Dodaj do ulubionych

samotność na finiszu

01.08.07, 14:02
jestem w 33 tygodniu ciąży i coraz bardziej boję sie jak sobie poradzę. Nawet nie wiem kiedy minęły te miesiące, ale czuje że za szybko. Nie zdążyłam przyzwyczaić sie do myśli że bedę matką. Komu bym sie nie pożaliła słyszę "mądre" rady- zobaczysz, wszystko będzie dobrze... A ja czuję że nie będzie, już teraz widzę że przez dziecko, które noszę w sobie straciłam męża- zero zainteresowania mną i dzieckiem. Dla wszystkich jest takie oczywiste że powinnam być szczęśliwa, ale nie jestem. Przed ciążą miałam wspaniałego męża, rodzine na którą mogłam liczyć, a teraz- zostałam sama z brzuchem- i im bliżej końca tym bardziej to dostrzegam. Nie mam prawa bać sie porodu- w końcu dla kobiety to normalne, nie mam prawa bać się macierzyństwa- bo na takie myśli był czas przed ciążą... ITD. ITP. Przed ciążą byłam radosna, optymistyczna, a teraz ciągle chodzę zapłakana- ale to przecież hormony... Jak mam kochać kogoś, kto mi zabrał to co było dla mnie zawsze tak ważne- wsparcie, poczucie bezpieczeństwa, a nawet pracę???...
Obserwuj wątek
    • aga29wawa Re: samotność na finiszu 02.08.07, 09:59
      sorrki ale jakos nie umiem cie pocieszyc...ale mimo wszytsko napisze ...
      chyba patrzysz na macierzynstwo z niewlasciwej strony...
      nie pasuje mi okreslanie "kochajacym mezem " kogos kto zostawil cie w ciazy?!
      chyba nie byl kochajacym az tak bardzo a ciaza tylko przyspieszyla to co bylo
      nieuniknione??? nie zastanawialas sie nad tym??
      rodzina... rodzina zyje swoim zyciem i to jest oczywiste .. ale.. trzeba
      nauczyc sie poprosic ich o pomoc.. skad maja wiedziec jak sie czujesz i czy
      potrzebujesz pomocy?
      mowisz ze stracilas prace... praca nie ta to bedzie nastepna...
      nie mozna siedziec bezczynnie i tylko narzekac "jak mi zle i nikt mnie nie
      rozumie"!

      wiem o czym pisze bo sama bede samotna matka, moj facet zostawil mnie w chwili
      gdy dowiedzial sie ze zostanie ojcem ...
      mam niepewna prace.. i tez nie wiem czy bede miala do czego wrocic...
      podobnie jak ty mam hustawki nastrojow, raz jestem przerazona co bedzie dalej
      innym razem ciesze sie ze juz nigdy nie bede samotna bo bedzie ze mna moje
      malenstwo,
      to nie jest wina hormonow, tylko lek przed nieznanym, przed odpowiedzialnoscia
      za druga istote.
      moje najblizsze kolezanki nie maja dzieci, nigdy nie byly w ciazy, tez na
      poczatku poprostu zostawily mnie z zapewnieniem "jakby co daj znac".
      Uwazalam ze dam sobie rade sama ... a nie dawalam...zloscilam sie ze nawet nikt
      nie zapyta jak sie czuje i czy mozna mi w czyms pomoc...
      wykonanie najprostrze czynnosci domowych z wielkim sprawialy mi klopot,
      ryczalam w poduszke ze wszyscy mnie zostawili. Po czym okazalo sie ze jak raz
      zwrocilam sie o pomoc, nie bylo problemu. Tylko trzeba powiedziec wprost!

      W zyciu rozne zdarzaja sie rzeczy, moze sie okazac ze to dziecko w przyszlosci
      bedzie dla ciebie wsparciem albo zycie ci uratuje!

      Dziewczyno glowa do gory!! Nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo:)))
    • efkamarchefka2 Re: samotność na finiszu 02.08.07, 21:58
      Pestka - wlasnie, ze masz prawo! masz prawo do wszystkiego. do narzekania,
      strachu i humorow. 11 lat temu bylam w ciazy pierwszy raz - studia, 2 rok, brak
      oparcia w rodzinie, facet, ktory najpierw powiedzial, ze to nie jego, a potem
      zalatwil mi lekarza. nie mowilam nikomu, ze jestem w cizy, bo sie wstydzilam.
      balam sie jak cholera, bylam zmeczona, niewyspana, zalamana, a musialam chodzic
      na uczelnie,pracowac i jeszcze wymyslic, jak sobie poradzic. bylo ciezko.
      pozniej tez - kiedy musialam isc do pracy i znosic humory szefa, ktory nie mogl
      zrozumiec, ze jak dziecko choruje, to nie moge zostawic go samego w domu i
      leciec do pracy. ale moja corka jest dzisiaj dla mnie najwazniejsza istota na
      swiecie.
      teraz jestem drugi raz w ciazy, jak Ty w 33 tygodniu. mam kochajacego meza,
      wsparcie jego rodziny i znajomych. nie oznacza to jednak, ze wyzbylam sie
      strachu, stresu, czy wahan nastrojow. czasami mam momenty zalamania - np.
      wczoraj plakalam przez pol dnia, bo: ktos scial moje drzewo, spadl mi lancuch z
      roweru, nie udalo mi sie zlatwic wszystkich spraw w gminie, garnek mi sie
      spalil, brzuch mi ciazyl i bylam zmeczona, a do tego maz nie mogl zrozumiec, ze
      po prostu jest mi zle.
      ja tez slysze od znajomych, ze bedzie dobrze, ze to tylko hormony, ze ciaza to
      stan fizjologiczny, ze moje problemy to zadne problemy, bo na przyklad w Afryce
      ludzie gloduja i umieraja.
      i wcale nie chce mi sie byc ciagle dzielna, zaradna, pracowita itd. pozwalam
      sobie na zly humor, zmeczenie, narzekanie, bo jestem w ciazy i jakkolwiek jest
      chciana i zaplanowana, to wiem, ze dziecko wiecej zmienia dla mnie niz dla meza
      czy rodziny. i tez mam watpliwosci jak bedzie, jak sobie poradzimy, jak bedzie
      wygladalo nasze zycie.
      prawdopodobnie, kiedy dziecko sie urodzi - Twoje nastawienie sie zmieni. ja
      pokochalam moja corke bezgranicznie dopiero po kilku miesiacach. nauczylam sie
      radzic sobie i odrozniac prawdziwych przyjaciol od pseudoprzyjaciol.
      rzeczywiscie wielu ludziom trzeba wyraznie powiedziec - jest mi zle, nie radze
      sobie, boje sie. inaczej nie zauwaza lub nie zrozumieja. sprobuj. mam nadzieje,
      ze sie uda. jesli chcesz - napisz na maila gazetowego. porozmawiamy. czasami z
      obcymi latwiej rozmawiac niz z bliskimi.
      pozdrawiam cieplo
      Efka
    • misinka81 Re: samotność na finiszu 09.08.07, 23:02
      Jak tak patrzę, to ten okres ok 30 tygodnia też był dla mnie taki
      niefajny...
