Dodaj do ulubionych

co się dzieje z moją kicią....

16.07.10, 15:17
Zacznę od tego, że mam potworne wyrzuty sumienia, piszę to przez łzy...
Pojechaliśmy na wakacje, na 7 dni. Przygotowania trwały długo, wybrany opiekun
dla kici- miał zostać nim mój brat. Był u nas kilkakrotnie celem zapoznania
się z kicią i oczywiście jej obsługą. Na czas naszego wyjazdu brat zamieszkał
u nas- pracuje, więc nie było go ok. 10 h dziennie, ale poza tym był cały czas
w mieszkaniu. Dodam, że nas nie ma też tyle czasu, więc kicia jest
przyzwyczajona. Wszytko wydawało się w porządku- a jednak!. Tak mniej więcej
na 2 dni przed naszym powrotem brat zauważył, że kicia jakoś dziwnie chodzi.
Prawie już wracaliśmy, więc zlekceważyłam to. Po powrocie zaczęłam się jej
przyglądać i odkryłam coś strasznego. Kicia w wyraźny sposób ma problem z
tylną częścią ciała- idzie i nagle jakby zarzuca jej tył. Nie wiem jak to
opisać, jakby miała porażone tylne łapki (ale chodzi). Nie może też podnieść
ogona, stara się ale zaraz jej opada. Przy siadaniu tylne łapki są wyraźnie
jakby porażone, choć widziałam, że drapała się tylną łapą. Załatwia się w
kuwecie normalnie. Poszłam oczywiście do weta. "Obmacał" kicię i stwierdził,
że nie jest to ewidentne złamanie. Sądzi, że to uraz, może źle zeskoczyła z
czegoś. Podał zastrzyk, kazał przyjść za 2 dni. Po tych 2 dniach nie było
gorzej ale też nie lepiej, znowu dostała zastrzyk. Wet mówi, że trzeba czekać
i obserwować, coś napomknął o ewentualnej chorobie neurologicznej (jakiej?).
Kazał przyjść znowu za 2 dni. Niestety, jest gorąco i nie wiem, czy znaczne
zmniejszenie apetytu to "tylko" wynik upału? Tak strasznie podle się czuję.
Kicia jest domowa, nie wychodzi, jeśli spadła to tylko z czegoś w mieszkaniu.
Przepraszam za tak długi post i proszę o radę: czekać? szukać innego weta? co
to może być? czy wróci do dawnej sprawności?
Obserwuj wątek
      • basset2 małgosiu... 16.07.10, 15:34
        ja bym bym skonsultowała u innego weta
        badanie palpacyjne to trochę za mało, poproś o prześwietlenie
        a to wykluczy badź potwierdzi uraz
        zdróka kici życzę
    • katikot Re: co się dzieje z moją kicią.... 16.07.10, 15:31
      Nie wiem, co może być przyczyną dolegliwości Twojej kici, ale ja bym poszła do innego weta, może trzeba zrobić prześwietlenie?
      Tu masz listę wetów polecanych (i niepolecanych przy okazji też): forum.miau.pl/viewforum.php?f=22
    • uwazna Re: co się dzieje z moją kicią.... 16.07.10, 20:31
      Podobnie jak ten weterynarz podejrzewam uraz spowodowany mocnym
      uderzeniem. Moja kotka kiedyś straciła władzę w ogonie. Wisiał
      smętnie bez życia. Lekarz nie stwierdził złamania, podejrzewał uraz,
      kazał obserwować i czekać. Ogon wrócił do normy po 2 tygodniach.
      Utrata apetytu w czasie upałów jest naturalna.
      • malgosiann Re: co się dzieje z moją kicią.... 17.07.10, 05:39
        Uwazna, dziękuję za odrobinę pocieszenia. Niestety, u nas mija już
        prawie 2 tygodnie- nie wiem dokładnie kiedy i CO się stało. Dziś
        idziemy na kolejną wizytę do tego lekarza- mam postanowienie
        bardziej stanowczo domagac się pomysłu na leczenie. Proszę,
        wypowiedzcie się-czy faktycznie przy urazach u kotów tylko się
        czeka ? Czytam o wszelkich kocich chorobach, ale nic nie pasuje.
        Kicia jest adoptowana, wyczekana i ukochana, nie mogę sobie darowac,
        że pojechaliśmy na te wakacje. Córka chodzi za mną i pyta: mamo, co
        jest kici? Wyzdrowieje prawda? Ja tylko crying, crying
        • uwazna Re: co się dzieje z moją kicią.... 17.07.10, 08:48
          Szkoda, że od razu nie napisałaś, iż to już 2 tyg. mijają. Z
          fragmentu wpisu dot. zastrzyków wydedukowałam, że to się stało kilka
          dni temu. Skoro jednak upłynęło już tyle czasu i żadnej (chyba że
          jest jakaś) poprawy nie ma, to niestety trzeba kota dokładnie
          zdiagnozować w dobrej lecznicy.
          • wladziac Re: co się dzieje z moją kicią.... 17.07.10, 09:05
            skąd wiesz że gdybyś nie wyjechała to kicia by się nie rozchorowała?może to być
            przypadkowy zbieg okoliczności więc zostaw ten temat bo w życiu niczego się nie
            przewidzi,współczuję Wam bardzo i trzymam kciuki za zdrówko koteczki i szybką
            diagnozę,trzymajcie się
            • barba50 Re: co się dzieje z moją kicią.... 17.07.10, 11:02
              Jasne, po pierwsze nie obwiniaj się, bo to do niczego nie prowadzi. Jeśli nie
              wiadomo co się stało nie wiadomo również skąd to się wzięło i jaka jest przyczyna.
              Teraz trzeba działać. Chyba nie można liczyć, że samo przejdzie choć i tak może
              być, ale jeśli nie??? Należałoby porobić badania, myślę, że rtg, ew. usg
              narządów wewn., ale o tym powinien zdecydować mądry wet.
              Nie podpowiem CO to może być, choć przyznam, że mieliśmy problemy zdrowotne z
              Pepkiem, u którego choroba zaczęła się od kulawizn - wpierw jedna łapka, potem
              druga, podejmowane były próby leczenia, bo "nadciągnął", "źle skoczył", ale jak
              następnie okulał na obie łapki to bylo jasne, że musi być jakaś przyczyna
              wewnętrzna, a nie uraz. Przy wszystkim był bardzo słaby, miał straszną
              leukocytozę, były robione wszystkie możliwe badania, testy, które nie określiły
              co jest Pepkowi. Nasi powiatowi weci poddali się i wysłali nas wyżej. Tak
              trafiliśmy do prof. Lechowskiego, który co prawda również nie nazwał choroby,
              ale ustawił odpowiednią dawkę antybiotyków (większą i dłużej podawaną), która
              zadziałała. Po jakimś czasie miał jeszcze dwa nawroty, ale ja wiedziałam co
              robić. Minęło 3,5 roku i jest spokój. Do tej pory nie wiadomo co to było, ale to
              nie istotne, najważniejsze, że choroba została zwalczona.
              Piszę to wszystko by pokazać, że czasami dojście do przyczyny dolegliwości
              zwierzęcia jest bardzo trudne, ale należy szukać dalej, zmienić weta jeśli ten
              jak ci nasi nie ma pomysłu.
              • verdana Re: co się dzieje z moją kicią.... 17.07.10, 11:05
                Zacznij od intensywnego odrobaczenia.
                Mojego kota sparaliżowało od pasa w dół. Wlókł za sobą łapy -
                weterynarz stwierdził, że złamania nie ma i ze to mogą być toksyny
                na skutek masywnego zarobaczenia.
                Dał kotu zastrzyk, dał tabletkę i w pół dnia półmartwy kot cudownie
                ozdrowiał.
                • jottka Re: co się dzieje z moją kicią.... 17.07.10, 11:24
                  nie, verdana, trzeba natychmiast i przede wszystkim znaleźć dobrego weta z
                  dobrym zapleczem diagnostycznym - te objawy mogą świadczyć o dziesiątkach
                  schorzeń, od tasiemca przez porażenia neurologiczne po nowotwory głowy na ten
                  przykład. barba ma rację, jeśli to mała miejscowość, to trzeba sprawdzić, gdzie
                  najbliżej będzie do porządnej lecznicy ze specjalistami i zabrać tam kocicę jak
                  najszybciej. jak się okaże, że to robaki, to super, łatwe do wyleczenia, ale nie
                  ma co sugerować, ze wystarczy tabletka na pasożyty i kotka odżyje, bo jej może
                  dolegać coś nierównie groźniejszego.


                  małgosiann, a skąd jesteś? bo pośpiech jest bardzo wskazany
                  • malgosiann Re: co się dzieje z moją kicią.... 17.07.10, 15:32
                    Dziękuję wszystkim za rady i słowa otuchy. Właśnie wróciłam,
                    pojechałam z kicią jednak do innego lekarza, który ma lecznicę ze
                    szpitalem. Spędziliśmy tam prawie godzinę, kicia miała zrobione 2
                    zdjęcia. W pozycji bocznej wyszło dobrze, niestety w pozycji prostej
                    nie bardzo- kicia walczyła i nie chciałam leżec w prawidłowej
                    pozycji. Wet stwierdził, że nie chce jej szarpac i stresowac. nie
                    zdecydował się też na razie na podanie narkozy. Jedna wiadomośc
                    dobra: w kręgosłupie nie ma nic. Dopatruje się jeszcze w miednicy
                    jakiejś szczeliny ale trzebaby powtórzyc zdjęcie. Na teraz dostała
                    dwa zastrzyki: przeciwbólowy i przecizapalny. Jutro na 9 jedziemy na
                    wizytę i powtórzymy zdjęcie w narkozie (jeśli dziś będzie lepiej po
                    tym przeciwbólowym) lub pobierze krew i będą badania w kierunku
                    nerek. Musze przyznac, ze wizyta przebiegala zupelnie inaczej niz u
                    dotychczasowego weta. kicia byla odrobaczona miesiac temu.
                    przepraszam cos stalo sie z moja klawiatura.
                    • wiesia.and.company Re: co się dzieje z moją kicią.... 17.07.10, 19:55
                      Bardzo dobrze, że pojechałaś do innego weta. Od razu zaczęło się szukanie
                      przyczyny, a nie leczenie objawów. Dobrze, że z kręgosłupem w porządku. Hm...
                      miednica może być naruszona, jeśli spadła skądś albo ją przytrzasnęły np. drzwi.
                      Może ją coś boleć... wątroba, nerki. Ale te "narządy wewnętrzne miękkie" lepiej
                      pokaże badanie krwi. Przynajmniej można będzie pójść w jakimś kierunku. Może też
                      być jakiś wirus usadowiony na jakimś nerwie. Wtedy nie wykryją go raczej żadne
                      zdjęcia, badanie krwi wykaże wysoki poziom leukocytów, czyli stan zapalny.
                      No, ale to już późniejsze działania. Najważniejsze, że ruszyłaś w dobrym
                      kierunku, bo kochasz swoją koteczkę i nie lekceważysz jej choroby. Trzymam kciuki!
                      • malgosiann Re: co się dzieje z moją kicią.... 18.07.10, 07:17
                        Uff, pada i ochłodziło się do arktycznej temperatury 22 stopni.
                        Obserwuję kicię i nie wiem czy jest lepiej. Jest o tyle, że chodzi
                        więcej ale niestety tył nadal niesprawny. Teraz jednak nie przewraca
                        się na bok cała, tylko łapki tylne rozjeżdżają się, jakby robiła
                        szpagat. Gdyby nie powaga sytuacji, to byłby to śmieszny widok-kicia
                        idzie i nagle robi szpagat. Muszę przyznac, że wizyta u tego nowego
                        weta wyglądała zupełnie inaczej niż u poprzedniego. Miał asystentkę,
                        ale przede wszystkim sprzęt do rtg i chyba dobrze wyposażoną
                        lecznicę (na tyle co zobaczyłam przechodząc do pomieszczeń do
                        zdjęć). Wszystko tłumaczył, pokazywał na zdjęciu i podał nazwy
                        leków, które podaje- poprzedni wet powiedział tylko, że to coś
                        przeciwzapalnego. Narkozy nie chciał podać, dopóki nie wykluczy
                        problemu z nerkami. Zobaczymy co dziś powie. Na szczęście w
                        niedzielę też jest czynna ta lecznica. Zdam relację po powrocie.
                        • malgosiann Re: co się dzieje z moją kicią.... 18.07.10, 07:21
                          Ach, no i nadal nie mogę pozbyć się poczucia, że gdybym nie
                          wyjechała, to nic by się nie stało. Wet przepytał mnie: okna
                          uchylne, wysoka szafa, zakamarki, gdzie kicia mogła się zablokować i
                          szarpać przez wiele godzin... nie mogło tak być, ale czułam
                          jak moje poczucie winy dzięki wam zredukowane znowu wzrasta. Ech,
                          nie ważne, oby tylko kicia wyzdrowiała.
                          • malgosiann Re: co się dzieje z moją kicią.... 18.07.10, 07:26
                            O coś sobie uświadomiłam: kicia chodziła często po brzegu wanny.
                            Widziałam raz czy dwa, jak poślizgnęła się i zjechała do wanny.
                            Pamiętam, że raz nawet się zaśmiałam, bo wyglądało to jakby
                            zjeżdżała po stoku. A może raz spadała w drugą stronę, na płytki ?
                            No nieważne, przepraszam, że tak marudzę.
                            • br0mba Re: co się dzieje z moją kicią.... 18.07.10, 14:06
                              malgosiann napisała:

                              > O coś sobie uświadomiłam: kicia chodziła często po brzegu wanny.
                              > Widziałam raz czy dwa, jak poślizgnęła się i zjechała do wanny.
                              > Pamiętam, że raz nawet się zaśmiałam, bo wyglądało to jakby
                              > zjeżdżała po stoku. A może raz spadała w drugą stronę, na płytki ?
                              > No nieważne, przepraszam, że tak marudzę.

                              biedna kiciulka. mowi sie ze kot zawsze spada na cztery łapy. Prawda jest taka
                              ze tylko wtedy jak wysokośc jest odpowiednia i pozwala mu pomawewrowac ciałkiem
                              i sie odpowiednio odwrócic. Moze rzeczywiscie spadła z tej wanny i sie
                              potłukła? Jak kot spada z małej wysokości nie ma szansy odwrócić się w locie i
                              spasc na przyslowiowe 4 lapy
                              mam nadzieje ze z kicia bedzie wszystko dobrze daj koniecznie znac co i jak
                              • malgosiann Re: co się dzieje z moją kicią.... 18.07.10, 15:01
                                Jestem. Dziś spędziłyśmy u weta 2 godziny. Kicia dostała narkozę i
                                miała zrobione zdjęcie w pozycji prostej- złamań brak. Wet postawił
                                diagnozę: obrzęk rdzenia kręgowego na skutek urazu. Dostała
                                kroplówką cały zestaw leków: przeciwbólowy, przeciwobrzękowy,
                                antybiotyk osłonowo i witaminę B. Wykorzystując też narkozę
                                próbowano pobrać krew, udało się dopiero za drugim razem i tylko
                                troszkę naleciało. Ta moja chudzinka ma delikatniutkie żyły. Mimo
                                już właściwie postawionej diazgnozy wet chce zrobić badanie krwi,
                                żeby ostatecznie wykluczyć inne możliwości. Dziś ma nic nie jeść i
                                być w transporterku. Następne dni też ma mieć ograniczone ruchy i we
                                wtorek kontrola. Właśnie ocknęła się, próbuje podnieść łepek,
                                bidulka jest jeszcze zamroczona. Wet podjął tez temat wagi kici-
                                poprzedniego weta pytałam, czy nie jest za chuda, naprawdę jest
                                drobną kicią. Śmiał się, że lepiej być szczupłym niż grubym-
                                skutecznie zamknęło mi to usta, zwłaszcza że całe życie walczę z
                                wagą. A ten mówi, że faktycznie jest drobna ale te 2,4 kg to troszkę
                                mało, lepiej byłoby 3 kg. Co o tym myślicie?
                                Przyznam się, że jak widziałam tę moją kiciunię leżącą na tym stole,
                                taką rozciągniętą, nieruchomą, z tą kroplówką to normalnie... gula w
                                gardle. Wzięłam na usilną prośbę też moją córkę, była bardzo
                                przejęta. Wypytywała o wszystko i trzymała kicię za łapkę. Teraz
                                siedzi przy transporterku i pilnuje kici. Ach, te moje dziewczyny.
                                  • a.kudla5 Re: co się dzieje z moją kicią.... 18.07.10, 15:23
                                    Mam nadzieje ,ze najgorsze za Wami.Niedlugo tez wyjezdzam na tydzien
                                    i bedzie przychodzila sasiadka do mojego kotka i tak sobie mysle ze
                                    dobrze byloby zeby zadna podobna przygoda sie mu nie
                                    przytrafila.Sliczna ta kicia bardzo Was przytulam i trzymam kciuki.
                                    • wladziac Re: co się dzieje z moją kicią.... 18.07.10, 19:18
                                      ja też mam nadzieję że wszystko najgorsze za Wami i już będzie dobrze,co do wagi
                                      koteczki to też mam taką,jedna z moich kotek waży 2,5 kg i jest niejadkiem,ma
                                      około 6 lat nie wiem dokładnie ile bo to znajda ale jest u mnie od 5lat i cały
                                      czas jest taka sama i nic się nie dzieje-odpukać-z tego powodu że jest tak
                                      szczupła,też wolała bym żeby ważyła więcej ale widać taka jej uroda,za to kocury
                                      są za grube i tak to jest,powodzenia w leczeniu
                                  • malgosiann Re: co się dzieje z moją kicią.... 19.07.10, 08:21
                                    Witam po nocy spędzonej z mruczącą kicią. Samopoczucie kici zdecydowanie lepsze,
                                    mruczy, przytula się- tu jest o wiele lepiej. Niestety, nic a nic nie poprawiło
                                    się z chodzeniem sad Jestem bardzo zmartwiona. Wdrapuje się na fotel tylko przy
                                    pomocy przednich łapek i nadal upada przy chodzeniu. Zobaczymy, jak będzie w
                                    ciągu dnia. Mam jeszcze takie pytanie- jak zdjąć plaster z łapki? Jest dość
                                    mocno przyklejony do futerka- obciąć z futerkiem? Odmoczyć? Hm, tylko jak? Boję
                                    się, że kicia będzie kombinować i jeszcze go połknie. Macie jakieś pomysły?
                                    • wladziac Re: co się dzieje z moją kicią.... 19.07.10, 09:12
                                      nie denerwuj się bo takie leczenie wymaga czasu i trochę potrwa,co do plastra to
                                      nie zdejmowałam u kota ale przyszło mi do głowy żeby przeciąć go w kilku
                                      miejscach i zdjąć po kawałku bo rzeczywiście może ją denerwować i cosik wymyśli
                                      żeby się go pozbyć,trzymajcie się
                                    • jottka Re: co się dzieje z moją kicią.... 19.07.10, 09:16
                                      małgosia, ty nie marudźsmile po pierwsze - masz dobrego weta i wstępną diagnozę, a
                                      to bardzo dużo. trudnościami z chodzeniem nie ma się co przejmować na razie,
                                      jeśli faktycznie ma obrzęk kręgów, to musi minąć jeszcze sporo czasu, zanim on
                                      zejdzie, a kot wróci do normy, przecież to jeden ani dwa dni nie wystarczą!

                                      poza tym - jak wet mówił 'ograniczyć ruchy', to znaczy, że najlepiej by było w
                                      transporterze ją trzymać, o ile przesadnego protestu nie podniesie, ale na pewno
                                      w miarę możności nie pozwalać na włażenie czy niedajbóg skakanie na wysokie
                                      przedmioty (tj. chce na fotel, to ją tam wsadzamy, nie włazi sama, no pilnujemy
                                      jak dziecka). łatwo o kolejny uraz przy niesprawnych kręgach.

                                      a ten plaster po co chcesz ściągać? jutro masz być u weta, to w razie czego siła
                                      fachowa sobie poradzi, chyba że jakoś bardzo kocinie przeszkadza? bym obcięła,
                                      bo odmaczanie wiąże się z moczeniem kociej łapy, co się może właścicielce nie
                                      spodobaćsmile a piękna kocina, to tajka jest?
                                      • malgosiann Re: co się dzieje z moją kicią.... 19.07.10, 10:24
                                        Hm, nie spytałam po prostu jak długo może trwać to leczenie. Tyle było pytań i informacji, że akurat to konkretne nie padło smile A ja, wiadomo, chciałabym, abym kiciunia już, zaraz biegała. Ale skoro musi to trwać, to oki, poczekamy. A plaster chciałam zdjąć z obawy, żeby kicia nie walczyła z nim. Na razie obcięłam nożyczkami tę część, gdzie był gazik, a tam, gdzie jest najsilniej przyklejony zostawiłam. O tak, moczenia to ona nie lubi. A kicia jest z adopcji, z ulicy. Choć wszyscy mówią, że na pewno jest mieszańcem- wskazuje na to umaszczenie i rodzaj sierści. Ma też wspaniały, łagodny charakter- to jest dla nas najważniejsze.
                                        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/db/ba/qyxq/vBOU050qjkqNcju0OB.jpg
                                          • malgosiann Re: co się dzieje z moją kicią.... 20.07.10, 08:22
                                            mysiulek08, właśnie, właśnie- oglądałam twoją kicię, są bardzo podobne! Gdyby
                                            nie odległość, można by pomyśleć o pokrewieństwie smile Niestety, moja Stella jest
                                            znowu osowiała ale najgorsze, że nie chce jeść sad Podsuwam same przysmaki,
                                            ulubioną saszetkę z łososiem, filecik z kurczaka i nic. Martwię się coraz
                                            bardziej. Dziś wieczorem wizyta, mam nadzieję, że wet coś zaradzi. Bardzo nie
                                            chciałabym karmić jej przymusowo, ale jak tak dalej pójdzie to może okazać się
                                            to konieczne. Jak długo kot może nie jeść?
                                            • uwazna Re: co się dzieje z moją kicią.... 20.07.10, 09:26
                                              A więc uraz... Trochę się dziwię, że lekarz dał jej zastrzyk
                                              przeciwbólowy. No może chciał choć na chwilę jej ulżyć, ale
                                              generalnie ból jest w takim wypadku sprzymierzeńcem, ponieważ
                                              zniechęca zwierzaka do ruchu. Tak jak pisały już forowiczki powyżej,
                                              nie możesz pozwalać jej na wspinanie się, skoki, biegi. Na dobrą
                                              sprawę kicia powinna czas jakiś spędzić w klatce. Moja kocica po
                                              jeszcze poważniejszym urazie (złamanie miednicy) przekiblowała tak
                                              prawie 4 tygodnie. Schudła mocno, bo apetyt przy zmianie trybu życia
                                              i chorobie siada. Obrzęk rdzenia jest niebezpieczny, trzeba żeby to
                                              wszystko spokojnie się wygoiło. Mam nadzieję, że się uda,
                                              komplikacji nie będzie. Śliczna ta Twoja kicia smile.
    • ona-50 Re: co się dzieje z moją kicią.... 20.07.10, 09:19
      Współczuje chorej kotki. Sama niedawno przez to przechodzilam. Mam
      pytanie...ta diagnoza to juz tak definitywnie, czy to tylko
      przypuszczenia? Pytam, bo moja kota tez miala podobne objawy. Nie
      jadla i niedomagala na tylne nóżki. Okazalo sie ze miala rope w
      brzuszku. Zadno przeswietlenie tego ne wykazalo, tylko badanie krwi
      wskazywalo na stan zapalny. Weterynarz od razu podjal decyzje o
      otworzeniu kotki. W sama pore, bo nie wiem czy dzis cieszylabym sie
      jej obecnoscia. Zdrowia koteczce zycze, a Wam sily.
      • malgosiann Re: co się dzieje z moją kicią.... 20.07.10, 09:59
        ona-50, krew miała pobraną w niedzielę, wynik zobaczę dziś na wizycie, ale gdyby
        był bardzo zły, to wet miał dzwonić. Niestety, udało się pobrać bardzo małą
        próbkę, nie wiem więc na ile badań starczyło. O skakaniu nie ma mowy, kicia nie
        może chodzić a co dopiero skakać. Podziwiam ją za czystość- mimo takich
        problemów doczołguje się do kuwety i tam robi siusiu. Nie zakopuje ale załatwia
        się tylko w kuwecie. Martwię się, bo teraz to już nie jest kwestia słabego
        apetytu, kicia w ogóle nie je. Mam wrażenie, że jest coraz gorzej. Oby do
        wieczora. Nie wiem, czy zabierać córkę, boję się złych wiadomości- córka będzie
        bardzo rozpaczać.
        • jottka Re: co się dzieje z moją kicią.... 20.07.10, 11:12
          małgosia, spokojnie - są upały, zmiany frontów, chore zwierzę to czuje
          dodatkowo, utrata apetytu to nic dziwnego, choć oczywiście musisz wetowi
          powiedzieć, on zdecyduje, co dalej. jeśli pije i siusia, to dobrze. poza tym
          jeśli jest stan zapalny, a ona ma lekką gorączkę, to tym bardziej utrata apetytu
          jest zrozumiała.

          a z tym skakaniem i czołganiem się - ona teraz nie może się ruszać w sposób, do
          którego jest przyzwyczajona, więc usiłuje to sobie jakoś kompensować (przez
          czołganie się, podrzuty ciała itp.) i to właśnie może być groźne, bo naruszy
          chory grzbiet, zmuszany do (nietypowego) ruchu. wypytaj weta dokładnie o
          wskazówki, czy i jak jej ten ruch ograniczać.


          a ile twoja córka ma lat? poniżej nastolatki nie brałabym dziecka na takie
          wizyty, wystarczy że ty będziesz zdenerwowana, a kotka to czuje, nie ma co
          dokładać sobie i jej dodatkowego stresu. no i w razie jakichś niepomyślnych tfu
          tfu wiadomości, masz chwilę na zastanowienie się w spokoju nad tym, co dalej i
          jak z córką rozmawiać.

          poza tym masz telefon do weta? jak uważasz, że jest gorzej/ źle/ coś cię bardzo
          niepokoi, dzwoń do niego natychmiast, od tego jest, żeby cie uspokoić albo
          zażądać przywiezienia kici, nie ma co czekać sztywno terminu.
          • basset2 małgosiu 20.07.10, 15:40
            objawy ataksji dają też choroby wirusowe np
            bartonella, hemobartonella
            ( wet. zobaczy w rozmazie i to się
            leczy sil.antyb)
            jesli jakaś wirusówka / bakteria wyjdzie w morfologii

            przy złych wynikach krwi wypytaj również o to


            • malgosiann Re: małgosiu 21.07.10, 08:46
              Niestety, nie jest lepiej sad Wczoraj na wizycie dostała kicia kroplówkę
              nawadniającą z glukozą i dalszy ciąg leków. Wet powiedział, że koty niestety
              często tak robią w chorobie: wycofują się, zamykają i przestają jeść i pić. Może
              to być niebezpieczne a dodatkowo zaciemnia obraz choroby. Był trochę zaskoczony,
              że nie ma nawet odrobiny poprawy. Dostała silny steryd, powinno być choć
              odrobinę lepiej a tu nic. Z tej kropli krwi nie udało się zrobić badań.
              Powiedział, że zostaje pobranie krwi z tętnicy szyjnej w narkozie. Wczoraj z
              powodu odwodnienia i osłabienia nie chciał tego zrobić, umówieni jesteśmy na
              dziś. Proszę, napiszcie co sądzicie o tym? Nie wiedziałam, że z pobraniem krwi u
              kota jest tak ciężko. Szczerze, podświadomie nawet godzę się na to, że kicia nie
              będzie w pełni sprawna (choć oczywiście chcę, żeby wyzdrowiała) ale żeby tylko
              była. Co robić, jak przekonać ją do jedzenia?
              • ona-50 Re: małgosiu 21.07.10, 08:56
                Moja kotka miala pobierana krew z tetnicy szyjnej. Moj wet zrobil
                jej to bez narkozy. Mowił że jest to niebezpieczne, ale że on ma
                pewną rękę i daje sobie tą metodą świetnie radę. No i dał....kota
                nawet nie drgnęła. Ja sądzę że wyniki krwi mogą ostatecznie
                potwierdzic, lub wykluczyć diagnozę. Szkoda że tak to się odwleka w
                czasie, bo przeciez każda godzina jest ważna.
                Ja nie wiem, jak zmusić kota do jedzenia, ale wiem że na tym forum
                na pewno ktoś coś doradzi.
                Wiem ile zdrowia i nerwów kosztuje taka niepewność o życie naszego
                pupila. Kotko zdrowiej prędziutko i daj Pani odpocząć.
                • malgosiann Re: małgosiu 21.07.10, 09:13
                  A jeszcze muszę dodać, że bardzo długo zastanawiałam się nad tym, czy mogę mieć
                  kota. Zawsze było to moim marzeniem, ale zadawałam sobie sprawę, że jest to żywe
                  stworzenie i moja decyzja musi być przemyślana. Potem dużo czytałam i staram się
                  przygotować jak najlepiej. Początkowo chciałam kupić kota rasowego, szczególnie
                  podoba mi się kot rosyjski. Ale kiedy zobaczyłam, ile jest porzuconych kotków,
                  zdecydowałam się na adopcję. I wszystko tak dobrze się układało. Wyrzucam sobie,
                  że nie sprawdziłam się w roli pańci.
                  • mysiulek08 Re: małgosiu 21.07.10, 20:04
                    Malgos, nie przesadzaj, przeciez choroba kitki to nie Twoja wina. Dzieci tez choruja.

                    Martwimy sie we czworke (z Kicia) o Stelle. Biedactwo drobniutkie wymeczone bedzie musialo miec kolejna narkoze? nie da sie inaczej?

                    Cos zaczela jesc? W watku o Kacprze jest troche wskazowek jak pokarmic kota nie chcacego jesc. Moze jej rosolu(bez przypraw) ugotuj i takie lekko cieply pochlepcze? Albo delikatnie strzykawka?

                    No nie mam pojecia co robic, nasza to zdrowa, wiejska dziewucha i nawet wetka tylko od czasu do czasu sie mailem przypomni smile

                    Moze jakis wet by skonsultowal wirtualnie kicie? Tu jest lista z miau, moze znajdziesz kogos blisko Ciebie? Tzn, ja nie neguje decyzji Twojego weta, tylko sie martwi mnie ta kolejna narkoza.

                    forum.miau.pl/viewforum.php?f=22
              • basset2 Re: małgosiu 21.07.10, 09:05
                qrcze...jeśli jednak nie jest to uraz a wirus zaatakował układ
                nerwowy to steryd nic nie pomoże a jedynie zaszkodzi

                dlatego KONIECZNA jest morfologia i jak NAJSZYBCIEJ
                czas odgrywa tutaj kluczową rolę

                gosiu...rozmawiałaś z wetem o ew.chorobie wirusowej(pisałam
                wcześniej)?


                • malgosiann Re: małgosiu 21.07.10, 20:57
                  Jesteśmy. Uff, to była ciężka wizyta. Samopoczucie kici dziś było
                  lepsze, nie była taka osowiała. Przy wyjmowaniu z transportera
                  zapierała się łapami, co ciekawe również tylnymi. Wiedziała
                  biedaczka co ją czeka. Najpierw kroplówka nawadniająca zglukozą,
                  niestety nadal nie je i nie pije. Potem było pobieranie krwi, jednak
                  z łapki, aby uniknąc narkozy. Z pierwszej nic, dopiero z drugiej
                  udało się pobrac. Kicia walczyła, trzymałam ją razem z asystentką a
                  wet pobierał krew. Płakała strasznie i nawet póbowała mnie ugryź. A
                  jest to wyjątkowo łagodna kicia i nigdy, przenigdy nie wyciągnęła
                  pazurów- ani w czasie zabawy ani tez nigdy nikogo nie atakowała. Wet
                  zrobi badania "wątrobowe", bo jedno oko zrobiło się żółte!. Co
                  dziwne, tylko jedno. To nie pasuje już zupełnie. Napomnknęłam o
                  innych możliwościach (jak radziła basset2), na co wet powiedział, że
                  nie jest to niemożliwe ale według niego mało prawdopodobne. Jutro
                  znowu wizyta (i kolejny rachunek sad ) i zobaczymy co powiedzą wyniki
                  krwi. Dostałam (znaczy się kupiłam smile oczywiście) saszetkę
                  Convalescence Support i mam karmic kicię strzykawką. No cóż, walka
                  się odbyła, sukcesem jest to, że wszystko wylądowało w brzuszku-
                  proszę o brawa, to było moje pierwsze karmienie strzykawką suspicious
                  Porażką są natomiast odciski pazurów na moim dekolcie- znaczy się
                  wielka krecha od pazura. Nic to, jutro bluzka pod szyję. Ale wet
                  kazał dopatrywac się pozytywów- już sam fakt, że kicia walczyła w
                  czasie badań jest dobrym znakiem, bo wczoraj leżała tylko i nie
                  reagowała na nic. Sama już nie wiem, nie jest gorzej- to chyba
                  dobrze. Ale dlaczego nie chce jeśc?
                  • mysiulek08 Re: małgosiu 21.07.10, 21:10
                    krok do przodu smile Karmienie strzykawka nie jest takie straszne jak wydaje, tylko trzeba powolutku tlok naciskac.

                    a szrama na dekolcie sie nie przejmuj smile co najwyzej bedziesz miala gustowna sznyte tongue_out i to pewnie nie jedna i nie tylko na dekolcie.

                    nie je biedula bo ja cos boli, moze ma goraczke? Byleby nie byla to chora watroba, ale ja sie nie znam.

                    Nieustajace mruczanda od Kici.Yody dla Stelli.
                    • wladziac Re: małgosiu 21.07.10, 21:13
                      niestety kot jak jest chory to nie chce jeść i jest to niezależne od
                      choroby,niestety kota nie mozna przegłodzić więc pozostaje karmienie,życzę
                      wyzdrowienia koteczki
                      • malgosiann Re: małgosiu 21.07.10, 21:34
                        Szramą się nie przejmuję, właśnie przeglądam bluzki zabudowane na
                        jutro. Szkodz tylko, że jutro ma byc u nas 36 stopni... Nogi okryłam
                        dużym ręcznikiem kąpielowym, ale nie pomyślałam, aby założyc golf tongue_out
                        Problemem jest to, że kicia nie chce otworzyc pyszczka, więc samo
                        naciśnięcie tłoka to już pikuś. Bidulka tak płakała u weta, a wiecie
                        jak ona na mnie patrzyła? No, po prostu jej wzrok mówił: dlaczego mi
                        to robisz? I jeszcze w domu maltretowałam ją tym przymusowym
                        karmieniem. Ale cóż, tak trzeba. Mam nadzieję, że kicia nie odwróci
                        się od nas przez to leczenie. Dobra, koniec marudzenia, kolej na
                        następną strzykawkę uncertain
                        • malgosiann Re: małgosiu 22.07.10, 08:32
                          Dziś rano stoczyłam prawdziwą bitwę z moją biedną kicią o odrobinę jedzenia ze
                          strzykawki. Jak ona broni się przed jedzeniem sad Proszę kiciu, zacznij jeść ! W
                          przerwach między walkami siedzi schowana za kanapą i nawet na chwilę nie chce
                          wyjść. W nocy udało mi się ją przytrzymać głaskami na kanapie i nawet leżała ze
                          mną do rana. Ale po porannej walce znowu wcisnęła się w kąt za kanapę. Jestem
                          rozdygotana psychicznie crying
                            • wladziac Re: małgosiu 22.07.10, 08:56
                              z tym karmieniem na siłę to zawsze jest niemiła sytuacja bo wiadomo koty tego
                              jak również innych zabiegów na swoim ciele nie lubią i obrażają się ale kiedy
                              kitka wyzdrowieje i sama zacznie jeść to za jakiś czas zapomni,wszelkie
                              działania wbrew woli kota ale dla jego dobra są dla kota niezrozumiałe i budzą
                              obawy,serdecznie życzę poprawy zdrówka dla koteczki a Tobie wytrwania
                              • jottka Re: małgosiu 22.07.10, 10:22
                                małgosia, czy tylko ty możesz kotę karmić? w sensie, że gdyby mógł to robić ktoś
                                jeszcze, to kotka nie skojarzy sobie na fest, że się nad nią "znęcasz", o ile
                                taką przykrość to jej sprawia. poza tym spróbuj może - o ile sie da - malutką
                                porcyjkę jedzenia rozmazywać jej palcem na pyszczku (może sie uda ominąć
                                strzykawkę, bo zacznie sama zlizywać).

                                i jeszcze - ta strzykawka gładko ci chodzi? bo jeśli sie zacina, są takie skoki
                                i jedzenie gwałtownymi chlustami wpada kotce do pyszczka, to to też może ją
                                zniechęcać. trzeba sie starać (wiem, że to łatwo pisać) możliwie najrówniej tłok
                                prowadzić, żeby porcja się raczej wśliznęła do kociej buźki, a nie wtłoczyła.

                                i spróbuj nie karmić jej o sztywnych porach - tj. żeby nie skojarzyła, że np. o
                                18 pojawisz sie w progu ze strzykawką, bo kwadrans przed będzie ci sie chować
                                pod szafą i jej nie wyciągniesz. znaczy spróbuj zróżnicować trochę te pory i
                                może najpierw starać sie np. trochę pobawić, pomiziać i dopiero wtedy małą
                                porcyjkę wetkać, potem znowu itp. no męczące to jest i czas żre, ale czasem
                                dobrze jest kota trochę oszukać w ten sposób, łatwiej zniesie niemiłe karmienie.
                                • malgosiann Re: małgosiu 22.07.10, 11:20
                                  jottka, niestety kicia w ogóle nie chce otworzyć pyszczka a wręcz walczy (z
                                  użyciem pazurów),aby tylko go nie otworzyć. Nie oblizuje się, już wcześniej
                                  próbowałam tym sposobem ze śmietanką, sosikiem z ulubionej saszetki, nic...Co
                                  więcej nawet nie czyści futerka na pyszczku, które ubrudziło się resztką tej
                                  zawiesiny sad I tak siedzi z tym ubrudzonym pyszczkiem. I już na mój widok chowa
                                  się za kanapę.
                                  • mysiulek08 Re: małgosiu 22.07.10, 12:39
                                    Stella jedz!

                                    Malgosiu, jak Kicia musiala brac antybiotyk po sterylce to podawalam go wlasnie strzykawka. Kicia tez tego nie lubila sad Bralam ja na kolana, owijalam recznikiem i wtedy delikatnie podnosilam gorna warge pyszczka, tam jest taka przerwa w klach smile i przez ta dziurke delikatnie wpuszczalam zawiesine. A i tez sie nie oblizywala. Miala wtedy 6-7 miesiecy.

                                    Kicia nie zapamietala tych tortur i nie traktuje ani mnie ani recznikow jako wroga. Sposob owijania wyczytalam w ksiazce, przepisac Ci?

                                    Co wet na to, ze ona nie chce jesc?
                            • jottka Re: małgosiu 22.07.10, 14:22
                              właśnie - jak ta niechęć do jedzenia sie tak długo utrzymuje, to to jest problem
                              dla weta, katikot ma rację. poza tym on ci powinien pokazać, jak otworzyć koci
                              pyszczek, weź go poproś, może on nie skojarzył, że ty nie wiesz?

                              jeśli kot się ostro broni, a my niewprawni, to tak jak pisze mysiulek - robimy z
                              kota mumijkę za pomocą ręcznika, a potem chwytamy jedną ręką z tyłu głowy, tak
                              obejmujemy za uszami, jakbyśmy chcieli skórę z kota ściągnąć. kotu wtedy odchyla
                              sie łepek, a skóra na wargach mocno napina i tak zjeżdża, łatwo wtedy mu buźkę
                              uchylić i w ogóle pysk otworzyć, ale dziura w kłach wystarczysmile

                              to, że sie nie myje, to tez niestety norma przy kociej apatii, ale to niedobry
                              objaw - kiedy będą wyniki badań?
                              • malgosiann Re: małgosiu 22.07.10, 15:17
                                Wszystkim wielkie dzięki za rady i wsparcie. W realu nie mam "pod ręką" żadnego
                                kociarza i dlatego was zamęczam pytaniami. Mysiulek80, dziękuję, obejrzałam
                                właśnie zdjęcia na miau. Czyli trzeba chyba bardziej zdecydowanie unieruchomić
                                kicię. Boję się ją za mocno ściskać, aby nie zrobić krzywdy. Wypróbuję "ściśłą
                                mumię" smile Odezwę się po wizycie, jeszcze raz dziękuję za wsparcie.
                                  • wiesia.and.company Re: małgosiu 22.07.10, 15:31
                                    Małgosiu, wcześniej pisałam o ewentualnym wirusie w takiej formie Może ją coś
                                    boleć... wątroba, nerki. Ale te "narządy wewnętrzne miękkie" lepiejpokaże
                                    badanie krwi. Przynajmniej można będzie pójść w jakimś kierunku. Może też być
                                    jakiś wirus usadowiony na jakimś nerwie. Wtedy nie wykryją go raczej żadne
                                    zdjęcia, badanie krwi wykaże wysoki poziom leukocytów, czyli stan zapalny.

                                    Pisałam tak nie bez przyczyny. Mój Uran (wielki, czarny kot) po chorobie, którą
                                    przeszły wszystkie moje koty dostał upominek: wirusa na nerwie. Niestety, to go
                                    zniszczyło. Miewał też napady powiększenia źrenicy, gwałtownych wymiotów,
                                    zapadania łapek, rzucania tyłem i lekkiego niedowładu tyłu. Mieliśmy podejrzenia
                                    padaczki tzw. małych ataków. Ale to był ten wirus uciskający nerw w kręgosłupie.
                                    Objawy nieruchliwości i bolesności tylnej części ciała miał kot mojej koleżanki.
                                    Miał kłopoty z chodzeniem. Okazało się wirusowym zapaleniem wątroby. Z wątroby
                                    ból promieniował na okolicę.
                                    Przy czym nie chciał jeść. Prawdopodobnie czuł goryczkę w pyszczku.
                                    Może i u Twojej koteczki też jest coś z wątrobą?
                                    • wiesia.and.company Re: małgosiu 22.07.10, 15:33
                                      Wyniki badania krwi coś tu powiedzą. Trzymam kciuki, żeby coś można było ustalić
                                      i leczyć. Jeśli wątroba, to Essentiale Forte i np. sucha karma HLD (np.Trovet)
                                      potrafią przynieść ulgę i dają szansę na wyzdrowienie. Trzymam kciuki.
                                    • malgosiann Re: małgosiu 22.07.10, 18:42
                                      wiesiu, masz rację. Dziś kicia ma już żółte oba oczy, uszy, cała jest żółta sad
                                      Wyniki krwi bardzo złe sad Aspat (lub Alat, nie zapamiętałam z nerwów) ma 926!
                                      Norma do ok. 60, przy przekroczeniu 150 stan określa się jako ciężki. Zrobiliśmy
                                      usg, guza nie ma ale wątroba bardzo zmieniona, przewody żółciowe są ogromne. USG
                                      nie dało jednoznacznej odpowiedzi, czy to nowotwór. W grę wchodzi jeszcze silne
                                      zatrucie, ale czym? Nie mam roślin trujących, chemia pochowana w szafach i
                                      pozamykana w pudełkach. Ech, teraz już nie chcę się nad tym zastanawiac. Kicia
                                      ma założony wenflon, znowu mnóstwo leków (i rachunek uncertain ). Do jutra powinna byc
                                      poprawa- wtedy to zatrucie. Jeśli będzie gorzej, to sad Zapytałam weta, skąd to
                                      porażenie tylnych łapek- mówił, że to początkowy był objaw, na skutek zaburzenia
                                      wydzielania enzymów układ nerwowy źle działał.
                                        • malgosiann Re: małgosiu 22.07.10, 19:10
                                          mysiulku, powiem szczerze, że dziś coś we mnie pęłko i już nie
                                          myślę, dlaczego i jak. Skupiam się na tu i teraz. Muszę.
                                          Bidulka znowu dziś płakała, ale łepek opierała o moją dłoń i
                                          patrzyła mi w oczy- możecie nie wierzyc, ale wtedy uspokajała się i
                                          pozwalała na wszystko. Proszę, napiszcie co o tym sądzicie? Czy coś
                                          jeszcze można zrobic? Mam codziennie przyjeżdżac na podawanie przez
                                          wenflon leków- i tak minimum przez 5 dni. Potem zobaczymy. Czy to
                                          dobre postępowanie?
                                          • mysiulek08 Re: małgosiu 22.07.10, 19:19
                                            Malgos, kicia po prostu wie, ze jej pomagasz i to dla niej wazne, ze jestes blisko.

                                            Nie wiem czy to dobre postepowanie, nie wiem jakie sa rokowania, wiem, ze dla naszej Kici tez bym zrobila to co Ty robisz.

                                            Trzymajcie sie.
                                            • wladziac Re: małgosiu 22.07.10, 21:27
                                              pozostaje wierzyć że wet wie co robi bo co można doradzić pozostaje trzymać
                                              kciuki za właściwą diagnozę i wyzdrowienie malutkiej,trzymajcie się
                                                • jottka Re: małgosiu 22.07.10, 22:46
                                                  małgosia, nie wiem, skąd jesteś, ale w takiej sytuacji - brak jednoznacznej
                                                  diagnozy, a stan kota ciężki i czas nagli - warto poprosić o konsultację z innym
                                                  weterynarzem, jeśli można wybierać (bo np. w okolicy dostępny), to specjalistą
                                                  od schorzeń wątroby itp.

                                                  gdzieś też były w którymś wątku namiary na jakąś lecznicę w warszawie, gdzie się
                                                  można telefonicznie skonsultować - niech ktoś ze stolicy skojarzy, o jaką to
                                                  lecznicę chodziło.. spisałabyś objawy i wyniki i porozmawiała z innym wetem od
                                                  małych zwierząt, zawsze to cię upewni w słuszności postępowania albo jakiś
                                                  pomysł podsunie.

                                                  i trzymam kciuki za zdrowie kociny!
                                                  • wiesia.and.company Re: małgosiu 23.07.10, 01:50
                                                    Tak, tę konsultację telefoniczną podpowiadałam z lekarzami Multiwetu w
                                                    Warszawie. Nie wszyscy lekarze w Multiwecie mają duże doświadczenie, ale są tacy
                                                    z praktyką ponad 11-letnią. No i jest tam od niedawna gabinet endoskopii
                                                    (właśnie do badania stanu jelit), ale tu mamy do czynienia z wątrobą. Może być
                                                    jakieś wirusowe zapalenie wątroby.

                                                    Ale - na moje wyczucie - ten lekarz, który Cię Małgosiu prowadzi i przede
                                                    wszystkim Twoją ukochaną koteczkę - wydaje mi się dobrze zorientowany. Ja bym
                                                    lekarza nie zmieniała. Wie co robi. Kroplówki dostaje, może dostaje w nich też
                                                    dodatkowo jakiś antybiotyk i inne leki na wątrobę. Może tylko zapytać lekarza,
                                                    co jest w tych kroplówkach i czy można do nich coś jeszcze dodać.
                                                    Rozumiem, że Twoja koteńka jest cały czas w domu i dojeżdżacie na kroplówki
                                                    dożylne? To jest bardzo dobre rozwiązanie, bo gorzej jest zostawić koteńkę w
                                                    szpitaliku na kilka dni. Koty potrafią bardzo tęsknić i wtedy leczenie jest dłuższe.
                                                    Ja po prostu wierzę w to, że nastąpi poprawa, aczkolwiek te współczynniki
                                                    wątrobowe (AIAT i ASPAT) są niezmiernie wysokie. No, ale dla ludzi żółtaczka też
                                                    jest niesłychanie ciężką chorobą - z której się przecież wychodzi. Trzymam
                                                    kciuki, wierzę, że będzie dobrze, że Twoja koteńka przezwycięży tę chorobę.
                                                    Trzymajcie się, ucałuj kicieńkę i bądź przy niej przy kroplówkach. To bardzo
                                                    pomaga kocim pacjentom. No i powrót do domu po kroplówkach - czyli powrót do
                                                    bezpiecznego, znanego miejsca. Uda się!
                                                  • mysiulek08 Re: małgosiu 23.07.10, 02:26
                                                    Wiedzialam Wiesiu, ze to Ty sluzylas tym numerem i wlasnie pracowicie szukalam tego watku smile

                                                    Martwie sie Stella jakby to byla nasza Kicia, no ale nie codzien znajduje sie siostre blizniaczke swojego kota, a juz ta mina mowiaca 'spadajcie'.

                                                    Zeby to tylko byla "tylko" chora watroba i dalo sie leczyc, zeby tylko, zeby tylko....

                                                    Malgosia nie jest z Warszawy, pisala ze ma klopot z dostepem do wetow.
                                                  • basset2 Re: małgosiu 23.07.10, 09:00
                                                    wet badaniem wykluczył białaczkę, pasożyty krwi?
                                                    jak leukocyty, hematokryt?
                                                    tylko te parametry ALT/ASPAT były złe?

                                                    to że źle funkcjonuje wątroba to widać (żółtaczka)
                                                    ale to jest objaw nie przyczyna
                                                    jakieś świństwo sieje spustoszenie w organiźmie

                                                  • malgosiann Re: małgosiu 23.07.10, 08:44
                                                    Witam po ciężkiej nocy. W pewnym momencie nie wiedziałam już co robić, choć wet
                                                    uprzedzał, że może się przez parę godzin gorzej czuć. Ale jakoś dotrwałyśmy do
                                                    rana. Nawet kiciunia poszła do kuwety (wczoraj siusiała pod siebie sad). Czy jest
                                                    lepiej? Nie wiem. Wenflon na swoim miejscu, bałam się, że może próbować go
                                                    wyszarpnąć (choć jest zaklejony dość solidnie). Z karmieniem nadal problem, boję
                                                    się za mocno ją ściskać (zwłaszcza teraz jak ma wenflon) ale jakoś po wielkich
                                                    trudach udaje mi się wcisnąć troszkę do pyszczka. Jeden plus, że jak już jest w
                                                    pyszczku to przełyka. Wiesiu, dostaje cały zestaw leków, ale ze wstydem muszę
                                                    przyznać, że nie pamiętam ich nazw. Wet mówi, co podać, mówi na co dany lek jest
                                                    ale ja głąb kapuściany nie zapamiętuję nazw. Wczoraj oprócz już "zwykłej"
                                                    kroplówki nawadniającej dostała jeszcze 3 zastrzyki bezpośrednio do wenflonu (w
                                                    tym witaminę B) i jeszcze 2 domięśniowo. Kicia jest w domu, codziennie dojeżdżam
                                                    do weta i jestem przy wszystkich zabiegach. Sytuacja jest skomplikowana, bo
                                                    mieszkam w małym mieście, do pracy dojeżdżam 50km w jedną stronę, a mój budżet
                                                    rachunku już przekraczającego 500zł może nie wytrzymać. Trochę głupio jest mi o
                                                    tym pisać, ale takie są niestety realia. Wiem, że mogła mieć zrobione szybciej
                                                    to badanie krwi, ale musiałam być w pracy, jest okres urlopowy i zastępuję dwie
                                                    osoby. Wiem, teraz na tłumaczenia za późno.
                                                  • malgosiann Re: małgosiu 23.07.10, 09:14
                                                    basset, wszystkie wyniki były złe, ale ten był szokująco zły. Niestety, jak
                                                    pisałam jest ogromny problem z pobraniem krwi, udało się w końcu za trzecim
                                                    razem, ale niewiele. Miała zrobioną też ogólną morfologię, wszystkie wyniki
                                                    przekroczone, ale to wg weta wiąże się z tymi złymi wątrobowymi. Na obrazie USG
                                                    wątroba bardzo zmieniona, mała i bardzo wysoko, prawie stykała się z sercem. Nie
                                                    miała robionych badań na białaczkę i pasożyty. Wet twierdził , że krwi było tak
                                                    mało, że z trudem udało mu się zrobić te badania "wątrobowe".
                                                  • basset2 Re: małgosiu 23.07.10, 10:40
                                                    malgosiann napisała:

                                                    > wszystkie wyniki były złe, ale ten był szokująco zły.


                                                    "coś" w oraniźmie kotki atakuje poszczególne organy
                                                    niezborność ruchów-dysfunkcja neurologiczna, zapalenie wątroby-
                                                    żółtaczka
                                                    dziąsła ma blade czy różowe? nie ma anemii?

                                                    >Niestety, jak pisałam jest ogromny problem z pobraniem krwi, udało
                                                    się w końcu za trzecim razem, ale niewiele.


                                                    bo kicia jest odwodniona

                                                    >Miała zrobioną też ogólną morfologię, wszystkie wyniki
                                                    przekroczone, ale to wg weta wiąże się z tymi złymi wątrobowymi.


                                                    więc skąd ta żótaczka-dysfunkcja wątroby wg niego?zatrucie?
                                                    przecież dał kici na zatrucie i nie ma efektów

                                                    >Na obrazie USG wątroba bardzo zmieniona, mała i bardzo wysoko,
                                                    prawie stykała się z sercem.


                                                    silna infekcja uszkadza/atakuje najważniesze organy w organiźmie?

                                                    >Nie miała robionych badań na białaczkę i pasożyty krwi.


                                                    powinien zrobić, bo stan kici jest ciężki i objawy które opisałaś
                                                    powoli "rozwalają" jej organizm


                                                    >Wet twierdził , że krwi było tak mało, że z trudem udało mu się
                                                    zrobić te badania "wątrobowe".

                                                    ?????
                                                    niech dołoży starań i zrobi jeszcze raz, przecież w ten sposób
                                                    monitoruje się trafność leczenia

                                                    wydaje mi się że wet nie ma pomysłu co dolega twojej kicisad


                                                    małgosiu...wiem że jest Ci niełatwo fizycznie, psychicznie i
                                                    ekonomicznie ale nie poddawaj się

                                                    spróbuj skonsultować (chocby)telefonicznie z innym wetem

                                                    spróbuj jeszcze na forum
                                                    www.miau.pl/
                                                    są tam osoby-praktycy posiadający ogromną wiedzę,może podsuną pomysł
                                                    czego szukać
                                                    trzymam kciuki za Twoją kicię

                                                  • wiesia.and.company Re: małgosiu 23.07.10, 12:40
                                                    Małgosiu! Nie obwiniaj się o nic, naprawdę robisz wszystko, co możliwe.
                                                    Wet też. Naprawdę, podziwiam Cię, dojeżdżasz 50 km, biegasz na kroplówki,
                                                    karmisz ręcznie, martwisz się o finanse, bo chcesz pomóc wszelkimi siłami i
                                                    kosztami. Wiadomo, że jakby coś - to zawsze (mam nadzieję) trzeba będzie wziąć
                                                    pożyczkę. Są takie chwile, że jak jest taka potrzeba, to się staje na głowie i
                                                    potem jakoś tam wychodzi na prostą. Najważniejsze, żeby koteńka miała jak
                                                    najlepszą opiekę lekarską i leczenie.
                                                    Ja nie wiem, jak można Ci pomóc, ale rację ma basset2: zaloguj się na forum miau
                                                    i tam znajdziesz pomoc. Ale i na forum gazetowym weterynaria znajdziesz podobne
                                                    problemy np. tu, o kotce z bardzo złymi wynikami wątrobowymi
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,525,113085495,113085495,pomocy_kotka_niknie_w_oczach_problemy_z_watroba_.html
                                                    Spróbuj jeszcze zadzwonić do multiwetu w Warszawie, ale gdzieś z rana lub teraz
                                                    (teraz w upał, jest mało pacjentów w środku dnia) albo nocą. Jeśli się
                                                    dodzwonisz, porozmawiaj z rejestracją od serca, żeby Cię jakiś lekarz
                                                    skonsultował. W nocy odbiera lekarz dyżurny osobiście. Może z nim spróbuj
                                                    konsultować (zależy kto się trafi). Najlepszy byłby profesor Roman Lechowski.
                                                    No nie wiem, przejrzałam moje poradniki medyczne-weterynaryjne. Ale tam są tylko
                                                    wskazówki. To za mało. Nie wiem dlaczego zasugerowałam się też jakąś wzmianką o
                                                    bakteriach - riketsjach. Poradniki podpowiadają jeszcze sprawdzić rozpad
                                                    krwinek czerwonych, zrobić biochemię krwi. Ale Twojej kiciuni nie można teraz
                                                    na pewno męczyć, bo jest osłabiona.
                                                    Wyczytałam też w poradnikach, że stany zapalne wątroby, jeśli się zwalczy, to
                                                    wątrobę się stosunkowo łatwo regeneruje. I bardzo Ci życzę, żebyście już zaczęły
                                                    wychodzić na prostą.
                                                    I te upały już się kończą. Może Twojej koteńce będzie łatwiej zwalczać chorobę.
                                                    Trzymam kciuki bardzo mocno!
                                                  • malgosiann Re: małgosiu 23.07.10, 12:52
                                                    wiesiu, bardzo ci dziękuję za dobre słowo, jest to mi bardzo potrzebne.
                                                    Zawstydziłam się, że napisałam o tym rachunku, ale jesteśmy skromną rodziną i
                                                    dla nas jest to naprawdę duża suma. Mąż dzielnie milczy i nie wylicza ile
                                                    kosztuje choroba kici. Ale jeśli trzeba, to trzeba i już. Kicia jest nawadniana
                                                    kroplówkami a mimo to po wbiciu igły NIC nie leci. Widziałam na własne oczy,
                                                    próbował wet z coraz grubszą igłą ale ile można ją kłuć? W końcu się udało parę
                                                    kropel. Bidula wygląda strasznie- ogolone i pokłute łapki, ogolony brzuszek,
                                                    wenflon w łapce no bida sad Ale to wszystko nic, futerko odrośnie, aby tylko
                                                    wyzdrowiała. Córka wczoraj mówi, mamusiu, Stella może być cały czas chora (w
                                                    sensie nie chodzić, córka skończy jutro 7 lat) ale żeby tylko była! I co mam jej
                                                    powiedzieć.
                                                    Wet powiedział mi tak: albo nowotwór albo zatrucie. USG miało dać odpowiedź czy
                                                    to nowotwór, ale nie było jednoznacznego obrazu. To było wczoraj, dziś znowu
                                                    pojadę, może powie coś więcej.O białaczce przeczytałam, że koty zarażają się od
                                                    siebie a kicia nie wychodzi z mieszkania. Czy mimo to mogła się zarazić?
                                                  • basset2 Re: małgosiu 23.07.10, 13:25
                                                    mogła go "dostać" od matki
                                                    matka mogła być pokryta kocurem nosicielem
                                                    więc i kicia może być nosicielem tego wirusa choć wcale nie musi
                                                    zachorować
                                                    "Czeka" sobie w fazie latennej na sprzyjajacy moment obniżenia
                                                    odporności organizmu i przystępuje do ataku



                                                  • wiesia.and.company Re: małgosiu 23.07.10, 13:40
                                                    Małgosiu, tak mi tylko "błysnęło", słusznie czy nie - są upały, trzaskające w
                                                    przeciągu drzwi, no różnie. Może to wynik urazu mechanicznego i pękł woreczek
                                                    żółciowy a żółć wylewa się do otrzewnej?
                                                    Nie wiem, ja tak tylko szukam.
                                                    Małgosiu, wiem, że Twój lekarz robi wszystkie badania. Szuka przyczyn.
                                                    Każda sugestia ze strony forumowiczów może jakoś coś podsunie, bo to czasem taka
                                                    iskierka...
                                                    Trzymam kciuki, a upały sobie pójdą, łatwiej będzie oddychać i może organizm
                                                    (koci i ludzki) się nie będzie przegrzewał i łatwiej będzie likwidować wszelkie
                                                    stany zapalne. I oby! I kurczę, tak ma być! Lekarz jest dobry...
                                                  • wladziac Re: małgosiu 23.07.10, 13:43
                                                    bardzo mocno zaciskam kciuki żeby wszystko się zmieniło na dobre i koteczka
                                                    wyzdrowiała bo tylko tyle mogę zrobić,nie wstydź się pisać że Cię to kosztuje
                                                    dużo pieniędzy bo wiemy jak to wygląda kiedy kociej poważnie zachoruje,wiele
                                                    osób zmuszonych jest się nawet zapożyczyć na ten nieprzewidziany wydatek,bardzo
                                                    Ci współczuję i wysyłam same pozytywne myśli do Was,trzymajcie się
                                                  • basset2 Re: małgosiu 23.07.10, 14:39
                                                    qrcze...własnie to sobie uświadomiłam
                                                    małgosiu...muszę Cie przeprosić za suche, analityczne wypowiedzi
                                                    tak się skupiłam na analizie przyczyny że umkneło mi powiedzieć Ci
                                                    coś równie ważnego...
                                                    jesteś naprawdę bardzo dobrym opiekunem smile

                                                    kicia wyjdzie z tego i tego się trzeba trzymaćsmile





        • malgosiann Re: co się dzieje z moją kicią.... 23.07.10, 21:35
          podaj numer konta
          Nie, nie naprawdę, nie o tym myślałam i naprawdę nawet nie przyszło
          mi to do głowy. To mój kot i jestem za niego odpowiedzialna. Jeśli
          ktoś pomyślał, że napisałam to, aby coś dostac- to naprawdę nie to
          było moją intencją. Po prostu nie zdawałam sobie sprawy, jak to
          wygląda i tylko tyle. Wiele lat temu miałam psa i wiedziałam, że wet
          nie przyjmuje za darmo ale nie zdawałam sobie sprawy jak to wygląda
          w przypadku cięższych przypadków. Och, mam nadzieję, że ... ech no
          nie wiem jak się teraz wytlumaczyc.
          Przechodzą do sedna, to dzisiejsza wizyta nic nie dała. Niestety,
          nie było mojego weta. Zastępca miał wypisane zalecenia. Zerknęłam
          (mam pamięc wzrokową) i zapamiętałam: ornityna, catosal,
          kokarboksylaza, furosemid. Nieźle nie, tyle razy wet mówił i nie
          zapamiętałam a wystarczył rzut oka i wiem wink
          • marta_i_koty Re: co się dzieje z moją kicią.... 23.07.10, 21:44
            > Nie, nie naprawdę, nie o tym myślałam i naprawdę nawet nie przyszło
            > mi to do głowy.

            Małgosia, a ja wcale nie myslałam, że Ci to przyszło do głowy, bo to
            przyszło mniewink I nie unos się tak honorem - nie dam Ci 500 zł, ale
            jakies drobne sumy mogą dać większą sumę, a to juz bedzie cośsmile Wiesz ,
            jak to jest - w kupie siławink
            Mnie też kiedyś ktoś poratował kasa na leczenie kota - wiec jesli moge
            choć w niewielkim stopniu pomóc, to pomagamsmile Jestem w tej komfortowej
            sytuacji, ze wet zajmujacy sie moimi kotami jest naszym dobrym kumplem i
            nie bierze od nas ani grosza.. Wiec ja na swoje stado nie wydaję
            pieniędzy...
        • malgosiann Re: co się dzieje z moją kicią.... 23.07.10, 21:51
          podaj numer konta
          No, teraz to narobiłam. Naprawdę nie o to chodziło, wstyd mi teraz
          jak choinka. Proszę, jeśli ktoś pomyślał, że moją intencją było coś
          dostac- nie nie i jeszcze raz nie. To mój kot i jak za niego
          odpowiadam. Nie wiem jak się teraz tłumaczyc, proszę- nie o to mi
          chodziło. Dziękuję wszystkim za wsparcie- to dla mnie najważniejsze.
          Eee nie wiem co jeszcze napisac... To może już o Stelli. Niestety,
          dzisiejsza wizyta niewiele dała. Nie było mojego weta, zastępca miał
          rozpisane zalecenia. Zerknęłam przez ramię i zapamiętałam: ornityna,
          catosal, kokarbosylaza, furosemid. Tak na marginesie- wet tyle razy
          mówił i nie zapamiętałam, raz rzuciłam okiem i wiem.To się nazywa
          miec pamięc wzrokową. Zastępca nie był skory do rozmowy, podał co
          miał napisane i tyle. Próbowałam coś z niego wyciągnąc traktując to
          jako nieplanowaną konsultację. Nic konkretnego nie powiedział:
          trzeba czekac. Stan kici bez zmian- ani w jedną ani w drugą stronę.
          Walczy przy zabiegach i płacze. Wyglądam jak po spotkaniu z
          zasiekami. Niestety, nadal siusia pod siebie ale był w kuwecie też
          jeden malutki kupalek- to chyba dobry znak?
          Przeniosłam kicię do łazienki. Szkoda mi jej bardzo, ale siusia a
          jej mocz po lekach ma bardzo intensywny zapach. W łazience rozkładam
          kocyki i pieluchy tetrowe i piorę, piorę... myję i czyszczę. To
          zawieszenie jest naprawdę dołujące- jak długo taki stan może trwac?
          Ani poprawy ani pogorszenia. Juto znowu rano wizyta.
                • basset2 małgosiu... 23.07.10, 22:33
                  do zachowania higieny tanie i praktyczne dostępne w aptece
                  www.blizejciebie.pl/podklad_higieniczny_seni_soft_60x60_-_szt_5.html,296_316,839,1

                  • wiesia.and.company Re: małgosiu... 24.07.10, 00:03
                    Małgosiu! Doskonale dajesz sobie radę, naprawdę bardzo dbasz o swoją koteńkę
                    Stellę. I podziwiam Twoją pamięć, tyle leków zapamiętać... ho ho ho. Znam
                    carboxylasę (to silny zestaw witamin na wzmocnienie), znam furosemid (środek
                    moczopędny, to na czyszczenie organizmu z toksyn), tych dwóch leków nie znam.
                    Dodawałam je do kroplówek, które podawałam Felutkowi. I jest to taki zestaw +
                    oczywiście nawadnianie, czyli kroplówka, że pacjent właściwie od razu biegnie do
                    kuwety lub siusia pod siebie. Dlatego te podkładki dla osób siusiających pod
                    siebie w łóżku (ceratki powleczone ligniną) Seni są idealnym rozwiązaniem. Są o
                    różnych rozmiarach 40 x 60, 40 x 40 cm i bodaj 60 x 90 cm. Jednorazowe. Właśnie
                    o nich pisze basset2, i jest to doskonałe w działaniu (ja nawet po obsiusianiu
                    jeszcze je odpowiednio przycinam (żeby było ekonomicznie). Ale możesz też kupić
                    np. w Rossmannie (o ile masz gdzieś w miejscowości, gdzie pracujesz) takie
                    podkłady-ceratki do przewijania niemowląt. Są identyczne w działaniu.
                    To, że kiciula sika, to bardzo dobrze - czyści się. Jeśli nawet było coś w
                    rodzaju nieśmiałego bobka w kuwecie to też dobrze, bo przecież coś niecoś jadła
                    i musi mieć przerób. Może zaczyna lepiej pracować wątroba i przetwarza jedzenie
                    jak powinna to czynić. Nieśmiało... ale jakoś tam pracuje.
                    Aha, możesz jeszcze kupić folię - płachtę malarską i odpowiednio ją przycinać i
                    wyścielać posłanie. Chroni przed zalaniem. Ja ostatnio używam trochę grubszej
                    folii, takich wkładów malarskich do kuwet malarskich (to są takie worki
                    przezroczyste, ja je po prostu nożyczkami przecinam i sprawdzają się doskonale -
                    kładę je na te podkładki Seni, bo moja Fryga uwielbia siurać... zdrowa, a siura
                    z miną wniebowziętą, bo lubi... wygodnie ma pod łapkami).
                    Dacie radę! Trzymaj się i nie czuj się źle, że wspomniałaś o finansach. To
                    normalne, kiedy się intensywnie leczy to niestety płyną pieniądze... A Ty
                    przecież co dzień masz bardzo poważne zabiegi u lekarzy. Jakoś się przewali i
                    wyjdziecie z tego. Pogoda też jutro będzie łaskawsza dla wszystkich! Śpijcie dobrze!
          • mysiulek08 Re: co się dzieje z moją kicią.... 24.07.10, 01:54
            Malgosiu, nie bylo moja intencja abys sie zle poczula, no smile

            Na forum miau (pewnie wiesz) funkcjonuje 'koci bazarek', dostepny po zalogowaniu i tam kociarze sprzedaja kociarzom niemal wszystko by uzbierac na rachunki od weta, na karme, na inne pilne kocie potrzeby.

            Mnie, jako ze zlotowki raz mam, raz nie mam latwiej cos podarowac na bazarek a kase za sprzedaz przekazac potrzebujacym kotom. Dlatego napisalam, ze watek Stelli na miau by mi sprawe ulatwil.

            A i Ty jak przygladniesz sie bazarkom na miau to tez pewnie cos znajdziesz w domu nadajacego sie do sprzedania na rachunek dla weta.

            Tez jestem, podobnie jak Wiesia, dobrej mysli jesli kitka siusiu i kupke robi. Oby szlo ku lepszemu.
                  • olkaw-wa Re: Stella [*] 24.07.10, 20:14
                    Małgosiu, bardzo mi przykro. Śledziłam ten wątek i czekałam na dobre
                    wieści.
                    Jeśli mogę- ja nigdy nie zostawiam kota pod opieką osoby, co do
                    której nie jestem w 100% pewna że jest takim samym kociarzem jak ja,
                    ale wybacz jeśli się mylę.
                    Może teraz czeka na Ciebie gdzieś,jakaś biedotka...
                    • wiesia.and.company Re: Stella [*] 24.07.10, 20:41
                      Małgosiu! Jest mi tak bardzo przykro, bo byłam dobrej myśli. Nie udało się
                      kocieńki wyprowadzić z tego stanu. Robiłaś wszystko, co możliwe, a Stella miała
                      w Tobie najlepszą opiekunkę i pielęgniarkę. Usnęła i nie będzie już biduleńka
                      cierpieć. Usnęła w domu i wśród najbliższych.
                      Rozumiem Twój ból, bo ta bezsilność i rozpacz są bezmierne. Jestem z Tobą i
                      myślę o Stelli i Tobie. Śpij spokojnie Stello.
              • mysiulek08 Re: Stella [*] 25.07.10, 00:33
                "Dokładnie ta strona Nieba jest zwana Tęczowym Mostem. Kiedy zwierzę umiera, udaje się w to specjalne miejsce, które dla nas pozostających tutaj jest niedostępne.

                Są tam łąki i wzgórza dla wszystkich naszych Wyjątkowych Przyjaciół, więc mogą razem bawić się i biegać. Jest mnóstwo jedzenia, wody i słońca- nasi Przyjaciele żyją w cieple i dostatku. Wszystkim zwierzętom, które były chore i stare zostaje przywrócone zdrowie i wigor; ranne i okaleczone zostają uzdrowione i są znowu silne, dokładnie takie, jakie pozostały w naszych wspomnieniach i w snach z dni minionych.

                Są tam szczęśliwe i zadowolone, z wyjątkiem jednej, małej rzeczy: każde z nich tęskni za kimś wyjątkowym, za kimś kto pozostał. Razem bawią się i biegają, ale przychodzi taki dzień, kiedy jedno z nich nagle zatrzymuje się i spogląda w dal. Jego błyszczące oczy patrzą uważnie; jego ciało zaczyna drżeć. Raptem oddziela się od innych, leci przez zieloną trawę, szybciej i szybciej... Poznał Cię! I kiedy Ty i Twój Przyjaciel wreszcie się spotkaliście, przytulacie się do siebie w radości ponownego połączenia- nigdy nie będziecie rozdzieleni. Deszcz szczęśliwych pocałunków na Twojej twarzy, ręce tulą ukochaną głowę, znów patrzysz w te ufne oczy, które tak dawno odeszły z Twojego życia, ale na zawsze pozostały w sercu... Razem przechodzicie przez Tęczowy Most..."

                Malgosiu, ogromnie, ogromnie mi przykro.

                Stella miala u Was dobry, kochajacy dom. Zaznala, ciepla, milosci i oddania. W czasie ciezkiej choroby nie byla sama, zrobilas wszystko by jej ulzyc. Nie odchodzila sama, opuszczona, miala Was.

                Teraz grandzi zdrowa i wesola za Teczowym Mostem i czeka tam za Wami.

                Rownie bardzo, bardzo mocno wierze w to, ze zjawi sie u Was pod postacia innego futrzatego przyjaciela. Nie dzis, nie jutro, ale sie zjawi. I bedziesz wiedziala, ze to ONA.

                Tule mocno i placze razem z Toba.

                Jak mozna Ci pomoc?
                • malgosiann Re: Stella [*] 25.07.10, 08:26
                  Dziękuję,Mysiulku za tę opowieśc. Przeczytam ją mojej córce. Wczoraj
                  przepłakała cały dzień a mi najtrudniej było tlumaczyc jej gdzie
                  jest teraz kicia. Uszykowany tort z 7 świeczkami stoi nieruszony w
                  lodówce.
                  Ja czuję się okropnie, bo okłamałam swoje dziecko. Muszę się
                  przyznac, co zrobiałam, muszę to komuś powiedziec. W nocy z piątku
                  na sobotę stan kici bardzo się pogorszył. Kicia miała ogromne
                  problemy z oddychaniem. Charczała z otwartym pyszczkiem. Nie
                  wiedziałam co robic. Nad ranem zadzwoniłam do weta i kazał
                  przyjechac. Pojechałam i wspólnie podjęliśmy TĘ decyzję. Ona tak się
                  męczyła! Dostała najpierw narkozę i zasnęła na moich rękach. Nie
                  cierpiała. Wróciłam do domu zanim córka się obudziła. Nie mogłam jej
                  tego powiedziec, nie zrozumiałaby tego. Wie tyle, że kicia umarła.
                  Chcę jeszcze napisac, że dzięki Stelli zobaczyłam, jak wielu dobrych
                  bezinteresownie ludzi jest na tym świecie. Ostatni rok czy dwa były
                  dla mnie trudne i wyrobiły we mnie przekonanie, że człowiek jest
                  najgorszym okazem z menażerii Pana Boga. Dzięki Wam zobaczyłam jak
                  wiele ludzi jest dobrych, że są ludzie, którzy nad własną korzyśc
                  przekładają pomoc tym "mniejszym z braci". Podziwam kociarzy, jak są
                  zorganizowani, jak pomagają sobie nawzajem i mogą zawsze na siebie
                  liczyc. Wielki szacunek się Wam należy.
                  • klubgogo Re: Stella [*] 25.07.10, 09:50
                    Małgosiu, otwierając dzisiaj ten wątek nigdy bym się nie spodziewała, ze przeczytam tą straszną wiadomośc. Chciałam przeczytac, że jest lepiej, wierzyłam... tak mi przykro. Widzę przed oczami moją Kicię, która ostatnie dni męczyła się strasznie i też podjęłam tą decyzję, gdy już miała problemy z oddychaniem, że muszę jej w ten właśnie sposób pomóc. Pobiegłam po transporterek, ubrałam się i mąż powiedział wtedy, że już nie trzeba. Odeszła sama. Tylko, że miała 17 lat i wiem, że umierała ze starości. To jedno wiem. Wiem też, że moja Kicia była szczęśliwa. Twoja też była szczęśliwa.
                    • kromisia Re: Stella [*] 25.07.10, 10:28
                      Malgosiu, zrobilas to co nalezalo zrobic: uwolnilas Kicie od
                      cierpienia. Bedzie jeszcze bolalo, ale najwazniejsze, ze Stella nie
                      cierpi. Trzymajcie sie cieplo.
                      • salimis Re: Stella [*] 25.07.10, 10:48
                        Stella miała w tobie wielką przyjaciółkę,taką z prawdziwego zdarzenia.
                        Czasami dla dobra zwierzorka trzeba podjąć tą trudną decyzję i jest to objaw
                        wielkiej miłości która nie pozwala cierpieć.Współczuje bardzo.
                  • fettinia Re: Stella [*] 25.07.10, 11:26
                    Oj..tak mi przykro..
                    balam sie wchodzic do watku bo czulam co przeczytam..
                    Tulam mocno...
                    Coreczce powiedz jak Mysiulek napisala-teraz bedzie biegac po Niebieskich Lakach
                    z innymi -z nasza Sophie,z dzielna Mila,nasza Mika i wieloma innymi..
                  • mysiulek08 Re: Stella [*] 26.07.10, 01:19
                    Malgosiu,

                    Ty nie oklamalas, Ty powiedzialas prawde. Stella umarla, odeszla, zasnela. I nie ma najmniejszego sensu siedmioletniemu dziecku tlumaczyc szczegolow, przezyla smierc kici wystarczajaco.

                    7 lat! Mimo wszystko najlepsze zyczenie urodzinowe dla corki smile

                    Trzymajcie sie.

                    p.s

                    > człowiek jest najgorszym okazem z menażerii Pana Boga.

                    Z pewnymi wyjatkami niestety jest.
        • kot_pampasowy Re: co się dzieje z moją kicią.... 25.07.10, 13:08

          Małgosiu, podobnie jak część dziewczyn śledziłam ten wątek i
          obawiałam się, że pojawi się post o śmierci Stelli. Pamiętam jak
          nie tak dawno pisalaś o tym,że Stella polowała na muchy i zrzuciła
          Wam doniczkę. To była młoda kicia i nie tak miało się to wszystko
          potoczyć. Miałyście jeszcze razem przeżyć wiele pięknych chwil,
          miałas jeszcze nie raz przekonać się jak wspaniałymi zwierzętami
          są koty, jak wiele radości potrafią dać człowiekowi, jak potrafią
          być lekarstwem na wszystko co złe...
          Dobrze ktoś napisał - Dzięki Tobie Stella miała dobre i godne
          życie, poznała co to znaczy być kochaną, ważną dla kogoś. Możesz
          teraz powiedzieć, że to co mogłaś zrobić dobrze - zrobiłaś dobrze.
          Nie obwiniaj się,że zostawiłaś ją samą w domu, bo zostawiłaś ją
          pod opieką, zrobiłaś wszystko, żeby o nią zadbać i to nie Twoja
          wina co się stało. Po prostu - życie. Tak się czasem zdarza, że
          mimo naszych starań dzieją się tragedie i na to nic nie zaradzisz.
          Małgosiu, pamiętaj, że po tym bardzo bolesnym okresie przyjdą
          znowu spokojne dni. I może w przyszłości znowu dasz dobry,
          kochający dom innemu kotu?



          Franciszek Klimek "On wróci"

          Zapłacz, kiedy odejdzie,
          jeśli Cię serce zaboli,
          że to o wiele za wcześnie,
          choć może i z Bożej woli.

          Zapłacz, bo dla płaczących
          Niebo bywa łaskawsze,
          lecz niech uwierzą wierzący,
          że on nie odszedł na zawsze.

          Zapłacz, kiedy odejdzie,
          uroń łzę jedną i drugą,
          i - przestań, nim słońce wzejdzie,
          bo on nie odszedł na długo.

          Potem rozglądnij się wkoło,
          ale nie w górę - patrz nisko,
          i może wystarczy zawołać,
          on może być już tu blisko...

          A jeśli ktoś mi zarzuci,
          że świat widzę w krzywym lusterku,
          to ja powtórzę: on wróci.
          Choć może w innym futerku.

Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka