agnes344_online
15.11.09, 02:32
witam jestem tu nowa, mam pytanie: chciałam pomóc sąsiadom, którzy są w dość
podeszłym wieku i mają kilka kotów, otóż, jeden z nich miał niedowład tylnich
łap, był bardzo chudy, śmierdziało mu z pyszczka... jadł normalnie i załatwiał
się w kuwecie, powiadomiłam TOZ i udałyśmy się do wetki, wetka obejrzała kotka
(niecałe 3 lata), potem zaczęła ustawiać mu te łapki, szarpać nim, i
stwierdziła że ma bardzo pogrubione stawy kolanowe, i że trzeba go uśpić,
wtedy do gabinetu weszła babcia i pyta co jest z jej kotem, rzekła zaś że
stwardnienie rozsiane, ogólnie obmacała go i nic nie mówiąc zaczęła
przygotowywać zastrzyk do eutanazji, ja pytam, może można go jakoś leczyć, a
ona na to- a co będzie na wózku jeździł?/ babcia załamana mówi no to jak
trzeba to niech panie uśpi, babcia poszła opłacić za utylizację zwłok a ona go
uśpiła prawie że na moich rękach, biedak złapał za torbę w której go
przyniosłam... po fakcie musiałam mu łapki rozdzielać tak mocno trzymał te
uszy od torby, jestem w szoku, nie mogę dojść do siebie, dodam, że mam dwa
koty, czy wetka może ocenić na podstawie oględzin zewnętrznych podjąć decyzję
o uśpieniu, dodam że chciałam wypytać co i dlaczego, ale niestety nie chciała
dyskutować, napiszcie co sądzicie, ten kot z trudnością chodził, tylnie łapy
rozjeżdżały mu się na boki... miał też zamglone czerwone oczki, no i ten
nieprzyjemny zapach z pyszczka, widziałam tego kotka dwa razy, chciałam pomóc,
ale czuję że się przyczyniłam do jego śmierci,,,,