      U mnie jest o tyle inaczej, że mam synka 4-letniego i jestem w
      ciąży, której nie chciałam, nie planowałam. Mąż wyprowadził się parę
      miesięcy temu. Ja chciałam nawet usunąć ciażę, ale nie potrafiłabym
      sobie i swojemu dziecku spojrzeć w oczy do końca życia. Przez całą
      ciąże miałam i dalej mam mieszane uczucia co do tego dziecka, bo
      jakby nie było to go nie chciałam, jego pojawienie się już w moim
      brzuchu bardzo skomplikowało moje życie, bo stałam się bardzo
      zależna od moich rodziców (a wolałabym tego uniknąć, bo starają się
      manipulowac moim życiem), musiałam zrezygnować z ciekawej, lepiej
      płatnej pracy (zagrożona ciążą), no i teraz mam conajmniej rok
      wyjęty z życiorysu, by jakoś na nowo poukładać sobie życie od
      początku. Jakoś nie wyobrażam sobie, jak będzie po porodzie, jedyną
      dobrą rzeczą jest to, ze właśnie przeprowadziłam się do nowego
      mieszkania, ale nawet nie mam za bardzo z kim dzielić tej radości,
      bo mieszkać samemu to nie to samo, co z kochającą Cię osobą. No i te
      humory, kiedy z byle powodu chce się płakać, na samą myśl o jakimś
      wydarzeniu... Na szczęście jakoś widzę siebie z boku, wiem, że to
      hormony, wypłaczę sie i jest lepiej :) Najbardziej się boję, że nie
      pokocham tego dziecka, jak starszego, zwłaszcza że nie oczekiwałam
      go wcale na tym świecie. Boję się, że nie dam rady sama z dwójką, że
      nie spotkam już nikogo, kto chciałby z nami być, że nie ułożę sobie
      życia tak, jakbym chciała, a nie mam jeszcze nawet 30 lat...
      Nie poddawaj sie swoim czarnym myślom, one się nakręcają i tylko
      wszystko pogarszają. Szukaj dobrych rzeczy, nie myśl o złych, rób
      plany na przyszłość, a nad przeszłością się nie zastanawiaj, bo to
      nic nie zmieni, a tylko będziesz mieć doła.
      Trzymaj się ciepło :) Pozdrawiam :)
    • ewa.ruda Re: samotność na finiszu 13.08.07, 13:43
      Wiem jak to jest, bo sama przez to próbuję przejść ale strasznie się
      boję.Jestem teraz w 25 tyg ciąży.Wszystki było pięknie do
      czasu.Poznałam wspaniałego faceta ( tak mi się wtedy wydawało)
      Rozwodnik z bliźniakami.Nawet gdy dowiedział się żę jestem w ciąży
      cieszył się jak dziecko. Później już były tylko kłótnie i awantury
      więc spakowałam jego rzeczy.Było to w 15 tyg ciąży.Powiedział mi
      wtedy ( tych słów niwe jestem w stanie zapomnieć chyba do końca
      życia) że życzy mi i dziecku wszystkiego co może być
      najgorsze.Myślałam że tego nie wytrzymam ale było i jest coś
      znaczacznie gorszego.Ojciec mojego dziecka jest chory na raka jelita
      grubego.Wszystko już było ok.Ale dostałam sms od niego że ten rak co
      on go ma jest dziedziczny i życzył mi miłego dnia.Tego dnia świat mi
      się rozleciał.Chciałam wtedy nawet zrobić coś sobie i dziecku,bo nie
      wiem co to będzie jak okaże się że moja kochana córeczka będzie
      chora na raka.Jestem załamana.Nikomu o tym nie mówiłam bo strasznie
      się boję i nie wiem co mam robić.Tak bardzo chciałabym się do kogoś
      przytulić , porozmawiać i normalnie życ
      • lily.f Re: samotność na finiszu 13.08.07, 22:43
        Droga Ewo,
        nowotwory jelita grubego są dietozależne i można im zapobiegać. To że coś może
        się zdarzyć nie znaczy, że musi. Dużo zależy od nawyków żywieniowych rodziny,
        można też robić regularną kolonoskopię i w porę interweniować. Nie wybiegaj tak
        daleko naprzód, bo przecież nie wiesz nawet, co będzie jutro. Trzymaj się i dbaj
        o Was.
        • jamamma Re: samotność na finiszu 21.12.07, 09:37
          a przede wszystkim zmień nr telefonu, niech facet nie psuje Ci życia, skoro go
          nie chciał z Tobą przeżyć.
      • aga29wawa Re: samotność na finiszu 16.08.07, 09:50
        do ewa.ruda ...
        nie zalamuj sie, to co powiedzial ci ojciec dziecka to tylko polowa
        prawdy,przedstawil ci taka wersje zeby cie nastraszyc. Akurat tak
        sie sklada ze moja rodzina przechodzila przez takie badania, moja
        mama miala raka jelita cienkiego i jeszcze za jej zycia z komorek
        pobranych mojej mamie zbadano czy rak ktorego miala ma podloze
        dziedziczne czy nie.... to badanie nie daje wyniku kto i czy
        oddziedziczy chorobe tylko ze dzieci osoby chorej sa bardziej
        zagrozone wystapieniem choroby.
        W przypadku gdy stwierdza sie ze choroba jest choroba dziedziczna
        obejmuje sie opieka profilktyczna nie tylko dzieci tej osoby ale
        rowniez jej rodzenstwo i rodzicow nie jesli sa w zaawansowanym
        wieku.
        Przede wszystkim majac swiadomosc zagrozenia mozesz zpobiec chorobie
        poprzez badania profilaktyczne.
        Dlatego glowa do gory!!! mam nadzieje ze wmiare zrozumiale jest to
        co napisalam, a jak chcesz cos wiecej sie dowiedziec napisz :)
    • ewa_janiuk Re: samotność na finiszu 19.08.07, 22:35
      Niezależnie od tego na jakim etapie życia i w jakich okolicznościach gdy po raz
      pierwszy stajemy w obliczu nowej roli życiowej jaką nam przyjdzie pełnić stanowi
      to dla nas szalone źródło stresów i wątpliwości. Zwłaszcza gdy dotyczy to
      narodzin pierwszego dziecka bo tak na prawdę po raz pierwszy w życiu stajemy się
      odpowiedzialni za drugiego człowieka. Im bardziej nasze wyobrażenia różnią się
      od rzeczywistości tym trudniej nam się w tym odnaleźć. Nie boją się jedynie
      ludzie bez wyobraźni. Lęk to normalne ludzkie uczucie. Co jednak z nim zrobisz
      zależy od Ciebie. Dziecko nie musi zawładnąć całym Twoim życiem, nawet nie
      powinno. Nie ma szczęśliwych dzieci przy nieszczęśliwych rodzicach. Tak jak z
      każdym człowiekiem-spróbuj idź na kompromis. To nie prawda, że dzieci kocha się
      od "zaraz", czasami potrzeba na to czasu. MOże to być pierwsze spojrzenie,
      uśmiech, wasza pierwsza wspólna noc...
    • malgorzataw_pl Re: samotność na finiszu 21.08.07, 08:10
      Dziewczyny, dacie radę, ciąża jest okresem zmian hormonów i czasami
      wydaje się, że czlowiek już nic nie moze, to nie prawda. Sama jestem
      samotną mamą 12 tyg. córeczki i czasami pomimo zmęczenia wiem że
      jestem w stanie przenosić gory, właśnie dla niej. Nie ma nic
      wspanialszego niż jej bezzębny uśmiech, kiedy do niej mówię, czy
      wpatrzone oczy kiedy sśie pierś. Dla tych uczuć warto wszystko.
      dacie radę.
      • tu_nia Re: samotność na finiszu 20.12.07, 20:17
        tez sie boje cholernie, bo nie wiem co wybrac- cc czy orod w wodzie, czy
        normalny ze znieczuleniem, boje sie cholernie bo wiem ze bede sama, jestem sama,
        ojca dziecka przegonilam bo okazal sie patalachem na ktorego liczyc zupelnie nie
        moglam ale jakos sobie poradze bo co nas nie zabije to nas wzmocni. amen.
        • ewa_janiuk Re: samotność na finiszu 27.12.07, 13:50
          Mądre słowa!!
          Nie jesteś sama! To ojciec dziecka został sam, Wy jesteście we
          dwoje. :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka