Dodaj do ulubionych

Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję?

    • estta1 Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 09.06.08, 22:32
      bardzo nie lubię takich zachowań jak opisałaś - rozumiem więc raz
      Twoją irytację a dwa troskę o męża. Cóż pogadałabym na spokojnie,
      nie w aucie, w trakcie jakies akcji ale w domu. I ustaliła parę
      zasad, po pierwsze jak jeżdzicie razem czemu nie prowadzisz ???
      Przecież jeśli mężowi zależy na Tobie to się na to z łatwościa
      zgodzi. To chyba dla niego nie jest jakaś ujma zająć się dzieckiem
      na tylnym siedzeniu a Ty prowadzisz jak lubisz i pokazujesz przy
      okazji meżowi że można inaczej prowadzić autko. Dwa często się
      zdarza jakiś pirat drogowy którego rzeczywiscie az się prosi dać
      nauczkę. Ustalcie ze jak do czegos takiego dochodzi to dzwonicie na
      policję, ale juz nie ma wychodzenia z auta i rękoczyny nie wchodzą w
      grę. Spisanie numeru rejestracyjnego, złżenie zeznań bedzie
      skuteczniejsze niż burda na drodze. Myślę że mąz to rozumie i
      wystarczy pogdać spokojnie.
      • rece_do_gory Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 09.06.08, 22:53
        Pisałam to już - unikam jazd z nim, ale czasem zdarza się, że
        niestety, on prowadzi. Poza tym nie lubię z nim jeździć jako
        kierowca, bo się wtrąca (czemu jedziesz tym pasem, a nie tamtym,
        czemu tak szybko/wolno, czemu tędy, a nie tamtędy, po co
        zwalniasz/przyspieszasz/zredukowałaś itp.). Zresztą, kiedy ja
        prowadzę, to nie przeszkadza mu otworzyć szyby od strony pasażera i
        bluzgnąć w stronę jakiegoś delikwenta, który miał to nieszczęście
        się z nami spotkać na drodze. Wszystko pięknie, ale on musiałby
        wysłuchać moich argumentów. Tymczasem jest przekonany, że ma do
        spełnienia jakąś misję. Jeszcze jedno - w trudnych miejscach, jak
        np. ronda pod centrami handlowymi, gdzie można spotkać wielu
        niedzielnych kierowców, wie doskonale, kiedy może się spodziewać
        błędu ze strony innego użytkownika drogi i celowo jedzie "na
        konfrontację". I to już z obroną nie ma nic wspólnego.
        • Gość: 37.gora.01.02 Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.06.08, 10:10
          Znam takie powiedzenie,ze na cmentarzu jest specjalne miejsce dla
          tych ktorzy mieli pierszenstwo przejazdu.Marnie to widze.On sie
          kiedys zabije.Oby nie z Toba.Czy ten samochod nie jest z Warszawy.
          Bo to mi wyglada na jaze "warszawiaka" z Baniochy.Tak wlasnie sie
          zachowuja w stosunku do innych kierowcy z ta rejestracja.
    • Gość: Krzysiek Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.08, 23:13
      Sam czasami bywam chamem na drodze. Drażnią mnie kierowcy wlokący
      się lewym pasem albo gdy przyklejeni do osi jezdni utrudniają
      wyprzedzanie. Sam zawsze gdy widzę w lusterku zbliżający się pojazd,
      o ile mam taką możliwość, delikatnie odbijam w prawo, aby ułatwić
      wyprzedzenie mnie. Mnie to nic nie kosztuje, a ułatwiam życie innym.
      Drażnią mnie też idioci, którzy chcąc skręcić w lewo zatrzymują się
      przepuszczając auta z przeciwka, ale zamiast ustawić się równolegle
      do osi jezdni jak najbliżej tej osi, stoją na skos i cały sznur aut
      za takim delikwentem musi się zatrzymać i czekać razem z nim aż
      sznur aut z przeciwka przejedzie. Prawy tył takiego egoisty
      uniemożliwia ominięcie go z prawej strony, wszyscy muszą czekać, nie
      ma płynności jazdy.
      Jeszcze bardziej irytuje mnie sytuacja, gdy nie mogę opuścić
      zakorkowanego skrzyżowania, bo przede mną stoi samochód (wjeżdżając
      na zakorkowane skrzyżowanie nie zawsze da się przewidzieć, czy będę
      mógł je opuścić). Widzę że odstępy pomiędzy autami stojącymi przede
      mną są dość duże i gdyby tylko kilka z nich podjechało metr, dwa do
      przodu, to bez problemu mógłbym zjechać ze skrzyżowania i nie
      tamować ruchu z poprzecznej ulicy. Jednak ci stojący przede mną mają
      to gdzieś i trzymają odstępy po 5 i więcej metrów między sobą stojąc
      w korku. To głupie, kierowcy powinni współpracować na drodze i
      myśleć.
      Trochę rozumiem twojego męża. Mówisz, że to źle, że poucza kmiotów,
      ale jak ich nikt nie obtrąbi to się kmiot nawet nie zorientuje, że
      pierdołowato jeździ i dalej będzie utrudniał życie innym.
      Twój stary to społecznik, edukuje matołów i chwała mu za to.
      • Gość: Łał Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję IP: *.chello.pl 09.06.08, 23:29
        Tylko czasem? Może jednak częściej. Założę się, że te "kmioty" jeżdżą po prostu
        z dozwoloną prędkością, ale "miszczowi" się spieszy. Bajeczkę o sporadycznym
        wjeżdżaniu na zakorkowane skrzyżowanie opisz może w jakiejś powieści s-f? Jesteś
        (choć sam sie uważasz za lepszego) jednym z tych buraczanych, aroganckich
        pseudokierowców (sam się świetnie opisałeś w swoim poście), którzy mam nadzieję
        kiedyś znikną z naszych ulic.
        • tbernard Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 10.06.08, 09:42
          A jednak są miejsca i sytuacje, gdzie nie sposób przewidzieć, czy się zjedzie ze
          skrzyżowania. Chyba, że mając jakikolwiek pojazd przed sobą zatrzymujesz się aż
          tamten całkowicie zjedzie. Żadne inne przewidywania poprzez obserwację w przód
          (czasem nawet tego nie ma, gdy pojazd przed jest dużych gabarytów lub nawet mały
          dostawczak lub obklejony) nie dają gwarancji. Zawsze może stanąć bo coś tam. W
          takich okolicznościach odstępy ponad 3 metrowe zostawiane przez kogoś kto już
          się schował to egoizm.
      • tbernard Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 10.06.08, 09:51
        Ciekawe. Irytują Cię lewopasmowcy powolni bo sam jesteś lewopasmowcem tylko z
        tych szybkich do tego stopnia, że irytują Cię także ci egoiści skręcający w lewo
        z lewego pasa i nie pozwalają Ci śmignąć. Kurna, jakie to niesprawiedliwe,
        przecież lewy pas jest dla szybszych, co na nim robią ci skręcający w lewo? Okej
        gdy pas ma przeznaczenie na wprost i lewo, to trochę mogą wkurzyć ci co
        sygnalizują zamiar dopiero po zapaleniu zielonego. Tym niemniej gdy taki pas
        jest, to na ogół też jest prawy umożliwiający jazdę na wprost, no ale to
        dyshonor dla szybszego wybrać zawczasu ten prawy. Oj jak boli wtedy i żyłka
        pęka, gdy się przytrafi skręcający i trzeba odczekać a te ciapy na prawym sobie
        spokojnie jadą. Jaki ten świat niesprawiedliwy.
    • Gość: Małża Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję IP: *.chello.pl 09.06.08, 23:43
      rece_do_gory
      Bardzo Ci współczuję.
      To co opisujesz jest formą agresji. Pewne znaczenie ma ponoć mowa ciała -
      agresja w samochodzie jest związana z tym, że nie widzisz wyrazu twarzy drugiego
      kierowcy i to budzi "bestię".
      Powinnaś poszukać pomocy psychologa, choćby ze względu na siebie. Może podpowie
      Ci jak te zachowania męża eliminować. Oby nie stało się tak, że jak uczucia
      między wami trochę ostygną z czasem (co jest częste w długotrwałych związkach
      niestety) nastąpi eskalacja agresji na inne dziedziny życia.
      Na pewno też nie chcesz żeby doszło do jakiegoś nieszczęścia na ulicy, bo świrów
      nie brakuje.
      • Gość: gosc Wytlumacz mezowi IP: *.cncdnh.east.verizon.net 10.06.08, 05:29
        ze chamstwa nie zwalczy sie jeszcze wiekszym chamstwem a glupoty -
        glupota. Niestety Twoj maz jest czescia nieuzasadnionej agresji
        widocznej na naszych drogach. O ile jeszcze jestem w stanie
        zrozumiec ze denerwuje go celowe lamanie przepisow na drodze,
        to "egzekwowanie" swoich praw w stosunku do mniej doswiadczonych
        kierowcow, to buractwo w czystej postaci. Taka odmiana "bicia
        slabszego" - tylko wyjatkowe chamy to robia i sie tym szczyca.

        Mozesz mu tez wyklarowac ze przez jego zachowanie i nerwy bedzie
        mial wrzody zoladka, dziecko nerwice a Ty w koncu wystapisz o rozwod
        (ja bym sie juz zastanawial). Wdawanie sie w awantury w obecnosci
        dziecka jest naprawde objawem choroby.
    • Gość: kanadyjczyk Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 10.06.08, 01:30
      Kiedy przyjezdzam do Polski (2 razy w roku) przezywam traume
      poruszania sie po "drogach". Nie potrafie zrozumiec niczego: jazdy
      150 km/h w strefie 50 km/h, wyprzedzanie na 3 i 4, wyprzedzanie na
      przejsciach dla pieszych, przeganianie pieszych z ulic, z
      oznakowanych przejsc, jazdy ulanskiej na drozynach wiejskich (bo
      przeciez nie po autostradach). Tych bezecenstw daloby sie namnozyc
      setki. Kuriozalnych sytuacji, smiertelnych jakze czesto. Kiedy
      widzialem wiejskie dzieci maszerujace do szkoly poboczem, a
      naprzeciw nich dwa tiry pedzace 100 km/h, i jeszcze w dodatku
      Mercedes gnajacy 150 aby zdazyc przed ciezarowami, nie wiedzialem
      wtedy jaka jest roznica pomiedzy Hollywood'zka fikcja a tym, co
      widzialem. Przyzam, ze gdy pytaja sie mnie znajomi, co ci sie
      najbardziej podoba w Polsce, odpowiadam, ze moj bilet powrotny do
      Kanady. Polska to skansen drogowy, po ktorym poruszaja sie w
      zachodnich (bo przeciez nie w polskich)samochodach insane drivers.
      • kozak-na-koniu Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 10.06.08, 09:58
        Gość portalu: kanadyjczyk napisał(a):

        > Kiedy przyjezdzam do Polski (2 razy w roku) przezywam traume
        > poruszania sie po "drogach".
        /.../
        > Przyzam, ze gdy pytaja sie mnie znajomi, co ci sie
        > najbardziej podoba w Polsce, odpowiadam, ze moj bilet powrotny do
        > Kanady.


        Więc, po jaką cholerę tu przyjeżdżasz? Masochista?:-D
    • bamboo Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 10.06.08, 09:29
      moze m powinien wstapic do policji. wtedy zajmowalby sie piratami z mocy prawa :)
      szkoda jego zdrowia, wprawdzie ma racje, ale to jest walka z wiatrakami, nie da
      sie wyedukowac wszystkich. musi wyluzowac, inaczej zawal gwarantowany. mnie tez
      denerwuje brak poszanowania prawa i norm spolecznych, ale ludzie tacy juz sa,
      mozna probowac zmienic tylko siebie...

      wg mnie przed wami duzo rozmow i pracy... i wyjazd na wakacje, gdzie ruch
      uliczny jest mniej skomasowany... :/
      • tbernard Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 10.06.08, 09:54
        > denerwuje brak poszanowania prawa i norm spolecznych, ale ludzie tacy juz sa,
        > mozna probowac zmienic tylko siebie...

        i w granicach rozsądku nie ułatwiać chamom.
        • kozak-na-koniu Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 10.06.08, 10:00
          Prtoblem w tym, że ta granica rozsądku jest bardzo płynna i
          subiektywna...
          • tbernard Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 10.06.08, 12:41
            Właśnie dlatego użyłem słowa "rozsądek".
            Taką zdroworozsądkową miarą obiektywności może być czas. Czyli gdy ktoś decyduje
            się na wysiadanie i szarpaninę, to chyba straci więcej czasu, niż gdyby
            odpuścił. Lub gdy idzie na stłuczkę, bo jest na prawie. Co z tego jak na prawie,
            jeśli może się okazać, że kilka godzin będzie czekał na drogówkę, potem warsztat
            i ubezpieczenie. Szkoda na to czasu. Gdy ktoś w ten sposób go marnuje, to
            świadczy, że natura nie wyposażyła go w zdrowy rozsądek.
    • Gość: Furiat Byłem furiatem IP: *.ghnet.pl 10.06.08, 09:40
      Byłem kierowcą, ktory posiadał wszystkie cechy o których wspomniałaś.
      Doszło do tego że wysadziłem Ją z samochodzu w centrum miasta, na próby złagodzenia mojego temperametu.
      Żona dość szybko się ze mną rozprawiła-więcej ze mną nie podróżowała.
      Zrozumiałem swój błąd, aktualnie jestem potulny jak baranek.

      Wiecej dystansu probonuję.
      • rece_do_gory Re: Byłem furiatem 10.06.08, 12:19
        Czyli metoda Twojej żony poskutkowała? No to nie proponuj mi
        dystansu. Bardzo mnie to jednak ciekawi - jak to Twoje cudowne
        nawrócenie nastąpiło?
        • asanti Re: Byłem furiatem 10.06.08, 12:54
          rece_do_gory
          przeczytalam dokladnie watek i jak rozumiem chodzi ci o porade, czy
          to sie leczy
          mysle ze mozesz - moezecie sie zglosic na konsultacje do terapeuty
          zobacz tu: www.pozacentrum.pl/terapeuci-trenerzy.htm
          jest napisane czym sie zajmuje kazdy terapeuta np. radzenie sobie ze
          stresem... (to chyba podchodzi pod zachowania twojego meza)
          albo tu: www.centrum-ja.pl/zespol.html
          nie wiem skad jestes, ale moze wrzuc w google swoje miasto z haslem
          terapeuci i cos znajdziesz ...

      • grogreg Re: Byłem furiatem 10.06.08, 20:56
        Jakos nie chce sie mi wierzyc w tak cudowna odmiane.
        A jak jezdzisz, gdy szanownej malzonki nie ma obok?
    • Gość: K Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję IP: *.chello.pl 10.06.08, 12:26
      Powiedz mężowi, by że nie umie jeździć, bo droga to nie wojna, a najlepiej zastąp go za kółkiem.
      Szybko mu przejdzie...

    • grogreg Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 10.06.08, 18:50
      Sama tego nie zrobisz. Potrzebna jest pomoc specjalisty. Co wiecej twoj maz sam
      musi dostrzec, ze ma problem.
      Co mozesz zrobic teraz? Przestan z nim jezdzic.
    • shaolinka Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 10.06.08, 19:28
      Pytanie brzmi: Czy jeżeli znalazłabyś specjalistę/terapeutę od tego typu rzeczy,
      to czy Twój mąż zgodziłby się na leczenie/terapię?
      Może jemu jest tak wygodnie i dobrze. Może nie chce się zmieniać, a na siłę nic
      nie wskórasz.
    • Gość: KAMA Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję IP: 212.191.130.* 11.06.08, 14:42
      rece_do_gory: kropka w kropkę jakbys pisala o moim mężu. No tyle, że jeszcze (!)
      nie wysiada do 'pouczanych'. Na szczęście każde z nas ma swoje auto, ale jak
      mamy gdzieś razem jechać (on za kółkiem) to mam prawie, że wysypkę. Nie jest w
      stanie przejechać kilku km bez trąbienia, wyprzedzenia a potem zahamowania komuś
      przed maską..wahlarz tych zachowań jest szeroki, a gest kozakiewicza (o jakieś
      byle g...o) na porządku dziennym. Sama jeżdzę (codziennie) juz od sporego czasu
      (prawko od nastu lat, po drodze kilka własnych aut, nigdy żadnej stłuczki ani
      nawet ryski na aucie ze swojej winy) i zdaję sobie sprawę, że nie da się
      osiągnąć ideału aby wszyscy idealnie jezdzili. Mnie również denerwują maruderzy
      na lewym pasie, zdarza mi się bluźnić sama do siebie gdy akurat nie mam czasu a
      muszę uprawiać ekwilibrystykę na pasach bo ktoś nie wie że w PL obowiązuje ruch
      prawostronny. Ale nie przyszło by mi do głowy na każdym prawie kroku pouczać,
      gestykulować, wjezdzać komuś przed maskę...już nawet nie jestem w stanie
      spamiętać wszystkich sytuacji. Jadąc sama odpoczywam za kołkiem, jadąc z mężem
      wysiadam z samochodu umęczona psychicznie jak kot po zejściu z karuzeli.
    • tomkaz7 Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 11.06.08, 16:45
      Dowod na to, ze ulicznego chamstwa nie da sie wyleczyc macie tutaj
      rozrywka.yeba.pl/show.php?id=2871 ;/ Niestety
      • kozak-na-koniu Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 12.06.08, 08:21
        Niegłupie. Piłka nożna wprawdzie mnie nie "kręci" (chyba, że jakieś
        mistrzostwa) a lawirowanie rowerem między przechodniami dawno mi się
        znudziło, ale bardzo lubię sporty strzeleckie, może by tak
        spróbować...
      • kozak-na-koniu Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 12.06.08, 08:26
        ...A najbardziej podoba mi się napis końcowy: "robiąc byle co,
        stajemy się byle kim". Chyba dodam to sobie do sygnaturki.
    • gold-tea Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 13.06.08, 05:24
      rece_do_gory napisała:

      > Mój mąż jest chamem na drodze. Kiedy wsiada za kierownicę, budzi
      się
      > w nim potwór. Nie wpuszcza samochodów z kierunkowskazami,
      > bezwzględnie egzekwuje pierwszeństwo przejazdu (tzn. tam, gdze
      > zwykła ludzka życzliwość nakazywałaby odpuścić), kiedy ktoś
      zajedzie
      > mu drogę trąbi, hamuje mu przed maską, wysiada. Parę razy doszło
      już
      > do szarpaniny. Nie reaguje na moje prośby, groźby, płacz. Mamy
      małe
      > dziecko, które było już świadkiem takich scen. Jest uparty jak
      > osioł, nie trafiają do niego żadne argumenty. Czy to się gdzieś
      > leczy??? Każda jazda z nim to dla mnie stres. Nawet jak wiózł mnie
      > do porodu, to musiał jakiemuś kierowcy pokazać, gdzie jego
      miejsce.
      > Co ja mam zrobić?????? On to tłumaczy, że "naucza" matołów na
      > drodze, ale ja się zwyczajnie boję o jego bezpieczeństwo, a tym
      > samym o bezpieczeństwo własne i dziecka. Zawsze mu tłumaczę, że
      > nigdy nie wie, czy nie trafi na takiego samego idiotę i z małej
      > sprawy zrobi się wojna na śmierć i życie. Czy ktoś z Was miał taki
      > problem? Czy udało się go rozwiązać? Jestem u kresu sił. Dziś znów
      > zafundował mi atrakcje tego typu i właśnie pojechał składać
      zeznania
      > na policji (przeciwnik był większy i nie miał skrupułów, trochę
      nam
      > zdemolował samochód). Czy jedynym ratunkiem jest po prostu rozstać
      > się z nim, czy może ktoś to leczy???



      W USA cos takiego jak agresja na drodze prawie nie istnieje. Po
      pierwsze z powodu wyzszej kultury a po drugie ze strachu bo duzo
      ludzi ma bron legalna i nie legalna i jak trafi sie nerwus moze
      usmiercic takiego chama drogowego.
      No, ale za to trabia /glownie w New York/ Wystarczy nie ruszyc
      natychmiast na swiatlach jak tylko mignie zielone i juz trabia
      prawie wszyscy. Ale przewaznie nie jest to nerwowy odruch. Trabi sie
      i juz bo tak trzeba.
      • kozak-na-koniu Re: Czy można wyleczyć chorobliwą drogową agresję 16.06.08, 07:42
        "Wyższa kultura" w USA??? W którym stanie?:-D
        • Gość: landrover "Kultura" jest wymuszona strachem. IP: *.ssp.dialog.net.pl 16.06.08, 08:35
          Sam koleś napisał, że z Coltem się nie zaczyna, bo zawsze jeden
          żle kończy, czasem obaj. Kultura na drodze wynika z tego, że
          posądzenie o jazdę pod wpływem prochów może prowadzić do
          poważnych komplikacji życiowych.I dlatego jeżdżą jak baranki.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka