Dodaj do ulubionych

uśpiony kot

15.11.09, 02:32
witam jestem tu nowa, mam pytanie: chciałam pomóc sąsiadom, którzy są w dość
podeszłym wieku i mają kilka kotów, otóż, jeden z nich miał niedowład tylnich
łap, był bardzo chudy, śmierdziało mu z pyszczka... jadł normalnie i załatwiał
się w kuwecie, powiadomiłam TOZ i udałyśmy się do wetki, wetka obejrzała kotka
(niecałe 3 lata), potem zaczęła ustawiać mu te łapki, szarpać nim, i
stwierdziła że ma bardzo pogrubione stawy kolanowe, i że trzeba go uśpić,
wtedy do gabinetu weszła babcia i pyta co jest z jej kotem, rzekła zaś że
stwardnienie rozsiane, ogólnie obmacała go i nic nie mówiąc zaczęła
przygotowywać zastrzyk do eutanazji, ja pytam, może można go jakoś leczyć, a
ona na to- a co będzie na wózku jeździł?/ babcia załamana mówi no to jak
trzeba to niech panie uśpi, babcia poszła opłacić za utylizację zwłok a ona go
uśpiła prawie że na moich rękach, biedak złapał za torbę w której go
przyniosłam... po fakcie musiałam mu łapki rozdzielać tak mocno trzymał te
uszy od torby, jestem w szoku, nie mogę dojść do siebie, dodam, że mam dwa
koty, czy wetka może ocenić na podstawie oględzin zewnętrznych podjąć decyzję
o uśpieniu, dodam że chciałam wypytać co i dlaczego, ale niestety nie chciała
dyskutować, napiszcie co sądzicie, ten kot z trudnością chodził, tylnie łapy
rozjeżdżały mu się na boki... miał też zamglone czerwone oczki, no i ten
nieprzyjemny zapach z pyszczka, widziałam tego kotka dwa razy, chciałam pomóc,
ale czuję że się przyczyniłam do jego śmierci,,,,
Obserwuj wątek
    • semi-dolce Re: uśpiony kot 15.11.09, 11:16
      Zaraz zaraz - decyzję o uśpieniu podejmuje nie weterynarz a właściciel
      zwierzęcia. Jeśli właściciel się zgodził z weterynarzem, że należy uśpić, to
      wszystko w porządku. Gdyby się nie zgodził weterynarz nie może sam z siebie
      uśpić czyjegoś zwierzęcia w takiej sytuacji.
    • jul-kot Re: uśpiony kot 15.11.09, 11:31
      Witam,
      Jak długo kot chorował? Wcześniej pewnie można go było uratować. A w
      takim stanie jak opisany uśpienie pewnie było dla niego najlepszym
      wyjściem. Inna sprawa to sposób uśpienia. Można to zrobić w sposób
      humanitarny, podaje się najpierw normalną narkozę i kot spokojnie
      usypia, potem kiedy już nic nie czuje następny zastrzyk.
      Pozdrawiam, Juliusz.
    • agnes344_online Re: uśpiony kot 15.11.09, 22:26
      kot chorował gdzieś około roku, tak mówi babcia, decyzję o uśpieniu podjęła
      babcia 80-letnia kobieta którą wetka zbeształa i siła wymusiła na niej tę zgodę,
      do mnie: pani niech się nie wtrąca, nie zbawi pani wszystkich kotów...wetka tak
      wykręcała te chore łapki kotkowi, że wył w niebogłosy...a zaraz potem uśpiła go,
      z zadowoloną miną zapakowała go do worka i rzekła: już po wszystkim, konowałka
      bez powołania, sama padłam niegdyś ofiarą pomyłki lekarzy, nie chcieli mnie
      leczyć i operować, aż po 5 latach gdy prawie już było za późno operowali, za
      łapówę oczywiście, najgorsze jest to że zwierzak się nie poskarży...
      • wadera3 Re: uśpiony kot 15.11.09, 22:45
        Myślę, że trochę bzdurzysz. Jesteś pewna , że "Babcia" miałaby pieniądze na
        leczenie kota, na ewentualną rehabilitację, i w końcu, że pani doktor bardzo
        zależało na uśpieniu owego?
        I do tego zadowolona była - powiadasz, a z czego niby?
      • semi-dolce Re: uśpiony kot 15.11.09, 23:09
        Rozumiem, że 80 letnia babcia z racji wieku jest ubezwłasnowolniona, a
        weterynarz ją torturowała i szantażowała w ramach wymuszania siłą? Oraz że była
        to weterynarz sadystka, kochajaca usypiać zwierzeta, stąd ta zadowolona mina po
        fakcie?

        Wiesz na co kot był chory? Ile miał lat? Ile kosztowałoby ewentualne leczenie i
        kto by je finansował? Jakie byłyby szanse na wyleczenie, ewentualnie
        doprowadzenie kota do stanu, w którym mógłby godnie zyć?

        Tak, lekarka miała rację - nie zbawisz wszystkich kotów. Czasem jest tak, że
        zwierze nalezy uśpić. Czasami nie ma szans na uratowanie bądź polepszenie mu
        życia - a to ze względów medycznych, a to własnie finansowych.

        Weterynarze naprawdę nie lubują się w uśmiercaniu. Wręcz przeciwnie -
        zdecydowanie wolą leczyć i wyleczyć. Czasem jednak się nie da. Takie życie.
        • macarthur Re: uśpiony kot 16.11.09, 04:53
          sądzę że robienie sobie żartów w tej sytuacji jest nie na miejscu nawet
          jeśli autorka postu cokolwiek przerysowała sytuację, jakkolwiek współczuję
          autorce że znalazła się w tak nieoczekiwanej tragicznej
          sytuacji,przpuszczam że na jej miejsce też byłbym w szoku,
          szczerze współczuję aczkolwiek trzeba pamiętać że czasami eutanzja to
          jedyne wyjście
          • claratrueba Re: uśpiony kot 16.11.09, 06:57
            Agnes, serdecznie Ci współczuję, ta sytuacja musiała być dla Ciebie strasznym
            przeżyciem. Czujesz się winna, że Twoja pomoc skończyła się śmiercią kota.
            Obawiam się jednak, że dla kota było to najlepsze wyjście. Wyświadczyłaś również
            przysługę jego właścicielce, która sama tak trudnej decyzji nie była w stanie
            podjąć. To nie jest tak, że zachowanie wetki (aczkolwiek niedelikatne)
            zastraszyło tę panią. Gdyby sama nie uważała, że eutanazja jest konieczna,nie
            zgodziłaby się. Nawet starzy i z pozoru potulni ludzie walczą o swoje zwierzęta.
            Pod warunkiem, że wierzą, że ma taka walka sens. A weterynarze zawsze wolą
            leczyć niż usypiać. Chociażby dlatego, że leczenie to pieniądze za każdą wizytę,
            za uśpienie płaci się tylko raz.
            • agnes344_online Re: uśpiony kot 16.11.09, 23:25
              słuchajcie sytuacji nie przerysowałam, także przykro mi że tak mnie odbieracie,
              działam aktywnie na rzecz bezdomnych zwierząt, tego kota chciałam ja leczyć za
              własne pieniądze i zdobyć je na forum, na którym jestem aktywna miau.pl, ale ta
              wetka nie dała mi dojść do słowa, a ponad to ten nie był w stanie agonalny, jadł
              i się załatwiał tyle że ciągał i był chudy normalne bolało go to nie mógł jeść,
              dziadek i babcia chowają koty już od 30 lat, dziadek ma 90 lat i płakał po tym
              kotku, ponad to obsadził całą dzielnicę drzewkami i krzewami a teraz kiedy ledwo
              chodzi ja mu pomagam i babci z kotami,bo kto???? każdy potrafi tylko gadać, ja
              od 3 lat jestem w tym kraju, wcześniej mieszkałam w Niemczech i powiem wam
              jeszcze że pomogłam chłopakowi, któremu nie dawali szans, miał raka z
              przerzutami, mieliśmy szczęście, i .... pieniądze...bo tu bez tego się nie da,
              sąsiadce z przeciwka stwierdzono nowotwór 4 miesiące temu i co???? czeka w
              kolejce na 8 grudnia na radioterapię!!!!!limity się na życie skończyły w NFZ,
              co do kota na forum napisała do mnie kobieta z mojego miasta która miała
              doświadczenie w tej samej lecznicy, poczytajcie, jeśli ja "bzdurzę": Witam,
              szkoda, że również i Pani ma takie doświadczenie z ta kliniką. Moje
              doświadeczenie niestety również nieciekawe, skończyło się uśpieniem suczki.
              Zrobiono tam usg mojej suczki, okazało się, że miała ropomacicze, nastepnego
              dnia umówiłam się na zabieg (koszt ok.300 zł). po powrocie do domu poczytałam
              troche na internecie na temat tej choroby, i wyczytałam, że podstawowymi
              badaniami powinno byc usg oraz badanie krwi, na podstawie których można
              zakwalifikować psa do zabiegu. Przyszłam na umówiony zabieg, przy czym
              rozmawiałam z weterynarzem ,który stwierdził, że oczywiście badanie krwi mogą
              wykonać i je wykonają. Suczkę miałam odebrac po godzinie, po czym po pol
              godzinie dostałam telefon, zebym przyjechala po suczkę. Okazało się, że suczka
              wogóle nie kwalifikowała sie do zabiegu, miała raka w takim stadiu, że zabieg
              tylko ja dobił, a wystarczyło tylko wcześniej zrobić badanie krwi, które
              wszystko by pokazało.
              Jak przyszłam suczka leżała na zimnych kafelkach, bez żadnego kocyka, była cała
              zziębnieta i wystraszona. Oczywieście za zabieg kazano mi zapłacić , więc
              rachunek jaki tam zapłaciłam wyniósł w sumie 400zł, praktycznie za nic- chyba
              tylko za to że zrobili za późno badanie i niepotrzebny zabieg, który moja suczkę
              dobił.
              Nie wspominająć o chamstwie lekarzy- gdy siedziałam zapłakana ze swoją suczką w
              pokoju, parokrotnie kazano mi zapłacić, i traktowano tak jakbym miała zaraz z
              tamtad uciec nie regulujac rachunku. Niektórym lekarzom było nawet do śmiechu,
              że popłakałam sie widząc w jakim stanie jest moja sunia, która była ze mna 12
              lat. I oczywiście ich teksty, zupełnie nie na miejscu. Lekarz nie potrafił nawet
              odpowiedzieć na moje pytania- typu- czemu nie wykonano wcześniej badania krwi,
              czemu wykonano zabieg, skoro i tak suczkę trzeba by było uspić w niedalekim
              czasie itp.
              Bardzo żałuję, że zawiozłam wtedy moją sunie do tej kliniki, powinam ja zabrać
              odrazu jak zobaczyłam jak traktowali moja sunie tuż przed zabiegiem (chyba z 4
              razy wkuwano sie w łapkę, pełno było krwi, aż wreszcie przyszedł inny lekarz i
              wkuł sie, poza tym jak suni podano narkozę zaniesiono ja pod pachą jak worek
              ziemniaków). I nie chodzi mi teraz zupełnie o wydane pieniądze, ale o cierpienie
              mojej suni, która juz do końca tylko wyła i piszczała z bólu ;( a jak ja tam
              zawoziłam była jeszcze w miarę dobrym stanie.
              Dodatkowo poszłam później z wynikami suczki do innego weterynarza, który moją
              suczkę uśpił bo nie było juz innego wyjścia. Oczywiescie również w tej klinice
              zaproponowano mi uśpienie suczki, ale ja nie chciałam aby zrobili to akuat oni.
              Wet, który obejrzał te wyniki powiedział, że wyniki krwi powinno sie zrobić
              przed zabiegiem, aby wiedzieć czy zabieg ma sens, moja sunia miała wyniki
              okropne. Wet ten stwierdził, że juz nawet po otworzeniu brzucha suczki powinni
              ja zamnknąc odrazu a nie wykonywać zabieg, bo było to komplenie bez sensu- ale
              widac chcieli zgarnąć jak najwięcej kasy.
              Do tej pory nie zapomnę tego chamstwa, zdzierstwa i szyderczych usmiechów.

              jestem ciekawa waszych opinii??
              • agnes344_online Re: uśpiony kot 16.11.09, 23:30
                tej kobiety nie znam przeczytała mój wątek i opisała swoje doświadczenie... z
                takich chamstwem i taki wetami to trzeba walczyć...
    • agnes344_online Re: uśpiony kot 18.11.09, 22:09
      no tak teraz to nikt nie skomentuje ...
      • semi-dolce Re: uśpiony kot 18.11.09, 22:52
        A co komentować? Już napisałam i wcale nie był to żart. Idziesz do weterynarza i
        ty decydujesz. Tzn ty jako właściciel. Możesz nie zgodzić się na operację, na
        uśpienie, możesz zażądać badań. Naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie. Nie
        podoba ci się lekarz? Zwierzę pod pachę i wychodzisz, po prostu. Lekarz chce
        uśpić a ty się nie zgadzasz? Mówisz nie i do widzenia. To nie lekarz a
        właściciel podejmuje decyzję. Lekarz może sugerować, informować co jego zdaniem
        jest najlepszym rozwiązaniem. Zawsze są inni lekarze, zawsze można skonsultować,
        zawsze można się nie zgodzić.

        Chcesz komentarza do historii psa z ciężkim nowotworem i ropomaciczem? Same te
        choroby wystarczą by pies lada dzień umarł, nie trzeba do tego żadnej operacji.
        Brak badań krwi przed planowanym zabiegiem owszem jest błędem. Tyle że w tym
        akurat wypadku pewnie by te badania nic nie zmieniły, nijak nie przedłużyły
        życia suce.

        A co mają do rzeczy drzewka, Niemcy, chłopak z rakiem i sąsiadka czekająca na
        radioterapię to nie mam pojęcia.

        Oraz nie wiem, której kobiety nie znasz, która przeczytała i opisała swój
        przypadek? Chyba się nie przelogowałaś coś, co?
        • wadera3 Re: uśpiony kot 19.11.09, 09:50
          semi-dolce napisała:

          >
          > A co mają do rzeczy drzewka, Niemcy, chłopak z rakiem i sąsiadka czekająca na
          > radioterapię to nie mam pojęcia.
          >
          > Oraz nie wiem, której kobiety nie znasz, która przeczytała i opisała swój
          > przypadek? Chyba się nie przelogowałaś coś, co?




          No właśnie, chyba pani się nam rozdwoiła;)
          • macarthur Re: uśpiony kot 19.11.09, 14:19
            Oraz nie wiem, której kobiety nie znasz, która przeczytała i opisała
            swój
            > > przypadek? Chyba się nie przelogowałaś coś, co?

            chyba jakieś nieporozumienie zaszło,
            kobieta napisała do autorki e-maila i ona jej nie zna
            co w tym dziwnego ?
      • jul-kot Re: uśpiony kot 19.11.09, 04:23
        Witaj,
        Ja już raz skomentowałem. Kot, o którym pisałaś był ciężko chory,
        miał prawdopodobnie zaawansowaną mocznicę. Intensywne i dosyć drogie
        leczenie - zastrzyki, codzienne kroplówki, być może przedłużyłyby mu
        życie, ale i cierpienia, o jakiś miesiąc, może trochę dłużej. Po co?
        Kot powinien być humanitarnie uśpiony, tak jak pisałem.
        A do lecznic, gdzie niewłaściwie traktują pacjenta i jego opiekuna
        nie chodzę.
        Pozdrawiam, Juliusz.
        • jul-kot Re: ps 19.11.09, 04:30
          Co co suczki. Jeśli już doszło do operacji, której być nie powinno,
          po tym, co się okazało, suczki nie powinno się wybudzać z narkozy,
          tylko uśpić, po powiadomieniu Ciebie o jej stanie. To by było
          również najbardziej humanitarne, chociaż dla Ciebie bolesne. Ale
          interes zwierzęcia też się liczy ...
          Pozdrawiam.
          • agnes344_online Re: ps 19.11.09, 22:12
            dziękuję za komentarze, może i faktycznie się rozdwoiłam,ale wystarczy uważnie
            przeczytać posty a nie po łebkach, po uśpieniu tego kotka też już nieco doszłam
            do siebie, ale po niektórych tu komentarzach widzę że owi forumowicze nie różnią
            się zbytnio od "cudownej" wetki, za miłe komentarze dziękuję i zmykam z tego
            forum, nic tu po mnie pozdrawiam i życzę żeby każdy z was nigdy nie miał okazji
            na własnym przykładzie zetknąć się z błędną diagnozą lekarską, albo co gorsza
            spisaniem przez lekarzy "na straty" bo ja to już przerobiłam w 1996 roku na
            własnym przykładzie, no cóż ale kto tego nie doświadczył nie jest w stanie
            zrozumieć, niestety
            • 4freddy Re: ps 20.11.09, 10:55
              > po uśpieniu tego kotka też już nieco doszłam
              > do siebie, ale po niektórych tu komentarzach widzę że owi
              > forumowicze nie różnią się zbytnio od "cudownej" wetki



              Najważniejsze to, w życiu zachować odrobinę zdrowego rozsądku.
              I nie tyczy to się "forumowiczów", a Ciebie.
              Nie mam 20 lat, należałem do różnych stowarzyszeń, opiekowałem się bezdomnymi
              zwierzętami,niejedno widziałem i niejedno słyszałem.
              Gwarantuję Ci, że "weci" nie mają dzikiej przyjemności w usypianiu zwierząt -
              ale zachowują zdrowy rozsądek w momencie, kiedy tego zdrowego rozsądku brakuje
              "opiekunowi".
              Owszem, zdarzają się konowały - jak wszędzie. Ale zgadzam się z wypowiedziami
              powyżej, że "przerysowałaś i bzdurzysz". I zgadzam się z "wetką" - świata nie
              zbawisz. Czasem naprawdę jest lepiej uśpić zwierzę - niż skazywać go na
              siłę
              , na naszą źle pojętą "miłość".
              Kot był "niepełnosprawny". Jak lekarka miała go zbadać? pukać delikatnie
              paluszkiem? masować? głaskać po nóżkach? Jeżeli nawet "wykręcała" nogi, to
              robiła to w celu określenia stopnia zaawansowania choroby. Nawet jeżeli "kot
              piszczał i miauczał z bólu", znaczyło to tylko tyle, że cierpi. Czyli
              potwierdzał diagnozę.
              I żebyś nie wiem ile przykładów NFZ-tu podała, i chorych na raka(nie wiem co to
              ma do rzeczy) - to zgadzam się z tą lekarką.
              Trochę mniej emocji w podejściu do sprawy - a więcej zdrowego rozsądku.
              Owszem, potrzeba ludzi z empatią - ale nie z histerią i paniką. A u Ciebie
              niestety empatia myli się z histerią.

              Chcesz pomagać - pomagaj przede wszystkim sterylizuj, odrobaczaj, lecz -
              zwierzęta po wypadkach, złamaniach, przeziębione itp. Z szansą na NORMALNE
              zdrowe życie. A nie skazane na wegetację, ból i cierpienie - przez źle pojęte
              rozumienie niesienia pomocy. Taka pomoc niesie więcej szkody niż pożytku.
              A argument "bo jadł", jest kretyński. Tak, kretyński. Osobiście poprosiłem o
              uśpienie owczarka niemieckiego, który był ze mną 8 lat. Mój Przyjaciel (to za
              mało powiedziane), wyszedł jak zwykle ze mną na spacer. Na smyczy. Na łące
              puściłem go luzem - jak zwykle, od 8 lat. Nie wiem skąd się wzięła na łące
              "terenówka", która potrąciła mojego Przyjaciela. Do dziś zastanawiam się co
              byłoby, gdym wyszedł minutę, dwie później. Jakiś gó...arz "testował" tłuka
              sprowadzonego z Niemiec - i wyjechał nagle zza drzew, wprost na mojego
              biegającego psa.
              Mój Przyjaciel został zawieziony do lekarza, prześwietlony, zbadany i postawiono
              diagnozę. Pies musiał zostać poddany eutanazji. Mimo to nie wierzyłem, nie
              chciałem wierzyć, nie chciałem pogodzić się z diagnozą i zabrałem do domu.
              Jeszcze przez prawie 2 tygodnie, męczyłem jego i siebie. Podawałem wodę ze
              strzykawki, sprzątałem odchody spod niego, przekręcałem na boki. Pies leżał, nie
              ruszał się, nie merdał ogonem - ale jadł. Jadł i nikł w oczach - a ja nie
              chciałem nadal wierzyć, że to koniec.
              W końcu, pewnego dnia - wiedziałem już, że trzeba właściwą podjąć decyzję.
              "Zjedliśmy" ulubione mięso na śniadanie, kawałek "zakazanego" ciasta i
              pojechaliśmy. Co się potem działo - wiedzą właściciele, którzy żegnali się
              kiedyś ze swoimi przyjaciółmi - zatem nie będę opisywać. Ale dziś wiem, że była
              to słuszna decyzja. Przykra, ale właściwa.
              Obecnie mam 2 psy. I jeżeli lekarz podjąłby "tą" decyzję - zawahałbym się, ale
              już nie męczyłbym psa na siłę, "w imię miłości".

              Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu - jak mawiają najstarsi górale.

              A zdrowego, rozsądnego podejścia - trzeba się nauczyć. To przychodzi z
              doświadczeniem i wiekiem. Empatia jest ważna, ale sama nie wystarcza.

              Życzę ci zatem, abyś znalazła drogę do racjonalności, wyłączyła histerię i
              emocje, a zaczęła po prostu - myśleć.
    • paperella Re: uśpiony kot 20.11.09, 15:18
      daj sobie spokoj. ja tez musialam raz uspic kota-dzialkowca ze zlamana noga.
      spal w lesie, siadaly na nim muchy. wet zrobil przeswietlenie, potwierdzil
      zlamanie. kot mia 4 miesiace i byl moim ulubiencem. niestety nie przezylby na
      dzialce ze zlamana noga a mnie nie stac bylo na leczenie- mam wlasne 2 +
      dozywiam 8 dzialkowcow. ryczalam, do dzis wspominam, ale to bylo jedyne dla mnie
      rozwiazanie. czasami zycie takie bywa.niestety.
      • agnes344_online Re: uśpiony kot 20.11.09, 15:33
        może i tak, ja też dożywiam i pomagam około 10 kotów, sterylizuję odrobaczam,
        dobrze karmię, aby były zdrowe, może i tak miało być,ale powtarzam, że lekarze
        tak i jak i weci za pochopnie podejmuję decyzję, często to się zdarza niestety,
        a co do mojej histerii, to na pewno reaguję zbyt emocjonalnie, ale moje
        przeżycia z młodości, gdzie 5 lat błagałam lekarzy aby mnie operowali, a oni
        twierdzili że nic mi nie jest, w końcu jak operowali, dzięki jednemu, to było
        niestety trochę za późno, zrobiły swoje, ciekawe czy ktoś na moim miejscu byłby
        oazą spokoju?? jednakże dziękuję niektórym z was za rady i podzielenie się
        swoimi doświadczeniami...
    • allexamina.live Re: uśpiony kot 20.11.09, 16:57
      i nic nie mówiąc zaczęła
      > przygotowywać zastrzyk do eutanazji, ja pytam, może można go jakoś leczyć, a
      > ona na to- a co będzie na wózku jeździł?/ babcia załamana mówi no to jak
      > trzeba to niech panie uśpi, babcia poszła opłacić za utylizację zwłok a ona go
      > uśpiła prawie że na moich rękach, biedak złapał za torbę w której go
      > przyniosłam...

      Partycypowałam w uśpieniu wielu kotów. To w jaki sposób zostało to zrobione tutaj jest przerażające. Takie zachowanie weta należy zgłosić do odpowiednich zrzeszeń weterynaryjnych bo zakrawa na solidna naganę i kare.

      Jaki ma sens przerażanie zwierzęcia które będzie żyć jeszcze parę minut? Jaki ma cel traumatyzowanie ludzi którzy się tym zwierzęciem opiekują? I następne pytanie - w jaki sposób pani wetka traktuje te zwierzęta które faktycznie leczy? Przecież nie można jej zaufać po takim zachowaniu.

      Agnes - rozejrzyj się gdzie złożyć skargę (GIW? KRL-W? PSLWMZ?). Takie zachowanie ze strony wetow będzie się wydarzać nagminnie dotąd dokąd ludzie będą je tolerować. Nie potrzeba nam marnych wetów. Mam też ogromne wątpliwości co do diagnozy 'stwardnienia rozsianego'. Wiele, naprawdę wiele chorób może spowodować u kota niedowład łap, niekoniecznie leczenie musi być drogie. Wiele z tych chorób to choroby zakaźne, czyli jest taka możliwość, że tragedia sąsiadów będzie się ciągnąc dalej bo przecież maja inne koty...
      • wadera3 Re: uśpiony kot 20.11.09, 21:33
        Proponuję CBA, oni są specjalistami w rozważaniu donosów.
        • allexamina.live Re: uśpiony kot 20.11.09, 22:54
          wadera3 napisała:

          > Proponuję CBA, oni są specjalistami w rozważaniu donosów.
          >
          >

          "Skarga" to według słownika polskiego PWN, m.in.:

          4. «środek odwoławczy przysługujący stronom i innym uczestnikom postępowania przed określonym organem, zmierzający do zmiany lub uchylenia orzeczenia tego organu»

          Wedle tego samego słownika "donos" to "«zgłoszenie do władz, zwykle tajne, o dokonaniu przez kogoś jakiegoś wykroczenia lub przestępstwa» "

          Czy teraz rozumiesz różnice? Nie? Czy dlatego że jest podobna różnicy pomiędzy wypowiedzią trolla a próbą sensownej pomocy?
          • wadera3 Re: uśpiony kot 21.11.09, 00:02
            allexamina.live napisała:

            >
            > "Skarga" to według słownika polskiego PWN, m.in.: ......
            >


            Popatrz, potrafię czytać słownik, a nawet rozumiem słowo "skarga" - uwierzysz?




            >
            > Czy teraz rozumiesz różnice? Nie? Czy dlatego że jest podobna różnicy pomiędzy
            > wypowiedzią trolla a próbą sensownej pomocy?


            Skarga na weterynarza, który usypia chore zwierzę?
            Pomoc w ukaraniu lekarza za ów "niecny" czyn?
            Strzeż mnie Panie Boże i wszelkie zwierzęta od takich pomagierów - Amen.


            " Boże, strzeż mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam"
            Valdemar Baldhead (Łysiak), Konkwista
            • macarthur Re: uśpiony kot 21.11.09, 10:35
              punkt widzenia zawsze zależy od punktu patrzenia,jakkolwiek być może
              wetka podjęła dobrą decyzję ba być może wyświadczyła autorce
              przysługę i kotu oszczczedzając kosztów zdrowia nerwów i czasu,
              to jednak ostateczną decyzję powinien podjąć opiekun, i tutaj jakby
              nie patrzeć autorka ma rację, w sumie trudno tutaj szukać winnego a
              zaszło raczej nieporozumienie ( pomijając sam fakt diagnozy co do
              której też jest wiele znaków zapytania )

      • agnes344_online Re: uśpiony kot 20.11.09, 23:53
        allexamina.live napisała:

        > i nic nie mówiąc zaczęła
        > > przygotowywać zastrzyk do eutanazji, ja pytam, może można go jakoś leczyć
        > , a
        > > ona na to- a co będzie na wózku jeździł?/ babcia załamana mówi no to jak
        > > trzeba to niech panie uśpi, babcia poszła opłacić za utylizację zwłok a o
        > na go
        > > uśpiła prawie że na moich rękach, biedak złapał za torbę w której go
        > > przyniosłam...
        >
        > Partycypowałam w uśpieniu wielu kotów. To w jaki sposób zostało to zrobione tut
        > aj jest przerażające. Takie zachowanie weta należy zgłosić do odpowiednich zrze
        > szeń weterynaryjnych bo zakrawa na solidna naganę i kare.
        >
        > Jaki ma sens przerażanie zwierzęcia które będzie żyć jeszcze parę minut? Jaki m
        > a cel traumatyzowanie ludzi którzy się tym zwierzęciem opiekują? I następne pyt
        > anie - w jaki sposób pani wetka traktuje te zwierzęta które faktycznie leczy? P
        > rzecież nie można jej zaufać po takim zachowaniu.
        >
        > Agnes - rozejrzyj się gdzie złożyć skargę (GIW? KRL-W? PSLWMZ?). Takie zachowan
        > ie ze strony wetow będzie się wydarzać nagminnie dotąd dokąd ludzie będą je tol
        > erować. Nie potrzeba nam marnych wetów. Mam też ogromne wątpliwości co do diagn
        > ozy 'stwardnienia rozsianego'. Wiele, naprawdę wiele chorób może spowodować u k
        > ota niedowład łap, niekoniecznie leczenie musi być drogie. Wiele z tych chorób
        > to choroby zakaźne, czyli jest taka możliwość, że tragedia sąsiadów będzie się
        > ciągnąc dalej bo przecież maja inne koty...
        nareszcie mnie ktoś zrozumiał, chodzi mi to przede wszystkim jak potraktowała
        mnie wetka, babcię, i tego kota, ja usypiałam w życiu już 2 swoje psy, dlatego
        widziałam jak to się odbywa i w jakim stanie one były, chodzi mi o to że wetka
        była nieprzyjemna, nie chciała mi odpowiedzieć na żadne pytania, raz
        stwierdziła, że to artretyzm, a zaraz jak przyszła babcia to że stwardnienie
        rozsiane, dodam że babcia też płakała i przeżywała, jak ona potraktowała tego
        kota, nie mówiąc już o dziadku (90) lat, który stwierdził:mówiłem pani, oni weci
        to by od razu usypiali, ...
        ale to starsi ludzie oni wyratowali już rzesze kotów, ona lata była członkiem
        TOZ, on emerytowany górnik z Bytomia, obsadził całe osiedle drzewami, krzewami,
        ludzie ci są zasłużeni, pomagam im choć mam swoje koty, babcia poprosiła mnie o
        to, chodzę pomagam podawać kotom lekarstwa, przemywam oczy, kupuję witaminy,
        załatwiam karmę z TOZ, i nie tylko, łącznie 12 kotów, w tym 2 w piwnicy, kupiłam
        piasek, kuwety, oni nie radzili sobie już sami, z racji wieku no i sami schorowani,
        może to się wyda śmieszne ale uśpieniu tego kotka nie mogłam pracować a miałam
        na 15 do 23, pracuję jako telefoniczny doradca klienta i muszę rozmawiać z
        ludźmi, powiedziałam kierownikowi i siedziałam co jakiś czas w kiblu zanosząc
        się łzami,

        właśnie chodzi o to, w jaki sposób ta pani uśpiła tego kota, trzymałam go, bo
        się tak wyrywał, ale jak brałam go z domu to o dziwo nie protestował jak
        wsadzałam go do kartonika i całą drogę do lecznicy też siedział cichutko....na
        długo w pamięci zostaną mi te zdarzenia, a lecznicę z mego osiedla
        znienawidziłam tak że patrzeć w tę stronę nie mogę...
        • allexamina.live Re: uśpiony kot 21.11.09, 20:47
          > nareszcie mnie ktoś zrozumiał, chodzi mi to przede wszystkim jak potraktowała
          > mnie wetka, babcię, i tego kota, ja usypiałam w życiu już 2 swoje psy, dlatego
          > widziałam jak to się odbywa i w jakim stanie one były, chodzi mi o to że wetka
          > była nieprzyjemna, nie chciała mi odpowiedzieć na żadne pytania, raz
          > stwierdziła, że to artretyzm, a zaraz jak przyszła babcia to że stwardnienie
          > rozsiane,

          Agnes, jest dużo większy problem... Ten kotek nie tylko został fatalnie uśpiony ale podstawowe badania nie zostały zrobione. Nie wiem czy ta 'wetka' zdawała sobie sprawę z tego że kotek jest z dużej kolonii kotów, ale powinna była zapytać - wywiad tego typu to jej zadanie. Jeśli te objawy były wynikiem białaczki kociej albo FIVu, a mogły być bo te choróbstwa niosą komplikacje, to pozostałe koty w tej kolonii są poważnie zagrożone. A teraz jedyna rzecz to testować wszystkie pozostałe koty. A przecież można było wykluczyć taką możliwość jednym badaniem krwi. JEDNYM!

          Teorie o artretyzmie u rocznego, dwuletniego kota są mało prawdopodobne i nie wymagające uśpienia, MS u kota - śmiechu warte. Międzyczasie zakaźne choroby które da się leczyć, szczepić przeciwko nim, i które łatwo mogą spowodować takie właśnie objawy w ogóle nie zostały wzięte pod uwagę...

          Brak profesjonalizmu da się wyrugować jedynym sposobem: skargą do zrzeszenia weterynaryjnego do którego ta "wetka" należy. I to szybko zanim załatwi inne koty i psy w ten sposób, zanim narazi innych ludzi na wysokie koszta leczenia pozostałych swoich zwierząt, zanim narazi innych na wyrzuty sumienia że zaprowadzili swoje zwierzęta do niedokształconego i nieodpowiedzialnego weta.

          Dotąd dokąd nie będziemy wymagać profesjonalizmu od wetów dotąd tego profesjonalizmu nie będziemy doświadczać od nich.
    • awanturka Re: uśpiony kot 21.11.09, 12:28
      Uważam, że podanie zwirzęciu zastrzyku usypiającego bez uprzedniej narkozy to zbrodnia ! Z tego co piszesz to kot był całkiem przytomny jak umierał. Zgroza ! Zgłosić to do izby weterynaryjnej, to wbrew wszystkim przyjetym standartom.

      Co do reszty - bardzo wykluczone, ze weterynarz miał rację i że nie było innego wyjścia - ale to powinno odbywać się zupełnie inaczej.

      Powinno być tak: - weterynarz mówi, że uspienie to jedyne rozsądne wyjście w tej sytuacji, ale nie namawia by zrobić to już a raczej sugeruje by kota zabrać jeszcze do domu, powoli oswoić się z tą myślą, mieć czas z kotem się pożegnać i dopiero jak właściciel dojrzeje psychicznie do takiej decyzji - to przynosi kota do lecznicy - w czasie podawania narkozy głaska kota i mowi do niego, żeby zwierzak się nie bał i zasnął spokojnie.

      To co opisuję to nie jakas wyjątkowa sytuacja - to jest standartowe zachowanie większości weterynarzy. Szakoda, że nie wszystkich. I tak własnie się to odbyło gdy ja usypiałam kota.

      Ja bym tam złozyła skargę (szczególnie na brak narkozy przed "ostatecznym" zastrzykiem, bo jak juz pisałam to wbrew wszelkim zasadom).
      • macarthur Re: uśpiony kot 21.11.09, 15:37
        niech autorka wątku poda nam adres mailowy tej przychodni wyślemy
        zbiorowy list do nich niech wetka która podała zastrzyk śmierci
        wypowie się w tej sprawie na forum bo na razie znamy relację tylko
        jednej strony skoro ma być komisja śledcza to niech wszystko się
        odbędzie profesjonalnie
        :)
        kto jest za komisją niech naciśnie przycisk
        [#]
        • paperella Zajmijmy sie tymi, ktore zyja 21.11.09, 23:39
          Prawda jest taka, ze zycia temu kotkowi nic nie wroci. Szkoda energi, kasy,
          czasu. Zajmijmy sie tymi, ktore potrzebuja naszej pomocy - a jest ich bardzo
          duzo - niestety. Dokarmiac koty, juz prawie zima. Chyba ze komisja zmusi weta do
          dokarmiania bezdomnych kotow.
          • awanturka Re: Zajmijmy sie tymi, ktore zyja 22.11.09, 11:16
            Czemu uważasz, że jak ktoś zajmie się tą sprawą to z tego powodu już kotów dokarmiać nie będzie?? Jak ktos je ma dokarmiać to je będzie dokarmiał i zajęcie się tą sprawą tu nie zaszkodzi. A jak ktos nie dokarmia to w jaki sposob zajmowanie sie tą sprawą miałoby mu w dokarmianiu zaszkodzić.

            Ja bym jednej sprawy nie stawiała w opozycji do drugiej, nie przedstawiała tych spraw jako konkuirujących z sobą - tylko założyła osobny wątek o dokarmianie zimą kotów.

            A poza tym tu nie chodzi tylko o koty ale też o ludzi. jak myślisz - co czuje starsza, związana emocjonalnie z kotem osoba, której ukochany kot kończy zycie w taki sposób??? O ludzi tez w tym wszystkim chodzi - mają prawo do poszanowania ich uczuć do zwierzęcia!

            A zgłoszenie sprawy do izby weterynaryjnej nic nie kosztuje - trzeba napisać pismo, być może (choć to mało prawdopodobne) stanąc przed tą komisją i zreferować sprawę - to tyle. Pewnie nie wiele zrobią (choc może być i tak, ze zrobią), ale przynajmniej lekarz będzie wiedział, że nie ma przyzwolenia wśród ludzai na takie postępowanie.

            • macarthur Re: Zajmijmy sie tymi, ktore zyja 22.11.09, 11:34
              oczywiście jeśli istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia błędu
              lekarskiego to należy to wetce uświadomić i ewentualnie wnieść o
              konsekwencje głównie po to aby w przyszłości nie popełniła takich
              błędów, szczerze powiedziawszy jestem bardzo zaskoczony wpisem
              Paperelli, przypuszczam że gdyby poszła do szewca z butami i ten jej
              spartaczył robotę to na pewno złozyłaby reklamację a chyba życie
              jakiekolwiek w przyrodzie ma większą wartość od butów
              • agnes344_online Re: Zajmijmy sie tymi, ktore zyja 22.11.09, 19:50
                chodzi o to, że nie zrobiła żadnych badań podstawowych krwi, właściwie żadnych
                badań, i to najgorsze jest w tym wszystkim, nie dość że była, nieprzyjemna, i
                potraktowała nas jak intruzów, bo jak kotowi wstrzyknęła ten zastrzyk, jak go
                cały czas głaskałam no i rzecz jasna, ludzką reakcją jest, zaczęłam głośno
                płakać, ona zapakowała go do tego czarnego worka, i ze słowami "to już
                wszystko", czekała aż wyjdziemy, nie oczekiwałam łez z jej strony rzecz jasna,
                ale jakiś słów przykro mi, nic się nie dało zrobić, itd... nikomu nie życzę żeby
                w taki sposób mieli okazję pożegnać się ze zwierzakiem...
                a co do komisji... ta sama klinika sterylizował i kastrowała pozostałe koty
                które były pod opieką tych dziadków, były one w tej klinice, ponad 10 godzin,
                zostały zawiezione przez TOZ, wróciły w stanie fatalnym, 2 kotki zdechły, jeden
                kot ma jakieś komplikacje odnośnie stolca itp...ja tego nie widziałam opowiadała
                mi babcia, czy mogą być powikłania po sterylce i kastracji??
                dostałam dużo listów od ludzi którzy właśnie mieli w tej klinice podobne
                przypadki, brak słów, zresztą autorka listu, który przytoczyłam w jednym z
                postów powyżej opisała ewidentnie traktowanie i praktykę w tejże klinice, nie
                wiem czy złożyć skargę...wiem tylko jedno moja noga tam już nie postanie...
                • macarthur klinika to instutcja publiczna 22.11.09, 21:04
                  więc możesz śmiało podać namiary oczywiście bez nazwisk bo nazwiska
                  są prywatne
                  • awanturka Re: klinika to instutcja publiczna 24.11.09, 06:11
                    Nie wiem czy nie wolno podawać nazwisk - przecież istnieją strony gdzie ocenia się lakarzy i to właśnie podając nazwisko ! Ludzie piszą, że lekarz niekompetentny, że bierze łapówki, że przyjmuje po alkoholu itp. (oczywiście piszą też dobre rzeczy) I jakoś nikt nie krzyczy, że to niezgodne z prawem a strony funkcjonują, cieszą się popularnością i dobrze się mają. Wprawdzie środowiski lekarskie protestowało i rządało zamknięcia tych stron ale jakoś mało energicznie i szybko protesty ustały.
                    • awanturka Re: klinika to instutcja publiczna 24.11.09, 06:15
                      A właśnie znalazlam - weterynarzy ocenia się między innymi na stronie znanylekarz.pl, na której ocenia się również lekarzy "ludzkich". Autorce wątku proponuję znalezienie kilku podobnych stron i zrobieniu odpowiednich wpisów - może komuś to pomoże, ale ma niewątpliwie aspekt psychologiczny, przynosi ulgę (sprawdzone!!)
                • allexamina.live Re: Zajmijmy sie tymi, ktore zyja 22.11.09, 21:25
                  > nie
                  > wiem czy złożyć skargę...

                  Jeśli nie złożysz skargi nic się nie zmieni i cała ta dyskusja tutaj to tylko wyżalanie się bez szans na naprawienie sytuacji. A w takim razie, po co gadać?

                  Jedyna szansa na to by coś pozytywnego wynikło z twojego tragicznego doświadczenia pojawia się wtedy gdy zadziałasz. Jeśli są inni, którzy mają podobne doświadczenia, oni też powinni zadziałać. Na tym polega odpowiedzialność obywatelska, że, miedzy innymi, nie pozwalamy złu funkcjonować bezkarnie.

                  Pomyśl też o ludziach, dzieciach, którzy z tą wetką muszą żyć blisko, przecież takie zachowanie musi się przelewać na życie prywatne. Ktoś tę kobietę również skrzywdził zmuszając ją do funkcjonowania w rzeczywistości w której dokonuje decyzji o eutanazji w taki szybki i nieodpowiedzialny sposób. Ktoś ogranicza jej rozwój profesjonalny, nie wymagając żeby była rzetelna w swojej pracy. Czasami ludzie potrzebują usłyszeć, że to co robią jest głęboko nieprofesjonalne i nierzetelne.

                  Koniecznie zadziałaj. Wyżalanie się to za mało. Jest tak straszliwa liczba kotów że nie da się zmienić zachowania takich klinik tylko tworzeniem złej reputacji kliniki... Jedyna droga zmiany to droga administracyjna. Wszyscy którzy mają złe doświadczenia z tej kliniki MUSZĄ zadziałać. Inaczej nic się nie zmieni. I za 10 lat w tym samym miejscu, na tym samym forum, nowi ludzie będą się wyżalać...

                  > czy mogą być powikłania po sterylce i kastracji??

                  Jak najbardziej mogą być powikłania. Także wybieranie kliniki w której takie operacje się robi jest bardzo ważne. Wiele aspektów operacji jest ogromnie ważnych... Od oceny zdrowia pacjenta (jego wagi, przede wszystkim), środków usypiających (Izofluran i Sewofluran są najbezpieczniejszymi środkami używanym u kotów), przez technikę samej operacji (sposób zawiązywania szwów jest istotny), do środków przeciwbólowych (Butorfanol zamiast Meloksykamu). Problem polega na tym, że po fakcie, żeby udowodnić błąd medyczny trzeba dokonać nekropcji. Inaczej nie da się ustalić co spowodowało śmierć.

                  Tak czy inaczej - pytajcie o to jakie środki używa wet i jak będzie przeprowadzał operacje i jak się wam nie podoba metodyka - jest wielu wetów na świecie...
                  • agnes344_online Re: Zajmijmy sie tymi, ktore zyja 26.11.09, 01:13
                    ojej dziękuje za rady chyba skorzystam i zrobię porządek z tą wetką niech inni
                    wiedza a teraz zobaczcie reportaż właśnie na allegro kupiłam cegiełkę na rzecz
                    tej suni... którą uśmierciła na łańcuchu...nauczycielka???
                    www.tvs.pl/informacje/18634/
                    • turbo777777 Re: Zajmijmy sie tymi, ktore zyja 28.02.18, 06:07
                      ...
                      • turbo777777 Re: Zajmijmy sie tymi, ktore zyja 28.02.18, 06:17
                        Agnes...
                        Ja bym na ta dr weterynarii zlozyla skarge definitywnie....brzmi jak okropny babsztyl i to wykrecanie lap ..?

                        co do kotka to uwazam ze mial slabe szanse na wyleczenie ....musialby trafic do jakiejs kochajacej rodziny co maja czas i pieniadze bawic sie w wozenie do przychodni zastrzyki ,witaminki,specjalne karmy itp ..ta baba realnie ocenila sytuacje wie jak jest ......ze najprawodpodobniej by bylo ciezko Ci i tej starszej pani zajmowac sie chorym zwierzeciem ladowac w nie pieniadze i czas .......wozic je i w ogole

                        koty czesto ukrywaja bol nie placza a moga byc w potwornych bolesnych konwulsjach ...ten zastzryk i uspienie to mogl byc maly pikus wporownaniu z tym co kotek przechodzil ze spuchnnietymi stawami i zaropialymi oczami i niewiadomo co jescze ......

                        niestety kotow jest dalej pelno ....tu gzdie ja mieszkam widze nawet rasowe piekne puszyste ,srebrne rosyjskie i inne rasy wyrzucone przez ludzi na ulice ..sasiad umarl ..nowi ludzie przyjechali i kot automatycznie wyrzucony na ulice .....

                        .....nic nie zrobisz kochana .....bardzo dobrze ze pomoglas ale nie mysl o tym i nie zameczaj sie tymi strasznymi wizjami ..napisz skarge na babe i unikaj tej przychodni ..poszukaj na necie jakies normalnej lecznicy na przyszlosc , a poza tym wiesz bycie takim wrazliwym strasznie utrudnia zycie ..ja tez zaopiekowalam sie gromada kotow z ulicy .../6/ i mam klopot z nimi jak cholera ..nigdzie nie podrozuje bo koty sa stare ..utrudnilam sobie zycie ..wydaje na nie ogromne pieniadze ....a i tak dalej jest kotow wokol pelno ...co chiwle pojawiaja sie nowe glodne i strasznie wygladajace ,chore ....
    • ata12345 Re: uśpiony kot 22.02.19, 17:04
      przez tydzien kotke leczylam poszlam z nia na katar po 4dniach na tylne lapy nie chodzila po 5 na przednie i powiedzieli ze dla niej nie ma ratunku i ja uuspilam powiedzieli ze to dla niej lepiej ale ja nie moge sie z tym pogodzic
    • ata12345 Re: uśpiony kot 22.02.19, 17:10
      moze miec nadzerke jezeli mu z pyska wali trza koniecznie do weterynarza

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka