viking2
02.08.08, 06:10
Wlasnie obejrzalem "Katyn" Wajdy (na DVD) i, prawde mowiac, to ja tu czegos
nie rozumiem.
Nie chce przeprowadzac recenzji calego filmu, bo ani tu miejsce ani czas na
to, a poza tym kazdy odbiera przekaz kinematograficzny na swoj sposob i
wyciaga swoje wlasne wnioski, ale niezrozumialy jest dla mnie ten meczenniczy
etos polskich oficerow w niewoli.
Wydawalo mi sie, ze zolnierze i oficerowie wzieci do niewoli maja obowiazek
podjecia proby ucieczki i dotarcia do swoich, by ponownie wziac bron do reki.
Ten obowiazek jest wprawdzie niepisany - w sensie nakazu regulaminowego -
ale uswiecony tradycja i poczuciem honoru, a takze i zapisem w Konwencji
Genewskiej, gdzie ucieczka jenca wojennego nie jest traktowana jako
przestepstwo (przynajmniej teoretycznie).
Wiemy takze, ze od 1940 roku angielscy lotnicy, ktorzy zostali zestrzeleni nad
okupowana Europa, przezyli po skoku ze spadochronem i zostali wzieci do
niewoli, probowali ucieczki z obozow jencow wojennych. Fakt, ze hitlerowcy
traktowali Anglikow lepiej (albo moze nalezaloby powiedziec: w sposob mniej
barbarzynski) niz Polakow czy Rosjan i angielscy jency jednak do tych obozow
docierali w stanie mniej czy bardziej "nienaruszonym", zamiast byc sumarycznie
rozstrzelani na miejscu (chociaz to przypuszczalnie tez sie zdarzalo - pisze
"przypuszczalnie", bo nie wiem, nie mam zadnych danych, ktore by to potwierdzaly).
Niemniej, ci wlasnie jency z obozow uciekali, bywali lapani i osadzani
ponownie (zdaje sie, ze "w nagrode" wchodzilo w gre 30 dni o chlebie i
wodzie), po czym niektorzy probowali ponownej ucieczki.
Wielu tez udalo sie nawiazac kontakt z miejscowym ruchem oporu (Francja,
Holandia) albo - jesli oboz byl w odpowiednio blisko polozony Niemczech -
przekroczyc granice szwajcarska i ponownie wlaczyc sie w wysilek wojenny.
Dokladnie to samo zaczeli robic pozniej jency australijscy, kanadyjscy i
amerykanscy.
W zwiazku z tym, nasuwaja mi sie dwa wlasciwie pytania:
Po pierwsze, jak to sie stalo, ze dwudziestokilkutysieczna rzesza polskich
oficerow w Katyniu, Starobielsku, Ostaszkowie i Smolensku nie podejmowala
masowo prob ucieczki? Jestem zdania, ze gdyby probowali, to wiedzielibysmy
pewnie o kilkuset przypadkach, a przynajmniej kilkadziesiat z nich musialoby
sie udac (chociazby statystycznie rzecz biorac, raz na iles tam komus sie uda).
Dlaczego taka dziwna apatia, brak woli, jakas niezrozumiala bezradnosc -
niezrozumiala, bo przejawiana w koncu nie przez pensjonarki z dobrych domow,
tylko przez oficerow (wsrod nich wielu zawodowych) regularnej armii? Armii
znanej raczej z walecznosci, znanej z tego, ze czesciej nadstawi karku chocby
za cudza (i niekoniecznie najsluszniejsza) sprawe, niz pokaze wrogowi plecy?
Co sie z tymi ludzmi stalo? Co ich sklonilo do bezczynnego oczekiwania i na co?
A po drugie, to wlasnie to, co wynika z pierwszego: czy wogole istnieja jakies
informacje na temat ucieczek z Katynia? Czy sa jakies przekazy historyczne,
wiarygodne wspomnienia? Ktos na tym forum wie cos na ten temat?