Dodaj do ulubionych

Wyprzedzanie po górkę

02.06.08, 22:43
Chciałem tylko zauważyć, że jak się zaczyna wyprzedzać przed wzniesieniem, to
się powinno upewnić, że się ma odpowiednią moc, żeby taki manewr dokończyć.
Ewentualnie można zmienić 2 biegi w dół nie jeden;)
Wczoraj mnie jakiś ćwierćinteigent usiłował wyprzedzić - zaczął na płaskim,
ale nie wpadł na to, że jak się zaczęło wzniesienie to ja nie zmienię
prędkości, a on miał problem z dalszym przyśpieszeniem;P I tak sobie
jechaliśmy kawałek praktycznie koło siebie, bo gość był ambitny. W końcu ja
przyśpieszyłem, bo gość nie chciał odpuścić, a zbliżał się szczyt wzniesienia
- nie zależało mi na wystawianiu go na strzał.
Obserwuj wątek
    • Gość: Wiktor No nie ładnie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.08, 22:51
      Przyspieszenie w momecie wyprzedzania jest zabronione.
      Jeśli chciałeś być tak uczynnym Twoim obowiązkiem było zwolnienie i
      wpuszczenie wyprzedzającego przed siebie.
      Tragedia.
      pozdr
      • rav107 Re: No nie ładnie... 02.06.08, 23:00
        Gość portalu: Wiktor napisał(a):
        > Przyspieszenie w momecie wyprzedzania jest zabronione.
        > Jeśli chciałeś być tak uczynnym Twoim obowiązkiem było zwolnienie
        > i wpuszczenie wyprzedzającego przed siebie.

        OK postawmy sprawę jasno - przyspieszanie w takiej sytuacji to
        oczywiście przesada, ale zwalniać nie miał obowiązku.
        • maruda.r Re: No nie ładnie... 09.06.08, 17:32
          rav107 napisał:

          > Gość portalu: Wiktor napisał(a):
          > > Przyspieszenie w momecie wyprzedzania jest zabronione.
          > > Jeśli chciałeś być tak uczynnym Twoim obowiązkiem było zwolnienie
          > > i wpuszczenie wyprzedzającego przed siebie.
          >
          > OK postawmy sprawę jasno - przyspieszanie w takiej sytuacji to
          > oczywiście przesada

          *********************************

          Przesada?

          24.6. Kierującemu pojazdem wyprzedzanym zabrania się w czasie wyprzedzania i
          bezpośrednio po nim zwiększania prędkości.

      • simon921 Re: No nie ładnie... 02.06.08, 23:02
        Czytaj uważnie - nie zmieniałem prędkości - a gość jak zaczęła się górka został
        na wysokości moich drzwi i nie potrafił dalej przyśpieszyć. Przyśpieszyłem
        dopiero po chwili jak gość sobie jechał obok i nie potrafił nic zrobić więcej.
        Więc bezpieczniejsze było moje szybkie przyśpieszenie i ucieczka do przodu niż
        gwałtowne hamowanie tylko dlatego, że ktoś zaczął nieprzygotowany manewr
        wyprzedzania. A szczyt górki był już blisko i mogło coś jechać z przeciwka.
        • Gość: jotek To Ty czytaj uważnie... IP: *.chello.pl 02.06.08, 23:26
          ... bo zgodnie z art. 24 pkt. 6 PORD "Kierującemu pojazdem wyprzedzanym zabrania
          się w czasie wyprzedzania i bezpośrednio po nim zwiększania prędkości."
          Zatem jeżeli zwiększyłeś prędkość, podczas gdy byłeś wyprzedzany, złamałeś ww
          przepis, a do tego narażałeś siebie na frustrację wyprzedzającego i
          nieprzyjemność "mania" go ciągle za sobą ;)
          • rav107 Re: To Ty czytaj uważnie... 02.06.08, 23:31
            Oprócz "martwego" przepisu jest jeszcze zwykły zdrowy rozsądek.
            Jeżeli to co pisze simon jest zgodne z prawdą, to zachował się
            najbardziej racjonalnie jak mógł, niezależnie od tego że złamał
            przepis. W tej sytuacji literalne przestrzeganie przepisu (czyli
            jazda z niezmienioną prędkością) stwarzało bardziej niebezpieczną
            sytuację niż przyspieszenie.
            • Gość: jotek Re: To Ty czytaj uważnie... IP: *.chello.pl 02.06.08, 23:38
              "W tej sytuacji literalne przestrzeganie przepisu (czyli
              jazda z niezmienioną prędkością) stwarzało bardziej niebezpieczną
              sytuację niż przyspieszenie."

              oczywiście tak: dlatego uważam, że należało zwolnić, a nie przyspieszać
              • rav107 Re: To Ty czytaj uważnie... 02.06.08, 23:51
                Gość portalu: jotek napisał(a):
                > "W tej sytuacji literalne przestrzeganie przepisu (czyli
                > jazda z niezmienioną prędkością) stwarzało bardziej niebezpieczną
                > sytuację niż przyspieszenie."
                >
                > oczywiście tak: dlatego uważam, że należało zwolnić, a nie
                > przyspieszać

                Zgadzam się że tak mogło być, ale tez nie musiało. Rzecz w
                subiektywnej ocenie kierowcy który znalazł się w tamtym miejscu.
                Gdybym tam był mógłbym oceniać tą sytuacje, ponieważ mnie jednak nie
                było więc muszę polegać na tym co pisze simon. W każdym razie skoro
                przytaczasz przepisy, zauważ że nie miał on żadnego obowiązku
                zwalniać. Mógł jechać ze stałą prędkością i mieć wszystko w d...
                • Gość: jotek Re: To Ty czytaj uważnie... IP: *.chello.pl 03.06.08, 00:54
                  Oczywiście my możemy sobie tylko pogdybać, poteoretyzować, a jak byśmy się
                  zachowali będąc na miejscu Simona - tego nie wiemy.
                  Ale skoro już sobie bujamy w obłokach - to nie wydaje mi się, aby wybór
                  rozwiązania sprzecznego z przepisami był lepszy niż wybór być może równie
                  bezpiecznego rozwiązania, które przepisów nie łamie
              • emes-nju Re: To Ty czytaj uważnie... 03.06.08, 10:58
                Gość portalu: jotek napisał(a):

                > "W tej sytuacji literalne przestrzeganie przepisu (czyli
                > jazda z niezmienioną prędkością) stwarzało bardziej niebezpieczną
                > sytuację niż przyspieszenie."
                >
                > oczywiście tak: dlatego uważam, że należało zwolnić, a nie
                > przyspieszać

                Mozna zwolnic. Ale w tej konkretnie sytuacji zwolnienie wyprzedzanego daloby dla wyprzedzajacego dokladnie ten sam rezultat, co przyspieszenie - mozliwosc powrotu na pas. Ale dla wyprzedzanego oznaczaloby koniecznosc snucia sie za kims, kto "posr.l" sie za wzniesieniu...
                • kadtz Przepisy przepisami... 03.06.08, 19:41
                  ...a zdrowy rozsądek zdrowym rozsądkiem. Stoicie sobie na czerwonym świetle. Nagle jadący poprzeczną drogą samochód trochę skręca i jedzie prościutko na was. Prosto w wasze drzwi. Z dużą prędkością. Kto będzie taki przepisowy twardziel i będzie spokojnie stało, bo przecież czerwone światło?

                  Kilka razy zdarzyła mi się sytuacja, że musiałem przyspieszyć będąc wyprzedzanym. Zwykle sytuacja standardowa - jadę sobie z umiarkowaną szybkością (90 może 100km/h) i nagle postanawia mnie wyprzedzić jakiś koleś. No niech wyprzedza. Zaczyna wyprzedzać i jedzie. Jego przód jest na wysokości przedniego zderzaka, a po 5 minutach na wysokości mojego tylnego koła. Z przeciwka jedzie samochód, ale koleś dalej twardo "wyprzedza". Zakładam, że koleś nie jest samobójcą i zrezygnuje z wyprzedzania. Ale nie. On musi wyprzedzić. No to teraz tylko od mojego działania zależy, czy będzie bum czy nie. Mam wybór - ostro hamować lub nieco przyspieszyć. Oczywiście wybieram wariant łagodniejszy, czyli lepsze jest przyspieszenie. Po sekundzie facetowi zostaje tylko schowanie się za mną. Ten wariant jest jednak lepszy nie tylko dlatego, że przyspieszanie jest łagodniejsze niż hamowanie. Jest lepszy także dlatego, że facet jest w sytuacji bez wyjścia - on MUSI hamować, nie może przyspieszyć, bo ma za słaby samochód. Jeżeli zarówno on, jak i ja zaczniemy hamować, to pojedzie na czołówkę, bo się nie zmieści. Przyspieszanie przeze mnie powoduje, że taka sytuacja jest niemożliwa.
                  • emes-nju Re: Przepisy przepisami... 04.06.08, 10:41
                    kadtz napisał:

                    > Jest lepszy także dlatego, że facet jest w sytuacji bez wyjścia -
                    > on MUSI hamować, nie może przyspieszyć, bo ma za słaby samochód.

                    Bardzo trafne :-)
          • simon921 Re: To Ty czytaj uważnie... 02.06.08, 23:32
            Wiesz - mogłem nie zwiększać, ale hamować też nie mam obowiązku. Nie twierdzę,
            że nie złamałem przepisu, ale wolałem gościowi d... ratować. A na frustrację się
            nie narażałem, bo potem była jeszcze jedna góra i wykonałem klasyczny manewr
            oderwania się od auta za mną;)
            • Gość: jotek można zwolnić IP: *.chello.pl 02.06.08, 23:37
              Wg mojej oceny, lepiej byłoby jednak zwolnić, niż przyspieszyć (nie tylko zgodne
              z przepisami, ale i ze zdrowym rozsądkiem), a gdyby gość snuł się powoli przed
              Tobą, to wyprzedzić go przy następnej dobrej okazji.
              • st1545 Re: można zwolnić 02.06.08, 23:43
                Gość portalu: jotek napisał(a):
                > Wg mojej oceny, lepiej byłoby jednak zwolnić, niż przyspieszyć
                > [...] a gdyby gość snuł się powoli przed
                > Tobą, to wyprzedzić go przy następnej dobrej okazji.
                No nie, bez sensu. Widział go wcześniej, mógł przewidzieć jak gość będzie jechał
                _potem_. Z dalszego ciągu wynika, że wybrał słusznie. Skrytykuj lepiej
                "wyprzedzającego", będzie konstruktywniej (-;
                pozdrawiam, tomek
                • Gość: jotek po co... IP: *.chello.pl 02.06.08, 23:52
                  krytykować wyprzedzającego, przecież jego zachowanie jest jednoznaczne w ocenie,
                  żadnych kontrowersji ;-)
                  • rav107 Re: po co... 02.06.08, 23:55
                    Gość portalu: jotek napisał(a):
                    > krytykować wyprzedzającego, przecież jego zachowanie jest
                    > jednoznaczne w ocenie, żadnych kontrowersji ;-)

                    Tak? Tzn. jaka jest ocena jego zachowania według Ciebie?
                    • Gość: jotek Re: po co... IP: *.chello.pl 03.06.08, 00:51
                      udajesz idiotę? czy Ty masz jednak jakieś wątpliwości jak należy oceniać taki
                      manewr wyprzedzania? naprawdę nie sądziłem, że to może być w ogóle dyskusyjne
          • Gość: zrob_se_dobrze Re: To Ty czytaj uważnie... IP: *.c192.msk.pl 03.06.08, 02:20
            Gość portalu: jotek napisał(a):

            > ... bo zgodnie z art. 24 pkt. 6 PORD "Kierującemu pojazdem
            > wyprzedzanym zabrania się w czasie wyprzedzania i bezpośrednio po
            > nim zwiększania prędkości."
            > Zatem jeżeli zwiększyłeś prędkość, podczas gdy byłeś wyprzedzany,
            > złamałeś ww przepis

            a du.pa Jas panie znafffca
            najpierw naucz sie z PoRD co to jest wyprzedzanie
            bo jazda z ta sama szybkoscia - drzwi w drzwi - na pewno wyprzedzaniem nie jest
          • naprawdetrzezwy Przeczytaj jeszcze kodeks karny. 03.06.08, 12:33
            Zwłaszcza ten fragment o poświęcaniu mniejszej wartości (pord) dla
            ratowania większej wartości (życie tego wyprzedzającego debila i
            życie kogoś, kto zgodnie z przepisami jechał(by) z naprzeciwka).

            Nie odpisuj nim nie znajdziesz, przeczytasz i zrozumiesz.
            • Gość: jotek Re: Przeczytaj jeszcze kodeks karny. IP: *.chello.pl 03.06.08, 14:49
              kolejny niby-trzeźwy frustrat, skąd tyle tego się tu bierze?!

              Zderzenia równie dobrze można było uniknąć zwalniając, co przyspieszając, więc
              Twoje wynurzenia co do kodeksu karnego (znasz jeszcze jakieś sympatyczne
              ustawy?) są nieadekwatne do sytuacji. Sytuacja ta nie wymagała poświęcania
              mniejszej wartości dla ratowania większej.
              • tbernard Re: Przeczytaj jeszcze kodeks karny. 04.06.08, 08:20
                > Zderzenia równie dobrze można było uniknąć zwalniając, co przyspieszając,

                A jednak nie. Zwolnić mogli oboje, a przyśpieszyć już nie. Pewniejsza więc była
                decyzja o przyśpieszeniu bez zbędnego dywagowania co gościowi za chwilę może
                strzelić do głowy. Tylko czepialscy argumentują tutaj paragrafem. W pierwszej
                kolejności zdrowy rozsądek i instynkt samozachowawczy a potem paragrafy.
                • st1545 Re: Przeczytaj jeszcze kodeks karny. 04.06.08, 10:15
                  tbernard napisał:
                  > > Zderzenia równie dobrze można było uniknąć zwalniając, co przyspieszając,
                  > A jednak nie. Zwolnić mogli oboje, a przyśpieszyć już nie.
                  Taaak, ale to, że simon921 mógł przyśpieszyć, wiedział tylko on. Większości
                  kierowców na jego miejscu tylko _wydawałoby_ się, że mogą.

                  [...]
                  > Tylko czepialscy argumentują tutaj paragrafem.
                  Podsumowując, cała dyskusja (purystyczny najazd na simona) dowodzi, że
                  bezsensowne jest opisywanie tego rodzaju sytuacji. Jeśli się mylę - tj. jeśli
                  ktokolwiek z czytających:
                  a) zastanowi się następnym razem dwa razy nad wyprzedzaniem przed wzniesieniem,
                  zamiast kalkulować, że poprzednik zwolni "zgodnie z przepisami"*;
                  b) został przekonany, że czasem warto ostro przyśpieszyć zamiast utrzymywania
                  prędkości lub zwalniania**;
                  c) uznał argumenty przeciwne, że zawsze należy "puszczać" takich
                  "wyprzedzających" zdecydowanie hamując**,
                  to ja bardzo poproszę o informację...

                  * ha, tylko kto się do tego przyzna?
                  ** dotyczy _zmiany_ poglądów pod wpływem tego wątku.

                  pozdrawiam, tomek
                  • jureek Re: Przeczytaj jeszcze kodeks karny. 04.06.08, 10:33
                    Odpowiedź b). Przed przeczytaniem tego wątku zawsze bym zwalniał, a ten wątek
                    uświadomił mi, że wyprzedzający w tym samym momencie też może zwolnić i nic moje
                    zwalnianie nie da.
                    Jura
                  • kozak-na-koniu Re: Przeczytaj jeszcze kodeks karny. 04.06.08, 12:19
                    Żadna z odpowiedzi. Moje poglądy kształtowały się przez 20 lat i
                    ponad milion kilometrów i w dalszym ciągu uważam, że simon najpierw
                    dużej części sam się w tę sytuację wpakował a potem rozpaczliwie się
                    z niej wykaraskał. Jest to charakterystyczne zachowanie większości
                    Polaków na drodze, którzy jeżdżą/chodzą z przysłowiowymi klapkami na
                    oczach a na zachowanie innych zwracają uwagę (lub nie) dopiero w
                    ostateczności.
                    • simon921 Re: Przeczytaj jeszcze kodeks karny. 04.06.08, 20:25
                      Jednak będę bronił poprawności swego zachowania - gość dogoniwszy mnie (wcale
                      nie z drastyczną różnicą prędkości) nie zaczął od razu wyprzedzania, tylko jakby
                      się zawahał - uznałem, że poczeka do szczytu, ale nie poczekał. Pewnie 99 na 100
                      przypadków bym gościa puścił, ale ten uznałem, że bezpieczniej będzie uciec do
                      przodu.
      • jureek Re: No nie ładnie... 02.06.08, 23:05
        Ja bym zahamował, nawet do zera, bo wolę mieć takich niepewnych wyprzedzaczy
        przed sobą niż za sobą, ale tak, czy siak, ważne, że Simon nie wystawił go na
        czołówkę. A tak by się stało, gdyby zgodnie z przepisami nie zmieniał prędkości
        będąc wyprzedzanym. A więc lepiej się stało, że przyspieszył, chociaż to
        niezgodne z przepisami, niż gdyby zachował sie w 100% zgodnie z przepisami i
        jechał dalej swoim tempem. Bo tylko tyle mówią przepisy - żeby nie przyspieszać,
        nie nakazują one jednak hamować.
        Jura
        • wojtek33 Re: No nie ładnie... 04.06.08, 10:32
          jureek napisał:

          > ale tak, czy siak, ważne, że Simon nie wystawił go na
          > czołówkę.

          e no, bez żartów, jeśli ktoś tu kogoś wystawiał na czołówkę to
          wyłącznie wyprzedzający sam siebie.
    • rav107 Re: Wyprzedzanie po górkę 02.06.08, 22:59
      Debilizm. W ostatni ługi weekend zrobiłem 1500 km po polskich
      drogach, co rzadko mi się zdarza, i obserwowałem dużo przypadków
      idiotycznego zachiowania na drogach. Wyprzedzanie bez odpowiedniej
      widoczności, "na styk" z jadącymi z naprzeciwka, przed ostrym
      zakrętem albo właśnie pod górkę to jedne z głównych grzechów
      kierowców...

      Inna sprawa że jeśli jestes myślącym kierowcą, to skoro już trafiłeś
      na tego debila-samobójcę, to mogłeś go puścić, po co ułatwiać mu
      samobójstwo... nie obwiniam Cię, bo oczywiście głupotą wykazał się
      ten drugi, ale mówię o zwykłym ludzkim odruchu dobroci dla
      zwierząt :)
      • simon921 Re: Wyprzedzanie po górkę 02.06.08, 23:06
        > Inna sprawa że jeśli jestes myślącym kierowcą, to skoro już trafiłeś
        > na tego debila-samobójcę, to mogłeś go puścić, po co ułatwiać mu
        > samobójstwo... nie obwiniam Cię, bo oczywiście głupotą wykazał się
        > ten drugi, ale mówię o zwykłym ludzkim odruchu dobroci dla
        > zwierząt :)

        Hamować bym musiał mocno - a przyśpieszyć mogłem szybko. Chodzi właśnie o to, że
        on już naprawdę nie mógł chyba szybciej więc manewr by pewnie skończył na
        szczycie, a tak się za mnie schował.
      • jureek Re: Wyprzedzanie po górkę 02.06.08, 23:13
        rav107 napisał:

        > Inna sprawa że jeśli jestes myślącym kierowcą, to skoro już trafiłeś
        > na tego debila-samobójcę, to mogłeś go puścić, po co ułatwiać mu
        > samobójstwo... nie obwiniam Cię, bo oczywiście głupotą wykazał się
        > ten drugi, ale mówię o zwykłym ludzkim odruchu dobroci dla
        > zwierząt :)

        Też bym go puścił, mimo że najprawdopodobniej wiązałoby się to dla mnie z taką
        niedogodnością, że przed następnym wzniesieniem musiałbym się za nim wlec.
        Ważniejsze, że miałbym wariata przed sobą, a nie za mną.
        Jura
        • simon921 Re: Wyprzedzanie po górkę 02.06.08, 23:23
          > Też bym go puścił

          Może i masz rację, aczkolwiek w tamtym momencie przyśpieszenie wydawało mi się
          lepsze, ze względu na to, że gościu szybciej mógł się schować. Ale też wolę
          niepewnych albo daleko z tył, albo z przodu.
          • st1545 Re: Wyprzedzanie po górkę 02.06.08, 23:38
            simon921 napisał:
            > [...] w tamtym momencie przyśpieszenie wydawało mi się
            > lepsze,
            Wg mnie - słusznie. Nawet gdyby coś pojawiło się z przeciwka, przy _równych_
            prędkościach -> gaz w podłogę*. Najgorzej by było, gdybyście równocześnie
            zaczęli zmieniać prędkość w ten sam sposób, dalej jadąc obok siebie. Wiadomo, że
            on już nie może przyśpieszyć, a może spanikować i zwolnić/hamować.
            pozdrawiam, tomek

            ps. zakładam, że tak nie było, ale _jeśli_ wcześniej _szybko_ się do Ciebie
            zbliżył, a wymiękł tylko z powodu ostrej górki i słabej mocy, to powinieneś się
            wstydzić - mogłeś go puścić lekko odpuszczając jeszcze przed wzniesieniem,
            widziałeś przecież co się dzieje. tomek
            • simon921 Re: Wyprzedzanie po górkę 02.06.08, 23:50
              > ps. zakładam, że tak nie było, ale _jeśli_ wcześniej _szybko_ się do Ciebie
              > zbliżył, a wymiękł tylko z powodu ostrej górki i słabej mocy, to powinieneś się
              > wstydzić - mogłeś go puścić lekko odpuszczając jeszcze przed wzniesieniem,
              > widziałeś przecież co się dzieje. tomek

              No właśnie gość za mną już kawałek jechał, a doganiał też mnie długo. Jakby była
              różnica początkowa prędkości duża, to bym puścił - co mi zależy. Ja to spokojny
              kierowca jestem.
              • kozak-na-koniu Re: Wyprzedzanie po górkę 03.06.08, 08:31
                Skoro z daleka widziałeś sytuację w lusterku i miałeś wystarczający
                zapas mocy, mogłeś się domyślić na co się zanosi i "uciec" mu
                wcześniej lub pozwolić się wyprzedzić, obserwując jego zachowanie i
                w razie potrzeby zwalniając. Postępując w ten sposób, wzdłużyłeś
                drogę wzprzedzania o dobre 100 metrów, pozostawiając gościa na lewym
                pasie i pod górę. Nauczyłeś debila (albo nie) pewnych zasad, ale
                równocześnie naraziłeś go na czołowe zderzenie z nadjeżdżającym z
                przeciwka. "W razie czego" odpowiadał byś za człowieka - lub kilka
                osób...
                • tbernard Re: Wyprzedzanie po górkę 03.06.08, 08:52
                  A skąd on miał przy pomocy tego lusterka wydedukować wcześniej, że gościowi mocy
                  zabraknie? Miał przez to lusterko wypatrywać szczegółów marki, w głowie mieć
                  skatalogowane wszystkie możliwe auta i już wiadomo, że ma słaby silnik i należy
                  wcześniej zacząć mu pomagać w wykonaniu manewru?
                  • kozak-na-koniu Re: Wyprzedzanie po górkę 03.06.08, 09:09
                    Jeśli ma się minimum doświadczenia i wyobraźni, można to
                    wydedukować: powoli dogania mnie jakiś gość, do szczytu wzniesienia
                    pozostało 300 metrów, gość zaczyna mnie wyprzedzać ale nie robi tego
                    tak, jak powinien - z możliwie największą różnicą prędkości i
                    przyspieszeniem, przez co droga wyprzedzania zaczyna się
                    niebezpiecznie wydłużać, razem wjeżdżamy pod górkę ale gość mimo to
                    nie odpuszcza i "puchnie"... Moim zdaniem, najgorszym ze środków
                    zaradczych jest właśnie taki, jaki został podjęty: zanim nabiorę
                    odpowiedniej prędkości, by mu "uciec", minie kilka sekund a to
                    oznacza pozostawienie go w niebezpiecznej dla wszystkich sytuacji na
                    odpowiednio dłuższym odcinku. Lepiej już było przewidzieć sytuację
                    (to nie jest takie trudne) i uciec mu wcześniej, nawet (o zgrozo)
                    łamiąc przepisy, czyli przekraczając dozwoloną prędkość lub ułatwić
                    mu manewr nie naruszając przepisów (będąc wyprzedzanym, nie ma
                    nakazu utrzymywania stałej prędkości, jest tylko zakaz jej
                    zwiększania). Coraz częściej spotykana w Polsce postawa w stylu "ja
                    jadę zgodnie z przepisami, więc wszystko mogę mieć w d... a o resztę
                    niech się inni martwią" jest moim zdaniem szczytem buractwa i
                    egoizmu.
                    • tbernard Re: Wyprzedzanie po górkę 03.06.08, 09:31
                      > Jeśli ma się minimum doświadczenia i wyobraźni, można to
                      > wydedukować: powoli dogania mnie jakiś gość, do szczytu wzniesienia
                      > pozostało 300 metrów,

                      Czy już miał na tym etapie Simon wiedzieć o kiepskiej mocy auta zbliżającego się
                      aby odpowiednio wcześniej odpuścić? Niby dlaczego miał rozpraszać na nim uwagę?
                      Kierowca raczej przed siebie powinien spoglądać a w lusterka okazyjnie gdy nie
                      wiąże się to z planowanym manewrem. Ot powinno mu wystarczyć, że do wiadomości
                      przyjął że ktoś się zbliża ale zupełnie nie powinna jego uwagi zaprzątać myśl
                      jaką to mocą dysponuje ten zbliżający się.

                      > , gość zaczyna mnie wyprzedzać ale nie robi tego
                      > tak, jak powinien - z możliwie największą różnicą prędkości i
                      > przyspieszeniem, przez co droga wyprzedzania zaczyna się
                      > niebezpiecznie wydłużać, razem wjeżdżamy pod górkę ale gość mimo to
                      > nie odpuszcza i "puchnie"

                      No i w tym momencie dopiero mógł się tak na prawdę pokapować, że gościowi mocy
                      zabrakło. Wcześniej miał prawo oczekiwać, że gość przyciśnie w podłogę (być
                      może redukując) i poleci jak pocisk aby manewr miał sprawny przebieg.

                      > Moim zdaniem, najgorszym ze środków
                      > zaradczych jest właśnie taki, jaki został podjęty: zanim nabiorę
                      > odpowiedniej prędkości, by mu "uciec", minie kilka sekund a to
                      > oznacza pozostawienie go w niebezpiecznej dla wszystkich sytuacji na
                      > odpowiednio dłuższym odcinku.

                      A to już różnie może być, bo skoro się pokapował na tym etapie, że to brak mocy
                      u gościa, to może się zdarzyć, że jednocześnie zaczną hamować. Za to pewność już
                      miał, że tamten nie przyśpieszy. Nie byłbym więc taki pewien, że to była
                      najgorsza decyzja.
                      • kozak-na-koniu Re: Wyprzedzanie po górkę 03.06.08, 10:14
                        To nie jest kwestia oceny właściwości trakcyjnych innych pojazdów,
                        tylko umiejętności widzenia wszystkiego, co się dziaje na drodze -
                        tak z przodu, jak z tyłu i po bokach, podzielności uwagi oraz
                        wyciągania wniosków, a to przychodzi wraz z doświadczeniem i jest
                        kwestią odpowiednich odruchów. Ja np. odruchowo, od czasu do czasu
                        omiatam wzrokiem wszystkie lusterka i np. widząc gościa, który
                        rozpoczął manewr wyprzedzania mnie, odruchowo zjeżdżam bliżej prawej
                        i puszczam gaz (bez hamowania, chyba że przed sobą widzę jakąś
                        przeszkodę, której on nie widzi - np rower, wtedy delikatnie i
                        odpowiednio wcześnie hamuję, wciąż uważając na poczynania wszystkich
                        zainteresowanych obiektów). Uważam bowiem, że wszyscy na drodze
                        powinni ze sobą współpracować i reagować adekwatnie do sytuacji a
                        nie sztywno i bez względu na okoliczności trzymać się przepisów oraz
                        często dość dziwnych zasad.
                        • jureek Re: Wyprzedzanie po górkę 03.06.08, 11:35
                          Otóż to. Na drodze powinno się współpracować i Simon właśnie współpracował,
                          najlepiej jak mógł w takiej sytuacji. Gdyby hamował, mogłoby się zdarzyć, że
                          wyprzedzający też by zwolnił i nic by to nie dało. Przyspieszenie było lepsze,
                          bo przynajmniej miał pewność, że tamten jednocześnie nie przyspieszy. Brakiem
                          współpracy na drodze wykazał się raczej wyprzedzający, który mimo iż widział, że
                          brakuje mu mocy, nie chciał zrezygnować z manewru.
                          Jura
                          • kozak-na-koniu Re: Wyprzedzanie po górkę 03.06.08, 11:46
                            "Gdybanie" zawsze niesie ze sobą element ryzyka. "Gdyby" bowiem w
                            momencie, w którym zaczął przyspieszać ale jeszcze się nie rozpędził
                            zza szczytu wzniesienia wyskoczył ktoś jadący w przeciwną stronę a
                            tamten wciąż myślał że może jednak się "zmieści"... A gdyby ciocia
                            miała wąsy... Jeśli gość zaczął manewr wyprzedzania, lepiej jest mu
                            go ułatwić a jeśli jeszcze nie zaczął a ja nie mam zamiaru
                            współpracować - wtedy na chwilę włączam lewy kierunkowskaz i
                            przyspieszam.
                          • simon921 Re: Wyprzedzanie po górkę 03.06.08, 12:22
                            Myślałem na zasadzie jaką jureek opisał - przyśpieszyć mogłem tylko ja, a
                            hamować moglibyśmy w skrajnym przypadku zacząć obaj - więc uciekłem do przodu. I
                            generalnie mam gdzieś, czy ktoś mnie wyprzedza, czy ja kogoś wyprzedzam, bo przy
                            dystansie do przejechania ponad 500km takie manewry idą w dziesiątki lub nawet
                            setki. A jak ktoś zmusza innego do dziwnych manewrów (jak ten gość mnie) to
                            niech sam ma do siebie pretensje.
                            • kozak-na-koniu Re: Wyprzedzanie po górkę 03.06.08, 13:16
                              simon921 napisał:

                              > generalnie mam gdzieś, czy ktoś mnie wyprzedza, czy ja kogoś
                              wyprzedzam, bo prz
                              > y
                              > dystansie do przejechania ponad 500km takie manewry idą w
                              dziesiątki lub nawet
                              > setki. A jak ktoś zmusza innego do dziwnych manewrów (jak ten gość
                              mnie) to
                              > niech sam ma do siebie pretensje.

                              Pomyślałeś, tylko trochę za późno... Mając 500 km do przejechania i
                              wiedząc, że takie manewry powtórzą się dziesiątki lub setki razy
                              zwykle wie się również, że każdy może się zagapić, przecenić swe
                              możliwości... Że na drodze znajdują się także ludzie
                              niedoświadczeni itd.. Uważam, że w życiu wszędzie powinna
                              obowiązywać zasada "lepiej zapobiegać, niż leczyć" - czyli trzeba
                              mieć oczy dookoła głowy i starać się nie dopuszczać do takich
                              sytuacji odpowiednio wcześnie im zapobiegając (uważam, że tu było to
                              możliwe), by potem nie mieć dylematów.
    • Gość: zrob_se_dobrze z PoRD IP: *.c192.msk.pl 03.06.08, 02:33
      " wyprzedzanie - PRZEJEŻDŻANIE (przechodzenie) OBOK pojazdu lub uczestnika
      ruchu poruszającego się w tym samym kierunku "

      jazda z ta sama szybkoscia rownolegle z innym pojazdem nie jest PRZEJEŻDŻANIEM
      OBOK...
      koles co najwyzej ....chcial, ale jednak nie wyprzedzal - wiec dyskusja jest
      bezprzedmiotowa
      • Gość: Piotr Re: z PoRD IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.06.08, 07:59
        > jazda z ta sama szybkoscia rownolegle z innym pojazdem nie jest
        > PRZEJEŻDŻANIEM OBOK...
        Żeby pojazdy znalazły sie OBOK siebie to ten z tyłu najpierw musi
        jechac szybciej, potem zrównuje sie z wyprzedanym, zwalnia (górka),
        jadą obok siebie, przyspiesza (zjazd z górki)i zjeżdża na swój pas.
        Cały czas jest to jeden, ten sam manewr czyli wyprzedzanie. Przepisy
        nie określają maksymalnego czasu trwania wyprzedzania. Tir
        wyprzedzający drugiegao Tira na autostradzie przez 15 minut też
        wykonuje manewr wyprzedzania
        • tbernard Re: z PoRD 03.06.08, 08:55
          W przepisach nie ma też definicji zdrowego rozsądku.
        • Gość: zrob_se_dobrze Re: z PoRD IP: *.c192.msk.pl 03.06.08, 23:36
          Gość portalu: Piotr napisał(a):

          > Przepisy nie określają maksymalnego czasu trwania wyprzedzania

          czasu nie, ale wyraznie okreslaja co to takiego to wyprzedzanie
          jazda rownolegla ( a tak to opisal autor) nie jest wyprzedzaniem, chocbys nie
          wiem co jeszcze wymyslil

          > Tir
          > wyprzedzający drugiegao Tira na autostradzie przez 15 minut też
          > wykonuje manewr wyprzedzania

          10s czy 15 min. jeden ....., ale zawsze szybciej od wyprzedzanego i to jest
          wyprzedzanie
      • Gość: jotek Re: z PoRD IP: *.chello.pl 03.06.08, 12:32
        zajebisty z Ciebie teoretyk, tylko czego Ty właściwie dowodzisz?!
        • Gość: zrob_se_dobrze Re: z PoRD IP: *.c192.msk.pl 03.06.08, 23:42
          Gość portalu: jotek napisał(a):

          > zajebisty z Ciebie teoretyk, tylko czego Ty właściwie dowodzisz?!

          teoria ci sie z praktyka myli :-(
          niczego nie dowodze, twierdze tylko ze nie mozna tej sytuacji rozpatrywac w
          kontekscie przepisu o wyprzedzaniu
          podjechanie do pojazdu na sasiednim pasie i jazda rowno z nim nie spelnia
          wymogow definicji wyprzedzania zawartej w PoRD - tylko tyle
    • cimoszewicz polskie wyścigi szczeniaków 03.06.08, 10:22
      simon921 napisał:

      > W końcu ja przyśpieszyłem, bo gość nie chciał odpuścić.

      Dorobiłeś sobie usprawiedliwienie ale moim zdaniem zachowałeś się bardziej
      szczeniacko od gościa, który cię wyprzedzał.

      Od takich jak ty i twój kontrachent staram się trzymać zawsze jak najdalej.
      • tbernard Re: polskie wyścigi szczeniaków 03.06.08, 12:59
        > Dorobiłeś sobie usprawiedliwienie ale moim zdaniem zachowałeś się bardziej
        > szczeniacko od gościa, który cię wyprzedzał.

        Chcesz przez to powiedzieć, że powinien kontynuować nie zmieniając prędkości i
        to było by rozsądne?
        Bo moim zdaniem czepiasz się.
        • cimoszewicz Re: polskie wyścigi szczeniaków 03.06.08, 14:27
          Wcale tego nie chcę powiedzieć. Jeśli sytuacja rzeczywiście wyglądała tak jak
          opisał to simon, to bez wahania puściłbym szczeniaka.

          Manewr simona tylko wydłużył wyprzedzanie i zwiększył łączną szybkość. W
          zakresie szybkości w jakim się poruszali (raczej powyżej 80 km/h) każdy samochód
          ma o wiele mniejsze przyspieszenie od opóźnienia wynikającego z hamowania. Poza
          tym żeby w miarę szybko oddalić się od delikwenta simon musiałby bardzo ostro
          przyspieszyć – również przed pagórkiem, gdzie jak wiadomo obowiązuje również
          jego szczególna ostrożność. Co byłoby, gdyby z przeciwka nadjechało podobnie
          ścigające się duo?
          • zgryzliwy1 to nie takie proste jak .... koło 03.06.08, 23:55
            cimoszewicz napisał:

            > Wcale tego nie chcę powiedzieć. Jeśli sytuacja rzeczywiście wyglądała tak jak
            > opisał to simon, to bez wahania puściłbym szczeniaka.

            moj sasiad mial dokladnie taka sama sytuacje - zaczal wtedy hamowac a gosciu
            zrobil to samo i bylo po ptokach
            sasiad odbil jeszcze w prawo ale wyprzedzajacy uciekajac od czolowki przyhaczyl
            mu w okolice tylnego kola
            skutek - auto kumpla wykonalo ladnego baczka na jezdni ( nic mu sie nie stalo),
            wyprzedzajacy tez potanczyl troche zanim wypadl z drogi i zaryl sie w trawie
    • Gość: Wiktor Odpuść IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.06.08, 13:38
      Brak pomocy dla niefortunnie wyprzedzających jest główną przyczyną
      śmiertelnych wypadków.
      Zwłaszcza psychopatyczne przyspieszenie wyprzedzanego powinno być
      karane dożywotnim pozbawieniem prawa jazdy.

      Art. 3 nakazuje podjęcie wszelkich adekwatnych do sytuacji działań
      na rzecz szczęśliwego zakończenia groźnej sytuacji.

      Niezależnie od negatywnej oceny pojazdu wyprzedzanego, jego
      kierującego to jest podstawowy obowiązek kierowcy.

      Nie możesz przyspieszyć od momentu pokazania lewym kierunkowskazem
      zamiaru wyprzedzania aż do jego ukończenia. Możesz jechać równo,
      zwalniać, hamować, zatrzymywać się jesli sytuacja tego będzie
      wymagała.

      Czyż wiedza i przepis jednakowo przez wszystkich stosowany nie
      zapewnia większego bezpieczeństwa niż samowolka i jego łamanie?
      pozdr
      • jureek Re: Odpuść 03.06.08, 14:56
        Gość portalu: Wiktor napisał(a):

        > Brak pomocy dla niefortunnie wyprzedzających jest główną przyczyną
        > śmiertelnych wypadków.

        A nie przypadkiem podejmowanie manewrów wyprzedzania, gdy nie ma po temu warunków?
        Wiesz, ile razy musiałem ostro hamować lub wręcz uciekać do rowu, żeby uniknąć
        czołówki z wyprzedzającym na trzeciego? Chcesz powiedzieć, że w większości tych
        przypadków winny był wyprzedzany, a nie wyprzedzający? Ile razy sam musiałem
        ostro hamować, będąc wyprzedzanym, żeby nie wystawiać wyprzedzającego na
        czołówkę. To są zjawiska masowe wręcz. Natomiast, gdy sam wyprzedzam, wcale nie
        zauważyłem, żeby wyprzedzany utrudniał mi ten manewr. Czyli są to zjawiska
        sporadyczne, a nie jak próbujesz to przedstawić, główna przyczyna wypadków
        śmiertelnych.
        Jura
        • Gość: Wiktor Re: Odpuść IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.06.08, 18:26
          Masz rację,że głowną przyczyną jest podejmowanie manewrów
          wyprzedzania, gdy nie ma po temu warunków.
          Wiele takich sytuacji kończy się szczęśliwie przy pomocy
          współuczestników ruchu lub tragicznie przy jej braku.

          Nie wszyscy obecni na forum podzielają nasze zdanie.
          pozdr
        • zgryzliwy1 Re: Odpuść 04.06.08, 00:03
          jureek napisał:

          > > Gość portalu: Wiktor napisał(a):

          > > Brak pomocy dla niefortunnie wyprzedzających jest główną
          > > przyczyną śmiertelnych wypadków.

          > A nie przypadkiem podejmowanie manewrów wyprzedzania, gdy nie ma po
          > temu warunków?

          a co ma jedno z drugim wspolnego ?
          to tak jakbys tlumaczyl, ze przejechales pieszego przechodzacego na czerwonym,
          tym ze nie powinien przechodzic na czerwonym :-((
          • jureek Re: Odpuść 04.06.08, 00:39
            zgryzliwy1 napisał:

            > jureek napisał:
            >
            > > > Gość portalu: Wiktor napisał(a):
            >
            > > > Brak pomocy dla niefortunnie wyprzedzających jest główną
            > > > przyczyną śmiertelnych wypadków.
            >
            > > A nie przypadkiem podejmowanie manewrów wyprzedzania, gdy nie ma po
            > > temu warunków?
            >
            > a co ma jedno z drugim wspolnego ?

            W którym miejscu napisałem, że jedno ma coś z drugim wspólnego? Wręcz
            przeciwnie, pisałem o tym jak o osobnych zjawiskach, że to pierwsze występuje
            rzadko (naprawdę wyjątkowe są dla mnie sytuacje, że wyprzedzany nie pomaga) więc
            główną przyczyną być nie może, natomiast to drugie występuje bardzo często.
            Chodziło mi tylko o to, jakie są _główne_ przyczyny. Czyli sprawy statystyczne,
            bez moralnych ocen, które zachowanie jest bardziej godne potępienia. Nie
            doszukuj się więc usprawiedliwiania wystawiania kogoś na czołówkę, bo sam
            pisałem, że w takich sytuacjach robię, co mogę, żeby zapobiec niebezpiecznej
            sytuacji, nie patrząc na to, kto według przepisów ma rację.
            Jura

            P.S. Nie rozjeżdżam też z premedytacją pieszych za to, że weszli na czerwonym.

    • Gość: foreks jak sie nie ma mocy IP: 82.177.0.* 03.06.08, 14:35
      to zadna redukcja nie pomoze.
    • edgar22 W tej sytuacji chyba raczej bym go puścił przodem 03.06.08, 14:56
      Jeśli mnie dogonił, to najprawdpodobniej - jeśli nie dam mu się wyprzedzić - za chwilę dogoni mnie znowu, a nie lubię jeździć z "przyczepką" na zderzaku (zwłaszcza tego pokroju).
      • st1545 Re: W tej sytuacji chyba raczej bym go puścił 04.06.08, 10:32
        edgar22 napisał:
        > Jeśli mnie dogonił, to najprawdpodobniej - jeśli nie dam mu się wyprzedzić - za
        > chwilę dogoni mnie znowu
        W takiej sytuacji - jeśli to "doganianie" jest raczej smętnawe, to ja zwykle
        zmieniam nieco styl jazdy na jakiś czas* i oddalam się do przodu. Jeśli daję się
        wyprzedzić komuś, kto tak "umie" wyprzedzać, to zwykle albo niedługo go doganiam
        (mimo mniejszej prędkości przelotowej), albo on zaraz skręca w polną drogę do domu.

        *wystarczy wyprzedzić ze dwie ciężarówki i więcej takiego gościa nie oglądać;
        rzadko zdarza się, że pacjent nie miał czym zredukować bo w ręce miał telefon a
        po skończeniu pogawędki wyprzedza mnie już jak człowiek; najczęściej jednak za
        kilometr/dwa widzę jego prawy kierunkowskaz daleko w lusterku ...

        pozdrawiam, tomek
    • opelotka Re: Wyprzedzanie po górkę 03.06.08, 15:33
      simon921 napisał:
      > - nie zależało mi na wystawianiu go na strzał.
      I chwała Ci za to,bo poldas pieprzony miał gdzie się schować.
    • Gość: na zimno Nie wiadomo, co jest dobre. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 04.06.08, 10:01

      Idiotom nalezy pomagac, poniewaz idiota w sytuacji trudnej zrobic
      moze cos znacznie gorszego, co zaszkdzic by moglo i Tobie i jemu
      i komus innemu, amen.

      Jedyny prawdziwy problem, to to, ze jesli tych idiotow jest wiecej,
      i takich, co im ustepuja tez bedzie wiecej, to po pewnym czasie
      idioci wyciagna wniosek, ze zawsze im sie bedzie udawac, ze ludzie
      im zawsze ustapia i ze to jest NORMA zachowania.

      Tak sie stalo z wyprzedzaniem "na czolowke" i skutkuje to spychaniem
      jadacych z przeciwka na pobocze drogi. Taka jest ta logika
      przecietnego idioty, niestety, ktora spowodowala wprowadzenie nowej
      "normy" zachowania.



      • st1545 Re: Nie wiadomo, co jest dobre. 04.06.08, 10:24
        Gość portalu: na zimno napisał(a):
        > Jedyny prawdziwy problem, to to, ze jesli tych idiotow jest wiecej,
        > i takich, co im ustepuja tez bedzie wiecej, to po pewnym czasie
        > idioci wyciagna wniosek, ze zawsze im sie bedzie udawac
        No tutaj to bym się tego nie obawiał. To co innego niż wyprzedzanie na
        trzeciego, przy którym - w razie czołówki - giną wszyscy. Tu strzała dostaje
        "wariat_wyprzedzacz" a "nauczyciel_siła_spokoju", któremu prawa noga nawet nie
        drgnęła, znika za siedmioma górami.
        pozdrawiam, tomek
        • jureek Re: Nie wiadomo, co jest dobre. 04.06.08, 10:37
          A wziąłeś pod uwagę Bogu duch winnego jadącego z naprzeciwka?
          Jura
          • st1545 Re: Nie wiadomo, co jest dobre. 04.06.08, 11:13
            > A wziąłeś pod uwagę Bogu duch winną ironię kopiącą Cię ... z tyłu?
            pozdrawiam, tomek (-;

            ps. dzięki za odpowiedź piętro wyżej (-:
            • jureek Re: Nie wiadomo, co jest dobre. 04.06.08, 12:24
              st1545 napisał:

              > > A wziąłeś pod uwagę Bogu duch winną ironię kopiącą Cię ... z tyłu?
              > pozdrawiam, tomek (-;

              Ze wstydem przyznaję, że nie wziąłem pod uwagę. Teraz wszystko jasne.
              Jura
        • Gość: na zimno W ten sposob powstaja tzw. "zle nawyki". IP: *.dip0.t-ipconnect.de 04.06.08, 11:47
          Zawsze mnie zastanawia, dlaczego ludzie wykazuja tendencje do
          rozmazywania "tego g.", w ktore wlasnie wdepneli. I robia to z jakas
          niesamowita satysfakcja, zamiast po prostu uwazac i nie wlazic
          w te "przyczepna" substancje z fetorkiem.

          Czy nie jest LATWIEJ stosowac sie do tzw. DOBRYCH PRAKTYK?
          Niektorzy jednak wola te "przyczepna substancje", malo tego,
          ona sobie ich jakby upodobala. No coz ciagnie swoj do swego.



Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka