wyprzedzać i tasować i nawet nie wiesz kiedy, taki wyprzedzający może zrobić Ci garaż w d...e.
                        Jura
                        • edek40 Re: good for me! 22.01.11, 11:43
                          > A teoretyk Edek niech sobie gdzieś wsadzi takie rady, że wystarczy iść lewą str
                          > oną i schodzić na pobocze na widok pojazdów jadących z przeciwka.

                          Kazdy ma prawo zabic sie tak, jak uwaza za stosowne, szczegolnie jesli uwiera go skok w zaspe, z uwagi na to, ze podjal wszelkie mozliwe srodki, aby byc niewidocznym i kierowca zauwazyl go za pozno.

                          > oną i schodzić na pobocze na widok pojazdów jadących z przeciwka. Poboczem trze
                          > ba iść cały czas, a szczególnie wtedy, gdy nic z przeciwka nie jedzie, bo to je
                          > st okazja dla tych, co jadą w tym samym kierunku, żeby zaczęli się wzajemnie wy
                          > przedzać i tasować i nawet nie wiesz kiedy, taki wyprzedzający może zrobić Ci g
                          > araż w d...e.

                          Zapewne to moja wina, ze tak intensywny ruch saochodowy jest skanalizowany na drozynie, po ktorej z racji ich wlasciwej funkcji odbywa sie ruch lokalny.
                          • jureek Re: good for me! 22.01.11, 13:08
                            edek40 napisał:

                            > Kazdy ma prawo zabic sie tak, jak uwaza za stosowne, szczegolnie jesli uwiera g
                            > o skok w zaspe, z uwagi na to, ze podjal wszelkie mozliwe srodki, aby byc ni
                            > ewidocznym
                            i kierowca zauwazyl go za pozno.

                            Jakbyś nie był tylko teoretykiem, to wiedziałbyś, że to nie o skok chodzi, tylko cały czas trzeba się przez te zaspy przebijać, żeby przeżyć.

                            > Zapewne to moja wina, ze tak intensywny ruch saochodowy jest skanalizowany na d
                            > rozynie, po ktorej z racji ich wlasciwej funkcji odbywa sie ruch lokalny

                            Oczywiście żadnej winy u kierowcy, który wyprzedza nie zawracając sobie głowy idącym prawidłowo lewą stroną pieszym nie widzisz.
                            To jest czysta teoria z tym nakazem chodzenia lewą stroną, bo jest dokładnie obojętne, czy przebijasz się przez śnieg po lewej, czy po prawej stronie.
                            Ale co ja tam będę po próżnicy gadał - syty i tak głodnego nie zrozumie.
                            Jura
                            • edek40 Re: good for me! 22.01.11, 14:20
                              > Jakbyś nie był tylko teoretykiem, to wiedziałbyś, że to nie o skok chodzi, tylk
                              > o cały czas trzeba się przez te zaspy przebijać, żeby przeżyć.

                              Rozumiem wiec, ze praktycznie nalezy zatrzymac caly ruch, aby piesi mogli wygodnie i bezpiecznie przemieszczac sie po szosoe? Istotnie, wtedy ni emialoby zadnego znaczenia czy ich widac czy nie i czy oni widza czy nie. Chodziliby sobie wygodnie po chodni. Gdzie jednak podzialyby sie samochody, ktorych tak wielka ilosc powoduje, ze praktycznie stale trzeba isc przez zaspy.

                              > Oczywiście żadnej winy u kierowcy, który wyprzedza nie zawracając sobie głowy i
                              > dącym prawidłowo lewą stroną pieszym nie widzisz.

                              Pisalem juz. Kazdy ma prawo do wybrania sobie sposobu smierci. Ja jako pieszy nie chce zginac, choc moze to przejaw tchorzostwa, ktorego pozbawieni sa ci obywatele, ktorym szkoda 5 zl na kamizelke odblaskowa.
                              • jureek Re: good for me! 22.01.11, 14:38
                                edek40 napisał:

                                > Rozumiem wiec, ze praktycznie nalezy zatrzymac caly ruch, aby piesi mogl
                                > i wygodnie i bezpiecznie przemieszczac sie po szosoe?

