ninka751
23.12.05, 23:14
Mój kochany Fredek odszedł od nas 8 września 2003 roku. Trzy lata wcześniej
zabraliśmy go z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Miał wtedy ok. 5 lat. Był
brudny, śmierdzący, potargany ale zarazem tak szczęśliwy i radosny...
Mieszaniec średniego wzrostu, złota sierść, piękne brązowe oczy i
uśmiechnięta mordka. Po wykąpaniu i wyczesaniu okazał sie pięknym psiakiem. I
do tego bardzo mądrym. Po kilku dniach reagował na nowe imię Fred, znał już
cały dom i wiedział że jeteśmy dla niego a on dla nas. Fredek posiadał też
żyłkę myśliwego i potrafił tropić zwierza nawet wspinając się po drzewie. Po
3 wspaniałych latach zachorował nagle. Właściwie nie wiadomo dokładnie na co.
Po krótkiej ale bardzo cięzkiej chorobie (siadły nerki,zatrucie organizmu
mocznikiem, powiększone serce, wykryty jakiś guz przy pęcherzu mocz)
postanowiliśmy że nie mamy prawa narażać go na takie cierpienia i podjęliśmy
decyzję o uśpieniu. Pomimo że teraz mamy innego pieska bardzo tęsknię za
Fredem i brakuje mi go...