Dodaj do ulubionych

O Niemcach.

IP: *.krosno.sdi.tpnet.pl 06.08.03, 17:10
O Niemcach..C.Bedermann;Wszyscy Niemcy są prounijni, gdyż mają z Unii
Europejskiej najwięcej korzyści. Jednak przeciętny Niemiec nie wie wcale, co
dzieje się w Polsce. Ludzie myślą, że Polacy są mądrzy i że wiedzą, dlaczego
chcą być członkami Unii. Taka jest u nas w Niemczech sytuacja. Ale jak
wygląda to oszustwo, polegające na tym, że najpierw obiecali Wam 10 miliardów
euro rocznie, po czym suma ta znacznie się zredukowała, tak że wejście do
Unii musicie teraz sami sobie sfinansować - to tego nikt już u nas nie wie. O
tym wiedzą jedynie stratedzy z Brukseli. Mój były szef, a obecny kanclerz
Niemiec, Schroeder, w czasie gdy był premierem w Dolnej Saksonii twierdził
wyraźnie, że Unia to instrument poprawy niemieckiego eksportu. W Niemczech,
podobnie jak w Polsce, cały czas trąbią o tym, że jest wielka i wspaniała
idea zjednoczenia Europy. Jest tylko drobna różnica: dla nas, dla Niemców ta
Unia jest korzystna, dla Was natomiast - stanowi śmiertelne zagrożenie. O
wampirze, który potrzebuje świeżej krwi...Żałuję, że nie ma na tej sali jest -
jak sądzę - zbyt wielu euroentuzjastów. Bo najbardziej śmieszy mnie, gdy
polski euroentuzjasta próbuje tłumaczyć mi jak funkcjonuje Unia Europejska.
Ja, który byłem niemieckim urzędnikiem przez 25 lat wiem to bardzo dobrze,
znam te wszystkie plany i strategie. Uważam, że każdy Polak powinien
wiedzieć, jak ta Unia dzisiaj wygląda. Unia miała szansę stać się czymś w
rodzaju Stanów Zjednoczonych w Europie, ale jakieś 50 lat temu. Teraz Unia
jest jak kukła. Nowi kandydaci mają być czymś w rodzaju świeżej krwi, której
ten stary wampir potrzebuje, by jeszcze kilka lat pożyć. Unia
Europejska "Piętnastki" nie jest żadnym wysokim ideałem, braterskim związkiem
krajów europejskich, jak to zwykła sama o sobie mówić i jak jest
przedstawiana przez polski rząd. Przypomina ona raczej przymusowy cech
kupiecki, w którym każdy próbuje zapewnić sobie korzyści kosztem innych. Nie
minęły jeszcze 3 lata, jak całe kierownictwo Unii musiało ustąpić z powodu
dowiedzionej mu korupcji. Jeżeli czasami słyszę, że Unia pomoże wyeliminować
korupcję w Polsce to jest to tak, jakby wampirowi Drakuli dać na przechowanie
krew. Tak to wygląda... Dziwi mnie to, jak wolno docierają do świadomości
Polaków reguły funkcjonowania Unii, choć mogłoby się wydawać, że jakieś
doświadczenia Polacy powinni już mieć. Zaczęło się od tego, że warunkiem
zawarcia umowy o zamiarze przyłączenia się do Unii stało się zniesienie przez
Polskę większości dawnych ceł, wprowadzonych jako obrona przeciwko
dumpingowemu importowi. Zbyt pospieszna prywatyzacja zakładów państwowych i
wolny dopływ kapitału zagranicznego doprowadziły już teraz do
nieprawdopodobnego, szkodzącego interesom kraju stanu. Kiedy przyjechałem do
Polski przed dwoma laty, nie przyszło mi nawet przez myśl, by opowiadać się
przeciwko przystąpieniu Polski do UE. W międzyczasie musiałem jednak zmienić
swoje poglądy. Nie doceniłem rozmiaru podłości i tego, że jesteście
oszukiwani przez Zachód i jego egoistyczne plany.
Jak już wcześniej wspomniałem, miałem wrażenie, że Polacy wiedzą dlaczego
chcą być członkiem Unii. Pierwsze otrzeźwienie przyszło jednak w Brukseli i w
Berlinie, gdzie zostałem skierowany na szkolenie. Muszę tu wspomnieć, że
wdrażanie standardów unijnych w dziedzinie ochrony środowiska kosztuje np. w
Turyngii 200 miliardów euro. Jest to niewyobrażalna kwota. Zapytaliśmy tam w
Brukseli, jak ta biedna Polska ma to finansować jeżeli Unia da jej tylko
grosik. Odpowiedź brzmiała: "Nie chodzi wcale o to. Inwestorzy, którzy
mieliby zamiar inwestować w Polsce muszą tam spotkać takie same warunki
konkurencji jak u nas. Nie chodzi o to, by Polska miała czystą wodę, czy
czyste powietrze, ale o to, by warunki konkurencji były takie same. To jest
najważniejsze". To była dla mnie pierwsza niespodzianka. Później powiedziałem
im, że pieniądze, które zarabiają unijni eksperci i urzędnicy, lepiej byłoby
przeznaczyć na inwestycje. Po tym stwierdzeniu francuski ambasador unijny w
Polsce, który koordynował różne projekty ekologiczne zdecydował, że trzeba
mnie wyrzucić, gdyż wyidealizowany obraz Unii nie toleruje takich wizji jakie
ja przedstawiam. Dziś mogę temu panu podziękować, to była dobra decyzja, gdyż
teraz mogę odważnie i swobodnie mówić o tym wszystkim, jak to naprawdę
funkcjonuje. O złej Unii brukselskiej...Aby zrozumieć obecną sytuację Polski
w związku z planowanym wstąpieniem do Unii należy rozróżnić dwie sprawy. Po
pierwsze - europejską ideę zbliżania się narodów europejskich i po drugie -
Unię brukselską. Ta pierwsza idea jest dobra, druga natomiast nie. Jest ona
nie tylko niedobra, ale wręcz szkodliwa, zagraża egzystencji narodów, a
szczególnie Polski. Jako instrument globalizacji prowadzi ona do zapędzenia
Polski i innych krajów kandydackich w kolonialną zależność od Zachodu. Unia
jest perfidna ponieważ sprytnie wykorzystuje łatwowierność i prostoduszność
Wschodu, a swój kolonialny cel tuszuje wspólną ideą wielkiego domu
europejskiego. Aby to wszystko zrozumieć trzeba przyjrzeć się krótko historii
UE. Gdy w 1951 roku zawierano traktat o Europejskiej Wspólnocie Węgla i
Stali, a w 1957 traktat o utworzeniu Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej
rodziło się to jeszcze pod wpływem szoku wywołanego katastrofą II wojny
światowej. Przyświecało temu to, by stworzyć coś lepszego niż Liga Narodów po
I wojnie. Kołami napędowymi tych układów była Francja i Niemcy. Francja
zamierzała w ten sposób zapewnić sobie dostęp do niemieckiego potencjału
przemysłowego, Niemcy obciążone mroczną przeszłością, chciały odzyskać dostęp
do światowych salonów. Znaczną rolę odgrywało zagrożenie ze strony Rosji
Sowieckiej. Obok wspólnego wysiłku obronnego w ramach NATO, dzięki EWG miała
zostać wzmocniona siła gospodarcza Europy. Początkowo wspólnota koncentrowała
się tylko na dwóch sprawach: na wspólnej polityce rolnej i na redukcji ceł
wewnętrznych i innych przeszkód handlowych. Nic więcej. Nikt wówczas nie
mówił, że Europa to będzie "wspólny dom", "jedna rodzina" itp. Ówczesny układ
był rozsądny i wszystkim gwarantował korzyści. O polityce rolnej Unii i pośle
Kalinowskim...W pierwszym zakresie tzn. w polityce rolnej nic się właściwie
do dzisiaj nie zmieniło. Również po trzech dużych rozszerzeniach Unii płynie
do rolnictwa, co prawda już nie 80 czy 70 procent wszystkich środków
unijnych, ale, było nie było, połowa. Jak dawniej, ta sama gra, na początku
której pompuje się miliardy w nadprodukcję żywności, aby następnie z
miliardowym dofinansowaniem po dumpingowych cenach pozbyć się jej na rynku
światowym. Następnie wydaje się kolejne miliardy w celu usunięcia powstałej
nadprodukcji. Korzyści z tego systemu, dla którego w międzyczasie na
Zachodzie zadomowiło się określenie "brukselski rolniczy dom wariatów",
czerpią nieliczne wielkie zakłady przemysłowe produkcji rolnej i powiązany z
nimi biznes rolniczy. Ten "brukselski rolniczy dom wariatów" jest teraz pod
silnym obstrzałem opinii publicznej, która domaga się jego reformy. Podczas
gdy, w związku z coraz to nowymi skandalami związanymi z produkcją żywności,
ludzie na Zachodzie zaczynają się budzić, w Polsce chce się ten chory system
wprowadzać. Miałem okazję rozmawiać o tych tematach z byłym ministrem
rolnictwa p. Jarosławem Kalinowskim. Niedawno, gdy premier Miller wyrzucił go
z koalicji pytałem go dlaczego nie postępuje tak jak ja: najpierw byłem
Szawłem a teraz stałem się Pawłem. Mówiłem do niego: "Pan to wszystko wie,
jak to funkcjonuje, jak dają obietnice, a później robią odwrotnie". On
odpowiedział, że to on negocjował warunki, że ludzie mu wierzą, więc nie może
zrobić teraz skrętu o 180 stopni. Ja jednak miałem wrażenie, że Kalinowski
jest w wielkim strachu. Powiedziałem mu wówczas: "Pan mógł być bohaterem
narodowym". Potem uświadomiłem sobie, że dalsza rozmowa z nim nie ma sensu.
Obserwuj wątek
    • Gość: snajper Jan się mnoży, UE truchleje.___nt IP: *.acn.waw.pl 07.08.03, 02:37
    • gabrielacasey Re: O Niemcach. No i mamy ladny pasztet, Janie! 08.08.03, 05:30
      Pasztet ze zwierzyny

      Wziąć przodek zajęczy lub sarni, 1 funt wieprzowiny od karku, pół funta
      słoniny, cebulę, trochę jarzyn, kilka grzybów suszonych lub proszku z
      pieczarek, soli, pieprzu, angielskiego korzenia, kawałek listka bobkowego,
      cokolwiek gałki muszkatołowej – to wszystko zalać wodą tylko tyle, aby mięso
      się przykryło i dusić na ogniu 2-3 godziny, aż mięso od kości odchodzić będzie.
      Osobno mieć uduszony kawałek cielęcej wątroby ze słoniną i cebulą, a gdy
      przestygnie przepuścić trzy razy przez maszynkę wraz z mięsem okrojonym i z
      jarzynką razem z nim gotowaną, słoniny zaś część pokroić w drobną kostkę, a
      resztę zemleć również w maszynce razem, dodać dwa żółtka utarte poprzednio
      dobrze w misce, pianę z białek dodać w ostatku, łyżkę bułki zasmażanej w maśle
      lekko zbrunaconym, dwie łyżki tłuszczu, wymieszać to wszystko doskonale,
      doprawić jeszcze do smaku, włożyć w formę wysmarowaną i wysypaną bułką, lub
      wyłożoną słoninką i piec pół godziny dobre, lub też gotować na parze dobrą
      godzinę. Wyjąć z formy, gdy przestygnie. Pasztetu używa się na zimno, lub na
      gorąco z ostrym sosem

      Pasztet z wątróbki

      Wątrobę wieprzową lub cielęcą włożyć do gotującej wody, gotować 10 – 15 minut
      ze sporym kawałkiem słoniny, wyjąć gotowaną wątróbkę i słoninę i przemleć dwa
      razy przez maszynkę do mięsa, zostawiając kawałek gotowanej słoniny do
      pokrojenia w kosteczkę, dodać jajko utarte dobrze, soli, pieprzu do smaku, ze
      dwie łyżki tartej bułki i ze trzy łyżki tłuszczu lub masła topionego. Wymieszać
      dobrze i gotować na parze w formie wysmarowanej lub piec w piecu

      Pasztet z gotowanymi kartoflami

      1 funt cielęcej wątroby, 1 funt tłustej wieprzowiny, 1 funt tartych gotowanych
      kartofli – mięso i wątrobę na pół podduszone w maśle przepuścić trzy razy przez
      maszynkę. Dodać dwa jaja utarte lub dobrze ubite, pieprzu, soli, tartej cebuli
      zasmażonej w maśle do gustu, dwie łyżki tłuszczu roztopionego i dwie łyżki
      masła sklarowanego. Wszystko razem wymieszać dobrze i wyrobić doskonale, włożyć
      w formę wysmarowaną i wysypaną i piec w piecu pół godziny. Można ten sam
      pasztet gotować na parze, jak inne, trzy kwadranse. Wydać z sosem majonezowym,
      korniszonowym, lub jakimkolwiek ostrym, albo go też używać na zimno. Wątrobę i
      mięso zawsze lepiej przed zmieleniem poddusić do połowy w maśle zbrunaconym z
      cebulką pod przykrywą i wszystko to razem dać potem do pasztetu.

      Wątrobianka

      ½ kg brzuchowiny ugotować nie za miękko z cebulą, 1 wątrobę wieprzowa pokroić w
      plastry, dobrze wymoczyć i wrzucić do gotującej wody, niech poleży, by w środku
      była krwista. Odlać, wypłukać, przemleć przez drobna szajbę wraz z brzuchowiną
      ugotowaną. Utrzeć 1 cebulkę, osolić, dodać pieprzu, trochę majeranku, masę
      dobrze urobić, aż zbieleje i nałożyć do flaków, zawiązać sznurkiem i wolno
      gotować 20 – 30 minut. Wyjąć do zimnej wody, powiesić by stężała, owędzić.
      Można wkładać do słoi weckowych i gotować 1,5 godz.

      Budyń z móżdżku cielęcego na parze

      Oczyszczone dwa mózgi cielęce ugotować w słonej wodzie z odrobiną octu, cebulą
      i korzeniami, odcedzić, móżdżki wyłożyć na miskę i ubijać trzepaczką jak
      śmietanę, dodać dwa lub trzy żółtka, ze trzy łyżki śmietanki słodkiej, trochę
      soli, pieprzu, trzy łyżki tartej bułki, pianę z pozostałych białek i ubijać
      dalej razem jeszcze z 10 minut – poczym wlać masę do formy wysmarowanej i
      gotować blisko godzinę. Ostrożnie wyjmować i podać oblane masłem z bułeczką, a
      osobno sos ostry truflowy lub pieczarkowy. Podaje się po zupie lub też na
      kolację.

      Budyń surowy z cielęcej wątróbki

      Surową cielęcą wątróbkę pokroić w kawałki, wyżyłować, posiekać zupełnie dobrze.
      Utrzeć łyżkę masła z 3 żółtkami lub dwoma z cebulą, solą, pieprzem, bułką
      namoczoną w mleku i wyciśniętą, wlać trzy łyżki tłuszczu i włożyć kawałek
      pokrojonej w kosteczkę gotowanej okrasy, troszeczkę muszkatołowej gałki
      utartej, dodać pianę ubitą z trzech białek, wymieszać dobrze, włożyć w formę
      wysmarowaną i wysypaną i gotować na parze 1 ½ godziny. Podać z jakimkolwiek
      ostrym sosem. Kto woli, może wątróbkę do połowy usmażyć a dopiero przyrządzić z
      niej pasztet.

      Za:strony.wp.pl/wp/kuchniadomowa/index1.htm

      Z tej samej masy można robić kluseczki podłużne w ręku kulane i gotować je na
      wodzie, a na półmisku oblać zbrunaconym masłem z bułeczką, lub też użyć je jako
      pasztecik po zupie, albo jako dodatek do rosołu lub do barszczu. Są bardzo
      delikatne i smaczne.















Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka