Dodaj do ulubionych

Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:(

    • madfalcon Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 07.09.07, 18:05
      Ludzie ja to nie wiem jak Wy możecie wytrzymać z tymi potworami. Ja od razu bym
      się pozbył zmartwień... Kot moim zdaniem do domu sie nie nadaje. Radze wymienić
      kota na psa.
      pozdrawiam
    • xromop Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 07.09.07, 18:08
      Czy to aby nie jest kotka w czasie rui?
    • rakea może F E R O M O N Y - tak na szybko 07.09.07, 18:35
      w takiej formie elektrycznego dezodorantu jak BRISEdo kupienia w sklepach interenetowych.

      trochę drogi ale warto >> łagodzi niejasne kocie stresy i niepewność :)
    • erde Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 07.09.07, 18:41
      alez sie nasmialam...to zupelnie,jakbym o moim czytala. co prawda u
      mnie nie tak zle, bo i psy sa,i od niedawna kotka mala / o dziwo
      zaakceptowana przez szefa/,ale moj kot tez zadatki ma naupierdliwca.
      rad specjalnych nie mam niestety. tak tylko pisze,coby cie w
      nieszczesciupocieszyc, bo zywot z nimi bywa trudny:) na pocieche
      dodam,ze moze jak sie przeprowadzicie, to /oczywiscie po stresie z
      tym zwiazanym i roznymi niespodziankami..hahaha/ moze sie kocur
      jakos odnajdzie? pozdrawiam serdecznie.
    • sabrinaksp Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 07.09.07, 19:05
      No to masz dziewczyno kłopot ;> Tez mam kocura kastrata no i od czasi do czasu
      tez wydaje te jęki z siebie i drapie w okno w zaluzje i gryzie obicie z drzwi ;>
      no ale od kiedy jest wykastrowany sa to juz tylko epizody....No ale u mojego
      kota wszystkie te wyczyny oznaczają : WYPUSC MNIE ZA OKNO! Otwieram mu okno (
      mieszkam na parterze) kot sobie idzie w cholere , pochodz powącha czasem sie
      zesra nawet na trawe i jest szczesliwy.
      Mysle ze jak ktos juz wyzej napisal, powinnas zaopatrzyc sie w szelki i
      wyprowadzac gadzine, spacer i tobie dobrze zrobi i jemu napewno tez;) A co do
      tego irytującego mycia to wydaje mi sie ze tu ma chyba znaczenie twoja ciąza ;>
      powodzenia zycze ;)
    • listekklonu Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 07.09.07, 19:17
      Ale macie przeżycia ze swoimi kotami! Przynajmniej nie jest Wam nudno:D Moja
      kocica śpi na monitorze przez cały dzień i zupełnie nic się jej nie chce.
      Czasami chciałabym, żeby było w niej więcej energii. Ale jednak nie aż tak ;)
    • ascara54 Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 07.09.07, 19:33
      Kochaj ale nie ulegaj!!! Określ zasady postępowania i przestrzegaj.
      Mój Łotr,/ma 3 lata/ jeśli coś zrobi źle idzi za karę do kuchni.
      Drzwi zamykam i spokój. Może wyć ile chce Nic mu nie pomoże.
      Obgecnie już nie wyje, bo i po co? Wie że nie zareaguję.Mam na
      uwadze jego kaprysy, bo często sygbnalizuje czego chce i zawsze
      sprawdzam czego chce. Zabawa to sprawa indywidualna każdego kota.
      Mój lubi toczyć piłeczki łapą, może się tak bawić długo. Pozatym
      wyszukuje sobie sam zabawki które się mogą toczyć. Przy sprzątaniu
      wymiatam spod mebli ołówki długopisy i różne dziwne rzeczy. Ale na
      to nie reaguję.Zło nieszkodliwe, do przełknięcia. Mojego kota
      przyzwyczaiłam że pora na zabawę i pieszczoty to wieczór przed
      spaniem i rano po zbudzeniu. Otwieram rano oczy a kot leży i
      czeka . I tutaj jestem konsekwentna także na korzyść kota. Bawię
      się z nim ile on chce ile potrzebuje. To samo wieczorem. Kot
      przyzwyczaił się nawet do godziny, i ja tego także przestrzegam.
      Oboje jesteśmy zadowoleni. Drapał moje meble tapicerowane, obszyłam
      wszystko materiałem i przestały go interesować. Dałam mu do
      drapania chodnik odwrócony przypominający tapicerkę.. i też go
      zaakceptował. Dzisiaj już nie mam z nim problemów. Przestał b yć
      up....wy. Życzę powodzenia w wychowywaniu kota.!!!
    • aasb Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 07.09.07, 19:34
      Myślę, że powinnaś się głęboko zastanowić jaką będziesz mamą. Piszę
      to bez złośliwości. Jak przeczytałam Twój post to naprawdę pierwsze
      co zrobiłam to pomyślałam o Twoim przyszłym potomku, jak będziesz na
      niego reagować kiedy będzie marudny, kiedy będzie głośno jadł, czy
      płakał cały czas.
      Ja też mam dwuletniego maruderka i jakoś sobie z tym radzę nigdy nie
      pomyślałam, że przez to jak się zachowuje mogę go mniej lubić.
      Potrafi zawodzić w przedpokoju i żadne zabawianie nie pomaga, ale
      jest jedna rzecz która pomaga i to najbanalniejsza, po prostu
      wzięcie go na ręce i pogadanie do niego spokojnym głosem,
      pogłaskanie po brzuszku czyli tak po prostu poświęcenie mu uwagi.
      Potem maluch już zaczyna się sam bawić i jest ok.
      Przeszliśmy z nim wiele od "wieku niemowlęcego" kiedy nie dawał nam
      spać w nocy, poprzez kilka chorób i ogromnego marudzenia, ale oboje
      z mężem nie wyobrażamy sobie żeby go z nami nie było, mimo, że
      czasem daje nam w kość. Tylko czytając Twoją wypowiedź myślę że mamy
      ku temu inne przesłanki my po prostu uwielbiamy tego nieznośnego
      marudę, a nie dlatego że jest naszą własnością...
    • pistacja-1 Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 07.09.07, 20:51
      witam!!!może zabrzmi to dziwnie,ale skoro ludzie mogą mieć problemy z
      psychiką,to czemu zwierzęta nie???????......mój kot od małego niecierpi
      głaskania,atakuje ludzi znienacka gryząc w nogi...sam z siebie!!niecierpi innych
      zwierząt, rzucił się raz na psa i na inne koty też,nawet na malutkie.Jak mój
      piesek był szczenięciem,zaatakowała go i skończyło się u weterynarza,bo
      krwawił...wydaje mi się, że ma coś z głową..Moze przeszedł jakieś traumatyczne
      przeżycia,to był bezdomny kotek,uratowaliśmy mu życie. Żal nam go uśpić,ale jest
      trzymany w zamknięciu by nie miał styczności z psem,sa odseparowane piętrami i
      tak już costanie;(
      • sabrinaksp Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 07.09.07, 20:55
        yyy a tak jeszcze o zabawkach dla kocura...mojemu tez sie przejadly te
        wszystkie wętki ,miotelki i myszki ale jest cos za czym zawsze chcetnie pobiega
        i na to popoluje ;>...Cetebe ;> to witamina c'e w takich wielkich kapsulkach w
        srodku cos szelesci lekko tknie lapka i mu to ucieka uwielbia sie bawic tymi
        tabletkami ;) Warto sprawdzic czy twoj marudnik przypadkiem tez nie bedzie mial
        z tego radosci;)
    • anjazzielonego Może się poprawi! 07.09.07, 21:01
      Nie przejmuj się głupimi postami.
      Wiem, że na pewno kochasz swego kota, ale taki okaz każdego by wykończył.
      Na pocieszenie napiszę, że zachowanie kota może się zmienić - moja pierwsza
      schroniskowa kotka trafiła do nas maleńka, miała 6 tygodni. Najpierw była
      grzeczna, wymagała jedynie jedzonka i dużo tulenia:)
      Gdy skończyła 4-5 mcy DIABEŁ w nią wstąpił!!!
      Oto niektóre z jej zachowań:
      1. skakała po wszystkim i miauczała godzinami w nocy, ja do niej wstawałam,
      brałam do łóżka, tuliłam, mówiłam, prosiłam. Jedyne, co działało, to.... spanie
      przeze mnie na podłodze! Przysięgam!!!!
      Nie wiem, co jej wpadło do łba, ale to akurat było ok, jak szanowna Ania spała
      nie w łóżku a na podłodze.
      kładłam się zdechła o 2-3 nad ranem na panelach, brałam jakąś poduszkę i koc, i
      wtedy hrabianka była zadowolona. Łaskawie kładła się przy mnie i w tych
      komfortowych warunkach przesypiałam noce.
      Nie mam pojęcia, czemu jej to pasowało.
      2. Lubiała też w owym czasie robić skoki z mebli na samą górę drzwi pokojowych
      (na tą wąską część)- z odległości kilku metrów było to jak skok na linę,
      zamierałam, że pyszczek sobie rozbije.
      3. piszczała i wyła pod drzwiami wejściowymi - chciała na klatkę (mieszkamy w
      bloku) - a jest kotem niewychodzącym.

      Przez pewien czas była nieznośna, były momenty, że ryczałam z bezsilności. Nie
      wiedziałam, czemu ona tak się zachowuje, czy jest nieszczęśliwa (chciała
      wychodzić a nie mogła), latałam po weterynarzach, że może coś jej jest.
      I w pewnym momencie zrobiła się spokojna!!! Sama!!!
      Może twój ancymon też tak będzie miał.
    • bellunia Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 07.09.07, 21:02


      A Ci poradzę cos odmiennego, co działa na uspokoje. Na graj na
      komórkę kilka serii dzikich wrzasków swojego koteczka. W momencie
      kiedy on zacznie swój koncert Ty dyskretnie w niedalekiej odległości
      od kocurka włącz jedno z nagrań. Spokój gwarantowany, przynajmniej
      przez 1 godzinę :o)

    • idealna76 Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 07.09.07, 21:26
      Witam! Doskonale Cię rozumiem , mam dokładnie te same kłopoty z moją kotką
      (oprócz drapania szyby pazurami od zewnątrz).Bardzo się uśmiałam czytając Twój
      post, -jakbym czytała o mojej kocie.
      Ostatnio znalazłam na nią sposób- zabieram ją codziennie do pracy-tam jest
      ogród-wybiega sie i nie ma siły wieczorem wyć na środku przedpokoju.Ale w
      weekendy mam dalej kłopot.
      Jest taki 'specyfik'-Feliway- wkłada sie to do kontaktu (jak odstraszacze na
      komary.Preparat wydziela feromony- ma to uspokajać zwierza.Sama nie probowałam,
      ale opinie właścicieli kotów są bardzo dobre.
      Łączę sie z Tobą w 'cierpieniach'!
    • koala_tralalala Polecam 07.09.07, 21:36
      Jesli nadal potrzebujesz porady, to wklej swoj post na "kocie"
      forum, tam jest cala gromada specjalistow od kocich zwyczajow,
      naprawde duzo o nich wiedza:
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10264
    • noccoapa Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 07.09.07, 22:12
      OTO CO PRZYNIOSLO DOBRE EFEKTY U MNIE - a mam podobnego marudzacego
      kocurka. Mimo ze mieszkanie jest duze, jest kogo pogonic (mlodsza
      koteczka jako towarzysz zabaw), to moje cudo nieustannie domagalo
      sie uwagi i ciagle chodzilo niezadowolone. ROZWIAZANIE: zaczelismy
      chodzic na spacery, kot na szelkach. Troche to trwalo zanim sie
      przyzwyczail - bardzo sie bal na poczatku, no i nie chcial chodzic w
      szelkach. Teraz na spacerach chodzi ze mna przy nodze jak pies i
      nieustannie sie lasi i patrzy na mnie duzymi szczesliwymi oczkami.
      SZOK! Oczywiscie trzeba bylo troche popracowac nad nawigacja :-)
      Duzo i glosno go chwalilam kiedy szedl tam gdzie chcialam zeby szedl
      i wrzeszczalam "psik!" i ciagnelam lekko za smycz kiedy pakowal sie
      tam gdzie nie powinien (np. w geste krzaki albo na ulice - na
      szczescie spokojna ulice). Trzeba tylko koniecznie uwazac zeby sie
      nie wyrwal - nie puszczac smyczy chocby nie wiem co! Teraz kot jest
      wybitnie sterowny :-). Chodzimy na 20 min. spacer co 2 dni. Po takim
      krotkim spacerku kot jest caly szczesliwy i, co najwazniejsze,
      SPOKOJNY. Ladnie je i spi. A ja jestem dotleniona!
      Polecam z calego serca.

      • venus22 Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 07.09.07, 22:29
        Kroliczyco, tyle ludzi i niektorzy po kilka razy udzielili ci tyle
        rad a takze pytan ze byloby po prostu kulturalnie z twojej strony
        gdybys wreszcie napisala czy bylas z tym kocim problemem u
        weterynarza.

        Venus
        • kroliczyca80 Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 07.09.07, 22:57
          Rany, przecież odpisałam już parę razy w tym wątku, także zresztą i
          tobie. Rad jest dużo, zapisałam sobie na kartce te wg mnie najlepsze
          i już zaczęłam stosować. Póki co (jak już pisałam) spadło ciśnienie
          i kot dużo śpi, jest więc względny spokój. Ja tez zresztą dużo śpię
          i nie wchodzimy sobie w drogę.

          Do weta nie mam po co iśc, kot jest regularnie badany, szczepiony,
          doglądany itd. Wszystko z nim w porządku poza lekką nadwagą. Ale
          wczoraj odkryłam, że prawdopodobnie ma pchły i dziś już chodzi
          zakroplony na szyi ampułką przeciwpchelną. Muszę jeszcze wyodkurzac
          mieszkanie w celu pozbycia się jajek i kokonków.

