szczota12
05.01.06, 18:12
Jestem wieloródką, w ostatniej ciazy wszystko bylo okey ale moja Pani doktor
wyslała mnie do szpitala w 24tyg ciąży gdyż nie podobała jej się długosć mojej
szyjki.Stwierdzono,że u wieloródki szyjka taka może być,zrobiono mi dodatkowo
różne badania które były idealne więc wyszlam do domu.Czulam się wspaniale
lecz w 27tyg dostałam bóli,zaczęłam plamić więc natychmiast udalam się do
szpitala.Tam okazalo się,że skurcze są bardzo często;podano mi czopki,póżniej
podłączono mnie do kroplówki[tokoliza]ciśnienie spadlo mi do 90/60 przy tętnie
ponad130,myślałam iż umieram.Nie zrobiono mi żadnych badan;usg,krwi,wód
płodowych,nawet tętna plodu nie słuchano bo za wcześnie i żle slychać.Po 8
godzinach bóli,powstrzymywania chęci parcia w końcu przewieziono mnie do
szpitala specjalistycznego,tam już nic nie zrobiono bo urodzilam córke siłami
natury w zamartwicy która dziś jest bardzo niepelnosprawna, między innymi z
powodu niedotlenienia okołoporodowego.Moje pytanie jest następujące;czy nie
powinni mi zrobić jakiś badań by stwierdzić dlaczego rodze nim powstrzymywano
poród?czy przewiezienie mnie do szpitala specjalistycznego dużo wcześniej by
zdążono mi zrobić cesarke nie dało by szansy mojej córce na zdrowie?Przecież
ona dusiła się w moich cuchnących wodach płodowych.Gdy leżałam na obserwacji
chodziły plotki,że na oddziele panuje gronkowiec,kazdy dostawał antybiotyki
czy jeśli w szpitalu zaraziłabym się tą bakterią mogło by trwać aż trzy
tygodnie aby doszło do zakażenia wewnątrzmacicznego.Proszę o szczerą odpowiedż
i dziękuje.