kawo-szka
07.12.09, 16:16
Pani Kasiu, wiem że tematów poświęconych cytomegalii było tu troszkę, głównie tych z wynikami i prośbą o ich interpretację. Moje natomiast wątpliwości mają nieco inny pułap: chcemy rodzić w domu, a położna (p.Grażyna) oczekuje wyników badań na cytomegalię. Pytanie: po co? Czemu ma służyć taka wiedza, skoro (tak zrozumiałam z artykułów poświęconych tej chorobie - proszę mnie poprawić jeśli się mylę) nie da się tej choroby wyleczyć, ani jej zapobiec? Nawet mój lekarz prowadzący dając mi skierowanie zapytał, czy chcę tylko wiedzieć, mieć tylko świadomość i wiążące się z tym lęki, bo i tak nie ma tu w tym momencie żadnego leczenia. Wolałam więc tylko badanie na toksoplazmozę (dwukrotnie wykonane), niż na coś, czego nie da się w żaden sposób zlikwidować..
Czy Pani, Pani Kasiu, widzi jakikolwiek sens w tych badaniach (budzących przerażenie u ciężarnej takiej jak ja, która niczego nie będzie mogła zmienić, jeśli to "dziadostwo" mam), jako pomocnych danych w momencie przyjmowania porodu w domu?
Proszę o wybaczenie, jeśli moje pytanie wydawać się może głupie i niepoważne, ale jestem w poważnej rozterce.