          Spróbuję tez z ta karmą dla kastratów. Kiedyś już taką mieliśmy
          (royala) ale nie chciał jeśc, może spróbuję innej firmy.

          Kuwety nie mogę zmienić - mamy dużą, krytą, większa już za wannę nie
          wejdzie. Jest też do wyboru odkryta na balkonie, ale raczej ją
          ignoruje. Woli krytą.
          • ireo Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 08.09.07, 02:25
            kroliczyca80 napisała:

            > ...
            > wczoraj odkryłam, że prawdopodobnie ma pchły i dziś już chodzi
            > zakroplony na szyi ampułką przeciwpchelną. ...
            >

            to jest najprawdopodobniej przyczyna, po zwalczeniu pasożytów
            spodziewałbym się poprawy. poza tym kot nie jest obojętny na Twój
            stan i emocje, odbija je jak lustro. jeśli jesteś niespokojna,
            trudno żeby spokojny był kot. dodam jeszcze, że oddanie kota komuś
            innemu jest dla zwierzęcia emocjonalną katastrofą, więc takie
            wyjście odradzam
          • venus22 Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 08.09.07, 11:35
            """Do weta nie mam po co iśc, kot jest regularnie badany,
            szczepiony,
            doglądany itd. Wszystko z nim w porządku poza lekką nadwagą.""

            dziekuje, ALE my sie dopytujemy czy bylas z kotem u weterynarza z
            powodu jeczenia i innych wariacji, a nie czy jest regularnie badany.

            Venus
            • kroliczyca80 Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 08.09.07, 15:52
              A według ciebie co weterynarz może na to pomóc? On jest od leczenia
              kociego ciała, nie ducha. Skoro wszystkie wyniki są dobre, to na
              marudzenie może pomóc (poza drugim kotem) tylko behawiorysta lub
              inny tam zwierzęcy psycholog. A na takie zabawy nie mam ani czasu,
              ani ochoty.
              W poście nr 1 nie pytałam, jak pomóc kotu (bo to wiem, ale chwilowo
              jest to nierealne) tylko jak to wytrzymać i nie zwariować.
    • pochmurna Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 07.09.07, 23:20
      Idź z nim do weterynarza, bo może jest chory (fizycznie, albo ma jakieś pasozyty, coś, co mu dokucza na tyle, że świruje); a jak inaczej ma szansę dać Ci do zrozumienia, że potrzebuje uwagi (pomocy)? I dopiero, jeśli się okażde fizycznie zdrowy, będziesz mogła pomyśleć o jego psychice; może np. tak reaguje na Twoje zmiany hormonalne związane z ciążą (i pomoże mu zastrzyk jakiś?). Pomyśl trochę o nim, a nie o tym, jak Cię denerwuje. A jeśli nie możesz (co jest oczywiste, w końcu w ciąży masz prawo potrzebować spokoju), to może pomyśl nad tymczasową zmianą miejsca zamieszkania Twego kota.
      • janeta5 Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 07.09.07, 23:56
        Słusznie.Do weterynarza.Mój kocur też był zmierzły jak
        zaraza.Złośliwy,ryczący,gryzący.Po jakimś czasie okazało się,że ma
        chory pęcherz.Po leczeniu - o niebo lepiej.Nie żeby był aniołek,ale
        poprawa w zachowaniu znaczna. Warto sprawdzić,bo może cierpi.

        Jana
    • switonemsi Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 07.09.07, 23:32
      Kochaj go kochaj!
    • leo.m Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 08.09.07, 07:32
      Jak czytałem Twoją opowieść, to rzewnymi łzami zapłakałem nad dolą tego biedaka.
      Kot jest z natury zwierzęciem dzikim. Koty nigdy nie zostały udomowione. One
      tylko zaprzyjaźniają sie z człowiekiem, dla swojej wygody. Krzywdzisz go
      trzymając w ciasnym mieszkanku, bez takich kocich atrakcji, jak polowanie, kocie
      wojny i zaloty.
      Prawdziwy kot sam wybiera sobie gospodarza. Opowiem Ci dwie historie. Kilka lat
      temu wieczorem w przeddzień wigilii coś zamiauczało pod drzwiami mojego domu.
      Był to kot z gatunku "kotów prawdziwych" - szukał nowego domu. Zamieszkał w
      obejściu (dom jest na wsi, ale nie ma typowych zabudowań wiejskich). W zimne
      noce przychodził spać w ciepłym garażu. Całe dnie gdzieś sobie hasał. Dr wet.,
      który się nim opiekował po wysłuchaniu jego historii stwierdził, ze ma on
      wspaniałe kocie życie, ale będzie ono krótkie. Był z nami prawie trzy lata i
      uciekł z przed drzwi kliniki wet. kiedy zachorował. miał na imię Wszemił. Po
      paru miesiącach pojawił się jego następca. Długo podchodził pod dom, aż wreszcie
      uznał, że może u nas zamieszkać. Nazywa się Ząbek vel Drapcio, bo ma wielkie
      wystające kły, a drapie wyjątkowo mocno (gryzie też). mieszka na tych samych
      zasadach, co Wszemił. Jest mu chyba dobrze, bo ostatnio przygarnął dwie kocice,
      które sie u nas okociły. To sie nazywa kocie życie. Wypuść kota na wolność i
      pozwól mu przychodzić kiedy zechce.
      Pozdrowienia od Ząbka.
      • kroliczyca80 Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 08.09.07, 15:18
        Nie każdy kot jest przygotowany na życie na wolności. Mój nie jest.
        Próbowałam go wyprowadzać na spacery - wdrapywał się na mnie w
        panice i gubił sierść. Bywał też ze mną na wsi. Dawałam mu trochę
        luzu, mógł iśc obwąchiwać wszystko, mógł sobie wejśc na drzewo,
        pogonić ptaki. Nie chciał. Wlaził do domu i patrzył przez okno. I
        tak za każdym razem. U mnie w domu też jest podobnie. Nie drze się
        pod drzwiami wejściowymi, gdy otwieram drzwi na klatkę to ucieka.
        Mieszkam na parterze i teoretycznie mógłby próbować uciec przez okno
        (zabezpiecozny jest tylko balkon) ale nie chce. Czarna kociczka
        korzystała z każdej okazji żeby uciec, on nigdy.
        I ja miałabym go na siłe wyganiać z domu? Chyba na głowę upadłeś.
        Gdy zamieszkamy w domu z ogrodem, pewnie nauczy się siedzieć pod
        jakimś krzakiem, ale to nie jest typ wędrownika. To rozpieszczony
        hrabia. Dodam jeszcze że z jego wyglądem (wygląda ultra rasowo i
        bardzo zachęcająco) szybko ktoś by go ukradł. I wylądowałby w takim
        samym zamknięciu, tylko u opiekunów - złodziei. I po co?
        • fruzia34 Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 09.09.07, 17:33
          Polubiłam kocie sceny i dąsy i jest to dla nas raczej powód do
          śmiechu niż zmartwienie. Lubię, jak mój kocio pajacuje, chcąc
          osiagnąć jakieś swoje cele. On specjalnie rozrabia, a ja się bawię z
          nim w "No no no!", czyli wygrażam mu i udzielam reprymendy, że niby
          bardzo mnie to oburza!;) W ogóle dużo gadam z kotem, przemawiam mu
          do rozumu, i czesto on mi odpowiada wydając miałki symulujące ludzką
          mowę. Czasem też ja wydaję miałki.
          Mojego nie kręcą przejawy rozbuchanego konsumpcjonizmu w postaci
          specjalnych zabawek - najlepiej kontentuje się rzuconą na
          podłogę "dupką" od marchewki lub niewielkim, zapiaszczonym
          ziemniakiem. Dryblowanie, żonglowanie, pełne poświeceń skakanie - są
          wtedy bardzo widowiskowe!
          Tak w ogóle, to się kochamy, ale czasem kot, jak to kot, siedzi na
          kanapie i ma za złe. Tego lata w ciepłe dni okropnie jęczał, gdy się
          go choćby musnęło. Taka ksieżniczka na ziarnku grochu.
          Aby go trochę zahartować robimy mu więc "ciasto", czyli, dłońmi
          zbrojnymi w rękawice kuchenne, "wałkujemy" kota na jakimś łóżku. Kot
          wtedy walczy, miota się, ma adrenalinkę - a potem się wyrywa i wraca
          na ogół już uspokojony. Jeśli nie - atakuje celnym hapsnięciem
          mojego męża. To znaczy, ze rozejm zerwany i "ciasto" trwa.
          Oczywiście nie można przed kotem zamykać jego terytorium - jest to
          ciężka obraza kota! ;) Należy też ulec presji kociego Stronnictwa
          Konserwatywnego i jeśli już jest jedenasta, bezzwłocznie udać się do
          snu, gdzie kot nas zapędza niczym czuła matka miałkami i osobistym
          wskazywaniem właściwej drogi (z zahaczeniem o miseczkę!).
          Bólem kota jest też zmienianie mebli. Biedny zwierzak bardzo mnie
          poruszył swoją postawą Ślimaka broniącego ojcowizny, gdy trzeba było
          wyrzucić stare szafki kuchenne, a on się w nie wczepił pazurami i
          patrzył butnie, a z rozpaczą!
          Kot wrażliwą jest bestyjką i kochanym być pragnie nade wszystko,
          oraz żeby na jego terytorium nic się nie zmieniało. Mam wrażenie, że
          nasz kot jest niejako naszym "pasterzem". To on uważa się za jedyną
          odpowiedzialną i rozsądną osobę w tym domu. Kot jest moim pasterzem
          i niczego mi nie braknie! :).
          Czasem tylko wytnie jakiś numer przed goścmi - ale i tak potem go
          chwalimy i z nim, nie z gośćmi, trzymamay sztamę. Nasz ci on!
          Ostatnio kocio przeżył bardzo ludzką traumę związaną z rywalizacją,
          zachwianiem poczucia własnej wartosci i lękiem przed odrzuceniem.
          Przyszedł do nas mały chłopczyk, z którym bardzo się bawiliśmy i
          rozpieszczaliśmy go, jak zazwyczaj kota. Kot ponuro obserwował rzecz
          spod stołu. W pewnym momencie chłopczyk klęknął, i na czworaka
          zaczął czegoś szukać po podłodze, posuwając się w stronę kota. A
          wtedy... Kot zrobił "dinozaura" (zjeżył sierść na grzbiecie,
          usztywnił łapy) i, z rozpalonym wzrokiem, wystąpił naprzeciw wydając
          z siebie straszne, gardłowe wycie! jak polujący lew! Wktótce w wyciu
          tym zabrzmiała czysta rozpacz, płacz - ale nie przestawał! Mały 4
          kilo kot wychodził dzielnie naprzeciwko Wielkiego Kota, gotów umrzeć
          za swój dom i swoje w nim miejsce!
          To była zazdrośc o inne stworzenie i obawa, ze skoro pojawił się w
          domu nowy czworonóg, tez zabawny, tez pieszczony, a zdecydowanie
          większy - że to oznacza, ze mały kot straci dom i naszą miłość!
          Dziecko się wystraszyło, a ja wzięłam histeryka na ręce i utuliłam,
          tłumacząc, że jest kochany i na zawsze już ma u nas domek.
          Potem z mężem wzruszaliśmy się kocim odruchem, który pokazał
          uniwersalny strach każdego stworzenia, ze nagle w jego życiu może
          zjawić się potęzny konkurent, który pozbawi nas, małe koty, naszego
          kawałka swiata: domku, państwa, miłości, spokoju... Że ci, od
          których zależymy, zawsze wybiora nie nas, co kochamy od lat, lecz
          to, co nowsze, większe, silniejsze. Kot się wystraszył, że będzie
          odrzucony i że skonczy mu się świat! Kto z nas się tego nie bał?...
          Kot szkodzi, kot głodzi (bo kosztuje bestia!), ale bez kota to żaden
          dom! :) Kocham kota razem z jego kocimi numerami jak Mały Książę
          swoją różę, która też miała humorki i uważała się za nie wiadomo co,
          a tak naprawdę była wątłą dość roślinką i miała tylko trzy kolce.
          Kot ostrych koncówek ma pięć, ale też, w gruncie rzeczy, jest to
          biedota, ktora, na wolności, ma ciężkie życie, a jednak nie da się
          ujarzmić za miskę mleka i wziąc pod but - ma w sobie tyle godności!..
        • leo.m Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 09.09.07, 21:58
          No, No! Ukraść kota nie jest łatwo. Mojego Wszemiła próbował ukraść pewien
          człowiek. Dowiedziałem się o tym przypadkiem. wziął go na ręce, pogłaskał i
          myślał, że kot jest jego. Kiedy chciał go wsadzić do samochodu został
          niemiłosiernie podrapany po twarzy, tak że mało nie stracił oczu. Widział to sąsiad.
      • madissa Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 09.09.07, 12:42
        Mój rodzinny kocurek-kastrat mieszka na parterze z ogródkiem: cały
        dzień jedno z okien jest uchylone - kotek wychodzi sobie i wchodzi,
        kiedy chce. Jak się nudzi - robi to co parę minut. Wychodzi oknem,
        a za chwilę miałczy pod drzwiami. Często znika gdzieś i wraca tylko
        na posiłki, jakkolwiek nie cierpi być sam w domu - opuszczony na
        parę dni przez swoją panią - przez kolejnych kilka jest ciężko
        obrażony. Przyczaja się gdzieś przy domu i przyprowadza
        powracających domowników. Chodzi z panią na wieczorne spacery do
        śmietnika - pani ze śmieciami chodnikiem, kot obok, pod brzuchami
        samochodów. Nauczony przez swoją mamusię,mając wybór, we wczesnej
        młodości stanowczo odrzucił kuwetę. Często zachowuje się jak kocię i
        skacze po całym mieszkaniu, żądając, żeby się z nim bawić. Toleruje
        głaskanie, ale nigdy się nie łasi. Uwielbia biegać za białymi
        korkami od butelek po piciu! Od niedawna brat, wyjeżdżając, podrzuca
        na trochę mamie swojego młodego kociaczka - kot nie toleruje tego
        malca! Przez cały okres pobytu młodziaka chodzi nadęty jak
        purchawka - a w domu jest tylko na spanie oraz jedzenie (je wtedy
        żarcie młodego, a młody wybiera jego miskę) Obserwując to wszystko,
        raczej nie zdecydowałabym się na kota, który musiałby spędzić całe
        życie zmknięty w czterech ścianach!
      • gosiulka40 Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 10.09.07, 11:32
        Biedny koteczek.Wiesz jaki on jest samotny.Może powinnas pomyśleć o drugim kocie,ale masz b.małe mieszkanie.On czuje się jak w klatce.Jestem przeciwna trzymania kotów w mieszkaniu,choć dwa czują się dużo lepiej.Ja mam 5 dużych i 4 małe oraz męża i 2 dzieci.Jest wesoło.Mój pupil Rudy postanowił pokazać kto tu jest najważniejszy i robi siusiu na podłogę ,ogrooomną kałużę, bo sam jest ogromny.Jest to okropne,wyrzucam go na dwór,całe szczęscie mam taką możliwość ,ale on zachowuje się jak królik z Monty Pythona.Też chwilami mam dosyć,ale próbuję znależć wyjście z sytuacji.Musisz pamiętać,że on naprawdę jest bardzo samotny i będzie jeszcze bardziej jak urodzi się dzidziuś.Pomyśl nad oddaniem go w dobre ręce gdieś do domku z ogródkiem.On woła o pomoc i wolność.Nie miej wyrzutów.Mocno Cię pozdrawiam i życzę wspaniałego rozwiązania ciąży jak i sytuacji upierdliwego kota.
    • inver [...] 08.09.07, 07:40
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • sraczynski Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 08.09.07, 08:29
      Dokup sobie psa, nastawi sierściucha.
      • leo.m Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 09.09.07, 22:01
        Psa - nigdy! Czy spotkaliście kiedyś kota policyjnego?
        • venus22 Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 09.09.07, 23:07
          """A jak nie daj boże komuś nie odpiszę to od razu awantura
          (patrz forumowiczka o ksywce venus)."""

          szydlo coraz bardziej wylazi....

          Zwracam uwage ze JEDNAK jest niekulturalniej nie udzielic odpowiedzi
          na pytania w sytuacji kiedy MY SAMI angazujemy czas i dobra wole
          obcych ludzi - zasiegajac rady na forum.

          Tym bardziej wiec wypada aby w podziekowaniu za CZYJS poswiecony
          czas i uwage, udzielic opdowiedzi na pytanie TYM co sie tak
          angazuja w twoj problem, kroliczyco.

          A ja nie bylam jedyna ktora pytala czy bylas z kotem u weterynarza
          Z TYM KONKRETNYM problemem. jesli ktokolwiek sie tu awanturuje, to
          TY.

          Venus
          • 2-mona Re: do venus22 10.09.07, 08:55
            Witaj!
            Tos dobrze spostrzeglas, ze ta kroliczyca sama sie awanturuje, a
            innym to przypisuje. A wiesz czemu? Bo niema zadnych argumentow.
            Ludzi jej od serca (przewaznie) doradzaja, (niech nie zawsze
            trafnie, ale liczy sie intencja) a ona im cze,sto tak odpowiada jak
            by laske robila a na dodatek jest bardzo nieuprzejma, tak jak by to
            tylko ona swoj czas poswie,cala a inni nie.
            Ja w swojej pierwszej poczcie, wyobraz sobie, napisalam krotko o
            problemie z moim kotem i calkiem skromnie o tym, ze mnie pomogla
            porada fachowa, czego jej tez doradzilam, a ona, czyli kroliczyca,
            mi na to, ze ja nie mam zadnego poje,cia a sie wyma,drzam. Pewnie,
            ze nie mam tyle poje,cia co fachowiec, temu tez doradzilam jej po
            taka, pomoc sie,gna,c. Ona chyba nie czytala tego dokladnie albo nie
            zna znaczenia wszystkich slow i reaguje tylko na te, znaczenie
            ktorych zna.
    • reynevan_a Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 08.09.07, 08:49
      Współczuję Ci. Ja z moją kocicą mam życie sielskie - anielskie :).
      Słuchaj a nie myślałaś o kastracji kocura ? To zwykle pomaga i jest
      wskazane dla kotów żyjących w domu. Kot jest wtedy spokojniejszy,
      trzyma się domu i właścicieli.
      Pozdrawiam
      • venus22 Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 08.09.07, 11:39
        uprzejmie cytuje:

        autor: kroliczyca80 04.09.07, 21:35 Dodaj do ulubionych Skasujcie
        Odpowiedz cytując Odpowiedz

        Tak, tak, wykastrowany od ponad roku.

        v.
    • inver Re: i nawzajem 08.09.07, 08:52
      Wam to się w głowach poprzewracało, żwby bardziej się przejmować humorami kota,
      niż kobiety w ciąży. Zasada prosta - nie podoba się , do widzenia. A tutaj
      czytam, he he, jak dziecko się urodzi , to kotek będzie zestresowany - ha ha.
      Wynika z tego że ważniejszy kot od dziecka. Ja rozumiem, że miłość do zwierząt,
      ale wszystko ma swoje granicy i miejsce - jak w teatrze.
      • 2-mona Re: i nawzajem 08.09.07, 11:41
        inver, zapomniales o jednym, to nie kot sam siebie nabywa, tylko
        ludzie jego, aby miec towarzysza w domu. To tez nalezy go tak
        traktowac. Poza tym kto powiedzial, ze kobieta w cia,zy czy dziecko
        jest mniej wazne. Cia,za lub fakt, ze w domu sie pojawi
        nowonarodzone dziecko nie wyklucza obowia,zku troszczenia sie o
        zwierze,ta, ktore nawiasem mowia,c jak juz wspomnialam nie
        przynosza, samych siebie do czyjegos domu.
        • kroliczyca80 Re: i nawzajem 08.09.07, 15:40
          Polemizować na temat róznicy między kotem, psem, chomikiem i rybką a
          ludzkim dzieckiem nie zamierzam, bo dobrze wiem, że ludzie róznie to
          postrzegają. Na forum miau (a i tutaj chyba też) na ogół pupil i
          potomek stawiani są na równi. To teraz nieważne. Chciałam tylko
          powiedziec, że mylisz się co do jednego - kot bardzo często nabywa
          się sam! Sam przychodzi do domu, prosi o jedzenie, śpi pod drzwiami
          i tak aż do skutku, czyli przygarnięcia go. Myślę, że w ten
          sposób "nabywa się" ponad połowa kotów, zwłąszcza na wsiach. W
          Miastach bywa róznie, ale np czarna koteczka (którą mój kot bił)
          nabyła się całkiem sama. I co, człowiek przygarnie, bo mu żal, a
          potem ma 20 lat albo miłych mruków i przymilania, albo sikania w
          pościel, gryzienia sprzętów, drapania rąk do krwi bez powodu i
          innych akcji, które koteczki lubią uskuteczniać... W takich
          sytuacjach też nalezy robić wszystko pod kota? Nie sądzę...

          To nie dotyczy mojego kota, który sam się nie nabył (choć gdyby nie
          ja to pewnie już by nie żył, takich miał poprzednich właścicieli,
          ale to już niewazne). Troszcze się jednak o niego jak mogę, bronię
          go każdego dnia przed męzem (nie umiem zliczyć, ile przez to zwierzę
          było w domu awantur...), robię co mogę żeby było mu dobrze, i to nie
          dlatego, że go wzięłam z własnych chęci. To po prostu żywa istota,
          której nie chcę sprawiać przykrości. Czuję się za niego
          odpowiedzialna. Ale od dziecka ważniejszy nie będzie, nie ma obawy.

          Mimo wszystko uważam, że najlepszy model rodziny z kotem widać na
          wsi. Zwierzę jest wychodzące, łowi sobie myszy, w domu ma do
          dyspozycji ciepły kąt i miskę z jedzeniem i wodą (na ogół mlekiem,
          ale to szczegół;), znika na całe tygodnie gdy ma na to ochotę. I
          nikt w rodzinie nie histeryzuje, że kotek ma zły humor, że pewnie
          jakiś podły opiekun stresuje go tym, że nie jest na każde jego
          gwizdnięcie, że nie rzuca mu zabawki, że wygania go z pokoju gdy ten
          np. wyje (zamiast się przyzwyczaić i polubić!). Myśle, że to co się
          porobiło z ludźmi miastowymi to lekka paranoja. Ale, tak ja mówię -
          każdy ma prawo do swojego zdania. Znam ludzi, którzy nie decydują
          się na poczęcie potomka (chociaż chcieliby tego bardzo i wciąz o tym
          mówią), bo przygarnęli tyle bezdomnych zwierząt (koty i psy), że
          niemowlę byłoby po prostu zagrożone. Ale to oczywiście ich decyzja i
          co mnie do tego. Każdy ma swoje priorytety.
          • 2-mona Re: i nawzajem 08.09.07, 23:00
            po pierwsze, to bylo adresowane do nie do ciebie, a do kogo innego,
            co nie sa,dze, ze ma zabardzo serca do zwierza,t. Po drogie nie
            mialam na mysli kotow wiejskich, bo w tej calej dyskusji idzie
            przeciez o twojego kota, a przyjmuje, ze mieszkasz w miescie. Na
            dodatek piszesz w mieszkaniu.
            A tak na marginesie ci powiem, ze nie jest to ma,dry pomysl, brac
            dodomu zwierzaka, jezeli twoj partner, pisalas, nie jest zachwycony
            z tego. Moze faktycznie lepiej znajdz dla twojego kota dobry dom
            zaste,pczy, zamiast czekac az sie przeprowadzicie do domku z
            ogrodkiem. A be,dziesz miala spoko lub lepiej be,dziecie mieli
            spokoj. Z ka,d wiesz, ze twoj kot i przyszly pies sie zaprzyjaznia,.
            A jezeli nie. Dopiero be,dziesz miala chece.
            Z drogej strony sama mowisz, ze on (kot) jest leniwy i wygodny, ze
            podworko go nie bardzo interesuje. Wie,c nie obiecoj se za dozo z
            przeprowadzki do domku, w ktorym on mialby mozliwosc wybiegu. Bo to
            sie zgadza, nie kazdy kot go potrzebuje.
        • ascara54 Re: i nawzajem 08.09.07, 18:19
          mona, tu się z Tobą nie zgodzę. Ludzie są często podli na maxa,
          biorą do domu małego kotka aby zaspokoić kaprys rozwydrzonego
          bachora. Kot zaczyna robić demolkę w domu więc ... za drzwi i
          problem z głowy. Pomyśl ..ile takich malców porzuconych trafia do
          ludzi którzy wcale nie chcieli kota ale żal stworzenia, które żyje
          i czuje jak my. I trzeba z nim żyć i tolerować się wspólnie, a to
          wcale nie jest łatwe. Przerabiam to od 3 lat i wcale nie jestem
          zadowolona z tego kociego towarzystwa, ale co zrobić? Niełatwo
          znaleźć dom dla kota.
          • 2-mona Re: i nawzajem 08.09.07, 23:58
            Chwala ci, ze masz tyle serca dla zwierze,cia. Ale ja tez mialam na
            mysli ludzi, co zaopatruja, sie domowym zwierzakiem z che,ci
            posiadania zywej maskotki, bez dlozszego zastanowienia sie. Dobrze
            to ktos napisal - kot powinien pozostac kotem i jezeli my ludzie
            dycydujemy sie na jego obecnosc w naszym ludskim domu, a szczegolnie
            w mieszkaniu, to powinnismy z tego zdawac sobie sprawe.
            • inver Re: i nawzajem 09.09.07, 01:01
              przeczytałem wypowiedzi powyżej, i dziwi mnie to że ludzie stawiają na równi
              albo wyżej (sic) kota od dziecka w brzuchu matki. po drugie, nie rozumiem
              również dlaczego ludzie tak się przejmują kocią psychiką, że coś mu tam dolega
              itd. Odnoszę wrażenie, że bardziej się troszczą o zawierzaka niż o siebie - ale
              to mój punkt widzenia. Odnośnie tego czy kocham zwierzęta, czy nie. Skoro im nie
              robię krzywdy, to zaprzecza temu że ich nie kocham :p - jak dla mnie, kot, pies,
              ma swoje miejsce w hierarchi, i na pewno nie jest tak ważny aby analizować jego
              stan psychiczny :D. pozdrawiam
              • 2-mona Re: i nawzajem 09.09.07, 01:50
                Pozwole sobie powiedziec, ze odbierasz te wszystkie wypowiedzi
                calkowicie na opak.
    • tefi.easy Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 08.09.07, 09:00
      Kota należy
      1. akceptować
      2. akceptować
      3. akceptować, bo to nie jest dziecko, zabawka
      -sama sobie odpowiedziałaś, że uwielbia pudełka, torby podróżne,
      więc nie czekaj na paczkę tylko idź do pierwszego lepszego sklepu i
      poproś o wolne pudełko
      -mycie się to podstawowe zajęcie kocie, bo tak mają - mycie i spanie
      wpisane w genach
      -kot to nie taki typ /jak np. pies/, który będzie na Twoje zawołanie
      i będziesz go czochrać, kiedy to TY będziesz chciała
      -gdybyś usłyszała jak można strzelać na żaluzjach pazurami, to by
      było- więc żaluzje są podniesione na taką wysokość, aby mój Kitek
      nie urządzał kociej orkiestry w środku nocy
      -a miało być tak przyjemnie??? i tak jest, tylko to zupełnie kocia
      natura inna niż innych stworzeń!!!! - obserwuj i ucz się z nim żyć
      a to napewno wymaga poświęceń-życzę Wam powodzenia
      • po.prostu.ona Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 08.09.07, 09:54
        Umieszczenie postu na stronie głównej portalu zaowocowało napływem osób,
        niekoniecznie chcących sensownie doradzić, niestety.

        Przede wszystkim - to NIEPRAWDA, że kot musi wychodzić. Ja mam dwa koty, z
        których jeden jest rodowodowym brytyjczykiem i nigdy nie opuszczał mieszkania,
        zaś drugi to dachowiec, który prawdopodobnie całe swoje życie spędził na
        "wolności", zaś do mnie trafił mając ok. 2 lat, jako dorosłe zwierzę.
        Żadne z nich (brytol to kocica) nie przejawia NAJMNIEJSZEJ chęci wyjścia na
        zewnątrz. Kocur-dachowiec nawet balkonem się nie interesuje. Lubi siedzieć przy
        okiennej szybie, ale głównie po to, by się wygrzewać. Otwarte okno
        (zabezpieczone) zupełnie go nie pociąga.

        Kotka jest spokojna, jak to brytyjczyki, kocur ma większy temperament, więc nie
        są mi obce "śpiewy" domagającego się zainteresowania zwierzaka. A mój kot, duże
        zwierzę, wydaje z siebie przeciągły, donośny krzyk o wysokiej, rozpaczliwej
        nucie, który dosłownie mrozi krew w żyłach. Na szczęście wystarczy kilkanaście
        minut intensywnej zabawy, by się uspokoił.

        Przypuszczam, że aktualne spotęgowanie neurotycznych zachowań Twego kota,
        spowodowane jest dwoma czynnikami: Twoja ciąża i jego pchły. Z pchłami żaden
        problem. Ciążę też jakoś przetrwacie :-) Koty nie lubią zmian w otoczeniu, a Ty
        teraz inaczej się poruszasz, inaczej pachniesz, inaczej się zachowujesz. I to
        jest prawdopodobnie przyczyna.
        Ciekawe, jak zareaguje na maleństwo. Tzn. nie wierz w żadne przesądy o robieniu
        niemowlętom krzywdy przez koty, ale Twój kocur może np. zacząć sikać w
        niewłaściwych miejscach. Oczywiście to nie jest pewnik.
        Być może trzeba będzie zainwestować w Feliway lub krople Bacha. Ja osobiście z
        tego nie korzystałam, ale słyszałam wiele dobrego.
        Przy okazji - piszesz, że dbasz o kota i często bywasz z nim u weterynarza. Ale
        czy robiłaś badania kontrolne? Kotu oczywiście. Głównie pod kątem nerek. Warto
        się upewnić, że dziwne zachowania to tylko kwestia psychiki.
        Pozdrawiam i życzę powodzenia.
        • katalogavon Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 08.09.07, 14:02

          > Przede wszystkim - to NIEPRAWDA, że kot musi wychodzić.

          NIEPRAWDĄ jest takie stwierdzenie. To, że ZDARZAJĄ się koty które nie chcą
          wychodzić nie oznacza, że INNE NIE MUSZĄ.
          • kroliczyca80 Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 08.09.07, 16:29
            > NIEPRAWDĄ jest takie stwierdzenie. To, że ZDARZAJĄ się koty które
            nie chcą
            > wychodzić nie oznacza, że INNE NIE MUSZĄ.

            Mój nie chce i to załatwia sprawę w tym wątku. Mój chce tylko na
            balkon, ale nie ze względu na świat za siatką, ale dlatego, że mozna
            jęczec raz z tej strony drzwi balkonowych, a raz z tej. I drapac w
            nie szybę też jest cudownie. Nie, nie o wychodzenia na świat tu
            chodzi!
        • kroliczyca80 Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 08.09.07, 16:47
          Witaj, tak, kot ma dobre wyniki badań.
          Mój kot też jest w miarę rasowy (to znaczy jest mieszańcem, ale ma w
          sobie krew jakiegoś brytyjczyka, nigdy nie żył poza domem) i nie
          chce wychodzić. Nawet gdy może, to nie chce. Też uważam, że nie
          każdy kot powinien być wypychany do zwiedzania świata.
      • kroliczyca80 Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 08.09.07, 16:43
        Guzik wiesz, a się wymądrzasz.
        Podnosisz żaluzje? fajnie, ja szyb nie zasłonię kartonem, żeby
        kotecek nie mógł po nich jeździć pazurami. Przywlec ze sklepu
        pudełko? Pewnie, w moim 1-pokojowym mieszkanku, gdzie ledwo mieści
        się szafa, biurko i łóżko, na pewno potrzeba jeszcze wielkiego
        kartonu na samym środku. Mąz przecież za mało wkurza się na kota,
        może jeszcze dostać szału potykając się 100 razy dziennie o karton.
        Torba podrózna jest do kota dyspozycji w szafie. Może w niej spać,
        bawić się, cokolwiek. Ale zainteresowanie torbą zniknęło po 2
        dniach, teraz musze zamykac szafę, bo kot ignoruje torbę i drapie w
        ubrania. A gdy szafa jest zamknięta (po kilku dniach otwarcia non
        stop) to trzeba przecież pod nią jęczeć i drapać w drewno, no bo co
        w końcu, otwarta ma być, bo on tak chce. Głaskać tylko wtedy, gdy
        kot chce, a nie wtedy, gdy ja chcę? Pewnie, tylko że kot nie chce
        nigdy i nigdy nie chciał. Przez całe swoje życie nigdy nikomu nie
        wskoczył na kolana, nie otarł się o nogi (poza momentami, gdy trzyma
        się puszkę kociej karmy). Ale trudno, ja tam narzucac się już nie
        będę.
        Kocią nature znam, nie musisz mi tłumaczyć róznic między kotami i
        psami. Ale wiesz, koty róznią się jeszcze zasadniczo między soba. Są
        koty fajne, do okiełznania i zaakceptowania, są też koty zuepłnie
        nieprzystosowane do współżycia z cżłowiekiem, zwłaszcza na małej
        powierzchni. Mój nie jest taki najgorszy, ale poczytaj co ludzie
        piszą. I zapewniam cie - nie trzeba być kretynem albo złym
        człowiekiem, żeby nie dogadac się z kotem. A takie jak ty mądrale,
        którym trafił się przyzwoity kot, lubią tylko pouczać nie mając o
        niczym pojęcia.
        Wkurzyłam się. Jak wy ludzie lubicie się wywyższać, gdy człowiek
        prosi o zwykłą radę. O kotach wiem zapewne 100% więcej niż ty
        (między innymi z racji zawodu) ale nie, ty będziesz mi pisac banały
        w stylu kot to nie pies. Eh... szkoda gadać.
        • 2-mona Re: guzik wiesz 09.09.07, 01:42
          Jestes wprawdzie w cia,zy, kroliczyco, ale to nie jest powod aby byc
          przykladem nieuprzejmosci, zeby nie powiedziec brzydziej, do ludzi,
          co zycza,ci i ogolnie innym domownika,dobrze,.
          Jak ty tak - z racji zawodu - wszystko wie,cej niz na 100 % wiesz,
          to po co sie pytasz i zawracasz ludziom glowe. Mam wrazenie, ze
          decyduja,cym faktorem twojej "milosci" do kota jest tylko jego
          pie,kny wygla,d. Ale w jednym masz racje. Szkoda czasu na taka,
          gadke szmatke.

          PS.A jednak zastanow sie dobrze, czy nie byloby lepsze znalezc dla
          twojego czworonoga lepiej nadaja,ce sie domownictwo. Macie zbyt
          stresowa, sytuacje, wg tego, co piszesz. Koty nie znosza,
          nerwowosci. To tez nie dziw sie, ze twoj kot sie zachowoje tak a nie
          inaczej, o ile jaka, kolwieg chorobe u niego wykluczasz. Gdy czytasz
          twoja, poczte, ma sie wrazenie, ze juz teraz masz wszystkiego za
          kupe. Po urodzeniu sie dziecka, tej stresowosci sie nie pomniejszy.
          To chyba zdajesz sobie sprawe.
          • kroliczyca80 Re: guzik wiesz 09.09.07, 17:05
            Nieuprzejmości... tia, poczytaj sobie cały wątek, te grubo ponad 100
            postów. Większośc to idiotyczne czepiactwo, w dodatku wychodzące od
            ludzi którzy pojęcia nie mają o zwierzętach. Trzymają jednego kota o
            dobrym charakterze i uważają się za znawców. Tak jak ty.
            Staram się odpisywac każdemu, w dodatku muszę tłumaczyć wszystko po
            100 razy, bo nikomu nie chce się zapoznać z moimi wypowiedziami
            wcześniej. A jak nie daj boże komuś nie odpiszę to od razu awantura
            (patrz forumowiczka o ksywce venus). Już sobie dam spokój z tym
            forum, lepiej już było na miau, bo tam chociaż większość ludzi
            rzeczywiście zna się na kotach.
            A dla ciebie mała rada - ustaw sobie polskie znaki albo daj sobie
            spokój z przecinkami w połowie wyrazów. W połączeniu z bykami
            ortograficznymi, jakie robisz, całośc staje się niemal nieczytelna.
            • 2-mona Re: guzik wiesz 09.09.07, 17:49
              Es mag ja sein, dass meine Post Rechtsschreibungsfehler hat. Lesen
              kann ich aber jedoch aufmerksamer als du. Da ging es nicht um
              Gramatik, sondern um deine Katze.
              Und übrigens ein Zeichen für Primitivismus ist, vom Thema weg zu
              laufen.
              Das heißt, dass du nichts mehr zum Melden hast.

              I co tak lepiej sie, czyta?
    • 2-mona Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 08.09.07, 10:49
      Czesc kroliczyca80,
      spolczucia dla wszystkich domownikow la,cznie z kotem oczywiscie, bo
      wszystkie cierpicie, a kot moze jeszcze wie,cej niz czlowiek, bo nie
      moze powiedziec, o co jemu chodzi. Wiem o czym mowie, bo nasza kotka
      to tez nie jest najlatwiejszym czlonkiem naszego domu. No ale
      zwierze,ta jak i ludzi, jeden taki drogi inny. Przez pewien czas
      nasz kot zachowywal sie bardzo agresywnie wobec mojego me,za. Teraz
      jest lepiej, bo udalo mi sie jemu (me,zowi)przetlumaczyc, ze to
      skutki jego ble,dnego w stosunku do kota zachowania. No wie,c krotko
      mowia,c mnie pomogl przede wszystkim weterynyrz naszego kota. Dozo
      mnie wytlumaczyl itd. Poza tym tez jest bardzo pomocna informacja w
      internecie, oczewiscie fachowa, np. psychologow zwierze,cych. Moja
      dobra rada - sie,gnij po pomoc fachowca, lekarz, czyli weterynarz,
      psycholog itd. Poszukaj literatury na ten temat. W ksie,garniach
      jest duzo tego typu ksia,zek.

      Zycze ci duzo powodzenia i przyjemnosci w spolnym zyciu z twoim
      kotem.
    • olna Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 08.09.07, 11:52
      nie wiem czy ktos juz o tym pisal,moze sie powtarzam ale moze warto
      kota przebadac.Na poczatek sprawdzic nerki.koty czesto na nie
      choruja.Czeste silniejsze wylizaywanie,klopoty w
      kuwecie,nerwowosc,jeczenie itp.moga swiadczyc o tym,ze kota po
      prostu BOLI.A koty wlasnie tak moga to okazywac.Choroby nerek sa
      przewlekle i bol moze utrzymywac sie dlugi czas.Moze to byc i inne
      schorzenie.Nie zwlekaj wiec i przejdz sie do weta.
    • romekromekromek88 Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 08.09.07, 13:58
      jak kochać - całym sercem, a wtedy nie będzie nieznośny, wiem, bo
      mam taka kotkę, inteligentną bardzo, ale też bardzo niezależną i
      nieznośną (to kot po przejściach, wyrzucony przez kogoś z domu i
      bity wcześniej), okazałem jej wyrozumiałosć i uszanowałem jej fochy,
      zmieniła się nie do poznania.
      • kroliczyca80 Re: Wyjątkowo upier***wy kot... jak go kochać?:( 08.09.07, 16:00
        Nie czytacie moich wypowiedzi (nie tylko tej pierwszej) i potem
        musze powtarzać do znudzenia - ja tego kota ubóśtwiałam od małego,
        rozpieściłam go nieziemsko, zabawiałam całymi dniami, pozwalałam na
        szaleństwa o 4 rano, kupowałam zabawki, smakołyki, drapaki i inne
        cuda, o których większośc kotów może tylko pomarzyć. Przytulałam,
        głaskałam, drapałam, próbowałam wyprowadzac na spacery, woziłam na
        zieloną trawkę, coby się nei nudził. Im więcej dostawął, tym
        wredniejszy się robił. teraz uważa, że nalezy mu się wszystko,
        dlatego jest taki upierdliwy. Gdyby od małego znał swoje miejsce
        (mąz starał się go tego nauczyć, a ja głupia walczyłam o jego kocią
        wysokość jak lwica) to teraz byłby i przytulasty (bo musiałby o to
        prosić), i umiałby się sam soba zająć (zawsze to ja go zabawiałam).
        I nie wyłby tak tylko dlatego, że ja jestem zajęta pracą czy innymi
        sprawami. Dlatego rady typu: powinnaś go kochac, zwierzęta to czują,
        uważam za idiotyczne w mojej sytuacji. To zwierzę nie potrzebuje
        miłości, bo ciągle ją dostaje w wielkich dawkach, tylko ciągłego
        zabawiania. Ja nie mam na to teraz czasu, a drugiego kota nie
        zaryzykuję tuż przed porodem. I tyle, ot, cała filozofia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka