mon-ika33
05.04.08, 23:45
Z góry przepraszam, jeżeli moje pytanie nie w temacie, ale jakoś tak
tutaj mi najbardziej pasuje...
Urodziłam córkę w 41 tyg. ciąża bez problemów, poród też, ale pod
koniec miałam problemy ze skutecznym parciem, strasznie dużo tych
skurczów partych miałam, w sumie trwały ok. godziny, dali mi jakąś
kroplówkę, nie mam pojęcia co, no i niestety najpierw położna, a
potem lekarz wypychali dziecko. Położyli mi córeczkę na brzuchu, mąż
przeciął pępowinę, a ja cały czas martwiłam się, że ona nie płacze.
Zabrali ją i nagle zaczeło się zamieszanie. Musieli podać córce
tlen. Cały czas zapewniali mnie, że nic złego się nie dzieje. Tlen
miała podawany krótko, może 5 min? Potem lekarz przyszedł i
tłumaczył, że nic takiego, że troszkę pępowiną była owinięta, że nie
mam się czym przejmować. Dostała 7, 7, 8, 10 pkt. Agp. ze względu na
napięcie mięśni, odruchy i zabarwienie skóry. Żadnych informacji w
książeczce o niedotlenieniu czy zamartwicy. Żadnego skierowania do
neurologa, na USG czy inne badania. Teraz ma 5,5 m-ca a ja cały czas
się obawiam skutków tego niedotlenienia, chociaż nie wiem czy to
faktycznie było niedotlenienie, czy sama nie wiem co. Na razie
wygląda, że rozwija się dobrze, chociaż jest dość nerwowym
dzieckiem, ale ja cały czas się boję.
I tu moje pytanie, czy mam podstawy do obaw, czy szukać nerologa i
robić badania na wszelki wypadek? Czy podawanie tlenu noworodkom
jest jednoznaczne z niedotlenieniem? Czy mogło to być spowodowane
nieefektywnym parciem, kroplówką, czy wypychaniem dziecka?