mejson.e
03.06.09, 23:58
Zmęczenie w długiej podróży jest czymś naturalnym i przewidywalnym.
Po to robi się przerwy, postoje, by na chwilę oderwać wzrok od drogi a ręce od
kierownicy.
W długiej podróży zmęczenie nie ma prawa zaskoczyć - jest wkalkulowane.
Ale jak dojechać, gdy łapie nas na ostatnich kilometrach, tuż przed metą?
Kto zdecyduje się na sen albo nawet na krótką przerwę, gdy ma do mety
kilkanaście kilometrów?
"Szkoda" czasu na przerwę, gdy prawie widać już cel...
Ostatnio przeżyłem dość niezwykłą historię - jechałem do domu niedaleko, tylko
80 km, ale po 24 godzinach intensywnej pracy - takiej z cyklu ciągle "na nogach".
Pierwsze pięćdziesiąt parę km przejechałem w miarę normalnie, ale po skręceniu
na wschód - pod słońce - wymiękłem w ciągu kilku minut.
Nie byłem w stanie jechać dalej - pojawiły się tak wyraźne dobrze mi znane
symptomy zasypiania za kierownicą, że zjechałem na parking i postanowiłem
uciąć sobie drzemkę - z reguły wystarcza mi 10 - 20 minut na regenerację.
Liczyłem, że wkrótce obudzi mnie jakiś hałaśliwy tir i pojadę dalej.
Obudził mnie telefon.
Spojrzałem na zegarek - minęła cała godzina, spałem jak kamień...
Często porusza się temat zmęczenia w długiej trasie, ale czy zmęczenie na
"banalnych" dojazdach z pracy, które normalnie zajmują nam kilkadziesiąt minut
nie jest równym zagrożeniem?
Ja radzę nie lekceważyć "banalnych" tras...
Pozdrawiam,
Mejson
--
Automobil
Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.