panna.sarabella
19.04.12, 13:03
witam
w niedzielę 15 kwietnia urodziłam córcię. Zaczęło się bardzo niewinnie o 15.00, przez godzinę miałam skurcze mniej-więcej co 10-7 minut, ale były nieregularne, o różnym natężeniu i długości. O 16 zadzwoniłam do gina i opisałam sytuację, kazał przyjechać na ktg jeśli przez następną godzinę dalej tak będzie. O 17 byliśmy w szpitalu, ktg nic nie wykazało, 1 cm rozwarcia, główka wysoko, podczas badań skurcze przeszły, ale zostawili mnie na oddziale "na wszelki wypadek" głównie z powodu mojego nadciśnienia. Na salę po wszystkich badaniach trafiłam ok 19.30. Pół godziny później skurcze wróciły ze zdwojoną siłą i co 3 minuty, położna stwierdziła że chyba powinnam pójść na porodówkę. 2 cm rozwarcia, skurczów na ktg nadal nie widać. Po pół godzinie, kiedy skurcze miałam co 2 minuty rozwarcie było juz na 4 cm, w tempie podawano mi antybiotyk dożylnie (mam paciorkowca), zadzwoniłam po męża i się zaczęło. Takiego bólu w życiu nie czułam, pierwszy poród to była pestka w porównaniu z tym. Wstyd mi ale wrzeszczałam tak, jak jeszcze nigdy. Błagałam o znieczulenie ale oczywiscie było już za późno - o 21.30 (czyli po 1,5 godzinie porodu) miałam już 8 cm i... stanęło. Z bólu nie byłam w stanie współpracować, nie kontaktowałam, nie robiłam niczego o czym mówiła położna prowadząca poród. W końcu się przemogłam i córa urodziła się o 22.40 po 2 skurczach partych.
Ból był koszmarny, położna uznała że to dlatego ze tak szybko to szło. Musze powiedzieć ze miałam cudowną położną, pomimo tego ze nie współpracowałam udało jej sie uchronić krocze przed nacinaniem :)
Poród był ekspresowy, ale już na pewno mój ostatni - takiego bólu już nie chcę przeżywać!
Teraz walczę z nawałem pokarmu ale to inna historia ;-)
pozdrawiam panią Kasię i dziekuję za wszystkie rady których mi udzieliła podczas tej ciaży :-)