ano.nim
06.08.09, 13:58
Stałem rano jako trzeci samochód przed zamkniętymi półzaporami przejazdu
kolejowego.
Pociągi przejechały w obu kierunkach, szlabany drgnęły ale nie podniosły się,
z dwóch pulsujących czerwonych świateł jedno zgasło, sygnał dźwiękowy umilkł.
Ewidentna awaria mechanizmu.
Nagle stojące przed półzaporami samochody zaczął omijać radiowóz policyjny.
Myślałem, że spróbują rozładować bezpiecznie zator i będą ręcznie regulować
ruch na przejeździe.
Naiwny...
Ominęli półzapory i pojechali w swoją dal...
Wtedy się zaczęła masakra - przepychanki z obu stron przejazdu, blokowanie na
torach.
Myślałem durny, że policja służy i broni.
A rozładowanie niebezpiecznej sytuacji drogowo - kolejowej pewnie nie leży w
zakresie oddziału prewencji...