Dodaj do ulubionych

Guz u kotki

19.11.06, 21:26
Moja kocica ma 8 lat. Dwa lata temu w dolnej części brzuszka pojawił się u
niej dość pokaźny, kulisty, twardawy guz. Za jakiś czas bez żadnej interwencji
po prostu zniknął, na tym miejscu nie pozostała nawet obwisła skóra. Teraz guz
pojawił się znowu. Ani dwa lata temu, ani teraz nie ma żadnych zmian w
zachowaniu kotki, guz jej nie boli i w ogóle zdaje się go nie dostrzegać. Je i
wypróżnia się normalnie, ma dobry humor. Czy to może być nowotwór?
Obserwuj wątek
    • wrexham Re: Guz u kotki 21.11.06, 14:06
      chcesz przez to powiedziec, ze ani dwa lata temu, ani teraz nie poczulas sie
      zaniepokojona na tyle, zeby PIORUNEM poleciec do weta? jak u siebie wymacasz
      guza to tez bedziesz sie radzila na forum? slyszalas cos o zwiekszonym
      prawdopodobienstwie wyleczenia przy wczesnym zdiagnozowaniu zmiany nowotworowej?
      to dotyczy wszystkich gatunkow; nawet jesli to nie nowotwor to na pewno
      nalezaloby sie poradzic lekarza wiec zbieraj cztery litery sprzed kompa i idz do
      najblizszej przychodni;
      • pabaisa Re: Guz u kotki 21.11.06, 14:30
        Dokładnie to chcę powiedzieć, daleka jestem od histerii i latania po
        przychodniach z rozwianym głosem. Wszystko mi wiadomo na temat diagnostyki
        nowotworów, natomiast nie słyszałam nigdy o przypadku guza rakowego, który by
        wyrósł a za jakiś czas po prostu znikł bez żadnego śladu. Dlatego też uważam, że
        to jednak nie nowotwór, jakiś tłuszczak czy coś w tym rodzaju. Moja kotka nie
        wychodzi z domu, nie znosi obcych i nawet gospodarzom dotykać się pozwala tylko,
        gdy ma na to ochotę, więc na stres wizyty u weterynarza narażę ją tylko w
        skrajnym przypadku. Teraz czuje się wyśmienicie.
        Forum, a zwłaszcza tacy obcesowi, żeby nie powiedzieć chamscy forumowicze jak
        przedmówca nie są dla mnie wyrocznią. Liczyłam tylko na to, że być może usłyszę
        jakąś rzeczową, rozsądną opinię, popartą doświadczeniem. Wypraszam sobie
        pouczenia i inwektywy.
        • joisana Re: Guz u kotki 21.11.06, 15:17
          Cóż konsultacja byłaby wskazana, oczywiście nowotwór od tak sobie nie znika,
          tłuszczak również, jesli było i "zniknęło" to moze przepuklina, choć wtedy
          teoria o bezbolesności bierze w łeb. Obawiam sie że wirtualna diagnoza nie
          wchodzi w grę. Najlepiej byłoby jednak iść do weterynarza. Pamiętaj tez że
          nowotwory dzielą się na łagodne i złośliwe, ale łagodne w sprzyjających
          warunkach moga ulec uzłośliwieniu. A złe smopoczucie przy różnychnowotworach
          występuje albo nie, to zależy od danego organizmu i etapu rozwoju guza. Moja
          kotka, miał fibroadenomy, usuwane na bierząco 3krotnie, ostatecznie jakieś ich
          resztki uległy uzłośliwieniu po 6 latach od pierwszej diagnozy. Umiarkowanie
          złe samopoczucie nastąpiło miesiac przed jej odejściem.
        • wrexham Re: Guz u kotki 21.11.06, 15:35
          pojscie do lekarza z guzem u kota to nie jest histeryczne bieganie z rozwianym
          wlosem; glupota zaniedbania prowadzi czasem do stanu, ktorego mozna bylo uniknac
          wykazujac odrobine dobrej woli; ostatecznie juz chyba lepiej przesadzic z troska
          niz zlekcewazyc guzy jakiekolwiek; guz jest na tyle skrajnym przypadkiem, ze
          narazilabym kota na stres wizyty; forum to nie wyrocznia, nikt wiec (nawet
          tutejszy wet) nie bedzie wrozyl z fusow n/t stanu zdrowia zwierzecia bez
          zrobienia odpowiednich badan, niedostepnych droga wirtualna; to potencjalnie
          zbyt powazny problem i mozna tylko gdybac, a na gdybaniu traci sie czas, ktorego
          twoj kot byc moze ma juz niewiele - sprawa ciagnie sie od dwoch lat nieprawdaz?
          moze moja obcesowosc wytraci cie z blogostanu i pojdziesz z kotem na badania -
          nie musisz mnie lubic, kochaj swojego kota na tyle, zeby o niego zadbac, to mnie
          usatysfakcjonuje;
          mam nadzieje, ze kot bedzie zyl dlugo i szczesliwie
          • pabaisa Re: Guz u kotki 21.11.06, 22:39
            Cóż, określenie "sprawa ciągnie się od dwóch lat" chyba niezupełnie tu pasuje.
            Przed dwoma laty wystąpiły objawy, które wkrótce znikły, i przez cały ten czas
            kotka była zdrowa. Jeśli zaś rzeczywiście pozostało jej niewiele czasu, wolę,
            żeby spędziła go w domu, wesoła, rozbawiona, rozpieszczana przez domowników, niż
            pokiereszowana i pozszywana, naszpikowana lekami, zestresowana.
    • avasawaszkiewicz Re: Guz u kotki 22.11.06, 09:36
      Niestety nie damy rady ocenić cóż to jest bez badania zwierzaka. Nie wiemy
      nawet z Twojego opisu, czy ten guzek, był miękki, twardy, ufiksowany do mięśni,
      do skóry, czy dał się przesunąć pod skórą, jakiej był wielkości - czy pestki od
      wiśni, czy wiśni, czy orzecha włoskiego itp. nie wiemy nawet czy Twoja kotka
      jest wysterylizowana a jeśli tak to kiedy? Ogólnie rzecz biorąc oprócz
      informacji, że był guz potem go nie było teraz jest- nie wiemy nic. Być może to
      był mały ropień, może tłyszczyk (fałdka, często niepokojąca właścicieli kotów,
      być może to tłuszczak - ten też nie znika. Być może owe guzki nie mają ze soba
      związku, być może przez jakiś czas nie były widoczne, głęboką pod tkanka
      schowane, być może po rujce w wyniku działaniu hormonów powiększyły się i z
      czasem zmniejszyły.
      Jak widać diagnoza zależy od wielu czynników. Nie znamy nawet tych
      najważniejszych co i tak nie zezwoliło by nam na postawienie dziagnozy - bez
      zobaczenia zwierzaka.
      Faktem jednak jest, że każdego guzka lepiej jest wyciąć wcześniej niż później,
      że guzki u kotów bardzo często zwłaszcza te w okolicy guzów sutkowych (w 90%)
      są złośliwe i dają częste przerzuty.
      Dobrze by było abyś wybrała się jednak do weterynarza. Być może ten guzek to
      nic takiego a potem jeśli okaże się, że to coś strasznego nie będziesz mogła
      sobie darować patrząc na cierpienie kotki poźniej - kiedy będzie za późno. To,
      że teraz ona biega nie znaczy, że nic sie z nią nie dzieje, czy też, że zaczyna
      siż dziać z nią coś złego. Ludzie też nie chodzą do lekarza zanim ich stan nie
      stanie się już prawie krytyczny kiedyto może być już za późno. Ale my
      decydujemy sami za siebie one niestety nie mogą tak decydwać.
      Pozdrawiam - serdecznie - ava

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka