Dodaj do ulubionych

stary kot ...

11.03.09, 19:27
Nie wiem, czy pamiętacie, al episałam tu jakis czas temu o mojej
starej kotce po operacji guzów wątroby.

Ostatnio przenieśliśmy ją do garażu, bo bardzo brudziła -
popuszczała w różnych zakamarkach, rzygała, itd. co odkrywaliśmy
dopiero po jakimś czasie, śledząc "niepokojący" zapaszek w jakimś
kącie. Garaz mamy ogrzewany, "w bryle domu" - przenieśliśmy tam
jej "meble" (kuwetę, miski, posłanie). Ciągle była chuda, ale
kładliśmy to na karb orzeczonego przez weta wieku (kot uliczny, o
nieznanym wieku metrykalnym, powyżej 10 lat) i perypetii
chorobowych. Dopóki jadła, piła i ... wydalała "normalnie" (stw. wg
kuwety), nie martwiliśmy się. Odwiedzałam ją zawsze przynajmniej raz
dziennie, sprawdzałam zasób karmy, wymieniałam wodę, czasem
przynosiłam smakołyki. Dziś wieczór nie podbiegła do miski, kiedy
jej "coś" przyniosłam. Miauknęła żałośnie i PRÓBOWAŁA podnieść się
na nogach. Przystawiłam miski blisko do jej posłania .. Rano
jedziemy do kliniki. Zastanawiam się, jak wygląda ... koniec
takiego "doświadczonego" kota. Ile i jakiego życia jej zostało...?
Jak się podejmuje decyzję o ... uśpieniu? Szczerze mówiąc, mam
trochę wyrzuty sumienia. W grudniu urodziło mi się dziecko i nie
mogłam tak się nią zajmowac jak kiedyś. Sprzatanie po niej stało się
kłopotliwe, zwłaszcza, że nie rokowała pod tym względem poprawy.
Wystarczająco absorbujący był dzidek... Przenieśliśmy ją więc do
garażu ... i żyła tam trochę takim samotniczym życiem, choć mówię
sobie, że miała przynajmniej spokój (mamy jeszcze drugiego kota,
który ją ścigał) i nigdy nie była "typem towarzyskim".

Proszę o wypowiedzi osoby, które już kiedyś były w podobnej
sytuacji... dotychczas "umierały mi" króliki, ptaszki...ale nie
kot...
Obserwuj wątek
    • iwa_ja Re: stary kot ... 11.03.09, 20:53
      Cóż, zwierzę się bierze na całe jego życie, tak myślę. Trzeba liczyć się z
      przypadkami nieprzewidzianymi jak np. urodzenie dziecka. Czy chorobą kota.
      Przez ostatni rok życia Rudiego mój parkiet zaczął gnić, gdy Rudi popuszczał.
      Ale nie pomyślałam, żeby go zamknąć w garażu, żeby dogorywał.
      Przepraszam, ale zatrzęsło mną to, co napisałaś. Może lepiej od razu jutro
      zanieś kotkę do uśpienia. I tak jej nic ciepłego od Ciebie nie spotka. A na to,
      zdaje się, miała nadzieję.
      • etta2 Re: stary kot ... 11.03.09, 21:17
        Mam identyczne odczucia. Pożegnałam już 2 psiaki, które chorując
        brudziły, ale...w domu, a nie w garażu. Hmmm....
        • tenshii Re: stary kot ... 11.03.09, 21:21
          I ja się dołączam.
          To strasznie przykre :(
          Autorce wątku życzę, aby w czasach gdy będzie chora, niedołężna i wymagająca opieki, nie wyląduje z rąk swego dziecka w "garażu"....

          :((((((((
          • wiu Re: stary kot ... 12.03.09, 09:22
            Tenshii,

            wszyscy znamy się na tyle, na ile zostaliśmy sprawdzeni. Ja tobie w
            odpowiedzi życzę, żebyś nigdy nie musiała sie dowiadywać, na co cię
            nie stać. Czy jesteś absolutnie pewna, że ZAWSZE będziesz się mogła
            opiekować swoim zwierzęciem, lub inną chora osobą...?
            • tenshii ... 12.03.09, 10:55
              Miałam psa, który brudził krwią.
              Nie wyobrażam sobie jednak z jakiegokolwiek powodu zamknąć psa czy inne zwierzę w garażu bo jest chore albo brudzi.
              Po prostu sobie tego nie wyobrażam.
              Można jak ktoś przytoczył zbudować kotu kojec w domu, rozłożyć jakąś ceratę. Zawsze by uczestniczyła w Waszym życiu.
              Jak sobie wyobrażam Wasz dom i widzę ciepły przytulny pokój gdzie szczęśliwi rodzice śmieją się do dzieciątka, a gdzieś obok, za ścianą leży i czeka praktycznie na śmierć - bo nic innego z życia mu nie pozostało - ciężko chory kot, to serce mi pęka.

              Nie potrafię zrozumieć dlaczego nie chcesz ukrócić jej cierpień. Dla mnie liczy się jakość życia, nie długość.
              Jest ciężko chora, zapewne obolała, pozbawiono jej wolności, do której była przyzwyczajona przez całe życie, pozbawiono ją też kontaktu z innymi żywymi jednostkami.

              To po prostu smutne :((((((((

              __

              Labradość

              I don't need to fight to prove I'am right, and I don't need to be forgiven
              • wiu Re: ... 12.03.09, 11:32
                Ukrócę jej cierpień, jeśli weterynarz powie, że nie ma już szans na
                poprawę.

                Od lat było wiadomo, że Muza będzie chorować - w takim stanie była
                wzięta z ulicy, zanim ją podleczono. Potem trafiła do mnie. Bardzo
                długo staraliśmy się o dziecko - kiedy się w końcu pojawiło,
                naturalną koleją rzeczy mniej byłam skupiona na kotce, która akurat,
                tak się złożyło, stawała się coraz bardziej uciążliwa. Wiem jak to
                brzmi, ale taka jest prawda. Na wiele różnych rzeczy jestem w stanie
                przystać, ale ruchliwy, brudzący kot (taka była przed tym
                pogorszeniem zdrowi ateraz) nie może biegać po domu, w którym mam
                małe dziecko i w którym z tego powodu staram się utrzymać względną
                czystość. Taka jest moja decyzja, że nie mogę sobie na to pozwolić.
                Przenieśliśmy - choć należałoby raczej napisac - przeprowadziliśmy
                (bo była wtedy zupełnie jeszcze "na chodzie") kotkę do garażu -
                OGRZEWANEGO, JASNEGO, Z WEJŚCIEM OD DOMU, GDZIE MIAŁA SPOKÓJ OD
                DRUGIEGO KOTA i codzielnie dopilnowywaną karmę, wodę, posłanie itd.
                Fakt, że dalej była chuda złozyliśmy na karb jej wieku i przeszłości
                chorobowej. Była zostawiona sama sobie w ciągu dnia, ale uwierzcie,
                ten kot chciał mieć tylko spokój, ciepło, jedzenie i wygodne
                posłanie. Czyż nie takie są właśnei stare koty...? Ona taka
                była/jest. Kontakt z innymi zywymi jednostkami, jak piszesz, nie był
                jej absolutnei do szczęści apotrzebny. Może okazjonalna
                pieszczota... Wolności została pozbawiona już kilka lat temu - i
                była to wolnośc o wiele gorsza od tego co ma/miała teraz. Fakt,
                mogłam ja częściej odwiedzać - przyznaję to. Ale pamiętajcie, że
                BYŁO JESZCZE DZIECKO, a kotce - o czym może nie pisałam - zaostrzył
                się ostatnio "charakterek". Mówiąc szczerze i wprost - nie była już
                taka "atrakcyjna" jak kiedyś, al eoczywiście nie zwolniłąm sie przez
                to z obowiązku zapewnienia jej podstawowej opieki.

                Kiedy zauważyłam pogorszenie stanu zdrowia - co zrobiłam? - zabrałam
                ją do weterynarza. I nie zamierzam tak od razu usypiać. Najpierw
                chcę usłyszeć, że jest z nią faktycznie źle. Jeśli natomiast lekarz
                powie, że przy odpowiedniej opiece może pociągnąć - bo ja wiem -
                miesiąc/dwa/kilka miesięcy we względnym dobrostanie, to pomyslę nad
                tym, jak poprawić jej życie. Tyle. Tak że to nie jest tak, że kot
                nagle zachorował, a ja go wyniosłam do rupieciarni jak jakis grat i
                o nim zapomniałam.

    • sadosia75 Re: stary kot ... 11.03.09, 22:49
      Zastanawiam się, jak wygląda ... koniec
      > takiego "doświadczonego" kota. Ile i jakiego życia jej zostało...?
      > Jak się podejmuje decyzję o ... uśpieniu?

