Dodaj do ulubionych

polski air force one

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.07.03, 12:37
Czy na samolocie prezydenta jest napisane Republic of Poland?
Nie wiem czy dobrze widzialem, ale jesli tak to chyba nie jest to poprawne. Po naszemu to jestesmy Rzeczpospolita, a nie republika. Czy nie powinno byc Respublic (byloby wtedy podobnie w wiekszosci jezykow), albo Commonwealth of Poland( dokladne tlumaczenie, ale cos niezbyt brzmi).
Obserwuj wątek
    • remulak Re: polski air force one 20.07.03, 13:07
      Gość portalu: maaat napisał(a):

      > Czy na samolocie prezydenta jest napisane Republic of
      Poland?
      > Nie wiem czy dobrze widzialem, ale jesli tak to chyba
      nie jest to poprawne. Po
      > naszemu to jestesmy Rzeczpospolita, a nie republika.


      A na czym Twoim zdaniem polega różnica?




      Czy nie powinno byc Respub
      > lic (byloby wtedy podobnie w wiekszosci jezykow),



      Czyli np. w jakich?


      albo Commonwealth of Poland(
      > dokladne tlumaczenie, ale cos niezbyt brzmi)


      Dokładne tłumacznie? Ofcjalna nazwa RP to Twoim zdaniem
      "Wspólnota Polska"?


    • Gość: A Re: polski air force one IP: 203.34.140.* 20.07.03, 13:08
      Gość portalu: maaat napisał(a):

      > Czy na samolocie prezydenta jest napisane Republic of Poland?
      > Nie wiem czy dobrze widzialem, ale jesli tak to chyba nie jest to poprawne.
      Po
      > naszemu to jestesmy Rzeczpospolita, a nie republika. Czy nie powinno byc
      Respub
      > lic (byloby wtedy podobnie w wiekszosci jezykow), albo Commonwealth of Poland
      (
      > dokladne tlumaczenie, ale cos niezbyt brzmi).

      W jakim jezyku chcesz to napisac? Moze najlepiej po polsku?
    • higher_eu Re: polski air force one 20.07.03, 13:44
      Rzeczposopolita to wymysl polakow... nie oznacza to nic innego jak republika...
      dlatego Republic of Poland jest jak najbardziej OK... to oficjalne
      tlumaczenie "Rzeczpospolitej Polskiej" na angielski...

      Commonwealth to wspolnota- za cholere do Polski nie pasuje...

      Respublic-> nie ma takiego slowa w jezyku anielskiem... jest "respublica"... po
      rosyjsku...
    • Gość: azm Re: polski air force one IP: *.acn.pl 20.07.03, 16:09
      Jest napisane Republic of Poland. Moim zdaniem oficjalny samolot rządowy
      powinien być "opisany" tylko po polsku. Czy np. na oficjalny samolot
      przezydenta Niemiec jest opisany po angielsku albo francusku?
    • pi_lotnik Re: polski air force one 20.07.03, 18:57
      Tak, ale po angielsku nie ma "rzepa", więc wszędzie jest republic of Poland, a
      comman... to coś zupełnie innego
      • Gość: Mirko Re: "polski air force one". Polski co? IP: *.union01.nj.comcast.net 20.07.03, 23:06
        Bardzo dobry dylemat.
        Faktycznie kolor pierza szkrzydeł huzarii jest lub był najważniejszy i są na
        to dowody historyczne.
        Coś jak polski Sejm o klonowaniu Polaków i amerykańskich wizach.

        Mnie z kolei bardzo podoba się malowanie i znaki samolotów, które wożą i
        jeszcze nie raz zawiozą Polską Armię Pożal Się Boże - Spoczni - Amen - do
        Iraku.
        Taki piękny stylizowany staropolski "Tryzub". Zapewne Neptuna.

        polityka.onet.pl/galeria.asp?PGNUM=16&M=ML
        polityka.onet.pl/galeria.asp?PGNUM=11&M=ML
        polityka.onet.pl/galeria.asp?PGNUM=14&M=RA
        polityka.onet.pl/galeria.asp?PGNUM=17&M=RA itd.
        • Gość: Mirko Re: 'polski air force one'. Polski co? IP: *.union01.nj.comcast.net 22.07.03, 00:17
          "JAKUB MIELNIK, BAGDAD

          Nasi zolnierze czekajacy w Iraku na generala Tyszkiewicza nie maja zludzen -
          jestesmy kompletnie nieprzygotowani do naszej misji. Polacy wola nie
          wyjezdzac z amerykanskiej bazy, bo zamiast karabinów maszynowych dostali od
          MON zapas pasty do butów

          Miejscowi na nasz widok przeciagaja palcem po gardlach, jakby chcieli je
          poderznac - mówi dowódca polskiego patrolu w al Hilla, 60 kilometrów od
          Bagdadu. Twarzy kapitana Jaroslawa Zywickiego nie widac zza mocno wcisnietego
          na glowe helmu i wielkich okularów przeciwslonecznych. W upale siegajacym 50
          stopni w cieniu sluzówka rozgrzewa sie tak, ze kazde zmruzenie oka parzy
          powieki. Spod szczelnie zapietego munduru kapitana widac tylko usta. Brode
          opina pasek od helmu. Nizej jest jeszcze 12-kilogramowa kamizelka
          kuloodporna.

          Zywicki dowodzi plutonem, który z bronia gotowa do strzalu strzeze tego, co w
          przyszlosci ma sie stac polskim garnizonem w Iraku. Kiedys w al Hilla byly
          koszary irackiej armii. Teraz stoja tylko gole mury. Wszystko, co mialo
          jakakolwiek wartosc, juz dawno zostalo zlupione. Ze scian wyrwano instalacje,
          z podlogi zniknely plytki, po oknach tez ani sladu. Wokól budynku
          przywiezieni przez polskich zolnierzy Irakijczycy udaja, ze pracuja.
          Amerykanie placa im po dwa dolary dziennie za porzadkowanie terenu pod
          przyszle polskie koszary. Kilka dni temu na drodze, która codziennie
          przejezdzaja polscy zolnierze, ktos zniszczyl amerykanskiego hummera.

          Stojacy w cieniu zolnierze z niepokojem wypytuja o sytuacje w Bagdadzie.
          Zastanawiam sie, co im powiedziec. Przy wjezdzie do irackiej stolicy powital
          nas bijacy w niebo slup czarnego dymu. To szabrownicy podpalili kolejny
          spladrowany budynek. Nad miastem raz po raz przelatuja amerykanskie
          smiglowce.

          - Na ulicy zaden z nas nie mialby szans - mówi kapitan Zywicki. Inzynier po
          Politechnice Lódzkiej przyjechal z jednostki logistycznej z Opola pomagac w
          instalowaniu polskiego kontyngentu. Teraz odbywa normalne patrole bojowe w
          pelnym rynsztunku. Zywicki zdaje sobie sprawe, ze bron, kamizelka i helm, w
          których zalewa sie potem, daja tylko zludzenie bezpieczenstwa.

          Chemicy z Brodnicy na razie moga tylko marzyc o takim luksusie jak
          klimatyzacja. W ciagu dnia pelnia sluzbe lub po prostu nudza sie w
          obezwladniajacym upale. W nocy temperatura spada do 35 stopni i zolnierze
          wsiakaja powoli w swoje polówki, nasluchujac odglosów strzelaniny gdzies na
          skraju bazy.

          - Tych, którzy przyjada po nas, beda z Iraku wywozic w workach - mówia
          zolnierze z Brodnicy. Z 40 chemików, którzy zglosili sie na ochotnika na
          wyjazd do Iraku, tylko dziewieciu chce przedluzyc pobyt o kolejne szesc
          miesiecy. Zolnierze twierdza, ze w niektórych przypadkach ich wyjazd nie byl
          calkiem dobrowolny. - Kilku z nas konczyly sie kontrakty.

          Gdy po obaleniu Saddama Husajna gruchnela wiadomosc o tworzeniu polskiej
          strefy w Iraku, w Warszawie zaczeto goraczkowo szukac oddzialu, który choc
          symbolicznie móglby zaznaczyc obecnosc Polski w silach okupacyjnych.

          Sklecona napredce z dwóch jednostek grupa wynajela w Jordanii ciezarówki i
          ruszyla w strone granicy z Irakiem. Konwój 50 aut chroniony przez uzbrojonych
          w reczna bron speców od usuwania skazen chemicznych i organizowania zaplecza
          przez dwa dni brnal przez rozpalona pustynie.
          Polacy nie wiedzieli nawet, gdzie jest najblizsza amerykanska jednostka. - W
          koncu znalezlismy okopane na pustyni czolgi. Amerykanie powaznie sie zdziwili
          na nasz widok. Nie bardzo wiedzieli, co z nami zrobic - opowiada jeden z
          zolnierzy.

          - Tu potrzeba zolnierzy do konkretnych zadan, a nie kolejnego skoku na kase -
          mówia zolnierze z Brodnicy. Ich zdaniem do Iraku trafiaja w wiekszosci ludzie
          z ukladami, którzy od lat jezdza na lukratywne misje zagraniczne. Mlodsi,
          lepiej wyksztalceni i lepiej mówiacy po angielsku oficerowie maja male szanse
          na taki wyjazd. Zolnierze skarza sie, ze ich misja bardziej przypomina
          pospolite ruszenie niz operacje wojskowa w kraju ogarnietym pelzajaca wojna
          domowa.

          Golym okiem widac, ze pomysl sklecenia na poczekaniu grupy z kilku róznych
          jednostek nie wypalil juz w fazie przygotowan. Drobne sprawy w obliczu
          zagrozenia zycia urastaja do rozmiarów apokaliptycznych konfliktów, których
          nikt nie potrafi na razie rozwiazac.

          Dowódcy mówia o potrzebie stabilizowania kraju i uczenia Irakijczyków
          demokracji. Brzmi to jak pusty frazes z propagandowych materialów US ARMY, bo
          miesiac po zainstalowaniu Polaków na poludniu Iraku ciagle nie ma nikogo, kto
          potrafilby nawiazac kontakt z miejscowymi przywódcami. 30 tlumaczy ma
          przyjechac z generalem Tyszkiewiczem, jednak sa watpliwosci, czy sobie
          poradza. - Ci ludzie w wiekszosci znaja jezyk literacki, a nie dialekt,
          którego uzywa sie na poludnie od Bagdadu - mówil mi jeszcze w Warszawie
          Grzegorz Zasada z Osrodka Studiów Wschodnich.

          CHCEMY DO DOMU

          - Czesto pytaja nas: "Ilu Irakijczyków zabiles?". To mówi wiele o tym, jak
          nas widza - opowiada Zywicki. Mundur - bez wzgledu na to, jakie flagi sa
          naszyte na rekawie - dziala na Irakijczyków jak plachta na byka. - W
          przeciwienstwie do Amerykanów, którzy poruszaja sie solidnie uzbrojonymi
          konwojami, my planujemy lekkie, nierzucajace sie w oczy patrole - mówi
          dowódca oddzialu z Babilonu, pulkownik Janusz Adamczak. Jednak zolnierze,
          którzy musza codziennie jezdzic do al Hilla, woleliby miec zamontowany na
          dachu chociaz jeden karabin maszynowy. - Zamiast tego mamy caly kontener z
          czarna pasta do butów, która roztapia sie w tym upale - mówi jeden z
          zolnierzy, pokazujac buty z jasnego zamszu, jakie nosza tu wszyscy polscy
          zolnierze.

          Na razie setce Polaków udaje sie unikac klopotów. Nieuchronnie zbliza sie
          jednak moment, kiedy do Iraku przyjedzie wiecej polskich zolnierzy, zaczna
          sie regularne patrole i trzeba bedzie stanac oko w oko z tutejsza
          rzeczywistoscia. Mlodym junakom, którzy mysleli o wielkiej przygodzie na
          pustyni, zrzedly miny. - Mam juz dosyc wojny, wole wrócic do domu - slyszymy
          na pozegnanie."

          A możeby posłać Mig-i 21?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka