Gość: I.LEŚNIKOWSKI
IP: *.czestochowa.um.gov.pl / *.um.gov.pl
18.02.04, 09:11
Prezentuję poniżej całą wypowiedź, którą przesłałem do redakcji po lekturze
artykułu zatytułowanego „Pechowe połączenie" zamieszczonego w wydaniu Gazety
Wyborczej Częstochowa 17 lutego 2004 roku.
Ireneusz Leśnikowski
Rzecznik prasowy Urzędu Miasta Częstochowy
„Zawarte w tekście zatytułowanym „Pechowe połączenie” wypowiedzi są
oburzającym przykładem nietolerancji.
Z przykrością stwierdzam, że sposób zaprezentowania informacji o utworzeniu
mieszkania chronionego w Gazecie Wyborczej Częstochowa doprowadził już do
tego, że przyszli pensjonariusze zrezygnowali z zamieszkania chronionego
lokalu, bojąc się napiętnowania.
Uniemożliwia to realizację programu “powrotu do normalności” dla
podopiecznych Miejskiego Ośrodka Pomocy Spolęcznej.
Adresy mieszkań chronionych utrzymuje się w dyskrecji. O taką też prosiliśmy
dziennikarzy. Do tej podstawowej zasady zaufania zastosowały się wszystkie
dzienniki w Częstochowie. „Gazeta Wyborcza Częstochowa” złamała tę zasadę,
dokładnie lokalizując mieszkanie chronione, opisując nawet rozmieszczenie
pokoi w doskonale znanym częstochowianom budynku. Przy okazji: opublikowano
plan rozmieszczenia mieszkania chronionego w budynku, nie pisząc przy tym,
iż ma ono inne wyjście i jego lokatorzy nie muszą się nawet kontaktować z
innymi mieszkańcami.
Zadziwiają w tym tekście przejawy braku tolerancji.
W szczególności dotyczy to fragmentu: “Opiekunowie noworodków ze
stowarzyszenia obawiają się jednak bliskiego sąsiedztwa chorych. - Przecież
to ludzie z zaburzeniami psychicznymi. Kto zagwarantuje, ze nie stanowią
zagrożenia dla otoczenia? U nas na nocnej zmianie są tylko trzy kobiety,
pielęgniarka i dwie wolontariuszki. Nie mają ochrony – tłumaczy Bernadetta
Strąk”. Publikacja powyższej wypowiedzi, bez komentarza, jest kuriozalna. Z
wypowiedzi można wnioskować, że skoro lokatorzy mieszkania chronionego
zagrażają personelowi Stowarzyszenia, tym bardziej mogą być zagrożeniem dla
innych - w tym zwykłych rodzin.
Ton wypowiedzi jest identyczny z wypowiedziami padającymi podczas protestów
przeciw lokalizacji w pobliżu domów mieszkalnych schronisk z chorymi na AIDS
(bo zarażą), lecznic z narkomanami (bo rozpowszechnią), szpitali zakaźnych,
hospicjów itd. Jest to wypowiedź z epoki, w której jedynym sposobem leczenia
chorych psychicznie była ich izolacja w zakładach zamkniętych.
Program “powrót do normalności” polega na wprowadzaniu osób z problemami
psychicznymi (zwłaszcza po leczeniu się z nałogu) w zwykłe, samodzielne
życie. To trudny proces wymagający delikatności. Jedną z istotniejszych
przeszkód w adaptacji do normalnego życia jest ostracyzm społeczny
naznaczający ludzi, którzy przeszli chorobę psychiczną. Etykietowanie -
“psychiczny”, “wariat” itd. to nic innego jak tworzenie barier powrotu tych
osób do pracy, do zwykłego życia. Nieświadomość, a często zwykła głupota
ludzka odcina szansę leczenia.
Osoba, prezentowana w “Gazecie...”, od pewnego czasu promowana na jej łamach,
przewodnicząca znanego Stowarzyszenia, atakuje system społecznej adaptacji
ludzi po schorzeniach psychicznych. To zadziwiające – bo powinniśmy, po
osobie prezentowanej jako autorytet w tych sprawach, spodziewać się raczej
zrozumienia i deklaracji pomocy osobom pokrzywdzonym przez los. Tymczasem
zaprezentowano daleko posunięty egoizm, można domniemywać nawet, iż w
interesie własnego stowarzyszenia.
Co dalej należy począć z ludźmi cierpiącymi na schorzenia psychiczne? Czy
należy je izolować do końca życia ? Umieścić na obrzeżu miasta, z dala od
siedlisk ludzkich?
Ireneusz Leśnikowski
Rzecznik prasowy Urzędu Miasta Częstochowy