cardemon
11.10.02, 04:28
Król Gwizdoniusz wybrał sie pewnego pięknego dnia w odwiedziny do swojego
sąsiada - króla Barberiusza. Wziął ze sobą dwa misternie tkane złotymi,
jedwabnymi i srebrnymi nićmi arrasy, by pochwalic sie tymi bezcennymi
dziełami przed królem Barberiuszem. Zajechawszy na dwór sąsiada, został tam
przyjęty skromnie choć godnie, a król Barberiusz zobaczywszy arrasy nie
omieszkał pochwalić się w rewanżu Gwizdoniuszowi swoim ostatnim prezentem -
złotą szkatułką wysadzaną diamentami, topazami i rubinami. Po całkiem obfitym
posiłku król Barberiusz nakazał wprowadzić trzech służących z urną i
zaproponował Gwizdoniuszowi następującą rozrywkę:
- Zrobimy tak - rzekł Gwizdoniusz. - Wszystko bedzie jawne i uczciwe. Mamy
trzech służących przy urnie. Jeden ma białe kulki, drugi czarne a trzeci
będzie od urny. Ty, jako ześ mój gość, wpierw rozkazesz, by ten z białymi
kulkami wrzucił ileś tam tych kulek do urny, podasz po prostu dowolną liczbę.
Kulek jest więcej niż mam poddanych, he he. Nastepnie nakażesz temu z
czarnymi kulkami, znów podajac dowolna liczbe, by wrzucil ich ileś tam do
urny. Potem ja postąpię tak samo; nakażę jednemu i drugiemu wrzucić iles tam
jednych i drugich kulek do urny.
- Po takim przygotowaniu urny - kontynuował Barberiusz - trzeci służący, ten
od urny, będzie ciągnął losowo po dwie kulki naraz. Jeśli wyciągnie dwie
jednakowego koloru, to ten z czarnymi kulkami dorzuci jedną do urny, jeśli
wyciągnie dwie różnego koloru, to ten z białymi wrzuci do urny jedną. Jako że
wyciągane są dwie, a dorzucana tylko jedna kulka, w urnie będzie kulek ubywać
i na końcu ostanie sie w niej tylko jedna. Chodzi o to, żeby zgadnać jej
kolor.
Krol Gwizdoniusz chwilę pomyslał, po czym powiedział:
- Stawiam swoje arrasy przeciwko twojej szkatułce, ze prawidłowo zgadnę kolor
kulki pięć razy pod rząd, przyjmujesz zakład?
Krol Barberiusz chwilę sie zawahał, ale poniewaz gral wczesniej ze wszystkimi
swoimi urzędnikami podatkowymi i nigdy nie zdarzyło sie, by któryś z nich
prawidłowo przewidział pięć razy pod rząd kolor kulki, przystal ochoczo na
propozycje Gwizdoniusza, zastrzegając jednak dla pewności:
-Zgoda, ale musisz zgadnąć siedem razy pod rząd.
Jak uzgodnili tak zrobili. Jaki byl rezultat tej gry nietrudno zgadnac. Krol
Gwizdoniusz za kazdym razem prawidlowo odgadywal kolor ostatniej kulki:
"biala, czarna, czarna, biala, biala, biala, czarna" było słychać. Uradowany
Gwizdoniusz wracal więc z drogocenną szkatulką do swojego krolestwa, a
Barberiusz rwal sobie resztki włosów z głowy, biegal wkoło i wołał jak
opętany "Gdzie, jest moj mędrzec? Puścić mi posłów we wszystkie strony
swiata, znalezc mi go i przyprowadzic tutaj!". I ciągle nie mógł pojąć, jak
to się stało, że przegrał. A Ty wiesz? :)
CdM