aneczka168
05.06.12, 19:50
Witam :D
Jakieś 3 lata temu przybłąkała się do naszego domu wychudzona kotka. Nie była dzika, prawdopodobnie ktoś ją wyrzucił, bo jak się szybko okazało była kotna. Urodziła młode i jakiś czas później okazało się że znów jest kotna. Jednak urodziłą dużo przed czasem martwe kocięta. Od tego czasu dostaje zastrzyki antykoncepcyjne, czemu od początku byłam przeciwna, ale niestety nie do mnie należała decyzja. W ubiegłym roku u kotki pojawił się guz na brzuszku. Był dość spory. Weterynarz tylko rzucił okiem i powiedział, że to rak i że kotka może z tym żyć wiele lat a po usunięciu guzka nie wiadomo jak będzie. Co więcej powiedział, że jego własna kotka z podobnym guzkiem żyje już ponad 5 lat. Guzek po jakimś czasie sam zniknął i przez całą zimę i wczesną wiosnę kotka miała gładki brzuszek. Jakieś 1,5 miesiąca temu znów pojawił się guzek na brzuszku, który jest dość spory, niewiele mniejszy niż piłeczka do ping-ponga. Jest dość twardy, ale kotka w żaden sposób nie reaguje, gdy go dotykam. Zauważyłam, że obok pojawiło się kolejne zgrubienie, na razie malutkie ale podejrzewam, że będzie rosło :( Nie wiem co teraz zrobić. Rodzice są przeciwni usunięciu, twierdzą że skoro jeden się wchłonął, to może będzie tak i teraz. Nie chcą żeby kotka cierpiała i boją się tego ruszać. Dodam tylko że nie wiem ile kicia ma lat, ale wydaje mi się że gdy się do nas sprowadziła była jeszcze młodziutka, być może była to jej pierwsza ciąża. A co do kotki to przez cały czas ma świetny humor, jeszcze lepszy apetyt a z obecności guzka zupełnie nic sobie nie robi :( nie wiem co zrobić żeby było jak najlepiej dla niej? :(