Dodaj do ulubionych

"Tygrysy w błocie" a przekład polski

07.01.11, 21:38
Wspomnienia Otto Cariusa. Kompletny laik wziął sie za tłumaczenie:

Pz 38 (t) występuje jako trzydziestoośmiotonowy czołg czeski
Pz III i Pz IV w relacji Niemca to: T-III i T-IV
Flak vierlingen 20mm to czterokołowce ze sprżężonymi działkami przeciwlotniczymi 20mm (kalka z angielskojezycznego wydania: 20mm quad Flak
rollbahn przechszczono na rurociąg (wystarczyło zajrzeć do wiki....
dalsze szczegóły wkrótce
Pzdr
Obserwuj wątek
    • mrukmrukmruk Re: "Tygrysy w błocie" a przekład polski 07.01.11, 21:54
      Dzięki za informacje, miałem kupować tą książkę, ale chyba zrezygnuję skoro tak skopane tłumaczenie. TIII i TIV to jakiś absurd, wygląda jakby ktoś tam wcisnął początek tank, dziwne...
      • patmate Re: "Tygrysy w błocie" a przekład polski 07.01.11, 22:07
        Nie, książka jest mimo to wartościowa (Karius podaje wiele szczególików i smaczków dla panzer-loverów), a dla twojej informacji bo jeszcze nie wychwytujesz niuansó (bez obrazy) - w ten sposób sowieci ochrzcili niemieckie Pz III i IV.
        • profes79 Re: "Tygrysy w błocie" a przekład polski 07.01.11, 22:17
          Swoją drogą w anglojęzycznych książkach często Pz I-II itd występują jako Marki I-II itd - kilka razy zdarzało mi się "zawiesić" bo to nazewnictwo kojarzy mi się wybitnie z czołgami brytyjskimi. Także czasami takie "kwiatki" w tłumaczeniu mogą wynikać z tłumaczenia z angielskiego/rosyjskiego przez kogoś, kto nie do końca jest obeznany w militariach.
          • patmate Re: "Tygrysy w błocie" a przekład polski 07.01.11, 22:24
            np.: takie nazewnictwo Mark-IV Special dotyczące Pz IV ausf F2 w Afryce to że tak powiem tradycyjne w literaturze angielskiej. U nas obecnie nikt normalnie nie napisze T-III bo to jest ewidentna kalka z rosyjskiego, no chyba że naoglądał się 4 Pancernych.....
            Pzdr
            • wladca_pierscienii kozioł ofiarny: fani "Czterech Pancernych" 08.01.11, 18:17
              patmate napisał:

              > U nas obecnie nikt normalnie nie
              > napisze T-III bo to jest ewidentna kalka z rosyjskiego, no chyba że naoglądał
              > się 4 Pancernych.....
              > Pzdr

              w kwestii formalnej: w "Czterech Pancernych" NIE padają słowa
              Panzer III ani T-III (zresztą latem 1944 r. chyba ich było mało na froncie)
              słowa Panzer IV ani T-IV też się nie pojawiają się !

              patmate napisał:
              > U nas obecnie nikt normalnie nie
              > napisze T-III bo to jest ewidentna kalka z rosyjskiego,

              takiej kalki z rosyjskiego może używać
              tylko Rosjanin piszący po polsku
              • browiec1 Re: kozioł ofiarny: fani "Czterech Pancernych" 08.01.11, 18:26
                Bo tam to juz byly tylko pantery i Tygrysy(jednego z nich blysnal krwawy zab:)
              • patmate Re: kozioł ofiarny: fani "Czterech Pancernych" 08.01.11, 18:38
                Jest scenka w jednym z pierwszych odcinków: Rudy mija rozbitego i kopcącego się PzIV (oczywiście ucharakteryzowany teciak), Olgierd pokazuje go jankowi mówiąc że to T IV.
                Pzdr
                • browiec1 Re: kozioł ofiarny: fani "Czterech Pancernych" 08.01.11, 18:48
                  Szczerze moiwac piewszy raz o tym slysze mimo ze widzialem to wiele razy.Ale moze uwagi nie zwrocilem.
                • tody1305 Re: kozioł ofiarny: fani "Czterech Pancernych" 08.01.11, 19:50
                  Tygrysy?
                  Te sześć
                  dokładnie w 2:00
                  Czterech pancernych to ja na pamięć znam :))
                  • browiec1 Re: kozioł ofiarny: fani "Czterech Pancernych" 08.01.11, 20:14
                    Ale co z nimi?
                    • tody1305 co z nimi I 08.01.11, 20:54
                      Jan Kos po ślubie z radziecką sanitariuszką Marusią wyjechał do ojca do Gdańska. Janek nie wyobrażał sobie przyszłości bez wojska. Jako bohater wojenny bez problemów dostał się do szkoły wojsk pancernych. Marusia zamieszkała u teścia, który został urzędnikiem w Urzędzie Wojewódzkim w Gdańsku.

                      Czekając na powrót męża ze szkoły oficerskiej, Marusia podjęła pracę jako pielęgniarka w szpitalu wojskowym w Gdyni. Jankowi wróżono wielką karierę w wojsku i Marusia już widziała siebie jako polską panią generałową. Los chciał jednak inaczej. Gdzieś na początku 1950 roku niespodziewanie aresztowano starego Kosa, ojca Janka. Jak pamiętamy z filmu, był on przed wojną mieszkańcem Wolnego Miasta Gdańska, potem więzili go Niemcy, miał jakieś bliżej nie określone powiązania z ruchem oporu na Pomorzu. Słowem: człowiek niepewny. Starego Kosa oskarżono o współpracę z hitlerowcami (wiadomo: Wolne Miasto Gdańsk), powiązania z II Oddziałem Sztabu Generalnego, czyli z sanacyjnym wywiadem (Komisariat RP w WMG), a wreszcie o współpracę z brytyjskim wywiadem morskim i o sabotaże na Wybrzeżu Gdańskim. Jak było naprawdę, archiwa milczą. Stary Kos procesu nie doczekał i zmarł w więzieniu w Sztumie.
                      Aresztowanie Kosa seniora było końcem kariery Janka. Z ostatniego roku szkoły oficerskiej, wprost z zajęć politycznych, aresztowała go Informacja Wojskowa. Jako syn zdrajcy, wroga klasowego, szpiega i sabotażysty nie miał czego szukać w Ludowym Wojsku Polskim. Długo go nie trzymali, wyszedł po roku z odbitymi nerkami i złamanym życiorysem. Najgorsze czekało na niego jednak w domu. Tam zastał kartkę napisaną przez żonę Marusię. Jak pamiętamy, Marusia była Rosjanką, obywatelką ZSRR. Na wracającego z aresztu Janka czekała kartka napisana nieporadnie w polsko-rosyjskim języku:

                      “Janek, ja komunistka, ja Ruskaja, moj atiec eto Stalin, twoj atiec eto szpion. Wy reakcyjnaja swołocz, ja nie chaczu tieba. Ja jedu w Sowieckij Sojuz.
                      Z mojej ambasady ty dostaniesz papiery rozwodowe. Ty mnie nie szukaj. Ja tiebia nie lubliu.
                      Marusia”.

                      Po kilku miesiącach przyszły dokumenty rozwodowe. Przez następne lata Janek biedował i znowu, jak w czasie wojny, szukał ojca. Tym razem już go nie znalazł. Starzy znajomi z czasów wojny albo też siedzieli w kryminale, albo odwrócili się od niego jak od zadżumionego. Janek nie miał żadnego wykształcenia, nie miał zawodu, pracował więc jako niewykwalifikowany. Po 1956 roku i rehabilitacji ojca (pośmiertnej) skończył jakieś szkoły zaocznie. Podjął pracę w stoczni gdańskiej, nie ożenił się drugi raz. Pod koniec lat 60. zaprzyjaźnił się z podobnym sobie rozbitkiem życiowym, z Mateuszem Birkutem, ale tu już historia na inną opowieść…
                      Marusia Kos, de domo Aganiok. Na polecenie sowieckiej ambasady odcięła się od swojego męża i teścia i wróciła do ZSRR. Tam rozwiodła się z Jankiem. Pracowała jakiś czas w szpitalu w Nowosybirsku, wyszła za mąż za oficera wojsk rakietowych, miała z nim syna i rozwiodła się. Drugi raz wyszła za mąż, za lotnika, który zginął nad Koreą. Owdowiała i nadal piękna, zajęła się wychowywaniem synów po rakietowcu i lotniku. Nigdy już nie była w Polsce.

                      Gustaw Jeleń. Gustlik po weselu wrócił na Śląsk i zamieszkał wraz z żoną Honoratą w jednoizbowym mieszkaniu ojca, położonym w typowo śląskim familoku, z wygódką na podwórku, obok maleńkiego ogródka i klatek z królikami. Mundur obwieszony orderami wylądował na dnie szafy, zastąpił go górniczy kombinezon. Gustlik był chłop jak tur i fedrował za dziesięciu chłopa. Już-już miał zostać przodownikiem pracy (mówiło się nawet o awansie na sztygara i mieszkaniu zakładowym), gdy zdarzyło się nieszczęście. Jak pamiętamy z filmu, ojciec Gustlika całą wojnę przesiedział na Śląsku, gdzie pracował w kopalni. Gdy wręczono mu dokument stwierdzający, iż jest obywatelem III Rzeszy, zaklął pod nosem i poszedł na szychtę do kopalni. Stary Jeleń nie wiedział, co to strajk włoski i symulowanie pracy. Wiedział za to, że szychta to jest szychta, a fedrunek to fedrunek, bez względu na to jaka flaga wisi na kopalnianej bramie.
                      Takie podejście do pracy spodobało się jego przełożonym, Jeleń senior dostał list pochwalny od samego dr. Roberta Leya, przywódcy niemieckich robotników. To był początek jego zguby. W 1945 roku, jakieś pół roku po tym jak na katowickim rynku radzieccy wyzwoliciele zaczęli zabierać przechodniom zegarki, sąsiad starego Jelenia, były szef dzielnicowej komórki SA. wywiesił na balkonie czerwoną flagę z widocznym, jasnym kołem na środku po odprutej swastyce, wstąpił do PPR i zadenuncjował starego. W śledztwie na UB nawet go nie bili, wystarczył im znaleziony w komodzie ów fatalny list z podpisem dr. Leya.

                      Gustlik wyciągnął z szafy mundur i zaczął biegać po urzędach, żeby ratować ojca. Nic nie pomogło, nawet order za Studzianki, krzyż za forsowanie Odry i za wzięcie do niewoli hitlerowskiego generała ze sztabem ani nawet odznaka grunwaldzka za zdobycie Berlina. Stary Jeleń trafił do Łambinowic, gdzie już w pierwszym tygodniu podpadł komendantowi Morelowi, późniejszemu obywatelowi Izraela. Gustlik stracił pracę w kopalni akurat w dniu, gdy Honoratka rodziła drugie dziecko. Stary Jeleń zmarł za drutami kolczastymi w Łambinowicach i dopiero po 45 latach Niemiecki Czerwony Krzyż ustalił miejsce jego pochówku w zbiorowej mogile. Gustlik biedował, aż gdzieś około 1959 roku uśmiechnęło się do niego szczęście. Pamiętamy z filmu, iż Gustlik poznał Honoratkę już za Odrą, gdy ta była służącą u niemieckiego generała, którego Gustlik wziął do niewoli. Generał przeżył radziecką niewolę, symulując komunizm. Gdy powstała NRD, zgłosił akces do jej armii. Zwolnili go z niewoli i generał wsiadł w metro w Berlinie i trafił prosto do rodzinnego majątku w słonecznej Hesji. Po powrocie zaczął szukać dawnej służącej. Starania trwały długo. Państwo Jeleniowie wraz z piątką dzieci opuścili Śląsk na krótko przed nawiązaniem stosunków dyplomatycznych między PRL a NRF. Na początku Gustlik fedrował w Westfalii, potem dostał duże pieniądze - za ojca z niemieckim paszportem i listem od dr. Leya, zamęczonego przez polskich komunistów i Salomona Morela, za pracę Honoratki na służbie u generałostwa, za pozostawiony za żelazną kurtyną familok z wygódką, ogródkiem i klatkami. Kupił mały domek w okolicach Padeborn. Tam zaprzyjaźnił się z sąsiadem, takim jak on emerytem i również byłym pancerniakiem, tyle że od Guderiana.

                      Siedząc na ławce w ogrodzie przy piwie, godzinami wiedli spory na temat wyższości T-34 nad “Tygrysem”…
                      • tody1305 Re: co z nimi II 08.01.11, 20:55
                        Grigorij Saakaszwili, Gruzin, w cywilu mechanik, przydzielony do LWP jako kierowca czołgu. Ten sympatyczny brunet przez cały film bawił nas swoimi problemami z opanowaniem języka polskiego, a przede wszystkim kłopotami sercowymi. Grigorij kochał się w każdej napotkanej na szlaku bojowym dziewczynie. Bez wzajemności. Na weselu Janka i Gustlika czuł się źle.
                        Wojna skończyła się, koledzy z czołgu znaleźli sobie żony. Jak pamiętamy, między jednym a drugim tańcem Grigorij oświadczył się Lidce Wiśniewskiej, polskiej telegrafistce. Lidka, zrozpaczona definitywnym odrzuceniem przez Janka, niemal wymogła na Gruzinie oświadczyny. Zgodziła się nawet wyjechać do Gruzji. Czwartego dnia po weselu, po wytrzeźwieniu, Grigorij zameldował się u swoich przełożonych i przedłożył im prośbę o zgodę na poślubienie Lidki. Nie dali mu nawet pożegnać się. Miesiąc po weselu Grigorij zasiadł za kierownicą czołgu w Mandżurii, gdzie Stalin dotrzymał słowa i zapłacił Amerykanom krwią za nabytki w Europie. Grigorij dobił Japońca i został zdemobilizowany. W rodzinnej Gruzji nikt na niego nie czekał. Bliskich zamordował Stalin do spółki z Hitlerem. Nadal nie miał szczęścia do kobiet, Lidkę wybito mu z głowy. Rozpił się, zamykali go na odwykach. W końcu wylądował jako brygadzista na wielkiej budowie na Magadanie. Tam przeżył szok. Wracając po pijanemu do swojego baraku, mijał kolumnę więźniów łagru. Nagle z człapiącej w błocie ludzkiej ciżby ktoś zawołał go po imieniu. W tłumie wychudzonych więźniów stał z kilofem na ramieniu, w kufajce z numerem na plecach jego pierwszy dowódca, porucznik wojsk pancernych Olgierd Jarosz, oficjalnie poległy ponad 10 lat wcześniej.

                        NKWD-zista prowadzący kolumnę okazał się ludzki i za butelkę spirytusu zwolnił na kilka godzin Jarosza. Bez obaw, nikt nie uciekał, nie było gdzie i po co. Jak pamiętamy, Olgierd był pierwszym, jeszcze w Sielcach nad Oką, dowódcą czołgu o numerze taktycznym 102, zwanego “Rudym”. Jarosz był obywatelem ZSRR, w cywilu meteorologiem, wnukiem powstańca styczniowego z 1863 roku. Oficjalnie Olgierd zginął, gdy jego załoga przebywała w szpitalu. Aresztował go Smersz (”Śmierć Szpiegom”). Jarosz, nosząc polski, tj. LWP-owski mundur i obcując na co dzień z Polakami, stał się Polakiem, co ułatwiły mu rodzinne, powstańcze koneksje. Raz i drugi coś powiedział. Przy wódce skrytykował brak należytej opieki medycznej nad rannymi członkami jego załogi, w trakcie narady sztabowej powiedział, co myśli o rzucaniu piechoty bez pancernego wsparcia na niemieckie bunkry. Na końcu powiedział coś złego o Stalinie. To był koniec.

                        Aresztowanie i proces przed sądem polowym nie trwały nawet doby. Miał szczęście, przed niechybną kulą w potylicę uratował go mundur LWP i ordery jeszcze za 1941 rok. Zamiast plutonu egzekucyjnego, 25 lat łagru. Formalnie Olgierd, mimo iż poddany Stalina, był oficerem LWP. Aby nie wprowadzać zamieszania, jego przełożonych i podwładnych poinformowano, że zginął śmiercią bohatera. Jak pamiętamy, Olgierda w oficjalnej wersji uśmiercono serią z ckm-u gdy z gaśnicą w rękach gasił płonący czołg. Rano, chwiejąc się na nogach, Grigorij odprowadził swojego pierwszego dowódcę do bramy łagru. Więcej się już nie widzieli. Niestety w archiwach brak informacji na temat losów Olgierda. Może dożył XX Zjazdu KPZR i amnestii.
                        O sympatycznym Gruzinie, spragnionym żeńskiego towarzystwa, radzieckie archiwa również milczą…

                        Lidia Wiśniewska, czyli Lidka, LWP-owska wersja kobiety fatalnej, obarczonej pechem. Najpierw nie wyszedł jej podryw Janka. Ubiegła ją Marusia. Na weselu Janka i Marusi postawiła wszystko na jedną kartę, zgodziła się nawet na wyjazd do Gruzji. Na próżno. Grigorij wytrzeźwiał i nawet nie zdążył się z nią przespać. Zniknął jak kamfora. Po zdemobilizowaniu, jako była radiotelegrafistka, pracowała na poczcie. Miała stale problemy w związku z romansami z żonatymi mężczyznami w pracy. Składała nawet samokrytykę przed POP warszawskiej poczty. W latach 60. ktoś z dawnych znajomych załatwił jej posadę szatniarki w wojskowym kasynie. Przez afery z żonatymi oficerami nie chcieli jej przyjąć do ZBoWiD-u.
                        Potem słuch o niej zaginął…

                        Tomasz Czereśniak. Tomuś trafił do załogi “Rudego” już po niby-śmierci Olgierda, gdy dowódcą czołgu został Janek. Kto wie, czy gdyby nie pazerność ojca, starego Czereśniaka, typowo chłopski materializm, może Tomuś w ogóle nie zaznałby wojaczki. Jednak stało się, stary Czereśniak przehandlował jedynego syna za talon na drzewo i za konia. Po weselu Janka i Gustlika Tomasz wrócił na ojcowską gospodarkę. Stary Czereśniak przed wojną pierwszy ściągał czapkę na widok dziedziczki, w czasie wojny nie żałował bimbru i zagrychy niemieckim żandarmom, po wojnie jako pierwszy we wsi wyciągnął spracowane dłonie po ziemię z parcelacji. Potem męczyły go koszmarne wizje powrotu dziedziczki, może nawet jakieś resztki chłopskiego sumienia.

                        Tomek, na polecenie ojca, wstąpił do Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (dali staremu za to talon na poniemieckie maszyny rolnicze), walczył z UPA w Bieszczadach (na tle jego dziejów nakręcono nawet następny film), a potem z reakcyjnym podziemiem w szeregach Urzędu Bezpieczeństwa. Tomek Czereśniak walczył o utrwalenie władzy ludowej i o zachowanie ojcowskich gruntów z parcelacji tak jak umiał, po chłopsku. Nigdy wziętym do niewoli NSZ-etowcom nie strzelał w brzuch ani w kolana, tylko w potylicę. W tych chlubnych walkach sterał się, zmęczył, biorąc udział w kościelnym pogrzebie ojca - podpadł przełożonym. Wreszcie osiadł na ojcowiźnie, tej z parcelacji majątku dziedziczki.

                        Po przejściu w stan spoczynku w UB próbował nawet odszukać swojego dowódcę Janka Kosa. Dał jednak spokój, gdy dowiedział się, co przydarzyło się jego ojcu. Wspomnienia wspomnieniami, a ojcowizny narażać nie można….

                        Został jeszcze ostatni członek historycznej załogi.

                        Owczarek niemiecki Szarik. Jeszcze przed weselem uzgodniono, że tymczasem Szarika weźmie Tomek. Na wsi zawsze łatwiej utrzymać psa niż w gdańskim mieszkaniu Janka czy w klitce Gustlika. Trzej bohaterowie umówili się, że każdego roku będą spotykać się i decydować o losie Szarika. Jak już wiemy, stało się inaczej. Pancerniacy nigdy nie spotkali się. Janek poszedł do szkoły oficerskiej, a potem do kryminału, Gustlik Jeleń poszedł do kopalni, a potem w niełaskę. Szarik razem z Tomusiem tropił wrogów władzy ludowej, wyciągał ich z leśnych kryjówek i przekazywał w ręce UB, był ranny, gryzł nieprzyjaciół, swoim ratował życie. Razem ze swoim panem, z Tomaszem Czereśniakiem, odszedł w stan spoczynku. Gdy Tomuś popadł w stan niełaski, ktoś przypomniał sobie, że Szarik nie jest własnością prywatną, tylko mieniem uspołecznionym. Zabrali go Tomusiowi do milicyjnej szkoły w Szczytnie. Tam zakończył swój żywot i dostąpił zaszczytu wypchania. Zrobili z niego wypchaną sianem mumię, tak jak z Lenina….
                        • tody1305 Re: co z nimi III 08.01.11, 20:55
                          Czołg Janka, Grigorija, Gustlika i Tomusia zakończył swój szlak bojowy u stóp Bramy Brandenburskiej w Berlinie. Potem stał w hangarach pod Poznaniem. Szkolili się na nim rekruci, następcy Gustlika i Grigorija. Jedenaście lat po zdobyciu Berlina “Rudy” podążył na odsiecz oblężonemu Urzędowi Bezpieczeństwa w Poznaniu. W czerwcu 1956 roku czołg-bohater stał jak mur w obronie władzy ludowej. Przebrani za robotników niemieccy spadochroniarze nawet nie śmieli do niego podejść. Potem przenieśli go do demobilu. Posłali na złom, z wyjątkiem armaty, która na statku zawędrowała aż na Wzgórza Golan, aby zostać spalona w ogniu izraelskiej artylerii. Taki był koniec “Rudego”, w arabskiej służbie, zniszczonego przez Żydów z amerykańskiej broni.

                          Czołg o numerze taktycznym 102 służył nadal w LWP. Był to już nowy typ T-55. W sierpniu 1968 r. w ramach misji pokojowej kierowanej przez generała Floriana Siwickiego, następca “Rudego” jako pierwszy rozbił barykadę w Libercu i utorował drogę na Pragę. Dwa lata później spadkobierca tradycji Janka, Gustlika i Szarika, tym razem pod komendą generała Grzegorza Korczyńskiego, wsławił się w Gdańsku, blokując drogę wiodącą do Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Potem złom. Na uzbrojenie LWP wszedł nowy typ czołgu, T-72. Kolejny czołg o numerze 102, można rzec wnuk “Rudego”, 16 grudnia 1981 roku, po kawaleryjsku, wziął szturmem bramę kopalni “Wujek”.

                          Gdzieś na początku lat 90. weteran z “Wujka” zakończył służbę w wojsku, kupił go jakiś polski milioner w ramach imprezy charytatywnej organizowanej przez pewnego showmana o fatalnej dykcji.

                          W pierwszych miesiącach XXI wieku w jednostce wojskowej w Świętoszowie nadterminowy żołnierz za pomocą palnika ścierał z wieżyczki potężnego “Leoparda” czarny krzyż. Obok leżał przygotowany szablon nowego, polskiego numeru taktycznego 102.

                          P.S. Jeśli ktoś ma wątpliwości co się stało z Wichurą - to w TVP leci serial "M jak Miłość" - obejrzyjcie i będzie wszystko jasne
                          • browiec1 Re: co z nimi III 09.01.11, 13:25
                            Tak ogolnie,to jesli ktos zna na pamiec czterech pancernych to jak nic sowiecki bekart;)
                          • windows3.1 Człowieku gdzie ty byłeś 13.01.11, 11:57
                            ... przez te wszystkie lata kiedy Cię nie czytałem?

                            miałeś jakąś inną ksywę? Ale takiego geniusza rozpoznaje się od razu, zwłaszcza że posiadł umiejętność napisania kilku tysięcy słów bez błędu ortograficznego, o składniowych nie wspominając...

                            Mam tylko wrażenie, że Twoje źródła są niekompletne i stronnicze, chyba za długo odkurzałeś półki w IPN. Wg moich informacji, Jan Kos po swojej rehabilitacji w 1956 klepał biedę na wsi pod Kościerzyną. Kiedyś najął się z innymi wiejskimi proletariuszami jako nagonka podczas polowania organizowanego przez Urząd Wojewódzki i dzięki zachowanej sprawności ręki i oka w ostatniej chwili uratował przed szarżującym po śniegu dzikiem (a może to był tygrys?) pewnego dygnitarza, któremu ze strachu broń wypadła z ręki. Stał się mimowolnym bohaterem polowania i tak, przy bigosie i wódeczce, zgadał się z naczelnikiem Wydziału Architektury i Gospodarki Przestrzennej UW w Gdańsku. Jak się okazało, człowiek ten wrócił rok wcześniej ze świetnymi papierami z kilkuletniej delegacji w Karagandzie, był przedwojennym absolwentem Politechniki Gdańskiej, a wojnę spędził w mundurze Abwehry pracując dla radzieckiego wywiadu. Dzięki jego rekomendacji Kos rozpoczął wspinaczkę po szczeblach kariery urzędniczej, zaliczając coraz bardziej odpowiedzialne a z czasem kierownicze stanowiska w Wydziale Leśnictwa UW, gdańskim Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych, Zarządzie Dróg i Zieleni, wojewódzkim oddziale Orbisu i wielu innych instytucjach, pełniąc przy okazji honorowo liczne funkcje społeczne, przede wszystkim przewodniczącego wojewódzkiego Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, działacza ZBOWiDU, prezesa gdańskiego Związku Kynologicznego i honorowego członka lokalnych organizacji łowieckich. Pod koniec lat 80. został dyrektorem wydzielonego z zasobów UW i gospodarującego na kilkuset hektarach Przedsiębiorstwa Gospodarki Leśnej i Rolnej na Kaszubach. Po prywatyzacji został jego głównym udziałowcem, a firma stanowi obecnie holding, zarządzający siecią pól golfowych na Wybrzeżu. Pod koniec życia podobno zdziwaczał, widywano go czasem pod czołgiem na gdańskiej Alei Zwycięstwa i pod ciapkowem na Witominie w Gdyni.
                            • browiec1 Re: Człowieku gdzie ty byłeś 13.01.11, 18:08
                              Teraz to nie bylo problemem,kopiuj-wklej i po sprawie(chyba ze i oryginalu jest autorem:)
                              www.nakazdytemat.pl/humortopics177/czterech-pancernych-ciag-dalszy-vt-t-vt3762.htm
                              • windows3.1 magia ctrl 14.01.11, 11:54
                                żeby się nie wygłupić z powodu wcześniejszych hołdów założę, że nasz szanowny kolega forumowicz jest również autorem oryginału

                                dzięki za info
                                • browiec1 Re: magia ctrl 14.01.11, 17:28
                                  No coz,mozliwe.
                                  Tyle ze droga tego tekstu dosc kreta jest:)
                                  Poza portalem ktory podalem,mozemy trafic i tu
                                  odkrywca.pl/pokaz_watek.php?id=635424
                                  A tam jak widzimy trafiamy na portal Najwyzszy czas:)

                                  No i chyba potwierdzenie pochodzenia
                                  pl.shvoong.com/internet-and-technologies/1716889-http-nczas-com-publicystyka-cala/
                                • tody1305 Re: magia ctrl 14.01.11, 20:49
                                  Niestety nie jestem autorem. Chciałbym mieć taką wyobraźnię :))
                                  Źródła nie podałem, bo ten tekst występuje w sieci w wielu miejscach.
                                  • stasi1 niektórzy myśleli 19.01.11, 12:27
                                    że to Ty sam to wymyśliłeś! Trzeba było napisac na końcu ze to nie Twoje, tylko skopiowane
                                    • tody1305 Re: niektórzy myśleli 19.01.11, 13:42
                                      Gdyby wklejenie tutaj tego tekstu wiązało się z jakimikolwiek profitami dla autora, nie omieszkałbym tego zaznaczyć.
                                      Jak słusznie zauważył browiec, w dobie gugla i controla każdy bardzo łatwo może sprawdzić pochodzenie tekstu, więc nie zaprzątałem sobie tym głowy. Zwłaszcza że sam znalazłem ten tekst na jakimś forum-humorum i nie znałem autora.
                                      Ale ok
                                      Autorem powyższego tekstu jest Jerzy Burlinski
                      • browiec1 Re: co z nimi I 08.01.11, 21:17
                        O w morde co to jest?:)))
                        Ja pytalem co masz do tych Tygrysow:)
                        • tody1305 Re: co z nimi I 08.01.11, 22:02
                          patmate napisał
                          "Olgierd pokazuje go jankowi mówiąc że to T IV"
                          Ja dałem linka do tej sceny i zacytowałem ją
                          bo nie T-4 tylko T-6
                          a "Tygrysy?" chwilę wcześniej zapytał Gajos
                          • browiec1 Re: co z nimi I 09.01.11, 13:22
                            A nie Pedros?
                          • patmate Re: co z nimi I 09.01.11, 14:20
                            Faktycznie pomyliłem, a link przydał się do odświerzenia. Przy okazji zidentyfikowałem parę stary sowieckich ciągników artyleryjskich. Szkoda że sie toto nie zachowało, skoro w 60-tych jeszcze było na chodzie.
                            Pzdr
                            • browiec1 Re: co z nimi I 09.01.11, 14:26
                              Ale przerobione na czolgi niemieckie?
                            • tody1305 Re: co z nimi I 09.01.11, 21:22
                              Tego z 4:09 w prawym dolnym rogu też zidentyfikowałeś ? ;)))
                              • browiec1 Re: co z nimi I 10.01.11, 16:03
                                Tam kolo 3.35 to jest oryginalny ciagnik artyleryjski?
                                A ten samochod dobry:)
                                • patmate Re: co z nimi I 10.01.11, 20:10
                                  STZ NATI
                                  PZDR
                                  • browiec1 Re: co z nimi I 11.01.11, 17:03
                                    Dzieki o to mi chodzilo:) Pytalem bo strasznie mi przypominal takie stare spychacze:) A ten samochod to co to jest,jakis UAZ?
                                    • patmate Re: co z nimi I 11.01.11, 17:18
                                      dokładnie podaj link do youtuba i czas
                                      Pzdr
                                      • tody1305 Re: co z nimi I 11.01.11, 17:24
                                        Jak już pisałem :))

                                        4:09
                                        • wielki_czarownik Re: co z nimi I 11.01.11, 23:40
                                          Przypuszczalnie Nysa 501 :P
                                          • tody1305 Re: co z nimi I 12.01.11, 19:47
                                            Chyba jej poprzedniczka Nysa N57
                                            Co nie zmienia faktu że raczej jej tam nie powinno być :))
                        • stasi1 Re: co z nimi I 08.01.11, 22:33
                          ale dość fajne. Tylko że Gustlik chyba tyle lat to nie mógł fedrować
                      • skandy5 tody1305 09.01.11, 22:54
                        "Tam zaprzyjaźnił się z sąsiadem, takim jak on emerytem i również byłym pancerniakiem, tyle że od Guderiana."

                        Ależ Gustaw Jeleń też był od Guderiana! Niestety jego przygody (tzn. przed ucieczką do ruskich) w Panzerwaffe nieopisane są.
                • wladca_pierscienii Re: kozioł ofiarny: fani "Czterech Pancernych" 10.01.11, 21:05
                  patmate napisał:

                  > Jest scenka w jednym z pierwszych odcinków: Rudy mija rozbitego i kopcącego się
                  > PzIV (oczywiście ucharakteryzowany teciak),

                  T-34 miały zasłonięte koła
                  bo inaczej nawet taki laik motoryzacyjny jak ja
                  zauważyłby, że koła czołgów niemieckich są IDENTYCZNE jak koła T-34
                  :-)))


                  możanby zrobić z nich albo wszystkie Panzer IV i żadnego Tygrysa
                  albo wszystkie Tygrysy i żadnego Panzer IV...

                  > Olgierd pokazuje go jankowi mówiąc że to T IV.
                  > Pzdr

                  no to jedna scena na jakieś 21 odcinków....

                  nie zauważyłem jej, mimo że oglądałem "Pancernych"
                  co najmniej kilka razy

                  rosyjskie terminy T-IV, T-VI
                  NIE występowały w polskiej literaturze za komuny

                  za to w "Żółtych Tygryskach" była "nadprodukcja" ;-)
                  "Tygrysów" i "Ferdynandów"

                  chyba wynika to z tego, że polscy żołnierze w czasie wojny
                  słabo rozpoznawali typy niemieckich czołgów i dział pancernych
                  • patmate Re: kozioł ofiarny: fani "Czterech Pancernych" 10.01.11, 23:15
                    wladca_pierscienii napisał:

                    > patmate napisał:
                    >
                    > > Jest scenka w jednym z pierwszych odcinków: Rudy mija rozbitego i kopcące
                    > go się
                    > > PzIV (oczywiście ucharakteryzowany teciak),
                    >
                    > T-34 miały zasłonięte koła
                    > bo inaczej nawet taki laik motoryzacyjny jak ja
                    > zauważyłby, że koła czołgów niemieckich są IDENTYCZNE jak koła T-34
                    > :-)))

                    Co nie przeszkodziło Spielbergowi w Szeregowcu Ryanie na bazie Teta wyczarować całkiem zgrabnego T VI. Ale nie pastwmy się nad zapleczem Filmu Polskiego - mogło być gorzej (np. Działa na Wrony - Chafee udające blizej nieokreślone czołgi niemieckie)
                    >

                    >
                    > > Olgierd pokazuje go jankowi mówiąc że to T IV.
                    > > Pzdr
                    >
                    > no to jedna scena na jakieś 21 odcinków....
                    >
                    > nie zauważyłem jej, mimo że oglądałem "Pancernych"
                    > co najmniej kilka razy

                    Jednak ja zapamiętałem. Zresztą scenariusz JEST prawidłowy - Olgierd mógł tak mówić - wszak do LWP przeszedł z RKKA. Tak jak na Stuga powiedziałby Artszturm.
                    >
                    > rosyjskie terminy T-IV, T-VI
                    > NIE występowały w polskiej literaturze za komuny

                    I ja tego nie twierdziłem.
                    >
                    > za to w "Żółtych Tygryskach" była "nadprodukcja" ;-)

                    > "Tygrysów" i "Ferdynandów"
                    >
                    > chyba wynika to z tego, że polscy żołnierze w czasie wojny
                    > słabo rozpoznawali typy niemieckich czołgów i dział pancernych
                    >
                    .... Niekoniecznie, co to za chluba ustrzelić Pz II wyłaniającego się z bocages w Normandii, lepiej wygląda w raporcie szeroko rozreklamowany Sd Kfz 182 ;), zresztą ponoć na tenże pojazd w Wa-wie starczały Visy, podobnie jak w raportach sowieckich spod Kurska - wszędzie sterczały wraki Tygrysa staranowane przez T-34 (łatwo o słowo pisane, ale trudniej o materiały ikonograficzne)
                    Pzdr
                    • stasi1 w końcu sami niemcy w 39 11.01.11, 14:49
                      zestrzeliwywali tylko P-24
                    • browiec1 Re: kozioł ofiarny: fani "Czterech Pancernych" 11.01.11, 17:08
                      Nie zalapalem,na co starczaly Visy,na KT?:) No i w Normandii dzialaly jeszcze PzII?
                      • patmate Re: kozioł ofiarny: fani "Czterech Pancernych" 11.01.11, 17:22
                        Może nie PzII aleR 35 i inny badziew
                        A kto śpiewał że na Tygrysy mamy Visy, czuwaj wiara... ;)
                        Pzdr
                        • browiec1 Re: kozioł ofiarny: fani "Czterech Pancernych" 11.01.11, 17:25
                          A no racje,w obu sprawach:)
                        • wladca_pierscienii Re: "Czuwaj wiara" 14.01.11, 19:29
                          patmate napisał:

                          > A kto śpiewał że na Tygrysy mamy Visy, czuwaj wiara... ;)
                          > Pzdr

                          ponieważ słowo "wiara" może się (na zasadzie akcji-reakcji) czasem źle kojarzyć
                          śpiesze wyjaśnić, że kiedyś znaczyło m. in:
                          sjp.pwn.pl/slownik/2535574/wiara
                          4. pot. «grupa ludzi zżytych ze sobą»

                          czyli w dzisiejszym języku, to będzie chyba "ziomale" ?

                          a czuwaj ?

                          batalion "Parasol" składał się z harcerzy
                          a "czuj, czuwaj" to chyba pozdrowienie harcerskie
                          :-)
                          • browiec1 Re: "Czuwaj wiara" 14.01.11, 20:05
                            Mysle ze to raczej oczywiste dla kazdego kto tu pisze:)
                    • wladca_pierscienii Re: interpretacja i "licentia poetica" 11.01.11, 22:30
                      patmate napisał:

                      > ), zresztą ponoć na tenże pojazd w Wa-wie starczały Visy,


                      www.youtube.com/watch?v=2x30M1mP40U
                      Pałacyk Michla, Żytnia, Wola,
                      bronią jej chłopcy od "Parasola",
                      choć na Tygrysy mają Visy,
                      to Warszawiaki, fajne urwisy są


                      ja uważam, że sens jest:
                      choć na Tygrysy mają TYLKO Visy
                      ale w ramach "licentia poetica" zostało zdanie skrócone
                      by zachować rytm utworu
                      • browiec1 Re: interpretacja i "licentia poetica" 12.01.11, 17:07
                        Moja ulubiona piosenka(i gwozdz programu na rodzinnych spotkaniach) kiedy bylem jeszcze maly:)
                    • wladca_pierscienii Re: film "Działa Na Wrony" 31.01.11, 19:08
                      patmate napisał:

                      > Ale nie pastwmy się nad zapleczem Filmu Polskiego - mogło być gorzej
                      > (np. Działa na Wrony - Chafee udające blizej nieokreślone czołgi niemieckie)
                      > >

                      inna sprawa
                      w tym filmie "Działa Na Wrony" zamiast dział 405 czy 406 mm
                      pokazali mniejsze chyba 280 mm

                      tymczasem, nie wiem jak teraz, ale przynajmniej jeszcze ba początku lat 90-ych
                      na terenie wojskowym na Półwyspie Helskim była jeszcze taka
                      poniemiecka armata 406 mm dokładnie taka
                      jaką powinni pokazać w filmie

                      co im szkodziło sfilmować tą armatę i w końcówce filmu
                      umieścić podziękowania dla dowództwa polskiej Marynarki Wojennej ?

                      nic im nie szkodziło...
                      ale nie zrobili tego
                      :-(
                      • marek_boa Re: film "Działa Na Wrony" 31.01.11, 19:23
                        W_P taka armata a konkretnie 3 sztuki na Helu były tylko do 1941 roku kiedy to przeniesiono je do Francji! Jedyne obecnie dostępne do zwiedzania są w Norwegii o ile się nie mylę!
                        -Pozdrawiam!
                        • wladca_pierscienii Re: film "Działa Na Wrony" 01.02.11, 19:21
                          marek_boa napisał:

                          > W_P taka armata a konkretnie 3 sztuki na Helu były tylko do 1941 roku kiedy to
                          > przeniesiono je do Francji!

                          ja czytałem w gazecie na w pierwszej połowie lat 90-ych
                          że w momencie piania artykułu taka poniemiecka armata jeszcze była

                          marek_boa napisał:

                          > W_P taka armata a konkretnie 3 sztuki na Helu były tylko do 1941 roku kiedy to
                          > przeniesiono je do Francji!

                          a dlaczego je postawiono na Helu ???
                          - postawiono przeciwko Sowietom, na wypadek,
                          jakby Józio Stalin zdążył zaatakować Adolfa Alojzowicza

                          a dlaczego je wywieziono z Helu ???
                          - bo latem 1941 roku jasne było, że Józio Stalin ze swoim atakiem nie zdążył
                          i armaty już są niepotrzebne

                          a co było latem 1944 roku ?
                          - alianci zachodni wylądowali we Francji
                          a Sowieci doszli do Wisły
                          teoretycznie Niemcy mogli dokonać kolejnego
                          "przegrupowania" armat
                          • browiec1 Re: film "Działa Na Wrony" 01.02.11, 19:32
                            Ciekaw jestem odpowiedzi Marka bo podbne pytania mialem zadac:)
                            Jaki to byl konkretnie model?
                            • marek_boa Re: film "Działa Na Wrony" 02.02.11, 08:28
                              40,64 cm Adolfkanone SK C/34 ! Ogółem NAJPRAWDOPODOBNIE zakłady krupa wyprodukowały 10 sztuk tych dział - 8 sztuk miało być głównym uzbrojeniem planowanego pancernika typy "H" a później po tym jak plany te nie zostały zrealizowane wyprodukowano jeszcze dwa już jako wersję "lądową"!
                              -Pozdrawiam!
                              • browiec1 Re: film "Działa Na Wrony" 02.02.11, 23:43
                                Ale w sumie i tak wszystkie trafily na lad?
                                • marek_boa Re: film "Działa Na Wrony" 03.02.11, 07:28
                                  Tak!
                                  -Pozdrawiam!
                                  • browiec1 Re: film "Działa Na Wrony" 03.02.11, 19:21
                                    A wszystkich 10 rozlokowano na pozycjach ladowych?
                                    • marek_boa Re: film "Działa Na Wrony" 04.02.11, 09:11
                                      Tak!
                                      - 3 działa zainstalowano w 1943 roku na wyspie Engeloy - na południowy-zachód od Narviku - bateria MKB 4/516 - "Dietl"!
                                      - 4 działa zainstalowano w 1943 roku na półwyspie Harstad - na północny-zachód od Narviku - bateria MKB 5/511 "Trondenes" (lub "Theo")
                                      - 3 działa zainstalowano w 1940 roku na Półwyspie Helskim - bateria M.A.A.119 "Schleswig-Holstein" - pod koniec 1941 roku zmieniono lokalizację dział i przeniesiono je do Sangatte obok Calais - bateria "Lindemann"!
                                      -Pozdrawiam!
                                      • browiec1 Re: film "Działa Na Wrony" 05.02.11, 01:49
                                        Do dzisiaj dotrwaly tylko te z Norwegii?Ile ich zostalo?
                                        Oni je instalowali pojedynczo zdaje sie?
                                        • marek_boa Re: film "Działa Na Wrony" 05.02.11, 08:01
                                          Zostało ich 4 sztuki - czyli bateria "Trondenes"! Zgadza się! Pierwotnie miały być instalowane po dwa w wieżach ale na lądzie - pojedynczo!
                                          -Pozdrawiam!
                          • marek_boa Re: film "Działa Na Wrony" 02.02.11, 08:20
                            W_P sorry ale samo "przeczytanie w gazecie" nie czyni artykułu prawdziwym! Proponuję poszukać informacji na ten temat - mnie zajęło to tylko 5 minut!:)
                            - Działa z Polski wywieziono w 1941 roku ze względu na zmianę koncepcji utworzenia głównej bazy Kriegsmarine na Zatoce Gdańskiej! Koncepcja utworzenia takiej bazy funkcjonowała w Niemczech od 1939 do 1941 roku! W 1940 roku po klęsce Norwegii i Francji koncepcja uległa zmianie i wielkie Niemieckie okręty miały stacjonować właśnie w Norwegii i Francji!
                            - Wpisz w google >> Stanowisko dział 406mm baterii Schleswig-Holstein - Hel <<
                            -Pozdrawiam!
                    • wladca_pierscienii udawany "Tygrys" 1978 za udawanego "Tygrysa" 1998 29.05.11, 09:19
                      patmate napisał:

                      > wladca_pierscienii napisał:
                      >
                      > > patmate napisał:
                      > >
                      > > > Jest scenka w jednym z pierwszych odcinków: Rudy mija rozbitego i k
                      > opcące
                      > > go się
                      > > > PzIV (oczywiście ucharakteryzowany teciak),
                      > >
                      > > T-34 miały zasłonięte koła
                      > > bo inaczej nawet taki laik motoryzacyjny jak ja
                      > > zauważyłby, że koła czołgów niemieckich są IDENTYCZNE jak koła T-34
                      > > :-)))
                      >
                      > Co nie przeszkodziło Spielbergowi w Szeregowcu Ryanie na bazie Teta wyczarować całkiem zgra
                      > bnego T VI. Ale nie pastwmy się nad zapleczem Filmu Polskiego - mogło być gorze
                      > j (np. Działa na Wrony - Chafee udające blizej nieokreślone czołgi niemieckie)
                      > >
                      >

                      amerykański "Szeregowiec Ryan" powstał w roku 1998

                      polski film "Do krwi ostatniej" w 1978 roku (serial datowany na 1979)
                      www.youtube.com/watch?v=ulvLIseBY1M
                      (ikona z 4 strzałkami przełącza obraz w tryb pełnoekranowy)
                      są tam całkiem udane "podróbki" "Tygrysa" minuty 4:25-6:45
                      (nareszcie gąsienice wyglądają inaczej niż w T-34 !!!)

                      chociaż jest czasowy anachronizm -
                      bitwa toczy się zimą 1941/1942 -
                      (walczą krasnoarmiejcy (i polski komunista)
                      - ze względu na polskich "rusofobów"
                      krasnoarmiejcy nie mają gwiazdek na hełmach)
                      • wladca_pierscienii Re: udawany "Tygrys" - (PL - 1979) 22.01.12, 13:28
                        polski film "Godzina "W" " z 1979 roku
                        www.youtube.com/watch?v=wsLI8A1_YSE&feature=related
                        1:29--1:33
                        podrabiany "Tygrys"


                        --
                        www.cudownyportal.pl/forum/szukaj.php?act=find&pid=263213
                        Puszczając wzorce walki dochodzimy do dziedzin w których wcześniejszy tryb życia (albo trafniej żyć) zostawił ogromne spustoszenie.
                        Odreagowany wojownik (odreagowany w zakresie walki) nadal pozostaje istotą w jakiejś mierze wyobcowaną, niezrozumianą do końca, mającą poczucie samotności.
    • browiec1 Re: "Tygrysy w błocie" a przekład polski 07.01.11, 22:07
      No to sie czlowiek dowiedzial ze czesi mieli juz przed wojna czolg ciezszy nz Shermany:) Powinni Niemcow zamsakrowac a tu nic:) Ten Flak tez niezly. Fajnie musialby quad wygladac z takim zestawem.
      • skandy5 Re: "Tygrysy w błocie" a przekład polski 09.01.11, 22:50
        Łza się w oku kręci, pamiętam że gdzieś w latach 80tych zeszłego wieku zastanawiałem się czy ten czołg był 38tonowy.
    • windows3.1 serwus mate, trzeba było czytać recenzje 13.01.11, 10:59
      jeszcze w maju zeszłego roku popełniłem krótką mini-recenzję z tej książki (link poniżej), własnie tytułem ostrzeżenia szanownych forumowicżów.

      Ale nie dziwię się że ją zignorowałeś, ja też lubię sparzyć się osobiście. Tylko dziwię się, że zabrałeś się za książkę po ponad pół roku jej grzania półek w księgarniach.

      forum.gazeta.pl/forum/w,539,111443308,111443308,Otto_Carius_Tygrysy_w_blocie_45_zlotych.html
      • patmate Re: serwus mate, trzeba było czytać recenzje 13.01.11, 15:50
        pół roku temu byłem w morzu i bez internetu, ciężko jest śledzić wszystkie wątki po powrocie. A ksiażka - może i widziałem ją wcześniej, ale jakoś dopiero ostatnio zacząłem czytywać wspomnienia, inaczej już dawno przeczytałbym oryginał, niemniej dzięki, rzucę okiem.

        Pzdr
        • patmate Re: serwus mate, trzeba było czytać recenzje 13.01.11, 15:55
          Cytując Twoje w3.1:
          ..." np. do tej pory sądziłem, że
          w czasie ataku załoga zamykała włazy, a Carius pisze że jako dowódca
          Tygrysa czołgu wolał atakować z otwartym, bo mógł obserwować
          wysunąwszy głowę, a szczeline obserwacyjne w kopule były zupełnie
          niewystarczające..."
          tak właśnie działali dowódcy Tygrysów - wymownie swiadczą o tym duże straty "kierowników" w czasie bitwy kurskiej.

          ksiażki jeszcze nie przeczytałem, ale już z twojej recenzji widzę że miałem rację raczej omijając wspomnienia.

          • wladca_pierscienii Re: dowódca czołgu/działa panc. dostaje kulkę 15.01.11, 14:00
            patmate napisał:

            > Cytując Twoje w3.1:
            > ..." np. do tej pory sądziłem, że
            > w czasie ataku załoga zamykała włazy, a Carius pisze że jako dowódca
            > Tygrysa czołgu wolał atakować z otwartym, bo mógł obserwować
            > wysunąwszy głowę, a szczeline obserwacyjne w kopule były zupełnie
            > niewystarczające..."
            > tak właśnie działali dowódcy Tygrysów - wymownie swiadczą o tym duże straty
            > "kierowników" w czasie bitwy kurskiej.

            kiedyś przypadkowo w internecie natrafiłem na informację
            o najlepszym niemieckim dowódcy działa pancernego
            zginął od strzału snajpera gdy rozglądał się po polu bitwy

            czyli... jak teraz się domyślam,
            nie podczas patrzenia przez szczelinę obserwacyjną
            ale gdy wystawił głowę ponad pancerz ?????

            --
            "Nie ma ludzi dobrych, ani złych, są tylko przyjaciele i wrogowie"
            "Czarna strzała" odc. 3 (ale to bardzo zły cżłowiek powiedział)
            • browiec1 Re: dowódca czołgu/działa panc. dostaje kulkę 15.01.11, 14:01
              No raczej:)
            • wladca_pierscienii Re: dowódca czołgu/działa panc. dostaje kulkę 16.01.11, 08:36
              wladca_pierscienii napisał:

              > kiedyś przypadkowo w internecie natrafiłem na informację
              > o najlepszym niemieckim dowódcy działa pancernego
              > zginął od strzału snajpera gdy rozglądał się po polu bitwy
              >
              > czyli... jak teraz się domyślam,
              > nie podczas patrzenia przez szczelinę obserwacyjną
              > ale gdy wystawił głowę ponad pancerz ?????
              >

              nazwiska nie pamiętam
              ale zginął na Froncie Zahodnim
            • windows3.1 "niemiecki dowódca działa" - Rudolf Roy? 20.01.11, 10:49
              przypuszczam że mogło chodzić o Rudolfa Roya. Mieści się chyba gdzieś w pierwszej czterdziestce niemieckich asów pancernych, zdaje się że zaliczono mu około 35 zniszczonych maszyn enpla.

              Dowodził Jagdpanzerem IV, zginął w Ardenach 17 grudnia 1944. Jego działo wraz z całym plutonem wpadło podobno w uprzednio przygotowaną zasadzkę amerykańskich Shermanów (??? dość dziwne na tym etapie walk w Ardenach???). Kiedy wychylał się z włazu, trafił go w głowę prawdopodobnie snajper, mający stanowisko gdzieś na drzewie.
              • browiec1 Re: "niemiecki dowódca działa" - Rudolf Roy? 20.01.11, 17:20
                Ale co Ci nie pasowalo z tymi Shermanami?
                • windows3.1 co mi nie pasowało 21.01.11, 10:50
                  zabawa w Ardenach zaczęła się 16. grudnia. Wydawało mi się, że przez pierwszych kilkanaście godzin Amerykanie zajęci byli głównie otrząsaniem się ze zdumienia, a przez następnych kilkanaście - wianiem. Ci którym udało się zebrać do kupy stawiali opór, czasem zacięty - ale raczej tam gdzie zastali ich Niemcy.

                  A zasadzka wiadomo, wymaga (oprócz dowódcy który nie stracił głowy i żołnierzy, którzy nie spanikowali) przygotowania i czasu; trzeba opracować plan, zebrać siły, dyslokować je, przygotować stanowiska. Widocznie trafił się jakiś łebski i energiczny lokalny dowódca, bo przecież na większą skalę skoordynowane amerykańskie działania obronne zaczęły się dopiero po kilku dniach.
                  • browiec1 Re: co mi nie pasowało 28.01.11, 23:41
                    Myslalem ze same czolgi nie pasuja:) Ale to moze nic szczegolnego,moze mieli rozkaz obstawic jakas droga a Niemcy nie spodziewajac sie oporu parli szybko(i bez glowy) do przodka.
            • stasi1 janek kos nawet przez szczeline by 20.01.11, 11:38
              go trafił! Inna sprawa że ojczyzna dała gosciowi tyle ton stali a on tak nikczemnie to olał
    • tody1305 Re: "Tygrysy w błocie" a przekład polski 20.01.11, 23:11
      A tak poza tym to książka, jest momentami bardzo życiowa :))

      "To był kapitan ze sztabu Lindemanna, dowódcy Frontu Północnego. Natychmiast zaczął mnie ochrzaniać.
      Kiedy mu odpowiedziałem, że moja obecność na froncie jest tak samo ważna jak jego inspekcja i gdyby nie żołnierze na linii frontu, to nie miałby czego kontrolować, natychmiast zażądał moich dokumentów.
      -Zgłosisz się do dowódcy frontu, a on ci powie, co jest ważne, a co nie - oznajmił złowieszczym tonem.
      Następnego dnia odkryłem, co jest ważne, a co nie jest. Lindemann przyjął mnie z uśmiechem. Podczas walk na Wale Zachodnim poznał mojego ojca. Więc zamiast strasznej awantury odbyłem całkiem przyjemną pogawędkę.

      Czyli bez pleców ani rusz :))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka