Gość: JIMBO
IP: *.chello.pl
23.06.05, 12:37
Jezdzac po stolicy czlowiek sie strasznie nadenerwuje, bo nagminne jest tutaj:
1, jazda na "wczesnoczerwonym" swietle, podczas gdy dla drugiego kierunku
pali sie juz zielone..
2, wjazd na skrzyzowanie bez mozliwosci opuszczenia przed zmiana swiatel -
istoja takie 'barany' /przepraszam zwierzeta/ blokujac ruch, a jak juz zjada
to zwykle znowu zmieniaja sie swiatla i stoimy dalej - sytuacja nagminna na
skrzyzowaniu Polczynskiej/Powstancow Slaskich w piatek po 15,00.. i na
wiekszosci skrzyzowan w centrum w godzinach szczytu popoludniowego...
3, jazda na wprost z pasow do skretu w prawo/lewo czesto przez wysepki..
4, wpychanie sie przy zmianie pasa ruchu na sile - zwlaszcza przez 'zlotowy'
ktorzy to sami sie wpychaja ale nikomu nie pozwalaja wjechac przed siebie..
No i akurat kupilem auto z lekko uszkodzonym tylem, byl wyklepany i nadawal
sie do jazdy, no ale po co mam sam placic za naprawe skoro wystarczy wyjechac
na miasto i bez trudu znajdzie sie 'jelenia' /sorrki zwierzaki/ ktory mi to
zasponsoruje, tylko trzeba wiedziec na jakich skrzyzowaniach ZAWSZE trafi sie
takiego /w zaleznosci od tego co mamy do remontu - tyl, prawy bok, lewy bok,
przod!!/.
No i w piatek o 15,30 wyjechalem z domki /kumpel jechal za mna innym autkiem -
wiadomo swiadek/ na poszukiwanie takiego. Dlugo nie szukalem, znalazlem
sobie skrzyzowanie **** z XXXXX /gdzie zawsze korek/ trzy pasy ruchu na
wprost i pas do skretu w prawo, gdy sie konczyl to namalowana wysepka i
rozpoczynajacy sie pas z tej uliczki bocznej..
Wiadomo 'uplynniacze' jezdzili tym skrajnym prawym na wprost przez wysepke,
wiec wyjezdzam raz, drugi i nic ;( niestety udalo sie wlaczyc do ruchu bez
kolizji - tylko gwaltowne hamowanie i jakies klaksony i wymachiwanie rekoma -
DLACZEGO ?????
No ale za trzecim razem klient nie zdazyl bo wyjechalem i od razu sie
zatrzymalem przed przejsciem, akurat zapalilo sie zolte, pewnie myslal, ze
przejade i buuuum.. ale byl wsciekly bo to bylo w miare nowe taxi octavia..
oczywiscie twierdzil najpierw, ze to moja wina bo mu wymusilem pierszenstwo,
no ale po przyjezdzie policji zmienil zdanie..
1, jazda na wprost z pasa kierunkowego
2, wjezdzajac przez to na wysepke byl na miejscu wylaczonym z ruchu, wiec
wjezdzajac dalej na pas ruchu musial mi ustapic!! a nie zdazyl ;-)
3, spowodowanie zagrozenia bezpieczenstwa w ruchu
To tyle ile kolega /swiadek ;-)/ uslyszal od policjantow, chyba dostal 800 i
10 pkt ale nie jestem pewien..
No i tym sposobem zalatwilem 3 rzeczy:
1, nauczylem 'zlotowe' ze nie zawsze to on ma racje o czym sie bolesnie
przekonal /maska, szybka przednia pekla, chlodnica, reszty nie wiem/ na
wlasnej kieszeni, a do tego przez jakis czas nie bedzie mogl zarabiac ;-)
2, zalatwilem kase na naprawe /juz wyplacili 8,000/ a auto zrobilem na cacy
za 6000, ta kolizja niewiele spowodowala u mnie strat /bagaznik, klapa,
zderzak/
3, odczulem satysfakcje i rozladowalem stres /choc oczywiscie podczas kolizji
troche sie nadenerwowalem, czy wszystko sie uda/
Cala sytuacja miala miejsce prawie 2 miesiace temu, pisze teraz bo dostalem
wlasnie kase z ubezpieczalni..
Precz ze 'zlotowami' i 'wiezniarkami' - przedstawiciele handlowi...