aaniaa20
24.10.05, 18:04
2 lata temu poznalam faceta... nie wiem czy to istotne ale napisze:jego praca
to lewe interesy, a znajomi z "pracy" jak z filmu gansterskiego... wstyd sie
przyznac ale i tak predzej wiedzialam! :( . Nie jestesmy z jednego miasta.
Dzieli nas odleglosc 70 km.
Na poczatku powaznie traktowal nasz zwiazek, dzwonil po kilka razy dziennie i
czesto przyjezdzal (nawet po tym jak mnie zdobyl), ale ja spieprzylam sprawe.
Nie przyprowadzilam go nawet do domu... czemu? bo balam sie reakcji rodzicow.
On czesto pytal: "wstydzisz sie mnie?"
I w ten sposob ja nie poznalam tez jego rodzicow :( co wiecej z czasem on
chyba przestal traktowac mnie powaznie.
Jednak wciaz sie spotykalismy... cos nas do siebie ciagnelo (no wlasnie cos +
sex). Ja oczywiscie sie zakochalam, ale zamiast uslyszec ja ciebie tez,
slyszalam tylko: nie moge powiedziec ze cie kocham zalezy mi na tobie ale
slowo kocham cie moglbym ci powiedziec gdybysmy spotykali sie normalnie a nie
tak od czasu do czasu. Mowil tez ze mi sie tylko wydaje, ze sie przyzwyczailam.
Tak to znosilam... az zaczal przyjezdzac raz w miesiacu. Cierpialam... i w
koncu go zostawilam. On jednak dalej dzwonil, ja jednak z nim nigdy nie
chcialam rozmawiac, jedyne co robilam to chwalilam sie nowym facetem i tym jak
mnie kocha(na tym konczyla sie nasza rozmowa). On powtarzal: "ja jestem
szczery, a ten twoj nowy nie. zobaczysz!!!" I zobaczylam tamten okazal sie
h**em i wrocilam znow do niego.
Zreszta wiedzialam, ze zawsze moge do niego wrocic, klocilismy sie czasem tak
bardzo, ze mowilam mu przykre slowa... ale on zawsze po tygodniu albo po 2,3
dzwonil i sie godzilismy. W ten sposob wiedzialam, ze cokolwiek zrobie i tak z
nim bede i i tak wroci! wiec zyjac w tym przekonaniu chodzilam na dyskoteki,
na randki, a nawet szukalam sobie nowego faceta!!! ale nie bez powodu...
prawie nigdy nie dzwonil, bardzo rzadko odpisywal, czesto wylaczony tel. (bo
niby wyjechal ,wiem ze czesto wyjezdza ale chyba teraz troche przesadzal!),
przyjezdzal raz w miesiacu, bo czesciej nie mial czasu i tylko poznymi
wieczorami nigdy w dzien. WIEM: PARODIA.
Kiedy do niego wrocilam, on mial dziewczyne... tak teraz on kogos mial, tylko
ze mu to nie przeszkadzalo, ze sie ze mna spotykac. Moja milosc nie tylko
odżyla ale urosla. bylo coraz gorzej i tak czesto wylaczony tel... oczywiscie
stala spiewka: na dziewczynie mu nie zalezy... ale mi nie przeszlo przez
gardlo: "zostaw ja", bo przeciez predzej to ja go zostawilam dla innego.
Moj kolega pracuje w tym miescie gdzie on mieszka. Powiedzial ze widzial go w
kinie z tą swoja. Ze mna nie poszedl, bo niby ma wszystkie filmy na dvd.
Wpadlam w szal i bardzo mocno go nawyzywalam... przez smsy. Nie odpisal.
Pozniej napisalam ze go kocham, ale ze to koniec. chcialabym podkreslic, ze
rozstawalismy sie z tysiac razy, wiec nie wiem czy on potraktowal to
powaznie... ale nie odpisal...
Nie wiem czy to naprawde koniec. Moze tradycyjnie poczeka az sie uspokoje i
znow zadzwoni. W koncu juz go znam. Ale moze nie... moze nigdy nie zadzwoni i
to mnie przeraza! Prosze wytlumaczcie mi, ze trace czas. Kocham go i dlatego
ciezko mi samej do tego dotrzec!! Ciagle cierpie i cierpie, on mnie oklamuje.
Wiem to wszystko, ale nie mam przyjaciol nie mam nikogo on byl dla mnie nie
tylko kochankiem, chlopakiem, ale przyjacielem i calym swiatem.
Bylabym pewna, ze mu nie zalezy gdyby nie to, ze jak kiedys z nim zerwalam dla
innego on nadal dzwonil i chcial sie spotkac bezinteresownie zeby tylko
porozmawiac... kiedy zaczelo mi sie chrzanic w zwiazku spotkalam sie z nim i
rzeczywiscie tylko rozmawialismy. Gdy miesiac temu mowilam, ze go zostawie tez
prosil tylko o takie spotkania.
No i oszukuje, ale on tez chyba beze mnie nie moze... dajcie mi jakas rade
albo otworzcie oczy zakochanej i glupiej z milosci :)