Gość: heja
IP: *.aster.pl / *.acn.pl
10.06.04, 10:55
Eh... podobno nie zatrudnia się w sklepach zoologicznych ludzi którzy na
rozmowie kwalifikacyjnej za jedyne swoje doświadczenie wymieniają: miałem
akrwarium przez 5 lat. Tylko takich którzy posiadają naprawdę dużą wiedzę w
tym temacie (nie w temacie posiadania akwarium przez pięć lat oczywiście).
Jakoś w praktyce tego nie widze... hm... może przykład?
Heja: Przepraszam, jaki litrarz ma to akwarium?
Sprzedawca: Z 25l...
H: (mamrot do koleżanki) No widzisz, ja bym wojała 30...
S: (liczy pod nosem) No tak, jednak ma 30l...
Tak... zawsze rozmowa polega na tym, że jeśli się nie zasugeruje sprzedawcy
odpowiedzi to sam na nią nie wpadnie. Może to wyglądać jak chęć sprzedania mi
czegoś co potrzebuje, żeby zarobić, ale wątpie. Kiedyś jedna pani odradzała
mi kupienia rybki do towarzystwa drugiej, argumantując że moja i tak żyje
tylko pół roku... (wtedy miała rok, teraz z półtora).
Czy ktoś zna jakieś normalne sklepy w Warszawie?
W sklepie w Leclerku koło Komisji Edukacji... obsługa nic nie wie, zwierzęta
na okrągło chorują... Sklep Anna Zoo (w Galerii Mokotów)... nie wiem co o
niem myśleć to tych szczeniakach spaniela trzymanych za szybą lub tym szopie
praczu (!) trzymanym w szklanej klatce dwa razy od niego większej (kosztował
chyba 1300-3000zł, ktoś by go kupił stwierdził że źle się zachowuje... i
kociec), Anna Zoo (w Jankach)... przynajmniej ryby wyglądają na zdrowe...
jest jeszcze sklep niedalego Z.W.M. i przy matrze Politechnika. Więcej nie
znam, za wszystkie serdecznie żałuje... :(