bullet5
11.11.06, 11:22
Nie odzywalem sie do niej juz od jakiegos czasu. Ona ma innego, walczylem o
nia, ale nic, wiec sobie odpuscilem i sie ciesze zyciem. A jej cos odbija.
Dzisiaj najpierw gluche mi puszczala, a pozniej smsy, ze chwilami czuje, z
enie wytrzyma juz dluzej beze mnie, ze marzy, ze ja caluje, o moich oczcah i
o rozmowach ze mna. Napisala, ze mnie KOCHA. Ze broni sie przed tym z calych
sil, ale to nie jest zalezne od niej. Napisala, ze przeciez moze panowac nad
slowami, gestami, myslalmi, ale i tak to nic nie zmienia. Nie umie tego
zniszczyc, wiec sie z tym pogodzila. No i nie chce niczego zmieniac - chce
byc z tamtym. Uwaza, ze to jest konieczne. Napisala, ze nie chce mnie kochac,
ale kocha i nic na to nie moze poradzic... A dlaczego nie chce mnie
kochac? "Bo ten nasz zwiazek... to byl najpiekniejszy, a zarazem
najdramatyczniejszy okres w moim zyciu". Zdenerwowalem sie tym, wiec po raz
pierwszy napisalem jej tak ostro - zeby sie pie..la, bo zal mi jej i tego
co pisze. Napisalem, ze kocha siebie, a nie mnie. No i sie pozegnalem. Jzu
nie odpisala... Nie wiem czy to nie bylo za ostre... Co wy o tym sadzicie?