mathka
02.09.06, 00:56
A jak już w końcu mogłam wejść na swoje ulubione forum, to miałam problem
z nadrobieniem czytelniczych zaległości ;)
Ze sporym opóźnieniem życzę wszystkiego najlepszego świeżo rozpakowanym,
sierpniowym mamom i ich szkrabkom, które w końcu ujrzały światło dzienne :)
Oby chowały się zdrowo i dały od czasu do czasu odsapnąć rodzicom ;)
3mam kciuki, byście szybciutko zapomniały o tych złych chwilach z porodu (bo
jednak, jak by nie było, to "efekt końcowy" jest najważniejszy:
najśliczniejszy bobas na świecie, wreszcie przytulony do mamy :)) i rozwiązały
wszystkie problemy, które mogą przydażyć się podczas pierwszych dni, gdy
poznajemy nowego człowieczka.
Podziwiam wszystkie z Was, które z taką determinacją walczycie/łyście
o utrzymanie laktacji.
Moja córa naciągała mi piersi na plecy przez 16 miesięcy, z czego
9 rzeczywiście z entuzjamem. Potem cyce służyły tylko jako "nocne smoczki"
(w dzień butla lub kubeczek, bo przecież tak mniej się człowiek namęczy, nie
trzeba ssać, samo leci:]), pokarmu miałam tyle co kot napłakał. W końcu Ola
sama zrezygnowała, co przyjęłam z prawdziwą ulgą, bo te nocki wykończyły mnie
psychicznie i fizycznie.
Rozpisałam się, ale chciałam po prostu Wam powiedzieć, że bez aktywnej pomocy
ze strony bobasa, utrzymywanie laktacji jest trudne. I straszliwie
wyczerpujące, a przecież dzieciom potrzebna jest wypoczęta i pogodna mama :)
U nas też zaszło trochę zmian ;)
Mamy za sobą przeprowadzkę, niestety ze względu na wciąż przesuwający się
termin remontu, nadal żyjemy częściowo na walizkach :( Non stop jestem śpiąca,
brzuch mam już prawie pod brodą i w dodatku nie chce mi się zmieścić między
nogami jak się schylam :> Efektem tego z niczym się nie wyrabiam, czas
przecieka mi przez palce, w całym mieszkaniu burdel na kółkach, jadamy
o różnych najdziwniejszych porach, a córa dokazuje jak pijany zając ;)
Zostało mi już tylko 7 - 8 tygodni, a z listy "do zrobienia zanim bobas
przyjdzie na świat" zostało jeszcze napisanie pracy inż., remont, wizyty
w Esculapie i na nowej porodówce na Wyspiańskiego (dalej kombinuję jak koń
pod górkę ;) ), przygotowanie wszystkich gadżetów dla bobasa i do szpitala.
No i oczywiście wymiana dokumentów, bo w końcu pobraliśmy się ;)
Tak wyszło, że dziś po raz pierwszy przedstawiłam się przez telefon, używając
nazwiska męża - buahaha, ale mi było łyso ;)
Przenieśliśmy się do ścisłego centrum - 3 Maja. Może, któraś z Was mieszka
gdzieś w okolicy i miała by ochotę wybrać się kiedyś na spacer (najchętniej
na jakiś plac zabaw)? Będzie nam bardzo miło, zwłaszcza, że Oli bardzo brakuje
towarzystwa do zabawy ;)
Pozdrawiam Monika
PS: Mamy z 2006 r - jak Wam się udaje znaleźć czas, by wejść tu na forum
i popisać cóś?? Podzielcie się, proszę, sposobami na wykrojenie chwilki dla
Się w ciągu doby. Bo mnie takie złote środki już niedługo będą bardzo
potrzebne ;)