mrs.g
10.12.10, 14:58
Tak wiem, jakie mamy prawa czeg nie powinni robić w szpitalu i wogóle. Przy pierwszym porodzie sprawa wyglądała następująco. Nie można było umówić polożnej ale znałam przelożona wiec sie nie martwiłam( nie wiem czy dobrze). Pojechałam ze skurczami co 5 minut, na izbie ustały ( pewnie ze stresu). O to czy chce lewatywe nikt mnie nawet nie pytał, nawet się nie zorientowłam kiedy mialam rurke w ... Dostałam kroplowke( oczywiscie pani polozna nie powiedziala co to) i zaczelo sie. Jazda na maxa 3 godziny po czym wyprosiłam zoo. komentarze pani ploznej na moje jeki( nie wrzasnelam ani razu) typu" Jzeu porod musi bolec, nie jeczec". Przyszlam anastezjolog z wielkim fochemi zaczela sie wkuwac w kregoslup. Znieczulenie nie zadzialalo ani chwile, co skwitowali , ze mi sie zdaje( nooo to ciekawe). natomiast to co sie wtedy stalo ze mna to byla juz totalna masakra. W ciazu godziny dostalam penlnego rozwarcia z 5 cm Zaczelam miec parte, na co moja pani polozna krzyknela zza biurka( nawet nie podeszla)" Nie wolno jeszcze przec". Jak sie juz pofatygowala, zaczelam. Po godzinie parcia powiedzialam , ze nie urodze na lezaco( nie pozwolily mi zejsc z lozka porodowego i rodzilam w pozycji standard. Chcialam kucnac, powiedziala nie. Po 3,5 godziny parcia lekarz przepchnal dziecko przez jakis prog i w dwoch parciach urodzilam. Nie wiem czy to jest mozliwe ale polozna wogole nie dostosowywala swoich polecen do mojego parcia, jak ja parlam sie na mnie darla a chciala zebym to robila w momencie, w ktorym nie odczuwalam potrzeby. Szyli mnie ok pol godziny, nawet nie wiem ile mialam szwow( oczywiscie bez znieczulenia,jak spytalam czemu to sie tylko smiali). A a sam koniec przyszla moja znajoma i powiedziala ze jest zbulwersowana moim zachowaniem i ta polozna ktorra odbierala tez> Dodam, ze nikogo nie zwyzywalam, nie darlam sie i wogole.teraz jestem w drugiej ciazy i wybralam lekarza z tego samego szpitala w ktorym rodzilam. Boje sie samego porodu jak diabli, do dzis lecze hemoroidy i do dzis nie wiem gdzie jest moja jakas wina i jak byc asertywnym w przypadku kiedy jest sie tak naprawde bezbronnym i boli jak diabli.