      W garazu. Tak wyglada koniec kota. a to bardzo przykre. mialam w domu kotke,
      ktora miala raka sutka pozniej z kota zostalo tylko cialko a cala jej radosna
      duszyczka gdzies uleciala. choc brudzila bardzo, musialam ja ciagle karmic
      strzykawka bo sama nie jadla nigdy bym nie pomyslala o tym, zeby ja wyniesc z domu.
      Przykre jes to, ze kot ponosi odpowiedzialnosc za to, ze wlasciciel nie potrafi
      go upilnowac.
      Lepiej idz do weterynarza i skroc kotu cierpienia. bo choroba swoja droga a
      poczucie odrzucenia i samotnosci kota dobija zdecydowanie bardziej.
      • wiu Re: stary kot ... 12.03.09, 09:25
        Sadosiu75,

        Każdy sam podejmuje decyzję, kiedy lepiej dla kota, żeby juz
        odszedł... czy jestes absolutnie pewna, że tak było lepiej dla
        twojej kotki...?

        Ale sama jestem sobie winna - w końcu po to się pisze na forum, żeby
        być ocenianym, a nie po to, żeby uzyskać zrozumienie i wsparcie...
        • sadosia75 Re: stary kot ... 12.03.09, 10:57
          Wiu moja kotka na pewno by nie zostala odtracona i nie wyladowalaby z garazu.
          tego jestem pewna w 100%
          zrobilabym wszystko co jest mozliwe, zeby kotce ulzyc, odciazyc ja od bolu i
          cierpienia. i wiem z doswiadczenia, ze koty i kazde inne zwierze znacznie lepiej
          czuje sie obok swojego ukochanego wlasciciela niz w ciemnym garazu sam ze soba.
          i moze miec tam luksusy jakich moga im pozazdroscic inni. ale uwierz,ze nie ma
          nic lepszego niz ukochany czlowiek obok.
          tego jestem pewna!
          tu nie ma co rozumiec. wyrzucilas kota z domu bo nie potrafilas go upilnowac. ja
          nie wyrzucam szczeniaka z domu bo znowu nasikal na dywan. to moja wina, ze
          nasikal bo ja go nie dopilnowalam. nie wyrzucasz dziecka z domy bo nasikalo w
          pieluche czy do lozka.
          kota jak widac juz mozna.
          to jest dziwne i przykre. przygarnac kota do domu ale kiedy robi wiekszy problem
          odstawic od domu...
          • wiu Re: stary kot ... 12.03.09, 11:47
            Pytanie tylko, czy mogłam jej tak naprawdę ulzyć w chorobie... i ile
            ty wytrzymałabyś przy kolejnych "nawrotach problemów". I nie
            WYRZUCIŁAM kota, tylko przeprowadziłam go do pomieszczenia, gdzie
            nie mógł narobić szkód i mógł spokojnie przebywać. Ja nie mogłam już
            nic zrobić, żeby naprawić ten problem (z brudzeniem). Kot się
            stresował, ja się stresowałam. W garażu nic nie szkodziło
            popuszczenie/rzygnięcie/nakupkanie tu czy tam. Wilk był syty i owca
            cała.

            Nie wypieram się tylko tego, że zbyt rzadko do niej chodziłam.
            • sadosia75 Re: stary kot ... 12.03.09, 11:54
              Moja Droga wytrzymalam bardzo dlugo z kotem, ktory nie zalatwial swoich potrzeb
              w kuwecie, pozniej z kotem, ktory umieral mi na rekach a wczesniej atakowal
              kazdego do tego stopnia, ze jezdzilam na zszycie rany. nie odtracilam zwierzecia
              tylko dlatego, ze bylo chore.
              Ja doskonale rozumiem ile czasu zajmuje opieka nad niemowleciem. ale mimo
              wszystko nie rozumiem ( i wybacz ale nie zrozumiem ) odtracenia kota. odsuniecia
              od rodziny. mam w domu 2 coreczki. jedna jest powaznie chora. ale w zyciu by mi
              do glowy nie przyszlo,zeby wyrzucic ( bo wyrzucilas ) zwierze, ktore sprawia
              wiecej problemu z domu. nie wpadlabym nigdy na taki pomysl. uwierz mi, ze ja
              doskonale rozumiem Twoja sytuacje. tu niemowle, trzeba miec dom prawie, ze
              sterylny a z drugiej strony kot, ktory brudzi.
              ja jednak bym szukala zlotego srodka w takiej sytuacji.
              to nie chodzi o to, ze zapewnilas kotce iles tam lat szczesliwego zycia. tylko o
              to, ze w chwili kiedy kotka powoli zaczyna odchodzic Ty nie zapewnilas jej tego
              co jest jej potrzebne. ciepla i troski.
              doskonalym pomyslem jest urzadzenie jednego pomieszczenia ( chocby cieplej
              lazienki ) dla kota. duzy karton, podeslany cerata zeby podlogi nie zamoczyc i
              ubrudzic, w srodku koc czy recznik kota. i co 2 -3 godziny wymiana recznika albo
              koca i sprzatniecie w kolo kartonu.
              Wiu ja bym nie potrafila wyrzucic kota z pokoi do garazu. mnie by serce peklo na
              mysl, ze kot umiera sam w pomieszczeniu i nikt nawet sie nim nie zainteresuje.
              • wiu Re: stary kot ... 12.03.09, 14:28
                Kotka nie umiera sama, zapewniam cię Sadosiu. Sprawiała
                kłopot "higieniczny" , więc zamieszkała w oddzielnym pomieszczeniu,
                w garazu właśnie, gdzie warunki socjalne wcale nie były takie złe.
                Interesujemy się tym co się z nią dzieje. Kiedy tylko wczoraj
                zauważyłam, że jest z nią gorzej (leży, nie je) niż w ostatnich
                miesiącach (mimo wszystko ruchliwa, łakomczuch), pojechałam z nią do
                weterynarza dziś z samego rana. Będę ją częściej odwiedzać, ale ...
                raczej nie wróci do części mieszkalnej.

                Jeśli ma być dalej kotem leżącym, w takim stanie jak teraz (nie
                rusza się, leży i miauka żałośnie jak się ją głaszcze, jest bardzo
                chuda i słaba) to nie będę jej męczyć i przedłużac jej życia za
                wszelką cenę. Zwłaszcza jeśli potwierdza to wyniki badań (dziś
                wieczór).

                Ale jeśli lekarz powie, że przy pewnym staraniu/podawaniu
                leków/karmieniu strzykawką ma szansę... wtedy na okres owego
                leczenia pewnie tymczasowo wróci do części mieszkalnej domu, bo bez
                tego trudno będzie jej doglądać. Ja mimo wszystko mam serce, nawet
                jeśli trudno ci w to uwierzyć.

                Dziękuję za rade co do "opieki paliatywnej" chorego kota - nie
                wiedziałam wczesniej-nie wyobrażałam sobie, jak to można urządzić.
                • sadosia75 Re: stary kot ... 12.03.09, 14:34
                  Nie trudno. widac, ze chcesz kotce pomagac. Wozisz do weta, dbasz o nia.
                  rozumiem, ze dziecko ( pisalas, ze dlugo sie staraliscie wiem,ze dwa razy
                  bardziej ) zajmuje czlowieka. Jesli jest szansa dla kotki to naprawde uwierz,ze
                  towarzystwo ich ukochanych ludzi bardzo jej pomoze. jesli masz w czesci
                  mieszkalnej pomieszczenie jakie mozesz jej poswiecic to mysle, ze warto.
                  wystarczy duzy karton, cerata pod kartone, karton czyms wylozyc trzeba, zeby
                  kotu bylo wygodnie i cieplo. to miauczenie moze byc z bolu, smutku, samotnosci
                  albo z tego wszystkiego naraz. jesli kota boli glaskanie to chociaz obok kota
                  poloz cos co ma Twoj zapach. zeby Cie czula, zeby nie lezala tak sama samiuska.
                  W kazdym razie trzymam za Was kciuki! i zycze zdrowia kocikotce a Tobie duzo
                  cierpliwosci. doskonale wiem jak ciezko jest zajmowac sie chorym kotem, malym
                  dzieckiem i domem naraz.
                  • wiu Re: stary kot ... 12.03.09, 16:05
                    Wymyśliłam. Muza leży w duzym wymoszczonym kartonie-zagródce w
                    nieczynnej/niewykończonej toalecie. Czyli jednak w części
                    mieszkalnej. Na 17:20 jestem umówiona na wizytę u jej lekarza.
                    • sadosia75 Re: stary kot ... 12.03.09, 17:06
                      No widzisz :) troche podpowiedzi, troche pokombinowalas i juz masz zloty srodek.
                      mieszkania nie zabrudzi, dzieci bezpieczne a Ty masz staly dostep do kota. Swoja
                      droga Muza hmm brzmi dumnie :)
                      Powodzenia u lekarza!! i daj znac co powiedzial!
    • marzenia11 Re: stary kot ... 12.03.09, 00:51
      Sama nie wiem co napisać... Pamiętam jak będąc w ciąży uratowałaś życie kotu potrąconemu przez samochod... Teraz kot w garażu.. pewnie nigdy nie będzie wiadomo czy i jeśli tak to jaki to miało wpływ na jego zdrowie i stan..
      Sama zostajesz z decyzją i różnymi refleksjami. Trzymaj się, trzymam kciuki. Ja bym walczyła o kota do końca, ale też nie zamykałabym w garazu odwiedzając tylko raz dziennie..
      Pozdrawiam cieplo i daj znać.
      • minniemouse Re: stary kot ... 12.03.09, 01:15
        piszesz ze kot nie ma sily ustac na nogach. tak bylo z moim jak
        umieral (w domu, nie w garazu).

        lekarz powiedzial ze dla kota to juz meczarnia tym bardziej ze juz
        nie pil i nie jadl i nie wydalal,
        i ze uspienie bedzie humanitarnym skroceniem cierpien.
        tez tak mysle.
        bylam gotowa zajmowac sie nim do konca (kotem), czyli naturalnej
        smierci ale faktem jest ze pod koniec to az mial jakies drgawki wiec
        dalam sie przekonac. teraz nie zaluje - o ilez mu skrocilam zycie -
        dzien dwa? bo na pewno nie dluzej.


        doprawdy moglabys zrobic kotu jakis kojec w domu, i pilnowac aby
        bylo tam sprzatane na biezaco,
        dac mu szanse jeszcze pobyc w towarzystwie przed smiercia a nie
        wyrzucac jak stara walizke do garazu.

        Minnie

        • ewelsia Re: stary kot ... 12.03.09, 09:05
          potraktowałaś zwierzę jak przedmiot.zastanów się głęboko, zanim
          jeszcze kiedyś przygarniesz jakiegoś zwierzaka.
          • wiu Re: stary kot ... 12.03.09, 09:20
            Ewelsio,

            Uwierz mi, długo się oganiałam przed docinkami rodziny pt. "oddaj
            ją", "jest brzydka", "po co ci taki kot" - i się nie poddawałam.
            Ale masz rację, nie będę brała już zwierząt. Przykro patrzeć, jak
            się męczą i przykro uzmysłowić sobie, że "dalej tak nie może być".
            Długo była wewnątrz domu, długo dzielnie znosiłam owo brudzenie... i
            się nie skarżyłam, wiadomo, co kot jest winny.

            Nie mozna mi zarzucić, że NIC dla nich nie zrobiłam. Po prostu w
            pewnym momencie mogłam już robić mniej.
            • ewelsia Re: stary kot ... 12.03.09, 09:49
              jaCiebie nie potępiam ani nie oceniam, daleko mi do tego i staram
              się nigdy tego nie robic w stosunku do nieznanych mi osób. Rozumiem
              Twoją sytuację, dziecko, opieka itp. Nie jest tak, że nic nie
              zrobiłaś dla tego kota, bo biorąc ją do domu pewnie uratowałaś jej
              życie, karmiłaś, doglądałaś. Chodzi mi o to, że mimo wszystko
              zawiodłaś w jakiś sposób. Chore zwierzę nagle zepchnięte z pokojów
              do garażowego kartonu, gdzie zaglądasz raz dziennie, to jakoś
              boleśnie i strasznie smutno wyszło. Biorac zwierzaka pod opiekę
              naprawdę trzeba mieć dużą odpowiedzialność . Dla mnie mimo wszystko
              kot został potraktowany przedmiotowo, ale nie oceniam Cię i daleka
              jestem od potępiania, uwierz. Życzę Twojej podopiecznej , żeby nie
              cierpiała.
              • wiu Re: stary kot ... 12.03.09, 11:40

