Dodaj do ulubionych

Uniwersytet Warszawski walczy ze ściąganiem

    • Gość: Damian Uniwersytet Warszawski walczy ze ściąganiem IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.01.04, 21:14
      Jestem na UW 1 i 4 rok!!! bez ściagania byłbym w wojsku;))) Zmieńcie program na
      coś konkretnego zrozumiałego i przydatnego to wyrzuce ściągi inaczej kiss my
      ass i tak mnie nie złapiecie:))
      • Gość: JZ Moze i powinienes byc w wojsku! /nt IP: 146.21.1.* 21.01.04, 21:25
        Gość portalu: Damian napisał(a):
        > Jestem na UW 1 i 4 rok!!! bez ściagania byłbym w wojsku;))) Zmieńcie program
        na
        > coś konkretnego zrozumiałego i przydatnego to wyrzuce ściągi inaczej kiss my
        > ass i tak mnie nie złapiecie:))
        Poki co cie nie zlapali. Ale jesli dalej bedziesz sciagal lub oblejesz egzamin
        to zycze milego maszerowania. I o to chodzi: zeby odroznic tych ktorzy moga byc
        na UW bez sciagania od tych ktorzy byc nie moga. Na tych ktorzy potrafia
        zrozumiec i na tych ktorzy nie potrafia! i tyle!

        JZ
    • Gość: N.akad.-emeryt Re: Uniwersytet Warszawski walczy ze ściąganiem IP: *.atr.bydgoszcz.pl 21.01.04, 22:16
      W całości popieram wypowiedz xyz. Sciąganie należy do zjawisk najbardziej
      kompromitujących nasze szkolnictwo.W swojej pracy starałem się przeciwdziałać
      ściąganiu ze względu na jgo demoralizującą nieuczciwość, a szczególnie dla
      umożliwienia uzyskiwania wyższych lokat przez młodzież rzetelnie studiującą i
      zaliczającą kolokwia i egzaminy bez " środków dopingujących".
    • Gość: Piotrek Re: Uniwersytet Warszawski walczy ze ściąganiem IP: *.sggw.waw.pl 21.01.04, 23:09
      Zgadzam się z tym że nie należy ściągać i że każdy student powinien mieć równe
      szanse, ale... Sam jestem studentem i to jest wykładane na uczelniech jest w
      większości wiedzą historyczną i dawno nie ważną. Nie wydaje sie nowyk
      zaktualizowanych podręczników, a co najważniejsze, w jaki sposób człowiek ma
      nauczyć się tak dużego materiału, bardzo często to jest niemożliwe. Owszem
      można powiedzieć że trzeba uczyć się systematycznie, ale jesteśmy studentami a
      nie maszynami. Nie było by ściągania, gdyby rzeczywiście profesorowie
      precyzowali swoje wymagania, a w większości tak nie jest... Dobra, spadam do
      kucia bo sesja już za drzwiami :/ Pozdrawiam wszystkich studentów!!!
    • Gość: ŁAPÓWY NA PRAWIE Re: Uniwersytet Warszawski walczy ze ściąganiem IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.01.04, 23:20
      Bardzo proszę Gazetę, aby zajęła się łapówkami za zaliczenia i egzaminy na
      prawie na UW. Wiem to od mojej pracownicy studentki.
      • everybody Re: Uniwersytet Warszawski walczy ze ściąganiem 21.01.04, 23:55
        cala ta akcja jest oczywiscie w pewnym stopniu pokazowa.porusza jednak problem
        uczciwosci i rzetelnosci studiowania.popieram tylko i wylacznie w przypadku,
        gdy podobne zmiany dotkna takze i przestarzaly (na wiekszosci polskich uczelni)
        program edukacjny oraz zweryfikuja "uczciwosc i rzetelnosc" wykladowcow.w
        przeciwnym wypadku nikt nie bedzie probowal byc na sile przykladem, ze "nie
        wszyscy powinni miec wyzsze wyksztalcenie".


        swoja droga ciekawe czy bede tez sprawdzac kto pomaga sobie chemia ;P
    • Gość: Bolo Re: Uniwersytet Warszawski walczy ze ściąganiem IP: *.torun.pl / 217.97.134.* 21.01.04, 23:54
      Dobrze zaczeli, zeby tylko na samym ściaganiu sie nie skończyło. U mnie, na
      UJ, są wydziały gdzie byle dupa może dostać każde zaliczenie lub egzamin, byle
      tylko była dooooobra dla wykładowcy. Nie mówiąc już o tych, którzy sprzedają
      egzaminy za kasę. Niech się za nich najpierw wezmą.
      • Gość: Zakus Dziwki na UJ? IP: *.gratka.pl 22.01.04, 00:03
        Pieprzysz. Jestem tu juz na drugim roku i jeszcze nie slyszalem zeby ktoras za
        naszych dziewczyn sie skorwila. O kupionych egzaminach wszyscy cos tam i
        gdzies tam slyszeli, ale o dziwkarstwie pierwszy raz sie dowiaduje.
        • Gość: Bolo Re: Dziwki na UJ? IP: *.torun.pl / 217.97.134.* 22.01.04, 00:14
          Szczaw jesteś i tyle. Popytaj tych co więcej wiedzą o to co sie działo i nadal
          dzieje na psychologi. I nie mówimy tutaj tylko o samych egzaminach. Tutaj byle
          dupcia bez skrupółow może załatwić sobie dużo więcej niż tylko egzamin.
          • Gość: XXX TO PRAWDA, SAMA DAJE IP: 192.139.221.* 22.01.04, 00:27
            • Gość: Bolo Re: TO PRAWDA, SAMA DAJE IP: *.torun.pl / 217.97.134.* 22.01.04, 00:32
              Ta na psychologi za wieloletnią wysługe dostała doktorat. Tobie też tak sie to
              opłaciło?
            • Gość: studentka psych.UJ Re: TO PRAWDA, SAMA DAJE IP: *.chello.pl 17.09.04, 20:46
              Jasne, i jesteś facetem, prawda?
          • Gość: ... hmmm IP: *.ny5030.east.verizon.net 22.01.04, 00:38
            do wypowiedzi zainspirawala mnie wypowiedz Damiana,
            Sluchajcie, nie kazdy musi isc na studia!!!!!!
            Dopoki nauka nie bedzie platna, studenci beda sciagac, programy beda
            przestarzale, nie bedzie funduszy nawet na papier do sekretariatu.
            Tak wiec, jeszcze raz - NIE WSZYSCY MUSZA STUDIOWAC. Jak nie mozesz sobie
            poradzic z nauka to nie zaslugujesz na studia. Jest jeszcze hydraulika, i inne
            dziedziny gdzie nie potrzeba studiow.
    • Gość: tomek 1 Re: Uniwersytet Warszawski walczy ze ściąganiem IP: 5.5D* / 213.40.3.* 22.01.04, 00:33
      "Chcemy, by ściąganie przestało wreszcie uchodzić za coś normalnego, wręcz
      chlubnego, a tak właśnie jest postrzegane w Polsce - mówi prof. Marian
      Wiśniewski, dziekan, który wymyślił akcję."

      xxxxxxxxxxxxxxxxxxx

      Maturę robiłem wiele lat temu w Anglii. W szkole państwowej (ówczesnej
      państwowej Grammar School), która była wtedy zaliczona przez ACE (instytucję,
      dziś już nie istniejącą, oceniającą zaś poziom szkół średnich) do jednej ze
      stu najlepszych szkół średnich w Anglii. Moim nauczycielem historii był, Goeff
      Mason, absolwent wydziału historii z Cambridge. Do dziś pamiętam jego głęboko
      humanistyczne podejście do przedmiotu. Podkreślał on bardzo mocno wagę
      materiałów źródłowych i odpowiedzialność ucznia za rzetelne uzasadnie jego
      własnej opinii. Pamiętam, na przykład, rozmowę z nim, podczas jednej z lekcji,
      o anachroniźmie dziedzicznej władzy monarszej w Wielkiej Brytanii. Ja sam
      uważam, że sukcesja ta może mieć bardzo pozytywną rolę. Rozmowa na ten temat
      między nami była w najlepszym stylu państwa wolnego od cenzury, opartego na
      wolności słowa. Takie same podejście mieli również inni nauczyciele.

      Taki etos przewodni w szkole średniej byłby wtedy niemożliwy w w Polsce. Ba,
      co tam mówić o polskiej szkole średniej, gdzie byle przygłup był, i chyba
      nadal jest, tytułowany jako profesor. Pamiętam jak na UW kierownik Wydziału
      Slawistyki zbladł, kiedy na zajęciach chciałem omówić przemówienie Sołżenicyna
      z okazji otrzymania nagrody Nobla w dziedzinie literatury.

      Gdybym ośmielił się ściągać podczas składania egzaminów maturalnych byłby to
      koniec mojej matury.

      Profesor Marian Wiśniweski przy najlepszych chęciach jest kilkadziesiąt lat do
      tyłu, w porównaniu z Europą zachodnią.

    • Gość: WNE UW STUDENCIE WNE UW - czy podpiszesz petycje....? IP: *.chello.pl 22.01.04, 00:59
      Studencie WNE UW! Czy podpisałbyś petycje z prośbą o zaniachanie tej akcji? Ja
      tak, może zaczniemy zbierać podpisy?
      • Gość: tez z wne Re: STUDENCIE WNE UW - czy podpiszesz petycje.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 02:28
        Ja sie nie podpisze... z kilku powodw.

        Przyklad podobno idzie z gory...
        Moj ulubiony przyklad to Andrzej C. [nagroda Polityki] oblewajacy cwiczenia 90%
        ludzi z uczonych grup [i 1/3 roku] [ czesc ludzi poszla na exam i -o zgrozo-
        zdala go ale nie majac cwiczen nie mogli dostac tej oceny]
        Takich przedmiotow i ludzi jest wiecej... naukowcy ale nie nauczyciele.
        Wymagaja ale nie ucza. Po drugiej stronie studenci - zdaja ale nie umieja.
        Rzucaja w nas kamieniami i zabieraja nam tarcze. Ja proponuje rozbroic obie
        strony. Tylko wtedy bedzie 'pokoj'.

        Dajcie komus warunek albo i 2 to w nastepnym roku bedzie mial jeszce trudniej i
        na pewno tez na cos nie starczy mu czasu... Wystarcza takie 2-3 dyzrune
        przedmioty na kazdy rok zeby wrzucic komus cos za kolnierz... Dobry sposob na
        dofinansowanie wydzialu, nie ma co gadac.

        Jedyne [to chyba i tak za wiele :(] co chcialbym od naszego wspanialego
        wydzialu to korekta toku studiow dla pierwszych 2 lat i sposobu nauczania
        przedmiotow ... matematycznych.

        Z dowodowo-teoretycznych na konkretne, uczymy sie abstrakcji ktorej potem nie
        jestesmy w stanie uzyc, nam jest potrzebna tak naprawde matma jako narzedzie a
        nie dla 'sztuki' Paradoksalnie na wydziale matematyki cala ta matme zrozumiec
        jest latwo, bo jest uczona bardzo powoli [ale tez bardzo dokladnie].

        Dlaczego przedmioty roczne maja cwiczenia semestralne ? Jak to ma zachecac do
        systematycznej pracy ? Najpierw naladujmy pol roku wymagan a potem jednoczesnie
        wyklad swoje cwiczenia oderwane ?

        Chcialbym tez wiedziec po co sie czegos ucze. Chcialbym wiedziec ze np rozklady
        przydadza mi sie w potem w modelach, ze jest to cos co ma przelozenie jakies a
        nie totalny odlot ktory jest tylko wzorem. Ale to chyba wymagloaby
        przeszkolanie polowy kadry.

        Pozwolcie nam studiowac a przestancie wtlaczac wiedze do glowy.

        Skoro akcje naszego dziekana naglasnia gazeta, wiec moze jesli studenci zrobia
        swoja akcje bedziemy takze mogli liczyc na jej lamy.

        • Gość: Belfer Re: STUDENCIE WNE UW - czy podpiszesz petycje.... IP: *.inter.tuniv.szczecin.pl 22.01.04, 17:22
          1. Jacy naukowcy??? Primo, ekonomia nie jest nauką; secundo, co takiego
          odkryli, wynaleźli, opublikowali?

          2. Matematyka (i nawet dowodody twierdzeń) to sama przyjemność... tyle, że jak
          ze wszystkim co dobre przesadzać nie można.
          • Gość: yesus dzizas co za debil!! IP: *.energis.pl 23.01.04, 22:41
            ad.1 doprawdy, niemoge sie nadziwic jak niektorzy ludzie bez zadnej zenady i
            nawet powiedzailbym niejako z pewnym poczuciem dumy przyznaja sie do wlasnej
            ignorancji...

            otorz kolezko, nie wiedziec czemu zwacy sie Belfrem (boze uchowaj nasze dzieci
            od takich) byl taki czlowiek imieniem Adam Smith i napisal ksiazke "O bogactwie
            narodow" i wszystko powinno byc jasne.... a jezeli to nic ci nie mowi to ....
            lepiej nie wypowiadaj sie na tematy o ktorych nie masz pojecia, bo sie po
            prostu osmieszasz.
    • Gość: Głupek Re: Uniwersytet Warszawski walczy ze ściąganiem IP: *.chello.pl 22.01.04, 01:53
      Powiem krótko: nikt nikomu nie każe studiować. Ale jeśli już ktoś się na ten
      śmiały krok decyduje, niech wbije sobie w swój łeb zakuty, że student nigdy nie
      mógł ściągać, nie może robić tego teraz i w przyszłości również nie będzie mógł.
      Pewnych rzeczy po prostu się nie robi.
    • Gość: Kuba Re: Uniwersytet Warszawski walczy ze ściąganiem IP: *.kon.tvknet.pl / *.tvknet.pl 22.01.04, 02:28
      Ludzie... czego wy bronicie ?! Prawa do ściągania, do cwaniactwa ?! Jak ktos
      idzie na studia to po to, by się czegoś nauczyć, choćby logicznego myslenia
      itp. A jak widzę to dzileni studenci zamiast czytać książki i podręczniki,
      korzystają z bryków, ściąg itp itd... później idą po studiach na rozmowy
      kwalifikacyjne do firmy i zdziwienie, że ich "wiedza" nikogo nie wzrusza... To
      żenujące, jak się ściąga, bierze na litość egzaminatora, udaje studenta w
      okresie pomiędzy sesjami... ŻADNYCH ŚCIĄG, łapać takich i usuwać z uczelnii,
      nie każdy musi byc magistrem !
      • Gość: student WNE UW Re: Uniwersytet Warszawski walczy ze ściąganiem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.01.04, 03:52
        jestem za (usuwaniem ze studiów za ściąganie);
        im więcej osób zostanie przyłąpanych na ściąganiu i wyleci - tym więcej osó
        przysiądzie do nauki i nie będzie ściągało.. taka mała nauczka..
        ..
        akcja dziekana jest CAŁKOWICIE słuszna, popieram ją w 100%,
        .. ściągi i ściągający WON!
        .. jeśli nie umiesz, to po co studiujesz? może warto iść popracować na
        budowie..
      • Gość: MM Re: Uniwersytet Warszawski walczy ze ściąganiem IP: *.novsvcs.net / *.novsvcs.net 22.01.04, 14:51
        Czytam te rozne wypowiedzi. Wielka walka ze sciaganiem itd. Jesli studenci maja
        sie czegos nuczyc, chocby logicznego myslenia, to na pewno nie uda im sie to
        poprzez uczenie sie na pamiec ksiazek. To jest bezsens.
        Jesli egzaminy maja sprawdzic wiedze, to pownny byc tak skonstruowane, zeby nie
        dalo sie tego przepisac z bryku czy sciagi.
        Wlsnie "wiedza" studenta co wszystko wykul na pamiec nikogo nie bedzie
        wzruszac. Bo co z tego, ze ja potrafie wyrecytowac rodzial z ksiazki, a nawet
        dwa? Nic. Inny wezmie ksiazke i to przeczyta.
        Dlatego, uwazam, ze najpierw nalezy zaczac od profesorow na uczelniach, tego w
        jaki sposob egzaminy sa przeprowadzane.
        MM
    • Gość: Byly student Re: Uniwersytet Warszawski walczy ze ściąganiem IP: *.acn.waw.pl 22.01.04, 09:46
      Witam,
      Z calym szacunkiem dla Autorki i Dziekana, ale walka na UW WNE trwa znacznie
      dluzej. Juz w polowie lat 90-tych z dobrymi skutkami, ze sciaganiem walczyl
      inny profesor wykladajacy makroekonomie. To on rozpoczal walke ze sciaganiem i
      to, moim zdaniem, jego zasluga, ze akcja stala sie inicjatywa calego wydzialu.
    • Gość: Michalzyta Re: Uniwersytet Warszawski walczy ze ściąganiem IP: *.p.lodz.pl 22.01.04, 11:41
      w Łodzi na Politechnice jak również na Uniwersytecie już dawno nie wolno
      korzystać z "pomocy" i nikt o tym nie pisze - podczas imartykulacji podpisuje
      się również pisemko , w którym jest zawarta treść o nieściąganiu (
      Politechnika ) więc ......... . A i tak i tak zawsze gdzieś kiedyś ktośbędzie
      próbował sobie pomóc. Wykładowcy też nie są bez winy więc nie ma co robić
      szumu .Poza tym niech tak komisja sobie przypomni czasu gdy Oni studiowali i
      czy czasem nie pomagali sobie w sposób niedozwolony
    • Gość: sandii A za oblanie ponad 90% wylatuje egzaminator IP: *.man.polbox.pl 22.01.04, 12:51
      jak dupa i nie potrafi nauczyc a za to potrafi wymagaz to out z gosciem
    • Gość: koiuz Re: Uniwersytet Warszawski walczy ze ściąganiem IP: *.uni.opole.pl 22.01.04, 14:22
      Uniwersytet Opolski słynie ze ściągania
    • nauma Re: Uniwersytet Warszawski walczy ze ściąganiem 22.01.04, 15:29
      Polska to po prostu dziwny kraj (uff, ale eufemizm), a Polacy to generalnie
      naród cwaniaczków, potrafiący tylko wspominać WIELKIE CZYNY PRZODKÓW. A ja,
      będąc Polakiem, staram się być inny. I tylko dlatego, że mnie to jeszcze
      cieszy, nie wyjechałem stąd. Ale do rzeczy.
      W społeczeństwie, w którym łapówka i olewanie prawa jest normą, patologia jest
      wszędzie. System edukacyjny od zerówki po doktorat jest niewydolny i generuje
      same absurdy. Poczynając od kadry, która bezczelnie tworzy plagiaty i podaje
      wiedzę w sposób niestrawny, nie umiejąc ani nauczyć, ani wyegzekwować wiedzy
      (naturalnie nie piszę, że w 100%), a kończąc na uczniach / studentach, którzy
      ściągają bez opamiętania. Przyznaję się bez bicia: sam to robiłem, ale jako
      smarkacz, później, na studiach i pisząc pracę dyplomową polegałem już tylko na
      własnej łepetynie (i to bez dopalaczy typu amfa). Po prostu chciałem być dobry
      i chyba mi się udało. I teraz włos jeży mi się na głowie, gdybym (jak to ktoś w
      tym wątku zauważył) miał zaufać lekarzowi / inżynierowi / prawnikowi /
      architektowi który zdał coś, o czym nie miał zielonego pojęcia i teraz w
      praktyce ma to zastosować. Po to jest nauka, żeby się uczyć - w innym wypadku
      ja sam (a jestem ekonomistą) sięgnąć po ściągę i wyciąć komuś wyrostek.
      Dlaczego, jeśli popierać ściąganie, nie popierać np. podstawiania obcych osób
      do egzaminu na prawo jazdy lub niekaralności błędów lekarskich?
      Jak ktoś nie umie się czegoś nauczyć, to niech zmieni zawód / kierunek nauki.
      Wiem, że idealizuję i wymagam niemożliwego dla większości (tak uczących się,
      jak i nauczających), ale cóż - taki już jestem.
    • Gość: TP Re: Uniwersytet Warszawski walczy ze ściąganiem IP: *.chello.pl 22.01.04, 17:56
      A ja jestem za tzw. open book exams, a wiec mozna, a nawet trzeba korzystac z
      wszelkich pomocy - ksiazki, notatki. Nie mozna sie tylko konsultowac z
      sasiadami. Pytania wtedy powinny byc tak skonstruowane, ze tylko ktos kto to
      rozumie temat i wie gdzie znalesc odpowiedz potrafi napisac. W koncu tak jest
      praktyczniej. Gdy w przyszlosci (nie na egzaminie) czegos potrzebujesz, to i
      tak korzystasz z pomocy ksiazek, skryptow itp. I o to chodzi, a nie o dziobane
      na pamiec i wymazanie wszystkiego po egzaminie.
    • Gość: student Re: Uniwersytet Warszawski walczy ze ściąganiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 22:44
      Siedzialem sobie dzis i uczylem sie do egzaminu (tak tak, uczylem sie, nie
      pisalem sciag) i kilka rzeczy przyszlo mi do glowy.
      Sadzac z liczby "rzucajacych kamieniem", ktorzy na pewno sa calkowicie bez winy
      (bo inaczej takie swiete oburzenie byloby czysta hipokryzja, prawda?) sciaganie
      nie bylo jednak az tak powszechne jak coponiktorzy twierdza.
      Z drugiej strony, udzialalo sie tu kilku wykladowcow, ktorzy twierdza ze ze
      sciaganiem zawsze walczyli (musi to trwac dosc dlugo, skoro jeden z nich jest
      juz na emeryturze). Czyli ta akcja nie jest chyba niczym nowym?
      Poza tym tak przejzalem sobie egzaminy, jakie mam w tej sesji i na zadnym z
      nich nie widze mozliwosci sciagania. Po prostu nie da sie materialu calego
      semestru wpisac na sciage. Nie da sie odpowiedziec na pytania, nie znajac
      tematu. Tak jest z wiekszoscia przedmiotow. Dlatego tez ludzie powtarzajacy jak
      zdarta plyta demagogiczny argument o lekarzach nie znajacych sie na medycynie,
      czy pilotach nie wiedzacych co to wolant, plota bzdury. Nie da sie skonczyc
      studiow na sciagach. Wydaje mi sie, ze 90% sciagania sprowadza sie do tego, co
      ja robilem na fizyce w liceum: mala karteczka z dwoma, trzema podstawowymi
      wzorami, ktorych nie moglem zapamietac. Gdybym byl nieprzygotowany i tak nie
      dalbym rady ich przeksztalcic ani zastosowac w zadaniu. Nauczycielka wiedziala
      o tym i to tolerowala (to jest wlasnie to "powszechne tolerowanie sciagania" w
      Polsce?).
      Podsumowujac: Sciaganie nigdy nie bylo dozwolone. I ani nie jest tak
      powszechne, zeby uzasadniac histeryczne reakcje niektorych, ani na zachodzie
      nie jest calkowicie nieobecne, jak inni (badz Ci sami) wmawiaja. Profesorowie
      zawsze z nim walczyli, jadni mniej, inni wiecej, a niektorzy studenci czesciej
      lub rzadziej sciagali. Tak bylo, jest i bedzie. Nie potrzeba do tego zadnych
      takich akcji. Niestety sa one wlasnie (a nie sciaganie) polska tradycja. Tak
      jak policja, co oglasza ze teraz walczy z danym przestepstwem. I w ramach akcji
      ujeto...A co normalnie to uchodzi na sucho?
      A o tym, ze jest to jeden, wielki, rozdmuchany pic swiadczy to, ze trabili o
      tym w conajmniej 2 radiach. A na wydziale cisza? Wiec jest to ma nas czegos
      uczyc, nas zmieniac, czy jest to tylko polityczna zagrywka dziekana?
      I nie, nie podpisze zadnej petycji. No chyba ze zrobi sie wokol tego wiecej
      szumu. Poczekam az przycichnie. Przeciez i teraz jest juz spokoj, poza tym, ze
      wykladowcy powtarzaja jeszcze czasem formulke przed egzaminem (w tym roku raz)
      nic kompletnie sie nie zmienilo. Absolutnie. Tak jak nie mozna bylo sciagac,
      tak dalej nie mozna. Najgorsza byla tylko ta pierwsza sesja po wprowadzeniu.
      Kolejny dowod na to, ze jest to pic na wode. A poza tym popierajacy petycje o
      przerwanie akcji od razu zostaliby przedstawieni jako "zwolennicy sciagania"
      • Gość: JZ nauka w ramach wyjatku? IP: 146.21.1.* 23.01.04, 20:10
        Gość portalu: student napisał(a):
        > Siedzialem sobie dzis i uczylem sie do egzaminu (tak tak, uczylem sie, nie
        > pisalem sciag) i kilka rzeczy przyszlo mi do glowy.
        Brzmi to tak jakby to byl wyjatek a nie regula! Regula potwierdzona zreszta
        ponizej.


        > Sadzac z liczby "rzucajacych kamieniem", ktorzy na pewno sa calkowicie bez
        winy
        > (bo inaczej takie swiete oburzenie byloby czysta hipokryzja, prawda?)
        Nieprawda, mozna popelniac grzechy i poprzez to dowiedziec sie ze nie poplaca.
        Wtedy uzyskana wiedze nalezy przekazac potomnym aby nie musieli sie sami uczyc
        na wlasnych bledach! Kumasz?


        > Z drugiej strony, udzialalo sie tu kilku wykladowcow, ktorzy twierdza ze ze
        > sciaganiem zawsze walczyli (musi to trwac dosc dlugo, skoro jeden z nich jest
        > juz na emeryturze). Czyli ta akcja nie jest chyba niczym nowym?
        JAko akcja jest to nowosc! Niestety walka ze sciaganiem jest trudna bo sam
        fakt jesty lekcewazony. Nawet zlapanie na goracym uczynku przynosilo co
        najwyzej lufe z egzaminu. A dla osoby ktora nic nie umie, sam przyznasz ze nie
        jest to ZADNA kara. Ta lufe by i tak dostala. Zagrozenie jest dla kolegow tej
        osoby niepokojonych natretnymi nieraz prosbami o pomoc i poprzez zle pojete
        kolezenstwo (naprawde to jest kumoterstwoa nie kolezenstwo) traca czas i sami
        ryzykuja wylecenie z egzaminu.
        Dlatego potrzebne jest wyksztalcenie poczucia wiekszego zagrozenia tak jak
        jest na zachodzie. Po to aby wszyscy wiedzieli za nie wolno, i tyle!. Jesli
        przedmiot jest za trudny aby go zdac bez pomocy wtedy mozna pisac petycje o
        zwiekszenie ilosci godzin na taki przedmiot.

        > tematu. Tak jest z wiekszoscia przedmiotow. Dlatego tez ludzie powtarzajacy
        > jak
        > zdarta plyta demagogiczny argument o lekarzach nie znajacych sie na
        medycynie,
        > czy pilotach nie wiedzacych co to wolant, plota bzdury. Nie da sie skonczyc
        > studiow na sciagach. Wydaje mi sie, ze 90% sciagania sprowadza sie do tego,
        A ty jak zdarta plyta powtarzasz to samo bezsensowne stwierdzenie. Bo chocizby
        ze wzgledu na ocene koncowa sa lekarze "na piatke" i sa lekarze "na troi z
        szynami". CZy rozumiesz te roznice? Do ktorego lekarza pojdziesz leczyc swoja
        matke?


        > ja robilem na fizyce w liceum: mala karteczka z dwoma, trzema podstawowymi
        > wzorami, ktorych nie moglem zapamietac. Gdybym byl nieprzygotowany i tak nie
        > dalbym rady ich przeksztalcic ani zastosowac w zadaniu. Nauczycielka
        Studencie! Co ty robisz na studiach, skoro DWOCH lub TRZECH P-O-D-S-T-A-W-O-W-
        Y-C-H wzorow nie mozesz spamietac? To na czym polegalo twoje przygotowanie?
        Umyles zeby rano?


        > o tym i to tolerowala (to jest wlasnie to "powszechne tolerowanie sciagania"
        w
        > Polsce?).
        Tak, niestety jak widac nauczycielka dala ci sznase dostania sie na studia i
        bledna nadzieje ze takim oto sposobem zostaniesz magistrem bez koniecznosci
        pracy.
        A wracajac do porzednich dyskusji, okazuje sie ze to TY jestes sciagajacym, a
        nie jak sugerowales dajesz innym sciagac z honorowych pubudek. A moze jestes
        jednym z tych zlapanych... noooo to krzycz jeszcze glosniej!


        > Podsumowujac: Sciaganie nigdy nie bylo dozwolone. I ani nie jest tak
        > powszechne, zeby uzasadniac histeryczne reakcje niektorych, ani na zachodzie
        > nie jest calkowicie nieobecne, jak inni (badz Ci sami) wmawiaja. Profesorowie
        > zawsze z nim walczyli, jadni mniej, inni wiecej, a niektorzy studenci
        czesciej
        > lub rzadziej sciagali. Tak bylo, jest i bedzie. Nie potrzeba do tego zadnych
        Moze bylo ale nie musi byc. Z faktow wiem ze tak nie jest na dobrych
        zachodnich uczelniach. Czas by Polskie uczelnie dolaczyly swoimi sadami do tego
        grona.



        > takich akcji. Niestety sa one wlasnie (a nie sciaganie) polska tradycja. Tak
        > jak policja, co oglasza ze teraz walczy z danym przestepstwem. I w ramach
        akcji
        > ujeto...A co normalnie to uchodzi na sucho?
        Najczesciej nie uchodzi na sucho. Akcje sluza nadaniu rozglosu konkretnym
        problemom. problemom faktycznycm, takim jakim jest kultura poblazliwosci dla
        sciagania w Polsce!

        > A o tym, ze jest to jeden, wielki, rozdmuchany pic swiadczy to, ze trabili o
        > tym w conajmniej 2 radiach. A na wydziale cisza? Wiec jest to ma nas czegos
        > uczyc, nas zmieniac, czy jest to tylko polityczna zagrywka dziekana?
        > I nie, nie podpisze zadnej petycji. No chyba ze zrobi sie wokol tego wiecej
        > szumu. Poczekam az przycichnie. Przeciez i teraz jest juz spokoj, poza tym, ze
        Oczywiscie, nie podpiszesz, poczekasz az przycichnie... ot taki szczurek. Ale
        magisterkiem to bys chcial zostac, nie?


        > wykladowcy powtarzaja jeszcze czasem formulke przed egzaminem (w tym roku
        raz)
        > nic kompletnie sie nie zmienilo. Absolutnie. Tak jak nie mozna bylo sciagac,
        > tak dalej nie mozna. Najgorsza byla tylko ta pierwsza sesja po wprowadzeniu.
        POCZATKI SA ZAWSZE NAJTRUDNIEJSZE. ten banal tez powinienes znac!


        > Kolejny dowod na to, ze jest to pic na wode. A poza tym popierajacy petycje o
        > przerwanie akcji od razu zostaliby przedstawieni jako "zwolennicy sciagania"
        Zalezy jak petycja zostalaby sformulowana. Jesli bylaby to prosba o
        sformulowanie jasnych zasad kontroli i egzaminow oraz przestrzeganie godnosci
        ludzkiej to nie widze aby wladze uczelni mogly was przedstawic jako zwolennikow
        sciagania. jesli zas petycja bylaby tylko petycja o zezwolenie na sciaganie, no
        coz wtedy jasnym jest ze wychodzi od zwolennikow sciagania.

        JZ
        • Gość: student Re: nauka w ramach wyjatku? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 23:54
          > > Siedzialem sobie dzis i uczylem sie do egzaminu (tak tak, uczylem sie, nie
          > > pisalem sciag) i kilka rzeczy przyszlo mi do glowy.
          > Brzmi to tak jakby to byl wyjatek a nie regula! Regula potwierdzona zreszta
          > ponizej.

          1) Skad ta agresja? Czy ja Ci obrazam?
          2) Jestes kolejnym psychologiem za dyche. Teraz Cie obrazam, ale czuje sie
          usprawiedliwony.
          3)Chyba nie wyszlo Ci ostatnie zdanie. Wynika z niego, ze jednak z reguly sie
          ucze. A chyba nie to chciales zasugerowac?

          > > Sadzac z liczby "rzucajacych kamieniem", ktorzy na pewno sa calkowicie bez
          >> winy
          > > (bo inaczej takie swiete oburzenie byloby czysta hipokryzja, prawda?)
          > Nieprawda, mozna popelniac grzechy i poprzez to dowiedziec sie ze nie poplaca.
          > Wtedy uzyskana wiedze nalezy przekazac potomnym aby nie musieli sie sami
          >uczyc
          > na wlasnych bledach! Kumasz?

          Tak kumam. Za to Ty nie. Nie mowie o ludziach, piszacych "Sciagalem, ale to nie
          poplaca" Zreszta chyba takich nie bylo. Mowie o tych swiecie oburzonych
          procederem sciagania. Ich wstret do niego jasno wskazuje, ze nigdy sie nim nie
          parali. O ile oczywiscie sa szczerzy.

          > JAko akcja jest to nowosc! Niestety walka ze sciaganiem jest trudna bo sam
          > fakt jesty lekcewazony.

          Na moim wydziale z reguly nie jest i nie byl. Wiesz lepiej ode mnie?

          > Nawet zlapanie na goracym uczynku przynosilo co
          > najwyzej lufe z egzaminu. A dla osoby ktora nic nie umie, sam przyznasz ze
          >nie
          > jest to ZADNA kara. Ta lufe by i tak dostala.

          Tak albo i nie. Studiowales wogole? 2 to nie jest kara? Co za bzdura. Ma nawet
          bardzo namacalny wymiar finansowy. 400zl za warunek.

          > Dlatego potrzebne jest wyksztalcenie poczucia wiekszego zagrozenia tak jak
          > jest na zachodzie. Po to aby wszyscy wiedzieli za nie wolno, i tyle!.

          Wszyscy wiedza ze nie wolno. I tak, zgadzam sie z Toba. Terror to najlepszy
          sposob dialogu miedzy studentami i profesorami uniwersytetu.

          >Jesli
          > przedmiot jest za trudny aby go zdac bez pomocy wtedy mozna pisac petycje o
          > zwiekszenie ilosci godzin na taki przedmiot

          Taaak, bardzo realne to co mowisz. Mowimy o bezsensownie ulozonych egzaminach,
          a nie za trudnych przedmiotach. Poza tym, przejzyj sobie plany zajec na WNE.
          Mysle ze jest tam jeszcze kupa wolnego miejsca.

          > > ja robilem na fizyce w liceum: mala karteczka z dwoma, trzema podstawowymi
          > > wzorami, ktorych nie moglem zapamietac. Gdybym byl nieprzygotowany i tak n
          > ie
          > > dalbym rady ich przeksztalcic ani zastosowac w zadaniu. Nauczycielka
          > Studencie! Co ty robisz na studiach, skoro DWOCH lub TRZECH P-O-D-S-T-A-W-O-W-
          > Y-C-H wzorow nie mozesz spamietac? To na czym polegalo twoje przygotowanie?
          > Umyles zeby rano?

          Dobrze, napisze to tak, zebys zrozumial. ...karteczke z tymi wzorami, ktorych
          nie potrafilem zapamietac. Z roznych powodow. Np z tego, ze nie uwazalem za
          sensowne ich sie na sile wkuwac, bo i tak zapomina sie ich po 1 dniu. Poza tym,
          jakbys sie nie zorientowal, fizyka nie jest mi na tych studiach wogole
          potrzebna. Choc co Ty mozesz o tym wiedziec, skoro myslisz ze dwa trzy
          podstawowe wzory wystarcza, zeby zrozumiec temat i napisac klasowke. Skoro tak
          bylo tam, gdzie sie uczyles (jesli wogole gdziekolwiek sie uczyles) to nic
          dzwnego, ze nie musiales sciagac. Poza tym znowu mnie atakujesz. Nie masz
          sensownych argumentow?

          > Tak, niestety jak widac nauczycielka dala ci sznase dostania sie na studia i
          > bledna nadzieje ze takim oto sposobem zostaniesz magistrem bez koniecznosci
          > pracy.
          > A wracajac do porzednich dyskusji, okazuje sie ze to TY jestes sciagajacym, a
          > nie jak sugerowales dajesz innym sciagac z honorowych pubudek. A moze jestes
          > jednym z tych zlapanych... noooo to krzycz jeszcze glosniej

          Znowu wychodzi z Ciebie psycholog za dyche. Nawet dwie. Za duzo amerykanskich
          filmow sie naoogladales.

          >Najgorsza byla tylko ta pierwsza sesja po wprowadzeni
          > u.
          > POCZATKI SA ZAWSZE NAJTRUDNIEJSZE. ten banal tez powinienes znac!

          Wytlumacz mi. Co ma ten "banal" wspolnego z tym, co powiedzialem. Ze na
          pierwszej sesji po wprowadzeniu akcji dziekan latal i krzyczal, a potem nie
          dzialo sie juz nic, wszystko wrocilo do normy? Zadnej akcji, normalne egzaminy.
          Pilnowane, jak zwykle.

          >jesli zas petycja bylaby tylko petycja o zezwolenie na sciaganie, no
          > coz wtedy jasnym jest ze wychodzi od zwolennikow sciagania.

          A czy ktos o czyms takim wspominal? Co?

          >> I nie, nie podpisze zadnej petycji
          > Oczywiscie, nie podpiszesz, poczekasz az przycichnie... ot taki szczurek. Ale
          > magisterkiem to bys chcial zostac, nie?

          Oj, jakie charakterystyczne zdrabnianie...Stara szkola dyskusji..Sluchaj
          palancie (przepraszam wszystkich pozostalych). Odpowiedzialem komu innemu na
          pytanie. Wyjasnilem powody. Jak Ci sie nie podoba, to mozesz dyskutowac. Choc
          nie wiem po co, bo to nie bylo skierowane do Ciebie. Ale zamiast tego,
          obrzucasz mnie inwektywami. Gowno o mnie wiesz i co chwila trafiasz kula w
          plot. Wydaje mi sie, ze to jest forum, na ktorym mozna skomentowac artykul.
          Albo komentarze innych. Jak chcesz sie z kims awanturowac, to idz sobie na
          podworko.
    • Gość: mic Re: Uniwersytet Warszawski walczy ze ściąganiem IP: *.wsb-nlu.edu.pl 23.01.04, 07:10
      A co z systemem open book? Po co siedzieć po nocach skoro wszystko jest w
      książkach...
    • Gość: xyz Re: Uniwersytet Warszawski walczy ze ściąganiem IP: *.sgh.waw.pl / *.sgh.waw.pl 23.01.04, 13:00
      na koniec przypomniala mi sie mala historyjka ze szkoly podstawowej - tu
      bedzie kamyczek do ogrodka nauczycieli. Bylo to dawno,ale jestem przekonany,
      ze podobny mechanizm moze funkcjonowac i dzis.

      bylem wtedy w 5 klasie podstawowki. klasowka z historii, mojego ulubionego
      wowczas przedmiotu. ja nie musialem sie uczyc, pochalanialem cale ksiazki na
      temat historii, roznych okresow. klasowka byla, o ile dobrze pamietam, z
      historii XVII wiecznej Polski. Kilka pytan, 45 minut czasu. Odpowiedzialem na
      wszytskie wyczerpujaca, aczkolwiek bez zbytnie elokwencji. Jakiez bylo moje
      zdziwienie, gdy dostakem TYLKO 4. Dlaczego? Ano dlatego, ze nasza pani kochana
      dostosowala skale ocen W GORE i musiala podniesc oceny dwom kolezanko, ktory w
      sposob niezwykle wyczerpujacy i elokwentny daly odpowiedz na pytania. wiec,
      zeby je wyroznic, postawila in po 5, a reszcei obnizyla o 1 w dol... Ja z
      kolei i zkadinad wiedzialem, ze kolezanki nie napisaly samodzielnie nawet
      jednego slowa na tej kasowce i po prostu podlozyly gotowce. mniejsza o
      techniczne zagadnienie, czy tez blyskotliwosc pani od historii, w kadym razie
      udalo im sie ten numer sprzedac, mowiac kolokwialnie.
      Poczulem sie barzdzo oszukany, pies te ich 5 tracal, ale dlaczego obizono mi
      ocene?! Takze starsznie besilny, gdyz to nie honor donosic na kolezani i w
      ogole wyjasniac te sprawe (typowe polskie poczucie specyficznej solidarnosci,
      pozatem kolezanki w nimbie dobrych uczennic i pupilek pani od historii od tej
      pory). Ale tylko przez moment tak sie poczulem. Bo nastepna mysla bylo: jestes
      frajerem, po co sie uczyles, trzeba bylo podobnie postapic... nie piszac juz,
      ze od tej pory jaby mniej bylem zainetersowany historia, przynamniej w
      wymiarze szkolnym ....

      a wiec - to zlo nalezy plenic juz w u podstaw edukacji, ale nie przez sianie
      terroru, ale madra inicjatywe nauczycieli - nauczyciele akademiccy nie powinii
      miec takich problem w ogole. Ale tu wlasnie potrzeba madrych nauczycieli,
      ktorz niestety nie zawsze dyecyduja sie byc nauczycielami z roznych wzgledow.
      Ale to juz temat na inna bajke.
      pozdrawiam i zycze sukcesow. tylko tych prawdziwych, na ktore sami
      zapracowalismy/scie
    • Gość: student SGH SGH Warszawa IP: *.acn.pl 23.01.04, 14:49
      Mam przyjemnosc studiowania na tej uczelni, ale to co sie dzieje w czsie sesji
      to nieprzyjemnosc. Zaczyna sie na jakies 2 tygodnie przed egzaminami: zapchane
      punkty od ksero, ludzie pozyczajacy od ciebie notatki, nagle przypominaja sobie
      o starej przyjazni sprzed 5 semstrow, chociaz "czesc" nikt powiedziec nie
      raczyl... Oczywiscie pozyczysz cos jednej osobie, a na egzaminie sie okazuje ze
      wszyscy maja twoje notatki, no bo "wiesz, prosili zeby dac im skserowac..."
      OK, moze bylem glupi i naiwny, od tego czasu nie daje nikomu notatek. Hehehe
      lubie te miny jak im mowie "przykro mi, ale nie daje notatek do kserowania...".

      Zbliza sie egzamin. Jesli jest w auli zaraz po poprzednim egzaminie albo
      zajeciach, to sceny w drzwiach przypominaja te z Media Markt. Groteska.
      Najlepsze sa takie blondynki na szpilkach, jeszcze nie widzialem zeby ktos tak
      szybko na 10 cm obcasach zapierniczal po schodach na gore auli i darl
      sie "zajete, zajete!!" Niektorzy agenci maja wytrenowany rzut plecakiem,
      oczywiscie tam gdzie upadnie plecak tam zajety jest caly rzad (albo i dwa
      nastepne). OK, wszystko jedno, tylko po co te szczurki tak sie spiesza ? Czyzby
      im dalej od katedry tym latwiej sie skupic na egzaminie? A moze wygodniejsze
      lawki? Nic z tego, wszyscy beda ordynarnie sciagac. Zrzynac. Oszukiwac. Krasc.
      Dla mnie to sa synonimy. I tak tez jest na calym prawie swiecie tylko nie w
      Polsce. Oczywiscie im blizej do rozpoczecia egzamu, tym wieksze luzy na sali,
      bo sie okazuje, ze 10 osob zajelo dla tego samego kolegi, a on nie przyszedl na
      zerowke.
      Ok, siedze. Aula wykladowa na 200 osob, na egzamin przyszlo 120. Oczywiscie
      panuje zasada "siadamy co drugi rzad", wiec scisk jest nieprawdopodobny.
      Przychodzi pan/pani profesor, oczywiscie sam(a) (nie ma asystentow w tej
      szkole???). Robi smutna mine...- prosze panstwa, warunki sa trudne, wiec bede
      szczegolnie pilnowac zeby nikt nie sciagal. Jakies panienki kolo mnie nerwowo
      upuchaja sciagi pod pulpitem. Za mna jakis kolo cos tlumaczy drugiemu,
      oczywiscie wszystko na odwrot ale mowi tonem akademickiego profesora z 50
      letnim stazem (glupek czy sabotazysta?).

      Zaczyna sie rozdawanie prac. - prosze panstwa, odwracamy kartki, dopiero jak
      rozdam ostatnia. Niestety, nie udalo sie. Profesor jest przy trzecim rzedzie a
      pierwszy wlasnie zobaczyl jakie sa pytania i goraczkowo je konsultuje. - bardzo
      prosze nie rozmawiac! Jasne, wszyscy nagle ucichli... Zaczyna sie pisanie, jest
      taki tlok, ze nawet nie chcac zaglada sie drugiej osobie przez ramie na jej
      prace. Oczywiscie wszedzie teatralne szepty...Ej, ej, co masz w trzynastym?

      Tak przez 50 minut. Przy zbieraniu prac robi sie taki balagan, ze wlasciwie
      kazdy moze wejsc, wyjsc, podlozyc gotowca, czy nawet napisac wszystko od nowa
      po konsultacjach z kolega albo zerznac z ksiazki.

      Zastanawia mnie, jak naukowiec wykladajacy o marketingu, zarzadzaniu,
      rozliczeniach miedzynarodowych nie moze sobie poradzic ze zorganizowaniem tak
      banalnej rzeczy jaka jest egzamin. Sa dziesiatki sposobow, piszemy na dwie
      tury, zrobic wiecej grup, porozsadzac. Nie wierze ze to wynika z niewiedzy. To
      zwyczajne lenistwo, bo sa jednak tacy, ktorym sie chce.

      A teraz czas na wyniki. Oceny:
      4,4,4,4,4,4,4,4+,4,4,4,4+,4,4,4,4,3,4,4,3,3,2,4,4,4,4 etc.
      Czlowiek, ktorego na egzaminie widzialem pierwszy raz na przedmiocie dostaje
      taka sama ocene jak ja, ktory chodzilem na wszystkie wyklady, przeczytalem
      lekture zalecana i co nieco z uzupelniajacej. Podejrzewam, ze przy sprawdzaniu
      profesor zaklada, ze i tak wszyscy sciagali, wiec nie ma co stawiac piatek.
      Przepchnac holote dalej, niech juz tych mord wiecej nie ogladam.

      Oczywiscie nie jest tak na wszystkich przedmiotach, ale odnosi sie to do ok.
      65%. Zaraz pewnie ktos mi powie, w czym problem, jak chcesz to nie sciagaj, a
      od innych wara. Otoz nie moj kochany. Na SGH mamy fajne stypendia naukowe,
      przyznawane wg sredniej rankingowej (tzn. liczy sie ocena na tle grupy).
      Tlumacze to argumentem finansowym, bo nie przypuszczam zeby ktos z nich
      rozumial co to jest satysfakcja z nauki, szacunek do wykladowcy etc. Przez
      takich zzynaczy dostaje nizsze stypendium albo nie dostaje go wogole, bo
      wyprzedza mnie szczury ze sciagawkami pochowanymi w roznych otworach
      fizjologicznych.

      Gardze wami. Jedyne co mi pozostaje to dyskretnie utrudniac wam zadanie (oj,
      mam swoje sposoby <demoniczny smiech>) i wierzyc ze kiedys sie zwyczajnie
      przejedziecie!

      Sciaganie to kradziez.
      A wszystkie reformy proponuje zaczac od siebie, kochani studenci.
      • dixit Re: SGH Warszawa 23.01.04, 15:15
        Popieram te i inne wypowiedzi przeciwko sciaganiu. Bylejakosc i nieuczciwosc
        nie moze byc norma.

        Pozdrawiam
        • Gość: Hastourek Re: SGH Warszawa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.01.04, 16:59
          Jestem studentem WNE, a jakiś czas temu pisałem w Gdyni maturę międzynarodową
          IB. Różnica pomiędzy nauką w IB, a studiami dała mi dużo do myślenia.
          Matura: na sali stoły z 1,5 metrowymi odstępami, mierzone miarką przez
          nauczycieli. Jeżeli inspekcja z Genewy stwierdzi, że jest metr czterdzieści,
          matura unieważniona. Ale to tylko mechaniczne zabezpieczenia. Istotne jest to,
          że nikt, ale to absulutnie nikt nie ściągał, jestem pewien. Dlaczego? Przecież
          to wprawdzie zagraniczny system nauki, ale maturzyści jak najbardziej polscy.
          Ale, po pierwsze, wymagania na każdy przedmiot ustalone do najdrobniejszych
          szczegółów. Każdy doskonale wie, co musi umieć, a czego nie.
          Po drugie, co pomoże ściąga, jeśli nie zrozumiesz tematu? Nauka, a nie kucie
          bez sensu - jeżeli takie założenia są skutecznie realizowane w programie,
          ściąganie traci na znaczeniu, staje się po prostu nieopłacalne.
          Pamiętam, jak próbowałem skorzystać z polskiej książki na egzamin pisemny z
          chemii. Szok - cegła w dwóch tomach, a totalnie nieprzydatna. Polska książka
          wymienia, dla przykładu, właściwości związku, a nauczyciel wymaga wykucia ich
          na pamięć. Na maturze IB właściwości są podane, wszelkie dane dostępne w
          przygotowanych na egzamin tablicach, a pytanie jest subtelnie inne: masz
          właściwości, wyjaśnij, skąd się biorą i jak można to wykorzystać?

          Popieram w stuprocentach potępienie ściągania, uważam, że jest to kradzież i
          patologia. Ale nie leczmy objawów, lecz przyczyny. Ściąganie nie bierze się z
          nikąd. Ściąganie prowokują archaiczne programy typu "książka na pamięć",
          sadystyczni egzaminatorzy oblewający 90% studentów, niejasne kryteria, mętne
          wymagania. Również całe przedmioty, których uczymy się dlatego, że trzeba, że
          są w programie, że ich wykładowca jest stary i szacowny, że "wprawdzie nie
          jest to specjalnie przydatne, ale rozwija i przygotowuje do...". ( kto kiedyś
          przyglądał się filologom zakuwającym gramatykę opisową i historyczną, ten
          doskonale zrozumie, o czym piszę ). Student jest zwierzęciem inteligentnym,
          wie, jakie umiejętności w życiu mu się przydadzą, a co powinien potraktować
          maksymą 3Z - zakuć, zdać, zapomnieć. Po co zakuć, jeśli można ściągnąć?
          Leniwi, zamiast zakuwać bzdury, wolą imprezować. Ambitni zużyją zaoszczędzony
          czas pożyteczniej. Ale zasada ta sama.

          Drodzy wykładowcy, jeżeli poważnie myślicie o wyplenieniu ściągania, nie
          zrzucajcie wszystkiego na studentów. Od sensownych programów nauczania,
          czytelnych kryteriów, uczciwego egzaminatora zależy zdecydowanie więcej, niż
          od zwiększonej armii żandarmów na egzaminach. Kiedy będę przekonany, że warto
          się uczyć na egzamin, bez mrugnięcia okiem zaakceptuję wydalenie z uczelni za
          próbę ściągania. Na razie mam mieszane uczucia.
      • Gość: student Re: SGH Warszawa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.04, 00:09
        Bardzo ciekawe, to o czym piszesz. Jezeli u Was naprawde tak sie dzieje, to sie
        nie dziwie ze ludzie chca z tym skonczyc. Szczerze mowiac takie egzaminy sa dla
        mnie nie do pomyslenia. Moze akcja rozpoczela sie na niewlasciwej uczelni?
        Kolezanka zdawala dzisiaj egzamin jesykowy, ze studentami innych wydzialow.
        Byla zaskoczona, bo mowi ze to byl prawie bezustanny szum. Jezeli ten problem
        rzeczywiscie jest w niektorych miejscach tak powazny, to bardziej rozumiem
        ludzi, ktorych to tak oburza. Na tym tle u nas sciaganie jest marginalne.
        Owszem, zdarza sie, ze ktos komus pomoze, na niektorych egzaminach czy
        zaliczenioach czesciej niz na innych, ale zdanie egzaminu tylko dlatego, ze sie
        sciagalo, jest malo prawdopodobne. A skonczenie w ten sposob studiow absolutnie
        niemozliwe.
        A co do notatek, to to, o czym piszesz, jest u nas wymieniane jako negatywna
        cecha SGHu. Atmosfera. U nas najlepsze notatki krazyly powszechnie, czesto
        mialy po pare lat a ich autorow nie znalem (zreszta moze ich juz nie bylo na
        studiach). Przechodzily potem na mlodsze roczniki. No i raczej to, ze ktos byl
        znany z robienia dobrych notatek, bylo predzej powodem do dumy, niz
        myslenia "oni mnie okradaja" Tak ja to odbieralem. Niestety teraz to sie
        zmienia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka