mirmat1
04.03.05, 00:38
Nie bede zarzucal Prezydentowi Centrum im. Adama Smitha i dziennikarzowi
najpopulrniejszego polskiego tygodnika Wprost, Panu Robertowi Gwiazdowskiemu,
ze dopuscil sie plagiatu artykulujac w ostanim numerze tego pisma dokladnie
te same tezy jakie ja przedstawiam juz od roku na lamach Forum "Unia
Europejska". Bo kazdy myslacy Polak przedzierajac sie przez setki stron
koszmaru pt "Konstytucja Unii" MUSI dojsc do tego samego wniosku - jest to
produkt rodem z piekla inspirowany przez ducha samego Jozefa Stalina.
Moje wielokrotne uwagi na forum zsumowalem ostatnio na
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=522&w=19915301&a=20465829
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=522&w=19915301&a=20466055
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=522&w=19915301&a=20466152
choc nadchnal mnie do tych rozwarzan dlugo zamim czerwona zaraza ujawnila
sie konspiracji publikujac konstytucyjny bubel w zeszlym roku sowiecki
opozycjanista Wladymir Bukowski potomek powstanca styczniowego zeslanego na
sybir przez cara.
Korzystam wiec z okazji dopuki konstytucyjna "walka z ksenofobia" uniemozliwi
Polakom swobodna dyskusje na internecie by zacytowac najwazniesze fragmenty
artykulu pt " Kosmiczna konstytucja Eurogniot od eurobiurokratów .
Tygodnik "Wprost", Nr 1161 (06 marca 2005):
"Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej przekazał kopię unijnej konstytucji
zespołowi europejskich astronautów, którzy mają ją zabrać na Międzynarodową
Stację Kosmiczną. Konstytucję weźmie z sobą włoski astronauta, który poleci
na MSK 15 kwietnia na pokładzie rosyjskiej rakiety Sojuz. Wysłanie
konstytucji na stację kosmiczną ma symbolizować "aspiracje prawie 500 mln
Europejczyków do wspólnej i pokojowej pracy". "Konstytucja poleci w kosmos,
ale nie zginie w przestrzeni kosmicznej. Wróci na Ziemię" - zapewnił Jonathan
Todd, rzecznik komisji. A szkoda.
Piętnaście lat temu każdy, kto uważał, że należy się rozliczyć z agentami,
był uznawany za oszołoma. Dziś mamy już świadomość, że oszołomy wcale nie
były oszołomami. Za to wielu dyskutantów jest gotowych uznać za oszołomów
wszystkich, którzy nie pobiegną na referendum konstytucyjne, żeby
zagłosować "tak" dla konstytucji europejskiej. Badania opinii publicznej
pokazują, że ponad 70 proc. ankietowanych Polaków jest za jej przyjęciem.
Ciekawe, ilu z nich ją przeczytało, skoro mogą się tak stanowczo wypowiadać.
Bezsprzecznie za jest premier Belka. A z całą pewnością nie przeczytał, bo
gdyby przeczytał, toby jej nie podpisał. Zwolennicy eurokonstytucji wmawiają
nam, że ten, kto popiera wejście Polski do UE, musi też poprzeć konstytucję,
bo są to sprawy nierozłączne. A nie są! Byłem i jestem umiarkowanym
zwolennikiem przystąpienia Polski do UE, ale nie zamierzam ulec szantażowi
konieczności głosowania za gniotem wyprodukowanym przez europejskich
biurokratów.
Na Żuławy?
Już sama liczba stron przesądza o tym, że musi to byś jakaś tęga fanfaronada.
Jest ona po części zrozumiała, gdyż autorzy konstytucji ulegli
marksistowskiej zasadzie przechodzenia ilości w jakość i o równości kobiet i
mężczyzn napisali aż w siedmiu miejscach. Więcej razy, bo aż dwanaście,
wspomina się jedynie o prawach dzieci, które widać są jeszcze ważniejsze od
kobiet. Ale dzieci będą mieś nie tylko prawa. W artykule II-74 mowa jest
o "bezpłatnej nauce obowiązkowej". Oczywiście, nie warto pytać, kto będzie
płacił nauczycielom z Unii Europejskiej, jeśli nauka ma byś "bezpłatna".
Wiadomo: poszczególne państwa będą płaciły. A skąd wezmą na to pieniądze? Z
podatków. Będzie to więc nauka płatna, tyle że pośrednio. Ta "bezpłatność"
nauczania jest już takim dogmatem myślowym, jakim w średniowieczu było
przekonanie, że ziemia jest płaska, więc trudno taki dogmat zwalczać.
Ciekawsze jest wprowadzenie do konstytucji "obowiązku nauki". Pewnie będzie
dotyczył samej konstytucji, bo dobrowolnie mało kto się na jej naukę
zdecyduje. Tylko jak się taki obowiązek ma do zadeklarowanego w art. II-66
prawa do wolności? A jeśli ktoś się nie chce uczyć? No to go wyślą pewnie na
Żuławy" Mamy w tym względzie bogate doświadczenie i możemy wnieść do nowych
praktyk europejskich twórczy wkład.
Godność, wolność, równość
Czego w tej konstytucji nie ma? Prawie jak w konstytucji PRL z 1952 r. jest
prawie wszystko. W preambule - po określeniu czym się twórcy konstytucji
inspirowali (kulturowym, religijnym i humanistycznym dziedzictwem Europy), w
co wierzą (że zjednoczona po gorzkich doświadczeniach Europa zamierza wciąż
podążać drogą cywilizacji, postępu i dobrobytu), o czym są przekonani (że
narody Europy, pozostając dumne ze swojej tożsamości narodowej i historii,
zdecydowane są pokonać dawne podziały, by jeszcze silniej ukształtować
wspólną przyszłość), na co są zdecydowani (kontynuować dzieło dokonane w
ramach traktatów ustanawiających wspólnoty europejskie i traktatu o Unii
Europejskiej poprzez zapewnienie ciągłości dorobku wspólnotowego) -
podkreślają swoją wdzięczność członkom Konwentu Europejskiego za
przygotowanie projektu niniejszej konstytucji. I ta wdzięczność jest tak
wielka, że aż postanowili ją zapisać w tekście konstytucji. Że też twórcom
konstytucji Stanów Zjednoczonych nie przyszło do głowy, aby wpisać do jej
tekstu wdzięczność dla Hamiltona czy Jeffersona, a twórcom Konstytucji 3
maja - dla Kołłątaja.
W artykule I-2 zadeklarowano, że "unia opiera się na wartościach poszanowania
godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego,
jak również poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do
mniejszości" [É]. I że "wartości te są wspólne państwom członkowskim w
społeczeństwie opartym na pluralizmie, niedyskryminacji, tolerancji,
sprawiedliwości, solidarności oraz na równości kobiet i mężczyzn". Wynika z
tego, że "godność osoby ludzkiej, wolność i równość", o których mowa w
pierwszej części zdania, to nie są "prawa człowieka", o których mowa w
drugiej części tego samego zdania. Po drugie, że równość, o której mowa w
pierwszej części zdania, to coś innego niż "równość kobiet i mężczyzn", o
której mowa w drugiej części tego samego zdania, i że ta szczególna równość
kobiet i mężczyzn to coś innego niż na przykład równość hetero- i
homoseksualistów, o której konstytucja nie wspomina. Co prawda można uznać
przez ciche domniemanie, że mieszczą się oni w kategorii "mniejszości", ale
czy już samo nazywanie ich mniejszością nie stanowi formy dyskryminacji?
Zwolennicy poprawności politycznej nie potrafili więc - jak widać -
wyartykułować własnych myśli.
Zadeklarowana w konstytucji równość jest zresztą "demokratyczna", jakby
dodanie tego przymiotnika mogło byś w czymś pomocne. Artykuł I-45,
ustanawiający zasadę tej "demokratycznej równości", stwierdza, że "we
wszystkich swych działaniach unia przestrzega zasady równości swych
obywateli, którzy są traktowani z jednakową uwagą przez jej instytucje,
organy i jednostki organizacyjne". Amerykanom do dziś wystarcza trywialny
zapis, "że wszyscy ludzie są równi". Europejczycy wolą - jak widać -
demokratyczny bełkot.
Polecam myslacym Polakom kupic najnowszy numer Wprost by zapoznac sie w
calosci z swietna analiza Prezydenta Centrum im. Adama Smitha, konstytucyjnej
tragi-komedii albo odwiedzic witryne:
www.wprost.pl/drukuj/?O=73913
www.wprost.pl/ar/?O=73913