                                Aha, dla Ciebie powstrzymanie się od wyprzedzania ze względu na idącego drugą stroną drogi pieszego oznacza w ogóle zatrzymanie ruchu w ogóle. Można i tak.
                                Jura

                                • edek40 Re: good for me! 22.01.11, 15:02
                                  > Aha, dla Ciebie powstrzymanie się od wyprzedzania ze względu na idącego drugą s
                                  > troną drogi pieszego oznacza w ogóle zatrzymanie ruchu w ogóle. Można i tak.

                                  Samochody na tak ruchliwej szosie, ze pieszy musi brnac stale w zaspach, jezdza w obu kierunkach z reguly. Mozna sie wiec powstrzymac od wyprzedzania, a to i tak nic nie zmieni. Niewidoczny pieszy pozostaje niewidocznym pieszym. W ktora by nie szedl strone i w ktora by nie jechal samochod.
                                  • jureek Re: good for me! 22.01.11, 15:11
                                    edek40 napisał:

                                    > Samochody na tak ruchliwej szosie, ze pieszy musi brnac stale w zaspach, jezdza
                                    > w obu kierunkach z reguly. Mozna sie wiec powstrzymac od wyprzedzania, a to i
                                    > tak nic nie zmieni. Niewidoczny pieszy pozostaje niewidocznym pieszym. W ktora
                                    > by nie szedl strone i w ktora by nie jechal samochod.

                                    I znowu wyłazi z Ciebie teoretyk. Gdybyś tak sam musiał zasuwać, tak jak ja zasuwałem, to wiedziałbyś, że powstrzymanie się od wyprzedzania zmieni bardzo wiele. Gdyby nie strach, że taki wyprzedzający orzeł wjedzie mi d..ę, mógłbym przynajmniej jedną trzecią drogi zamiast kopać się przez zaspy iść w miarę wygodnie odśnieżonym skrajem szosy.
                                    Byłem doskonale widoczny, szedłem w dzień, w niczym nie powstrzymywało to kierowców od wyprzdzania.
                                    Jura
                                    • edek40 Re: good for me! 22.01.11, 15:20
                                      > Byłem doskonale widoczny, szedłem w dzień, w niczym nie powstrzymywało to kiero
                                      > wców od wyprzdzania.

                                      Naganne, choc nie zabronione. Szosa, poki co, sluzy do jazdy samochodami. Nie mniej nie rozumiem takich kierowcow.

                                      Przyznam, ze az nie chce mi sie wierzyc w Twoja opowiesc. To troche jak opowiesci tych, ktory jechali przepisowo w huraganie klaksonow.
                                      • jureek Re: good for me! 22.01.11, 15:36
                                        edek40 napisał:

                                        > Naganne, choc nie zabronione. Szosa, poki co, sluzy do jazdy samochodami. Nie m
                                        > niej nie rozumiem takich kierowcow.

                                        Takie wyprzedzanie nie jest zabronione? Czy Ty zdajesz sobie sprawę, że to forum czytają młodzi i pomyślą se jeszcze, że najzupełniej legalne jest wyprzedzanie także wtedy, gdy droga nie jest wolna?

                                        > Przyznam, ze az nie chce mi sie wierzyc w Twoja opowiesc. To troche jak opowie
                                        > sci tych, ktory jechali przepisowo w huraganie klaksonow.

                                        Oczywiście prawdziwe są tylko opowieści o pieszych świętych krowach masowo zalegających nasze dukty.
                                        Jura

                                        • edek40 Re: good for me! 22.01.11, 15:47
                                          > Takie wyprzedzanie nie jest zabronione? Czy Ty zdajesz sobie sprawę, że to foru
                                          > m czytają młodzi i pomyślą se jeszcze, że najzupełniej legalne jest wyprzedzani
                                          > e także wtedy, gdy droga nie jest wolna?

                                          Jakby to ujac. Kwestia jest sporna. Pieszy bowiem ma obowiazek ustepowac samochodom. W KD nie nie jest sprecyzowane, z ktorej auto ma nadjezdzac. Inna kwestia jest durnota niektorych kierowcow. Ja, jesli widzialbym prawidlowo idacego pieszego (znaczy nie widzacego mnie) na pewno nie wyszedlbym na wyprzedzanie. Tak juz mam, ze wymagam nie tylko od innych, ale i od siebie.