                Tak, to jest bolesne i smutne. Taka jest starośc, takie są choroby.
                Wszyscy starają się być idealnymi rodzicami, a wystarczy jak
                są "wystarczająco dobrzy". Może ktoś inny byłby lepszym opiekunem
                tej kotki. Może ktoś inny byłby idealny... u mnie było jej przez
                długi czas bardzo dobrze, potem sprawy się pokomplikowały. Przy tej
                kotce ... pewnie zawiodłam. Ale nie wiem, jak mogło by byc inaczej.
                Przeprowadzenie jej do garażu było moim jedynym pomysłem.
                • ewelsia Re: stary kot ... 12.03.09, 12:15
                  Proponuję przestać już komentować dalej tę sprawę, bo stało się i
                  juz, a z pomocą forumowiczek doszłaś do tego, że źle zrobiłas. Ale
                  nie jest jeszcze za późno, aby cokolwiek naprawić. Może zrób, jak
                  radzi sadosia, weź kota w kartonie, czy nawet transporterku do
                  ciepłej łazienki, a jak naprawdę nie możesz, to zaglądaj na Boga do
                  niej częściej niż raz dziennie. Teraz postarajcie się pomóc jej w
                  tych trudnych dniach, ostatnich dniach. Bo możesz mieć kiedyś z tego
                  powodu wyrzuty sumienia. Mi też serce by pękło za
                  zwierzęciem ,zresztą nie raz pękało , gdy odchodziły na zawsze.
                  niech kot czuje Twoją obecność, że nie jest sam.
                  Trzymajcie się.
                  • wiu Re: stary kot ... 12.03.09, 14:31
                    Źle zrobiłam, że jej nie odwiedzałam częściej... ale nie mogła z
                    nami mieszkać. Taka była nasza decyzja.

                    Odpisałam Sadosi co do moich planów.

                    Dam znac, co z kotką...
    • wiu Re: stary kot ... 12.03.09, 09:13
      Wiem, że skazałam ją na samotność. Ale proszę oponentów o ponowne
      przemyślenie tego co napisałam... to jest kotka "uliczna", nigdy tak
      się nie zintegrowała z ludźmi jak ów drugi kot, od kociaka
      wychowywany z ludźmi. Jesli miała jedzenie i wygodny kąt do spania,
      to mogło jej być cały dzień nie widać, tyle wystarczało jej do
      szczęścia... W domu był/jest drugi kot, który notorycznie ją
      atakował. Bardzo trudne było by wydzielenie dla kotki przestrzeni
      wewnątrz domu. Nie jestem typem "obrzydliwej osoby", która brzydzi
      się sprzątać po zwierzęciu, ale ta kotka ani nie mogła być
      nigdzie "zamknięta" ani nie rokowała poprawy co do brudzenia w
      różnych trudno wykrywalnych zakamarkach w domu. I jeszcze raz -
      garaż jest w bryle domu, ogrzewany, jasny. Miała tam swoje posłanie,
      miski, kuwetę, była odwiedzana. Fakt, że rzadko. Ale weźcie proszę
      pod uwagę, że w domu pojawiło się niezwykle absorbujące niemowlę,
      pierwsze dziecko, a ja jestem w nim sama do jego obsługi. To prawda,
      że mogłam zatrzymać kotkę w pokoju, sprzątać po niej, doglądać, ale
      prawdą jest też, że i to, co do tej pory miała od nas było dla niej
      znaczące... kilka lat ni emieszkała na ulicy, była leczona, miała
      operację, po której mimo to jej się nie poprawiło. Nie wszyscy
      jesteśmy gotowi do równych poświęceń. Fakt, że mogłam jej dać
      więcej. Ale i tak dałam jej dużo. Wiem jak to brzmi "przenieśliśmy
      ją do garażu" - ale nie było innego wyjścia. Wiem, że czujące istoty
      sa ważniejsze od rzeczy - ale każdy ma w sobie taką granicę, kiedy
      już bierze pod uwagę zniszczenia tychże. Łatwo mnie potępić, al eta
      kotka już w momencie kiedy ją brałam była dojrzała i podchorowana.
      Mimo to ją wzięłam, mieszkała z nami kilka lat, była leczona i
      doglądana. Kiedy pojawiło się dziecko, a jej się pogorszyło, ta
      opieka bardzo się zmniejszyła, tak. Ale nie mogłam inaczej. Przy
      dzidku bardzo trzeba uważać na czystość. Opieka nad dzidkiem jest
      dośc obciążająca, już i bez ciągłego uważania, czy kot gdzieś nie
      nabrudził. Rozumiem, że potępiacie także wszystkich
      ludzi "oddających" swoich rodziców do domów starców... Obyście nie
      musieli nigdy weryfikowac swoich poglądów.

      Przed chwilą wróciłam z kliniki - kocia ma niską temperaturę, słabe
      ciśnienie krwi. Dostała witaminy, antybiotyk i lek przeciwzapalny w
      kilku zastrzykach. Została trochę do-wodniona. Wieczorem mamy jechać
      na kontrolę. Przeniosłam ją do kotłowni, do zacisznego kąta. Lezy w
      wymoszczonym kartonie...

      Fakt, mogłam ją częściej odwiedzać...to jest mój błąd. Teraz, kiedy
      trochę "ochłonęłam" jeśli chodzi o opiekę nad dzidkiem, moge się
      zmobilizowac i odwiedzac ją częściej.

      Ale stać mnie na powiedzenie sobie, że jeśli nie ma szans na
      poprawę, to lepiej jej będzie odejść, niż tak się męczyć. Taka jest
      prawda.

      Wszystko rozstrzygnie się wieczorem - ma miec zrobione badania krwi.

      Dam znać. Pamiętam, jak kiedyś często bywałam tu na forum.
      • wladziac Re: stary kot ... 12.03.09, 11:06
        mogę tylko trzymać kciuki co niniejszym czynię,trzymajcie się
    • wiu Re: stary kot ... 12.03.09, 19:12
      Niestety, Muza okazała się być w stanie agonalnym. Nie dało jej się
      nawet pobrac krwi. Miała objawy kwasicy/mocznicy, bóle "dotykowe" w
      jamie brzusznej, nieskoordynowane ruchy, trudności z oddychaniem.
      Nie pomogło ponowne nawadnianie i tamte wczesniejsze zastrzyki.
      Skróciliśmy jej cierpienie...

      .. którego część mogła być przez moje zaniedbanie. Mogłam to wykryć
      wcześniej... ale czy mogłam przedłużyć jej życie, niewiadomo.

      Nie mam już nic do powiedzenia

      To chyba racja, że nie nadaję się na opiekuna zwierząt

      Już żadnego nowego nie będę miała

      Teraz możecie mnie zlinczować
      • marzenia11 Re: stary kot ... 12.03.09, 19:27
        Daj spokój. Zrobiłaś wszystko co mogłaś. Nikt nie jest idealny. szkoda Muzy, ale
        też swoje przeżyła, a Ty w pewnym momencie jej życia zaopiekowałaś się nią -
        gdyby nie to, może już by nie żyła od dawna.
        Ochłoń trochę. Być może jak dziecko trochę podrośnie znów dasz dom jakiejś
        kocinie - dzieci naprawdę wychowują się ze zwierzakami dużo lepiej pod wieloma
        względami: emocjonalnym, społecznym.. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, trzymaj się.
        • wladziac Re: stary kot ... 12.03.09, 19:55
          po tym jak niestety miałam kotkę chorą z ropomaciczem a było to
          daaawno temu kiedy nikt nie był w stanie mnie uświadomić o
          sterylkach,też sobie przyrzekałam że nigdy żadnego kota więcej,po
          rzeczywiście pewnej przerwie kiedy moja Mama była ciężko chora i
          wymagała opieki 24h i po Jej pogrzebie za kilka dni zjawił się
          pierwszy kot i to wprost na mojej wycieraczce to się zaczęło i teraz
          w moim domu jest 4 podwórkowe przerobione na domowe+1 u syna
          wychodzący ten właśnie który przybył pierwszy + kilka dziczek,miłość
          do kotów nigdy nie przemija i napewno tak jak ja nauczysz się na
          własnych niestety błędach i każdy następny kot będzie miał tylko
          lepiej,bardzo Ci współczuję i pozdrawiam,trzymaj się
      • marzenia11 Re: PS. 12.03.09, 19:28
        .. zapomniałam, że masz jeszcze jednego kota. Nim się zaopiekujesz na pewno do
        końca i tak jak trzeba. Każde doświadczenie uczy.
      • moonshana czasem robimy coś nie tak... 12.03.09, 20:04
        kilka lat temu... moja 11-letnia sunia miała raka... pomimo wieku i
        choroby była bardzo energiczna, jedynymi oznakami było charczenie
        oraz coraz częstsze wymioty. ale nie była w takim stanie abym
        myślała o uśpieniu Jej...
        kilka miesięcy wcześniej poznałam chłopaka (teraz to mój mąż)
        zakochałam się jak głupia, był tylko ON, On,On. oczywiście nie
        zaniedbywałam suki, ale prawda jest taka że miałam dla niej malutko
        czasu. myślałam tylko o facecie. na Sylwestra miałam jechać 200 km.
        przed podróżą pożegnałam się ze wszystkimi, z sunią oczywiście też.
        już byłam w drzwiach gdy podeszła do mnie, zaczeła się łasić.
        powiedziałam do Niej coś w stylu: pa, pies, spieszę się.
        Na sylwestrze bawiłam się jak nigdy. byłam szczęśliwa.
        rano zadzwonili rodzice z wiadomością że mój Pies nie żyje.
        jeszcze teraz jak to piszę mam łzy w oczach. bo nie wiedziałam....
        nie wiedziałam że Ona chciała się pożegnać. nie wiedziałam że Ona
        przeczuwała swoją śmierć, dlatego gdy byłam w pracy zakradała się na
        moje łóżko, czego nigdy wcześniej nie robiła. chciała być bliżej.
        wiesz, rodzice (to oni byli przy śmierci mojego Psa) chcąc mnie
        pocieszyć, mówili że Ona odeszła celowo wtedy kiedy mnie nie było.
        żebym nie cierpiała bardziej. a ja cierpiałam bardziej. bo się nie
        pożegnałam. bo nie byłam przy NIej w tej najważniejszej chwili. bo
        bawiłam się gdy mój Pies umierał.rozsądek mówi, że nie mogłam tego
        przewidzieć, nic nie wskazywało że Sunia umrze tak szybko. przecież
        jak zawsze była postrachem okolicy, ganiała koty, pilnowała domu,
        biegała po podwórku.
        a serce krwawi za każdym razem gdy o tym pomyślę.
        wierzę że jest w psim niebie które jest też naszym niebem. i tam
        pilnuje aby nikt nie zawracał głowy Panu Bogu.
        czasem robimy coś nie tak...
        • iwa_ja Re: czasem robimy coś nie tak... 12.03.09, 20:22
          Wiu, przepraszam za to, co napisałam na początku tego wątku. W miarę czytania
          trochę mi się proporcje poprzestawiały. Opiekuj się dobrze tym drugim kotkiem i
          wszystkiego dobrego życzę. Dla Was wszystkich, Dzidka i w ogóle.
          PS. Poryczałam się
      • rezurekcja wyrazy wspolczucia 12.03.09, 21:54
        wiu napisał:

        > .. którego część mogła być przez moje zaniedbanie. Mogłam to
        wykryć
        > wcześniej...

        tylko post factum wydaje sie nam, ze moglismy, ze trzeba bylo, ze
        nalezalo... Kiedy cos robilismy, robilismy to tak, jak sie nam
        wydawalo najwlasciwiej. Ty tez tak zrobilas i nie masz sobie co
        zarzucac.
        Chory kot i tak nie garnie sie zbytnio do ludzi. Nasz kocur przed
        smiercia wrecz szukal sobie zacisznego miejsca, gdzie moglby
        spokojnie umrzec. Jelsi Muza byla w tak zlym stanie, to raczej
        izolacja byla jej potrzebna.
        Eutanazja tez byla w zasadzie jedynym rozsadnym wyjsciem w
        sytuacji, kiedy nie chciala jesc. Zwierze, ktore nie je, nie rokuje.

        > Już żadnego nowego nie będę miała

        spokojnie.

        > Teraz możecie mnie zlinczować

        A, to moga zrobic tylko ci, co nigdy grzechu przeciw zwierzeciu nie
        popelnili.
        Na mnie nie licz w tym wzgledzie.

        Sciskam CIe mocno.
    • sadosia75 Wiu lincz to za glupie pomysly! 12.03.09, 20:10
      Kobito nie wiedzialas jak zorganizowac dom i czas! Kazdemu sie zdarza!
      zorientowalas sie w pore chcialas zrobic lepiej. Wine mozesz miec jedynie do
      siebie o to, ze teraz masz glupie pomysly z tym, ze nie nadajesz sie na opiekuna
      zwierzakow!
      Opiekowalas sie kotem?
      troszczylas sie o Muze?
      Dalas jej dom? Milosc?
      jedzenie?
      Uczucie?
      Ok zajelas sie dzieckiem, nie wiedzialas jak zorganizowac dom dla siebie,
      dziecka, kotow. Trudno!
      Ale chcialas lepiej i to jest wazne!
      powodzenia zycze z dzieckiem niech rosnie zdrowo! i pamietaj, ze dzieci ze
      zwierzetami wychowuja sie znacznie lepiej ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka