Pies się przewracał

13.06.12, 16:50
Witam , mam pytanie może ktoś coś zasugeruje. Dzisiaj coś się stało mojemu psu. Latał sobie wokół domu i nie wiem z jakiej przyczyny przyszedł nagle do domu przewracając się jak pijany, cały zziajany szybko oddychał, rozszerzone źrenice i się przewracał. Po 10 minutach zwymiotował i z pół godziny chodził jak pijany lub w ogóle się przewracał, a po godzinie leżenia wszystko przeszło. Potem pospał i po 2 godzinach żadnego śladu. W pierwszej chwili miałem jechać do weterynarza, ale przyglądając się mu wyglądało że dochodzi do siebie. Pomyślałem ze może wstrząśnienie, że gdzieś przywalił bo lata jak oszalały czasem , a akurat był listonosz to sobie polatał i po ujadał na niego :-) Ale nie ma śladu guza , rozcięcia, i nigdzie nie reaguje bólem jak go po całym ciele czy głowie dotykam. Nigdzie się nie drapie ani nie liże. Mógł coś zjeść i się zatruć, że tak go skołowało , a potem tak szybko doszedł do siebie? Albo mógł gdzieś faktycznie przywalić w jakieś czułe miejsce , że tak go skołowało a teraz nawet śladu nie ma? A może coś go ugryzło? Pies nie odpuszcza nawet szerszeniom, a to nie duży piesek wielkości jamnika. No ale nigdzie się nie drapie, nie widać żeby go cokolwiek bolało.
    • semi-dolce Re: Pies się przewracał 13.06.12, 18:57
      Być może coś go ukąsiło, być może miał atak padaczki, być może stało się coś zupełnie innego. Tak czy siak wizyta u weterynarza jest moim zdaniem konieczna.
      • krzysiek.1.1 Re: Pies się przewracał 13.06.12, 20:02
        Wizyta u weterynarza na razie odpada, chyba że się to powtórzy, bo on dotąd zdrowy był , nigdy nie chorował na nic, nie miał też żadnych wypadków, po za tym po 2 godzinach śladu nie było. W międzyczasie przyszło mi do głowy, że być może listonosz lub któryś z sąsiadów mógł po kryjomu potraktować go jakimś gazem paraliżującym przez ogrodzenie?
        Niby nie ma jakichś wielkich wrogów psisko bo zawsze jest za ogrodzeniem i nikogo nie pogryzł, ale szczeka na innych, więc tak się zastanawiam, że być może jakiś paralizator na nim ktoś przetestował? Jeśli ktoś miałby w tym temacie jakieś doświadczenia, to może skojarzy po objawach i podzieli się uwagami.
        • mary_ann Re: Pies się przewracał 21.06.12, 11:54
          krzysiek.1.1 napisał:

          > Wizyta u weterynarza na razie odpada, chyba że się to powtórzy, bo on dotąd zd
          > rowy był , nigdy nie chorował na nic, nie miał też żadnych wypadków, po za tym
          > po 2 godzinach śladu nie było.

          To, że nie chorował i, że szybko minęło, to - wybacz - ŻADNE argumenty.
          Opisałeś poważne objawy neurologiczne. Mogły wynikać z czegoś przemijającego (zatrucie, lekkie wstrząśnienie mózgu), a mogły - oby nie - być pierwszym objawem bardzo poważnej choroby (padaczka, guz mózgu). I owszem, w takim wypadku też mogły minąć.
          Powinieneś zatem rzecz sprawdzić u weterynarza - najpewniej konieczne będą badania obrazowe.
          • blue.berry Re: Pies się przewracał 22.06.12, 09:36
            nie popadajmy w przesadę. jeśli wydarzenie było jednorazowe to nie ma co panikować i ciągać psa po lekarzach. tym bardziej że wet niespecjalnie w takiej sytuacji cokolwiek zrobi. natomiast jeśli by sytuacja się powtórzył to wtedy jak najbardziej należy się z psiakiem do weta udać.
            z badaniami obrazowymi jest jeden podstawowy problem (którego nie ma u ludzi) - pies musi być w narkozie. dlatego trzeba po nie (te badania) sięgać w ostateczności. w przypadkach neurologicznych dodatkowo jest jeszcze kwestia dalszego postępowania - niewiele wyniknie z tego że dowiemy się że pies ma guza mózgu - przecież i tak nikt go nie zoperuje : (
            • blue.berry edit 22.06.12, 09:38
              oczywiście pisząc badania obrazowe miałam na myśli w tym wypadku tomografię i rezonans (bo rozmowa jest o problemach neurologicznych). poza nimi do grupy b.o. należą USG i RTG, do których (poza wyjątkowymi przypadkami) zwierząt usypiać nie trzeba.
              • mary_ann Re: edit 22.06.12, 12:14
                1. czasem wystarczy RTG;
                2. zwierzęta jak najbardziej się operuje, ba, nawet stosuje się u nich chemioterapię (z radioterapią zdaje się w Polsce słabo).
                • blue.berry Re: edit 22.06.12, 14:27
                  mary_ann napisała:
                  > 2. zwierzęta jak najbardziej się operuje, ba, nawet stosuje się u nich chemiote
                  > rapię (z radioterapią zdaje się w Polsce słabo).

                  ale piszesz o operacjach i leczeniu raka ogólnie czy nadal tylko o guzie mózgu?
                  • blue.berry edit edita 22.06.12, 14:36
                    sorry coś mam dzisiaj słaby dzień. zapewne piszesz o guzach mózgu.
                    w teorii oczywiście operuje się je oraz leczy za pomocą chemio- i radioterapii (ta druga chyba na razie w Polsce niedostępna). pytanie jak jest w praktyce. ilu jest weterynarzy umiejących przeprowadzać takie operacje, jakie są ich efekty i jakie są ich koszty.
                    w sumie temat ciekawy - postaram się trochę poczytać. jakbyś miała jakieś linki to chętnie skorzystam.
                    • mary_ann Re: edit edita 23.06.12, 19:58
                      www.vetpol.org.pl/www_old/ZW2007/2007-10%2001.pdf
                      www.magwet.pl/index.php?mid=5&menu=11&article=14
                      Podkreślę dla porządku - ja nie twierdzę ani że pies ma nowotwór ani w ogóle trwały problem neurologiczny.
                      Ale przydarzyła mu się rzecz potencjalnie niebłaha, która na pewno wymaga konsultacji.
                      • blue.berry Re: edit edita 25.06.12, 09:45
                        niestety obydwa linki prowadza do spisu treści nr Weterynarii z 2006 roku. do tak starych nr nie mam dostępu. a z tych linków nie da się przejść dalej.
                        znalazłam taki artykuł:
                        www.vetpol.org.pl/www_old/ZW2007/2007-10%2001.pdf
                        jest on trochę odpowiedzią na moje wątpliwości w temacie rozbieżności między teorią a praktyką oraz tego że zdiagnozowanie guza często nie niesie ze sobą wiele. dodam jeszcze do tego że żeby uzyskać sensowną diagnozę a potem odpowiednie leczenie trzeba trafić na sensownego weterynarza. a o to, w dziedzinie onkologi w Polsce jest bardzo trudno. pisał zresztą o tym w jednym z artykułów/wywiadów Wojciech Jagielski.

                        "W związku z tym, że nowotwory ośrodkowego układu nerwowego inne niż oponiaki stwierdzane są bardzo rzadko, nie opracowano, jak dotąd, schematów postępowania
                        w przypadku takich guzów. Doniesienia na ten temat to najczęściej opisy pojedynczych przypadków klinicznych lub badania prowadzone na nielicznych
                        grupach zwierząt. Generalnie można przyjąć, że metodą z wyboru w przypadku nowotworów mózgu jest zabieg chirurgiczny (jeśli możliwy jest do wykonania),
                        radioterapia w przypadku zmian nieoperacyjnych (lub jako metoda dodatkowa do
                        chirurgii), w połączeniu z leczeniem objawowym (leki przeciwpadaczkowe, glikokortykosteroidy). Najlepszym sposobem postępowania leczniczego u zwierząt z oponiakami wydaje się zabieg chirurgiczny. Jednakże takie postępowanie jest bardzo trudne, wymaga obecności doświadczonego operatora, a także ustalenie dokładnego zasięgu, wielkości zmiany i ścisłej współpracy radiologa, chirurga, anestezjologa oraz intensywnej opieki okołooperacyjnej."
                        • mary_ann Re: edit edita 25.06.12, 14:56
                          blue.berry napisała:

                          > niestety obydwa linki prowadza do spisu treści nr Weterynarii z 2006 roku. do t
                          > ak starych nr nie mam dostępu. a z tych linków nie da się przejść dalej.

                          Nie. Pierwszy link jest w pdf-ie i zaweira artykuł
                          "Nowotwory układu nerwowego u psów
                          i kotów"; autor:
                          Rafał Sapierzyński
                          z Katedry Nauk Klinicznych Wydziału Medycyny Weterynaryjnej w Warszawie

                          Dalszej części rozumowania nie bardzo rozumiem. To, że trudno - zwłaszcza w małych ośrodkach - trafić na weterynarza, który zna się na onkologii weterynaryjnej - to nie znaczy, że zwierząt domowych się w ogóle onkologicznie leczyć nie da. A z taką tezą polemizowałam. Tylko dla porządku zresztą, bo póki co nie ma w ogóle sensu dyskutować o onkologii, ale zaliczyć podstawową diagnostykę różnicową.
                          • blue.berry :) 26.06.12, 09:26
                            trochę kręcimy się w kółko. więc aby zakończyć jeszcze raz moje tezy:
                            ogólnie:
                            1. jak najbardziej zwierzęta chore na raka należy leczyć. są ku temu odpowiednie terapie, które przynoszą oczekiwane efekty (choć nadal nie do końca jestem przekonana jak w praktyce wygląda możliwość operacji guzów mózgu, ile się ich przeprowadza i jakie są ich efekty [artykuł pana Sapierzyńskiego tylko mnie w tym utwierdził])
                            2. niestety ciągle nie ma w tej kwestii odpowiedniej wiedzy wśród weterynarzy i bardzo często wiele zależy od determinacji właściciela i możliwości dotarcia do odpowiedniego weterynarza.
                            i przechodząc do szczegółu:
                            3. w przypadku jednorazowego wydarzenia takiego jak to opisane powyżej nie widzę sensu przeprowadzania obrazowej diagnostyki (która raczej wiąże się z narkozą psa, również do rtg głowy). również dlatego że (patrz punk 2) istnieje spora szansa, że weterynarz i tak na wizycie powie, żeby wrócić jak wydarzy się coś ponownie, bo on i tak nie za bardzo wie co zrobić (bo np nie będzie umiał prawidłowo "przeczytać" zdjęcia, co nagminnie zdarza się w przypadku problemów ortopedycznych)
                            4. natomiast jeśli sytuacja zdarzy się ponownie wtedy jak najbardziej należy się tematem zając uwzględniając zarówno punk 1 jak i 2.

                            pozdrawiam

Pełna wersja