forget_me_notka
12.05.05, 21:49
w zeszlym tygodniu jadac do pracy na b.ruchliwym skrzyzowaniu znalazlam
przerazone i osamotnione kacze dziecko ktore zlapalam i zabralam do
samochodu. Kilka metrow dalej lezalo inne,juz rozjechane przez samochody.
Matki nigdzie nie widzialam. Z pracy dzwonilismy do Ptasiego Azylu przy zoo
jak karmic to malenstwo, bo moglam zawiezc ja do nich dopiero nastepnego dnia
po poludniu. Doradzono nam zeby karmic kaczuszke liscmi mlecza i suszonymi
skorupiakami. Mala zjadla mlecz, skorupiakow nie chciala, cala noc skakala po
kartonie a nastepnego dnia ja zawiozlam do Azylu, byla jakas taka slaba. No i
zadzwonilam tam po dwoch dniach zapytac jak kaczka i pan powiedzial ze nie
zyje bo byla zle zywiona... a przeciez tam mi poradzono jak ja karmic! No i
mam wyrzuty sumienia ze niechcacy przyczynilam sie do smierci kaczuszki.
Chyba nie ma sensu probowac pomagac w takich sytuacjach, mozna wiecej szkody
zrobic niz pozytku...