Gość: społecznik
IP: *.nowa-wies.sdi.tpnet.pl
03.08.03, 19:30
Na początek cytat:
"Jednak po eksplozji organizacji obywatelskich na początku lat
90. dziś raczej uległy one stagnacji, jeśli nie są w odwrocie.
Mają kłopoty finansowe, słabnie też społeczna aktywność.
Myślałam, że powie Pani raczej, iż to właśnie Unia wymusi te zmiany.
- Także Unia, choćby przez to, że daje tym organizacjom broń do
ręki. One w tej chwili rzeczywiście nie są mocne, w dodatku będą
niebawem przeżywały silny kryzys finansowy, bo amerykańskie
fundacje, które dotychczas wiele pomagały, wycofują się z Polski.
A nie zadziałały jeszcze wprowadzone nową ustawą nasze mechanizmy
finansowania, i nie wiemy, jak zadziałają."
Prawda jest taka, że społeczeństwo obywatelskie (stowarzyszenia,
fundacje, oddolne inicjatywy) zostały przez ostatnie 10 lat
skutecznie stłamszone i zdeptane przez partie i zawłaszczone
przez te partie państwo i samorządy. Organizacje społeczne były
lekceważone i traktowane instrumentalnie.
Niestety, także przez instytucje, które deklarowały sympatię i
poparcie dla społeczeństwa obywatelskiego, z Unią Wolności i -
proszę wybaczyć twarde słowo - Gazetą Wyborczą włącznie, dla
których "społeczeństwo obywatelskie" to Polska Akcja Humanitarna
... w Afganistanie i kilka wytartych frazesów. Ta schizofrenia
bardzo się przyczyniła do obecnego stanu rzeczy.
Zobaczcie przykład, jak wygląda teraz w praktyce społeczeństwo
obywatelskie: www.krakow.pl/bip/pozarzadowe/baza/ - poza
organizacjami "ratunkowymi" niemal wyłącznie parafie i inne
organizacje klerykalne i katolickie, a jak pogrzebać bardziej, to
także organizacje zakładane i kierowane przez radnych, lokalnych
polityków i urzędników (oczywiscie z wyjątkami, od razu podkreślam)!
Przy okazji nieświadomie krakowski Biuletyn Informacji Publicznej
w linku powyżej pokazuje degrengoladę krakowskiego (a pewnie nie
tylko) samorządu, który nie ma pojęcia o istnieniu w gminie
kilkudziesięciu znanych w Polsce (i nie tylko) organizacji
społecznych, które nie mieszczą się w kanonie parafiańszczyzny
oraz dofinansowania krewnych i znajomych królika. Wiele z nich w
ostatnich 10 latach usiłowało współpracować z samorządem, działać
na rzecz społeczności lokalnych i... dało sobie spokój albo
znalazło nisze "na przeczekanie", bo z bandą komuchów,
klerykałow, urzędników z bożej łaski i innych idiotów szkoda
tracić czas. I to jest prawdziwa przyczyna (jedna z przyczyn)
obecnego spadku aktywności społecznej.
Uwaga pani Kolarskiej o amerykańskich fundacjach jest
warszawskocentryczna - 90 proc. tej amerykańskiej pomocy
zostawało w Warszawie i ich wycofanie niewiele zmieni a
przynajmniej nie będzie to ogólnopolska katastrofa (złośliwie
powiem wręcz, że może to trochę przewietrzyć społeczeństwo
obywatelskie "na górze"). Zresztą ileż można żyć z jałmużny zza
wielkiej wody. Kasa jest w Polsce, tyle że ... dysponowana przez
polityków, a w obecnym systemie klientelistycznym nie ma szans na
jej alokowanie tam, gdzie wzmocni działania społeczne.
Nie ma w Polsce żadnej praktyki konsultacji społecznych, dialogu,
uczestniczącej demokracji, czyli tego o czym mowa w artykule, "że
Unia wymaga, docenia i lubi".
I chyba nie będzie, bo widząc losy nielicznych takich procesów w
tym kraju czarno to widzę, moi mili. Unia nic nie pomoże, jeśli
sobie sami nie pomożemy.