balandis
27.08.07, 10:22
Wczoraj wieczorem pomykałem sobie do domu mostem Grota w Warszawie z Bielan na
Targówek. Lewym pasem, 10-20 km/h więcej niż można. Pas po prawej stronie był
pusty.
Za mną sunęła złoto-zielona Toyota WJ..... Sunęła i chyba chciała mnie
wyprzedzić. Z lewej. Kierowca dużo bardziej niż ja przysuwał się do lewej
krawędzi jezdni, utrzymywał niebezpiecznie małą odległość od mojego tyłu. Ale
nie był nachalny, nie trąbił, nie świecił długimi. To miłe. I tak miło
jechaliśmy, a pas obok był cały czas wolny.
Dojechaliśmy do wiaduktów nad Modlińską/Jagiellońską. Delikatnie (nauczony
wątkiem "Teren zabudowany - zwolniej, nie hamuj !") zmniejszyłem prędkość do
60 km/h (o 20 więcej niż można na tych wiaduktach) i pozostałem na lewym pasie
z dwóch - prawy jest mocno pokoleinowany. Kierowca Toyoty też zwolnił, nadal
próbował ocenić czy jego auto ma więcej niż 1,5 metra szerokości, jakie
dzieliło moje auto od energochłonnej barierki po lewej stronie. Pas prawy (ten
z koleinami) był wolny.
Toyota zjechała na prawy pas dopiero przed samym zjazdem na Bródno. Minęła
mnie majestatycznie (czyli z niewiele większą prędkością), kierowca ocenił
mnie krzywym spojrzeniem. Gdyby wzrok mógł zabijać nie pisałbym tego posta.
Następnie Toyota zjechała na Bródno.
Zastanawiam się którego z przepisów PoRD nie znał jej kierowca.
O wyprzedzeniu z prawej strony?
O ruchu prawostronnym?
A może tego o bezpiecznym odstępie?
Nie rozumiem też do końca o co mu chodziło.
Czy ktoś może wytłumaczyć?