                                          > Oczywiście prawdziwe są tylko opowieści o pieszych świętych krowach masowo zale
                                          > gających nasze dukty.

                                          Te prawdziwe sa ponad wszelka watpliwosc, bo codziennie mam z takimi do czynienia.

                                          Zle zachowania kierowcow wobec pieszych rowniez nie naleza do rzadkosi, choc, przy najmniej u mnie, nie sa nagminne. Oba te wystepki laczy jedno - nie wykrywa ich fotoradar/suszarka. I tyle w temacie wzajemnych, olanych przez policje, relacji pieszy-kierowca.
                                          • jureek Re: good for me! 23.01.11, 14:31
                                            edek40 napisał:

                                            > Jakby to ujac. Kwestia jest sporna. Pieszy bowiem ma obowiazek ustepowac samoch
                                            > odom. W KD nie nie jest sprecyzowane, z ktorej auto ma nadjezdzac.

                                            A co mają obowiązki pieszego do tego, jakie warunki mają być spełnione, żeby wolno było wyprzedzać? Nie masz wolnej drogi, to nie wyprzedzasz - sprawa jest jasna jak słońce. Jak przy wyprzedzaniu wyjedziesz na czołówkę ciężarówce, to też będziesz się tłumaczył, że wyprzedzałeś legalnie, bo na tej drodze obowiązywał zakaz wjazdu dla TIR-ów i dlatego ciężarówki nie miało prawa tam być?

                                            > Inna kwestia
                                            > jest durnota niektorych kierowcow. Ja, jesli widzialbym prawidlowo idac
                                            > ego pieszego (znaczy nie widzacego mnie) na pewno nie wyszedlbym na wyprzedzani
                                            > e. Tak juz mam, ze wymagam nie tylko od innych, ale i od siebie.

                                            Och, cóż za wspaniałomyślność! A jakbyś widział pieszego idącego nieprawidłowo, albo takiego, który Cię widzi, to wyprzedzałbyś nie zważając na to, że możesz go potrącić?

                                            > Te prawdziwe sa ponad wszelka watpliwosc, bo codziennie mam z takimi do czynien
                                            > ia.
                                            > Zle zachowania kierowcow wobec pieszych rowniez nie naleza do rzadkosi, choc, p
                                            > rzy najmniej u mnie, nie sa nagminne.

                                            Jakbyś więcej chodził, a mniej jeździł, to inaczej wyglądałyby te proporcje nagminności.
                                            Po prostu z perspektywy za kierownicą większości tych złych zachowań (ach jak delikatnie napisane w porónaniu do "łażenia", "szwendania się" itp.) nie jesteś w stanie zauważyć. Widzisz tylko kilka aut jadących przed i za Tobą, a pieszy mija tych aut setki. Podobnie pieszy, widzi tylko nielicznych pieszych w porównaniu do tej ilości, którą Ty mijasz jadąc autem. Tak więc póki co, w sprawach "złych zachowań" kierowców wobec pieszych jesteś dla mnie teoretykiem.
                                            Jura
                                      • tymon99 Re: good for me! 23.01.11, 00:49
                                        edek40 napisał:

                                        > Szosa, poki co, sluzy do jazdy samochodami.

                                        nie ma w kodeksie "szosy". jest "droga", a ta służy do ruchu pojazdów, ruchu pieszych i pędzenia zwierząt.
                                        • edek40 Re: good for me! 23.01.11, 13:55
                                          > nie ma w kodeksie "szosy". jest "droga", a ta służy do ruchu pojazdów, ruchu pi
                                          > eszych i pędzenia zwierząt.

                                          W jakich kodeksowych relacja pozostaja ci uzytkownicy? Bo o kwestie nazwy nie bede sie spieral. Nie wydaje mi sie to istotne, choc dla puszczenia dymu w oczy - idealne...
                                          • tymon99 Re: good for me! 23.01.11, 16:33
                                            nie o nazwę tu chodzi, a o mentalność typu "mam samochód, więc ta droga jest cała moja".
                                            • edek40 Re: good for me! 23.01.11, 17:20
                                              > nie o nazwę tu chodzi, a o mentalność typu "mam samochód, więc ta droga jest ca
                                              > ła moja".

                                              Zapewne. Nalezy jednak zauwazyc, ze kierowcy z reguly nie zapominaja o tym, aby byc widocznymi na drodze, co stawia ich o cale lata swietlne przed pozostalymi uzytkownikami drogi (nie szosy, nie?).
                      • edek40 Re: good for me! 22.01.11, 11:39
                        > Edek. Zima jest. Nie ma pobocza. Na zakrętach jest masakra. Zwlaszcza jak mijam
                        > y sie z TIRem a widzimy nagle pieszego idacego szosa i kompletnie nie majacego
                        > gdzie zejsc, bo zaspy sniegu.

                        Z wielki trudem, ale rozumiem, co do mnie piszesz. Powiem wiecej, w takich warunkach zdecydowanie ustepuje pieszym. Jest jedno malutkie ale: musze ich widziec. A nie widze. Skoro wiec pieszy krepuje sie nosic kamizelke to niech choc idzie tak, aby mnie widzial i na wlasna prosbe, we wlasciwym momencie dal jednak drapaka w zaspe. Moze oczywiscie tego nie robic. No coz, opisywalem przypadek pieszych, ktorzy lezli pod sunacy w poslizgu samochod. Roznica jest jednak taka, ze oni go choc widzieli...
              • emes-nju Re: good for me! 22.01.11, 13:02
                jureek napisał:

                > Co Ty zresztą możesz wiedzić o chodzeniu pieszo od wioski do wioski?

                Ja wiem, ja wiem!

                Jak jestem u rodziny mojej lubej, to jak chce zadoscuczynic rodzinnej potrzebie "polskiej goscinosci", zmuszony jestem do podrozy "z buta" z malego miasteczka do malej wsi i, po nasyceniu organizmu C2H5OH, z powrotem. Do przejscia jest kilka km wjedna strone.

                I wiesz... Moze w to nie uwierzysz, ale jeszcze zaden polski zabojca nie jezdzil po poboczu, zeby mnie zabic. Bo ja rzne w zbroje jak widze jadacy samochod i schodze z jezdni. A nawet sie zatrzymuje (szczegolnie jak pobocze jest np. nieodsniezone i mozna sie poslizgnac). Schodze nawet wtedy, gdy jakis nieodpowiedzialny maniak zabiera sie za wyprzedzanie - wystarczy slyszac jakis samochod, obejrzec sie. Moj honor oczywiscie na tym cierpi, ale cialo (nawet upojone) pozostaje w jednym kawalku.

                Nie masz wrazenia, ze skoro ja, mieszczuch nad mieszczuchami, moge tak sie zachowywac, to inni tez by mogli?

                Zupelnie oddzielna sprawa sa piesi chodzacy wzdluz drog o "autostradowym" natezeniu ruchu. Tu jakakolwiek forma "zahaczenia" o pas ruchu jest smiertelnie niebezpieczna. A z czyms takim musimy miec do czynienia na wysokosci sporej czesci wysepek, bo czesto droga jest dostatecznie szeroka, zeby wydzielic dwa pasy ruchu i asfaltowe pobocza, ale za waska na pozostawienie asfaltowego pobocza w okolicy nasr... w osi jezdni betonu. Tego dla bezpieczenstwa. Tylko czyjego...?
                • jureek Re: good for me! 22.01.11, 13:20
                  emes-nju napisał:

                  > Nie masz wrazenia, ze skoro ja, mieszczuch nad mieszczuchami, moge tak sie zach
                  > owywac, to inni tez by mogli?

                  A jak myślisz, jak ja szedłem. Cały czas w kopnym śniegu, bo życie jest mi miłe.
                  Tylko nie lubię teoretycznego pierniczenia, że wystarczy iść lewą stroną i schodzić na pobocze, gdy coś jedzie, bo takie zachowanie wcale nie uchroni przed rozjechaniem przez "wyprzedzacza".
                  Nie masz wrażenia, że skoro ja, wieśniak nad wieśniakami, tak się zachowuję, że odpuszczam sobie wyprzedzanie, gdy widzę maszerującego pieszego, to inni też by mogli?
                  Nie masz wrażenia, że skoro ja, wieśniak nad wieśniakami, tak się zachowuję, że gdy widzę idącego mi naprzeciw pieszego i wolną drogę z przeciwka, to z daleko włączam migacz, żeby mu zaoszczędzić skakania na pobocze, to inni też by mogli?
                  Jura

                  P.S. Nie pochwalam chodzenia po drogach pod wpływem.
                  • emes-nju Re: good for me! 22.01.11, 13:50
                    jureek napisał:

                    > A jak myślisz, jak ja szedłem. Cały czas w kopnym śniegu, bo życie jest mi miłe.
                    > Tylko nie lubię teoretycznego pierniczenia, że wystarczy iść lewą stroną i
                    > schodzić na pobocze, gdy coś jedzie, bo takie zachowanie wcale nie uchroni przed
                    > rozjechaniem przez "wyprzedzacza".

                    Ale daje zdecydowanie wieksza szanse na przezycie niz marsz tylem do niewyprzedzajacych, za to po pasie ruchu. Mam wrazenie, ze wciaz wiecej samochodow jezdzi po swoim pasie ruchu niz wyprzedza.

                    A i z wyprzedzaczami da sie zyc. Wystarczy tylko narobic sobie strasznego obciachu i zalozyc kamizelke. Jest sie wtedy widocznym tak, jakby swiecilo sie samochodowym reflektorem. A jak ktos nie chce sobie robic obciachu, to moze chociaz dyskretnie (bo to straszny dyshonor!) niesc swiecaca W DWIE STRONY silna latarke.

                    Wbrew temu co piszesz, rozjechaniu w nocy nieoswietlonych pieszych idacych pasem ruchu poza terenem zabudowanym nie sa winni kierowcy. Nawet zabierajacy sie za wyprzedzanie mordercy :-P

                    > Nie masz wrażenia, że skoro ja, wieśniak nad wieśniakami, tak się zachowuję, że
                    > odpuszczam sobie wyprzedzanie, gdy widzę maszerującego pieszego, to inni też
                    > by mogli?

                    By mogli i, w przewazajacej wiekszosci, tak robia. Pod warunkiem, ze pieszego widza...

                    > Nie masz wrażenia, że skoro ja, wieśniak nad wieśniakami, tak się zachowuję, że
                    > gdy widzę idącego mi naprzeciw pieszego i wolną drogę z przeciwka, to z daleko
                    > włączam migacz, żeby mu zaoszczędzić skakania na pobocze, to inni też by mogli?

                    J.w.

                    > P.S. Nie pochwalam chodzenia po drogach pod wpływem.

                    Ja tez. Tylko, ze nawet jakbym chcial sie szarpnac na taksowke, to musialbym ja chyba z odleglego o 60 km Radomia zamowic ;-) Innej komunikacji w centrum europejskiego kraju brak.

                    Klopot w tym, ze czasem nie da sie odmowic jezeli chce sie pozostac w przyzwoitych stosunkach z rodzina (nie ja to wymyslilem, ze na zastawionym stole musi centralnie parkowac flaszka). Da sie za to, i tak robie, wypic malo (i naprawde rzadko), a nie wracac nawalonym jak szpadel rozpieranym slowianska duma i slowianska stracencza odwaga :-P Jak kiedys zdecydowanie nie chcac brac udzialu w jakiejs imprezie postanowilem sie blyskawicznie znieczulic, to zapewnilem sobie dwie osoby eskorty, ktora mnie, slicznie ululnego, odprowadzila do domu. I dzialo sie to w miescie - jakbym mial isc poza miastem bym sobie na to nie pozwolil nawet jakby mieli mnie niesc w lektyce ;-)
                    • jureek Re: good for me! 22.01.11, 14:00
                      Ja szedłem w dzień, byłem doskonale widoczny, co nie przeszkadzało wcale w podejmowaniu manewrów wyprzedzania. Na odcinku 4 km NIKT z jadących z naprzeciwka nie zasygnalizował migaczem, że mnie widzi.
                      Jeżeli ktoś chce żyć, niech chodzi poboczem cały czas, a pozwolenie na chodzenie lewą stroną można między bajki włożyć.
                      Jura

      • emes-nju Re: good for me! 21.01.11, 17:46
        lusitania2 napisał:

        > czyli na autostradach cię (i drugiego pana e.) nie spotkam, bo autostrady (za
        > niedługo) nie dla szaraków

        Szczerze powiedziawszy tego przytyku nie zrozumialem.

        > W trosce o bezpieczeństwo proszę o aktualizowanie dróg, na których także nie
        > będziesz się pojawiał.

        Mysle, ze zanim zadam sobie ten trud, powinienes mnie zachecic poprzez wskazanie mi wszelkich zagrozen, jakich jestem autorem. Bo mi sie wydaje, ze watpliwosci w stosunku do jedynie slusznej linii partii, rzadu i gdaki nie sprawiaja, ze jestem niebezpieczny na drodze :-P
    • babaqba Re: Jechalem DK2 21.01.11, 19:28
      Wiesz, wyprowadzenie się z Wawy na zachód oznacza dużo dobrego, np. o wiele spokojniejsze i szybsze poruszanie się samochodami. Jak sobie przypomnę wschodni horror drogowy, to mnie do teraz ciarki przechodzą. Jest nadzieja, że inwencja "organizatorów ruchu" zatrzyma się na dawnej granicy zaborów i do Polski właściwej nie dotrze :)
      • emes-nju Re: Jechalem DK2 22.01.11, 13:10
        babaqba napisała:

        > Wiesz, wyprowadzenie się z Wawy na zachód oznacza dużo dobrego, np. o wiele
        > spokojniejsze i szybsze poruszanie się samochodami.

        Ale nie ma stosunkowo szybkich wypraw na przecudnej urody, spokojna "wschodnia rubiez" ;-) Jak zna sie objazdy, to nawet przyjemnie sie jedzie - szczegolnie po tych drogach, ktore wytyczyli jeszcze carscy inzynierownie. Sa proste i, co absolutnie niespotykane, na wielokilometrowych odcinkach omijaja tereny zabudowane.

        Ale mnie cos podkusilo pojechac jewropjeskom drogom kiedy do wyboru bylo tyle innych, w tym te azjatyckie, bo "carskie" ;-)
        • tymon99 Re: Jechalem DK2 23.01.11, 00:54
          rzeczywiście, carscy inżynierowie mieli szczególną umiejętność wytyczania dróg znikąd donikąd.
          • emes-nju Re: Jechalem DK2 24.01.11, 09:36
            tymon99 napisał:

            > rzeczywiście, carscy inżynierowie mieli szczególną umiejętność wytyczania dróg
            > znikąd donikąd.

            Alez nie! Te drogi prowadza od jednego WIEKSZEGO skupiska ludzi (w skrocie - miasta), do drugiego. Omijaja za to W MALEJ ODLEGOSCI caly "drobiazg".

            Ale polscy inszynjerowie juz znalezli na to sposob. W kilku miejscach pobudowali chronione barierami energochlonnymi przejscia dla pieszych z pola do lasu albo z lasu na pole. Z obowiazkowa 70-tka obowiazujaca na dystansie dluzszym niz bariery energochlonne (rowniez ZA przejsciem), co jest oczywiscie sluszne, bo jak mozna polskiemu kierowcy pokazywac, ze DA SIE zrobic wygodna, omijajaca wsie droge, ktora na dystansie kilkunastu km nie ma ograniczen :-P
    • przewoz_pw Re: Jechalem DK2 24.01.11, 16:18
      Phi.. ja jeżdżę czasem kilka razy w tygodniu od kilku lat. Różnicy wielkiej w tempie nie widzę, natomiast jeżeli chodzi o bezpieczeństwo.. Przynajmniej mogę bezpiecznie wyjechać ze swojej drogi.

      Z resztą... poczekajcie na ronda w Dębem Wielkim. Dopiero będzie jazda. Pociągi na tej trasie już i tak są ciasne.
      • edek40 Re: Jechalem DK2 24.01.11, 16:20
        > Phi..

        Phiiii.... Mam w d... DK2. Jesli bede jechal w tym kierunku wybiore drogi alternatywne.
      • emes-nju Re: Jechalem DK2 24.01.11, 16:33
        przewoz_pw napisał:

        > Z resztą... poczekajcie na ronda w Dębem Wielkim.

        Nie poczekam. Bede jezdzil lokalnymi drozynami. Kiedys bylo na nich tylko spokojniej. Teraz bedzie spokojniej i szybciej.

        Pociagi zostana tak samo zapchane - zmieni sie tylko stopien zapchania roznych drog.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka