Dodaj do ulubionych

dwa kocie problemy natury "podwórkowej"

21.04.08, 22:01
jak już kiedyś tu pisałam mam dwie kicie (obie sterylizowane), ktore są
wychodzące (przynajmniej w okresie wiosenno-letnim). no i jak juz kiedys
pisalam mam "sasiadke-wariatke", która uważa, że koty sikaja na klatke,
chociaz nigdy tma nie wchodza, bo maja kocie drzwiczki na balkonie i oglem
uwziela sie na nie okrutnie, m.in. chciala je truc. kotki wychodza od jakis
dwoch tygodni (po interwencji mojego ojca, informujacego ja, ze trucie to
przestepstwo) no i jest problem, bo dzis widzialam moja kicie siusiajaca
triumfalnie przy ludziach na srodku patio na gorke piasku, ktory zostal
zwieziony w celach remontowych. no i wlasnie tu sedno sprawy - czemu moje koty
jak tylko wyjda na dwor, to w ciagu max 2 dni przestawiaja sie z kuwety na
"srodek podworka"? w domu maja dwie czysciutkie kuwetki, w nich super zwirek,
obie sa w miejescu ustronnym. zawsze mi sie wydawalo, ze zwierzak chce sie
czuc bezpiecznie podczas zalatwiania, a te kocie ekshibicjonistki zwyczajnie
leja przy obcych ludziach, jeszcze przy halasie maszyn budowlnych. mam wiele
znajomych, ktorych koty sa wychodzace i wszystkie zalatwiaja sie do wlasnej
kuwety. czy da sie je jakos naklonic, zeby zalatwily sie w domu? moze z
kuwetami jest cos nie tak, moze sprobowac stawiac je w innym miejscu? raz -
nie chce, zeby obsikiwaly i zanieczyszczaly podworka. dwa - jak sasiadka to
kiedys zobaczy, to nie odpusci.

drugi problem jest z innym sasiedem, ktory sprawil sobie malego kocurka,
ktorego NIE CHCE wykastrowac (sasiadka z akapitu wyzej juz probowala to na nim
wymusic), a kot goni kotki niemilosiernie. moich to wprawdzie nie dotyczy
(chociaz tez je napastuje nie wiedziec czemu), ale mieszkam prawie w centrum
warszawy i kotow jest tu zatrzesienie i zaraz po prostu bedzie bezdomnych
maluchow multum. czy jest moze jakies prawo nakazujace wlascicielowi
kastrowanie zwierzat w takich przypadkach? czy mozna sie z tym zwrocic do
jakiejs fundacji? ja sasiada nie znam i ciezko byloby mi do niego isc i go
naklaniac.

z gory dziekuje za wszystkie rady.
Obserwuj wątek
    • salma75 Re: dwa kocie problemy natury "podwórkowej" 21.04.08, 22:07
      A nie da się kocurka podprowadzić na dwie doby?
      Jak tak robię z opornymi sąsiadami, znaczy z ich kotami ;).
      Facet nawet się nie zorientuje...
      • mist3 Re: dwa kocie problemy natury "podwórkowej" 21.04.08, 22:12
        ja też stosuję tę metodę - czasem po prostu kot 'znika' na kilka dni - zazwyczaj
        taki właściciel nawet się specjalnie nie martwi z tego powodu i po paru dniach
        kot wraca i jego pan/pani nie widzi żadnej różnicy :)
        • bobralus Re: dwa kocie problemy natury "podwórkowej" 21.04.08, 23:54
          hmm szczerze mowiac myslalam o tym, ogolem nie wiem po co temu facetowi ten kot
          - w zasadzie ja go karmie (pewnie wyznaje zasade, ze kot sam sie wyzywi),
          wscieka sie, jak ktos dzwoni na domofon, ze kot siedzi pod klatka od paru
          godzin, na dworze kot spedza cale dnie. nie wiem tylko, czy starczy mi animuszu
          i gdzie mialabym z nim pojsc, bo jak wytlumacze mojemu wetowi, ze nagle mam
          trzeciego kota, i w ogole jakiemukolwiek, ze nie wiem, czy kot szczepiony itd.
          itp. u kocura to sa dwa dni? nie wiem, jak moje kicie to zniosa, juz siebie
          nawzajem ledwie trawia. no i trzeba by z pozaslanianymi oknami siedziec, bo
          sasiad dokladnie na przeciwko.

          a jakies rady dot. moich kici?
          • salma75 Re: dwa kocie problemy natury "podwórkowej" 22.04.08, 00:42
            A co masz wetowi tłumaczyć? Powiesz, że to bezpański kot, aczkolwiek ufny i
            oswojony, bo go karmisz :). Chesz go ciachnąć, bo znaczy i populację okolicznych
            kotów zwiększa a tak i tak liczna, ot wszystko.
            Kocury dzikie, które w fundacji łapiemy do kastracji, są wypuszczane po dwóch
            dniach - póki co wszystkie mają się dobrze.

            Co do Twoich kotek - naturalny odruch. Czują piasek pod łapkami to kopią i
            siooo...;). Poza tym, jak ktoś przede mną już pisał, mogą czuć zapach "urobku"
            innych kotów i traktują piasek budowlany jak publiczne WC. Moja rada - nie
            wypuszczać. Co będzie jak sąsiadka groźbę spełni? Kto jej udowodni, że to ona??
          • orchidka77 Re: dwa kocie problemy natury "podwórkowej" 22.04.08, 16:03
            bobralus napisała:
            > a jakies rady dot. moich kici?

            Nie wypuszczać i tyle:)
            ulubiency.wp.pl/kat,1010807,title,Kot-domator-tez-szczesliwy,wid,9724700,wiadomosc.html?rfbawp=1207600944.192

            PS Ślę Ci PW:)
            • orchidka77 PW 22.04.08, 16:04
              Nie ślę Ci, bo nie mam jak:(

              Odezwij sie to pogadamy w sprawie kastracji kocurka.
    • joewel Re: dwa kocie problemy natury "podwórkowej" 22.04.08, 00:23
      W takim podwórkowym piasku jest mnóstwo innych kocich "zapachów" więc one chcą
      także tam siebie utrwalić : )
      Całkiem normalne społeczne zachowanie przedstawiają : )
      A co do tego kocurka to może skończyć się tym że pójdzie na "amory" za kotką i
      nie zauważy niebezpieczeństwa i nie wróci -lepiej dla niego by zniknął na 2 dni
      niż na wieczność
    • avasawaszkiewicz Re: dwa kocie problemy natury "podwórkowej" 22.04.08, 10:21
      Co do Twoich koteczek to jest to normalne zachowanie. Choćbyś wypuszczała je od
      razu po sikaniu założę się, że znajdą choćby kropelkę aby pozostawiać tu i
      ówdzie. Na pewno nie jest to wina Twoich kuwet, żwirku tylko ich instynktownych
      zachowań. Tego nie zmienisz no chyba, że nie będziesz ich wypuszczać :(. Ale i
      tu zdania są podzielone. Może lepsze jest życiu krótsze ale intensywniejsze i
      przyjemniejsze niż dłuższe monotonne w 4rech ścianach. Wybór należy do Ciebie.
      Co do kota do kastracji. Proszę Państwa nie ma prawa nakazującego kastracje
      kotów wychodzących. Ale jest prawo, które może narobić problemu jeśli złapiecie
      sobie od tak cudzego kota i bez ustaleń z właścicielem go wykastrujecie. Bo
      jeśli ów właściciel jest żyłą prawną a niechcący dokopie się choćby tej rozmowy
      na forum to hmm.
      Uważam więc, że najlepiej byłoby z sąsiadem na spokojnie porozmawiać. Nie jako
      sąsiadka wariatka tylko normalny człowiek.
      Jeśli to nie poskutkuje możemy poprzez Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami
      ponaciągać prawo :). Czyli skontaktować się z nimi informując o zgrai
      niesterylizowanych i nie kastrowanych kotów wałęsających się po Warszawskich
      ulicach (są ekipy wyłapujące takie koty i sterylizujące na koszt gminy) i
      załatwić tow ten oto sposób.
      Jeśli w ogóle w tej okolicy są wolno żyjące niesterylizowane koty powinno się
      tak zrobić po ówczesnym kontakcie z miejscowymi " Kociarami - karmicielkami".
      Pozdrawiam - Ava
      • bobralus Re: dwa kocie problemy natury "podwórkowej" 22.04.08, 15:51
        rozmawialam juz natemat kocurka z moim ojcem, kategorycznie sie na to nie
        zgadza, zreszta mu sie nie dziwie. poza ewentualnym "spoldzielnianym
        ostracyzmem" trudno brac na siebie odpowiedzialnosc za zwierze, ktore ma jednak
        wlasciciela. boje sie co by sie stalo, gdyby np. kocurek zszedl po operacji..
        czy w takim razie mam zadzwonic do TOZ i poprosic o interwencje? Juz kiedys do
        nich kilkakrotnie dzwonilam w sprawie sasiadki, ktora chciala truc koty, ale nic
        w tej sprawie nie zrobili. moze ktos ma namiar na jakas fundacje? akcja
        kastrowania zdecydowanie by sie tu przydala. chetnie pomoge w wylapywaniu kotów.
        kocich mam niestety w mojej okolicy nie znam zadnych.

        co do moich kici, juz probowalam ich nie wypuszczac, ale wszelkie proby np.
        osiatkowania konczyly sie tym, ze kicia caly dzien zula siatke. walila tez
        calymi dniami lapka w okno. nie wychodzila od poczatku grudnia i, kiedy juz sie
        zdawalo, ze odzwyczaila sie od wychodzenia i kilka tygodni byl spokoj to np.
        trzeba bylo isc do weta albo jakis kot zawital na parapecie i sobie wszystko
        "przypominala" i znowu byl tydzien walenia lapa w szybe. to naprawde nie chodzi
        o moj spokoj, ale tak jak napisala pani doktor, wole, zeby kot mial zycie
        krotsze, ale ktore nie bedzie polegalo na nerwowym waleniu lapka w szybe i
        wygryzaniu futra z brzuszka.
        • avasawaszkiewicz Re: dwa kocie problemy natury "podwórkowej" 23.04.08, 11:02
          Myślę, że z tym TOZ-em zawsze można spróbować. A jeśli chodzi o to, że nie
          zareagowali w związku z sąsiadką to to nie jest tak do końca. Oni zgłaszają taką
          informację i ona przekazywana jest Straży miejskiej. To nie jest tak, że takie
          zgłoszenie idzie w pustkę. Oni niewiele mogą zrobić, szczególnie z wariatami :)
          - to cywile kochający zwierzaki a więc nawet dobrze nie postraszą.
          Pozdrawiam - Ava
        • deerzet Typowy... 24.04.08, 23:32
          Typowy syndrom ZOO.

          Chory ten wątek...
      • orchidka77 prawo 22.04.08, 16:06
        avasawaszkiewicz napisała:
        > Ale jest prawo, które może narobić problemu jeśli złapiecie
        > sobie od tak cudzego kota i bez ustaleń z właścicielem go
        > wykastrujecie. Bo jeśli ów właściciel jest żyłą prawną a niechcący
        > dokopie się choćby tej rozmowy na forum to hmm.

        Ava,
        Jakie to prawo? Z niczym takim nigdy sie nie spotkałam:(
        • rezurekcja Re: prawo 22.04.08, 20:25
          moze dysponowanie cudza rzecza bez zgody wlasciciela.
        • avasawaszkiewicz Re: prawo 23.04.08, 10:58
          Pod ten incydent można by naciągnąć wiele paragrafów jeśli chcesz mogę sprawdzić
          lex-a i Ci je wynaleźć ale chodzi mi oczywiście o kradzież zwierzaka dodatkowo
          zawsze można by dodać z podejrzeniem o wyłudzenie, w przypadku ewentualnych
          powikłań po kastracji podczepić można ustawę o znęcaniu się nad zwierzętami. :(
          Ale takich kruczków jest więcej. W tym przypadku nie jest tak, że my nie wiemy
          kto jest właścicielem zwierzęcia więc oszukamy nawet lekarza weterynarii
          podpisując oświadczenie na zgodę na wykonanie zabiegu jako właściciel zwierzaka
          i nawet tu bez chośby ustnego ustalenia z właścicielem,że wyraża taką zgodę
          łamiemy prawo.
          To tak jakby ktoś miał zepsuty samochód padł by mu rozrusznik i codziennie rano
          odpalając samochód robił by huk na całe osiedle. To czy uważasz, że jeśli
          samochód byłby otwarty mogłabyś go wziąć do mechanika naprawić, odstawić i nie
          złamałabyś żadnego prawa?
          Pozdrawiam - Ava
          • mist3 Re: prawo 23.04.08, 20:22
            zgadzam się z panią weterynarz, ale tylko do pewnego stopnia. Tak się składa, że
            mam na swoim koncie kilka takich akcji w przypadku wiejskich kotów - kocurów i
            kotek. I oczywiście, jeśli właściciel troszczy się o swoje zwierzę, tylko go nie
            kastruje - to nie mam prawa do ingerencji. Jednak we wszystkich tych przypadkach
            właściciele traktowali koty jak rzecz - to znaczy kot jest - ok, nie ma go - to
            nic - na wiosnę przyjdzie następny. Jeśli dostaje jedzenie to tylko wtedy, gdy
            zabijana jest kura i zostają wnętrzności albo jak zostają kości z obiadu (i w
            obejściu nie ma psa) - w innym wypadku kot powinien sobie sam upolować jedzenie,
            a jak tego nie robi to jego strata. Jak kotka okoci się w obejściu - koty
            natychmiast są topione lub zakopywane, jak kot się starzeje i plącze się po
            obejściu, a 'nie przynosi pożytku' - jest natychmiast zabijany.
            Kilka takich kotek wysterylizowałam i nigdy człowiek u którego mieszkała w
            stodole czy w stajni (bo trudno go nawet nazwać właścicielem) nie zauważył jej
            nieobecności. A jak pytałam o kocięta to stwierdzał - gdzieś znalazła miejsce na
            kocenie bo dawno żadnych kociąt nie topiłem.
            W takim wypadku wydaje mi się, że sterylizacja zwierzęcia nie jest żadną
            zbrodnią, a przynajmniej nie mam wyrzutów sumienia co do tych nieszczęsnych
            kociąt :(
            • deerzet Zgroza 24.04.08, 23:39
              Wierzy w to, co pisze...
            • avasawaszkiewicz Re: prawo 26.04.08, 21:19
              Co innego kot mieszkający w stajni, którego trudno nazwać domowym a co innego
              kot mieszkający w bloku w Warszawie. Tak poza tym zwierze to nie rzecz a jeśli
              jest tak traktowane to jest łamane prawo i można to z powodzeniem zgłosić do
              Towarzystwa nad zwierzętami.
              Pozdrawiam - Ava
              • mist3 Re: prawo 27.04.08, 20:40
                pani doktor - zawsze się z Panią zgadzam, bo wiele razy Pani mi pomogła. I tutaj
                też się zgodzę - co innego kastrować kota, który ma właściciela, co innego
                takiego, który jest 'prawie bezpański'. Co do zawiadamiania TOZ-u - najbliższy
                działający oddział jest w Krakowie, więc ponad 120 km od mojej miejscowości. Jak
                raz do nich zadzwoniłam (w sprawie psa na za krótkim łańcuchu), to pani zaczęła
                się śmiać, że za dużo naoglądałam się programów 'Animal Planet" ponieważ oni
                mają takie a nie inne fundusze i takie a nie inne możliwości.
                Jak tylko mogę pomagać to pomagam lokalnie działającej fundacji, która jak to
                fundacja - nie ma możliwości prawnych by interweniować w takich przypadkach. Ale
                przynajmniej pomaga w kastracji bezdomnych i wiejskich kotów.
                • bobralus kolejny problem 18.05.08, 15:49
                  a teraz co zrobic? owy kocurek zwichnal noge, biedny kuleje. wlasciciel nie jest
                  zainteresowany pojsciem z nim do weterynarza. czy w takim wypdaku moge go wziac?
                  dzis juz klinika zamknieta, ale poszlabym jutro z samego rana.
                  • mist3 Re: kolejny problem 18.05.08, 20:21
                    ja bym go wzięła i poszła, no ale decyzja należy do Ciebie. Z tym, że jakby co
                    to moim zdaniem każdy sąd Cię uniewinni ;)
                    • bobralus Re: kolejny problem 18.05.08, 20:49
                      już się umówiłam z sąsiadką, że go jutro zaniesiemy. ona nawet coś mówiła, że go
                      wykastruje i zawiezie do swojej matki. zobaczymy. kot jest tak przeslodki, az
                      niemozliwie. do kazdego się lasi, ale ma to tez swoje wady, bo np. ostatnio
                      sąsiadka zauwazyła, jak jakies dzieci wpakowaly go sobie do plecaka i gdzies
                      niosly. szkoda kociaka, mysle jednak, ze zaniesienie cierpiacego zwierzaka do
                      weta to co innego niz potajemne obcinanie mu jąder.
                    • rezurekcja Re: kolejny problem 18.05.08, 20:52
                      mist3 napisała:

                      > Z tym, że jakby co
                      > to moim zdaniem każdy sąd Cię uniewinni ;)

                      Koty czasem zmieniaja opiekuna. W taki sposob moja babcia zostala
                      dozywotnia opiekunka czarno-bialej kotki sasiadow. Kotka
                      przychodzila, przychodzila az zostala.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka