emes-nju
17.01.11, 10:53
I jezeli okolicznosci mnie nie zmusza, to juz nie bede nia jezdzil...
Jadac z Warszawy w sobotni wieczor (to nie jest czas najwiekszego nasilenia ruchu...), dopiero za Miedzyrzeczem Podlaskim udalo mi sie nieco "trwalej" przekroczyc 60 km/h. Od Warszawy do Siedlec okazji do wyprzedzania w zasadzie nie ma jezeli jedzie chocby cos w rodzaju kolumny (pojedyncze pojazdy da sie na krociutkich przerywanych liniach wyprzedzic, ale wystarczy jedna zawalidroga, zeby na dlugich odcinkach bez mozliwosci wyprzedzania robil sie zator). Do Siedlec mialem srednia ponizej 45 km/h i bylem kompletnie wykonczony koniecznoscia zachowania ciaglej uwagi w kolumnie jadacej slalomem pomiedzy swiecacymi jak wsciekle "wspomagaczami" bezpieczenstwa. To swiecenie jest wrecz upojne w czasie niewielkiego opadu - na szybie w zasadzie ciagle jest mgielka z rozpylonej wody i niewiele widac; jedzie sie na "zajaca" za swiatlami poprzednika.
Za Biala Podlaska wpadlem w potezna sniezyce. Na szczescie zmniejszyl sie ruch i czestotliwosc "wspomagaczy" bezpieczenstwa. Odetchnalem z ulga... W sniezycy...
Co za DEBILE bez wyobrazni projektuja drogi, na ktorych po przejechaniu 150 km jest sie wykonczonym jak po przejechaniu 1500 km po normalych drogach?! Czy wykonczony i zestresowany kierowca jest lepszy od odprezonego i wypoczetego?